Nigdy nie ignoruj osoby,
która Cię kocha i martwi się o Ciebie,
bo pewnego dnia zrozumiesz,
że straciłeś księżyc podczas łapania gwiazd.
_____________________________-
Ciemność. Wszędzie ciemność. Ani odrobiny światła. Wiedziała jednak, że jest w jakimś tunelu. Nie wiedziała, skąd to wie, ale wiedziała, że to był tunel.
Nagle z dwóch stron wystrzeliło światło. Jedno było okropnie białe. Patrząc w nie musiała mrużyć oczy. Było oślepiające. Drugie było bardziej żółte, jakby od lampy. Od białego światła biło przyjemne ciepło, które sprawiało, że czuła się bezpiecznie. Żółte wysyłało nieprzyjemny chłód, przez który mimowolnie się cofnęła.
Dziewczyna była pewna, że te światła to końce tunelu. Każdy pokazywał inny świat i do niej należał wybór, gdzie chce trafić. Najpierw, jednak, musiała zobaczyć, dokąd, który prowadzi.
Ruszyła w stronę białego światła. Postanowiła, że pierwszy obejrzy ten świat, od którego bije jaśniejsza poświata i cieplejszy wietrzyk. Doszła do samego końca. Było tam tak ciepło, że musiała zdjąć sweter. Spojrzała w dół. Piękny widok.
Zobaczyła duży park. Pomyślała, że podobny jest koło domu Hermiony. Na ławeczkach siedziały matki z ojcami i patrzyły na bawiące się dzieci. Pociechy bawiły się piłkami, jeździły na rolkach, rowerach i deskorolkach oraz grały w różne gry. Na środku parku był duży staw, a przy stawie stał chłopak. Ruda czupryna wyróżniała się w tłumie. Dziewczyna wstrzymała oddech. Fred. Chłopak chyba usłyszał jej myśli, bo odchylił głowę do tyłu i popatrzył w niebo. Normalnie powinien zobaczyć białe chmurki wolno płynące po niebie. Wszyscy to widzieli, jednak on zobaczył coś innego.
Rudowłosy zobaczył czarną plamę wysoko na niebie, a w niej sylwetkę dziewczyny. Uśmiechnął się szeroko i pomachał ręką. Dziwne było to, że ktokolwiek mógł ją zobaczyć, ale nie to było najdziwniejsze.
Nagle chłopak zaczął się unosić w powietrzu i poleciał do czarnej plamy na niebie. Wiedział, dlaczego tak się dzieje, jednak dziewczyna była przerażona. Cofnęła się tak, aby chłopak mógł przed nią stanąć. Chciała go zapyta, jak to możliwe, ale nie mogła nic powiedzieć, zamiast tego przytuliła się do niego. Na twarzy chłopaka widać było zaskoczenie, ale nie odepchnął jej. Otoczył ją ramionami, przytulając policzek do jej włosów. To nadal była jego mała siostrzyczka i stęsknił się za nią. W końcu odsunęła się od niego. Przez jakiś czas wpatrywała się w chłopaka. Tysiące myśli latało po jej głowie, ale żadnej nie była w stanie powiedzieć. Chłopak zauważył jej zakłopotanie i zdziwienie w oczach, bo uśmiechnął się i zaczął.
-Pewnie zastanawiasz się, jak to możliwe, że stoję tu przed tobą.- Fred uśmiechnął się do dziewczyny i ona odwzajemniła uśmiech, jednak nadal nie była w stanie nic powiedzieć, więc tylko kiwnęła głową. Chłopak zaśmiał się mimowolnie.- A więc... Jesteś na granicy dwóch światów. Próbowałaś się zabić, ale znaleźli cię i dzięki temu tu jesteś. Gdyby cię nie znaleźli już dawno byłabyś w tamtym parku.- wskazał miejsce za sobą.- Ale teraz masz wybór. Albo pójdziesz ze mną do Raju, albo wybierzesz drugą drogę.
-A co jest na końcu drugiej drogi?
-Sama zobacz.- Fred uśmiechnął się do dziewczyny, wziął ją za rękę i ruszył w stronę żółtego światła. Szli bardzo długo,a z każdym krokiem było coraz zimniej. W połowie drogi dziewczyna musiała założyć sweter. Kiedy doszli do końca, sweter nie wystarczał i dziewczyna trzęsła się z zimna. Chłopak to zobaczył. Nie wiadomo jak, sprawił, że przed nimi zaczęła unosić się ciepła, puchowa kurtka. Fred podał ją towarzyszce,a ona ją założyła.
-Tobie nie jest zimno?-Fred uśmiechnął się, słysząc to pytanie.
-Nie. Ja nie czuję zimna. Zawsze jest mi ciepło.
-Też bym tak chciała.
-Wątpię.- rudowłosy uśmiechnął się jeszcze szerzej.- Później o tym pogadamy. Spójrz w dół.-pochylił się, a po chwili to samo zrobiła dziewczyna.
Zobaczyli całą białą salę z jednym, jedynym łóżkiem. Szpital. Na łóżku leżała rudowłosa dziewczyna podpięta do różnych urządzeń. Była strasznie blada. Włosy leżały rozsypane na poduszce, ręce były owinięte bandażami. Dziewczyna była nieprzytomna. To ja? Obok łóżka, na krześle siedział czarnowłosy chłopak w okularach i trzymał za rękę nieprzytomną dziewczynę. Widać było, że płakał. Harry. Okularnik spojrzał na dziewczynę.
-Ginny nie rób mi tego. Obudź się, proszę. Nie możesz mnie zostawić. Ja cię kocham, Ginny. Musisz się obudzić. Dla mnie.
Fred odciągnął dziewczynę, żeby nie widziała, co będzie dalej.
-Harry. On mnie kocha.
-Zawsze cię kochał.
-To dlaczego się odciął? Dlaczego nie chciał ze mną rozmawiać? Dlaczego mnie ranił?
-O to musisz go sama zapytać.
-Czyli pora wybrać?
-Tak, ale zanim to zrobisz, chciałbym z tobą porozmawiać.- Fred uśmiechnął się smutno i usiadł na ziemi.- Siadaj.- Ginny przyłączyła się do brata.- Musisz wiedzieć, że wszyscy się o ciebie martwią.
-Jakoś tego nie widzę. Cały czas mnie odsuwają. Jestem dla nich piątym kołem u wozu.
-Nie prawda. Jesteś dla nich bardzo ważna, ale nie możesz tego zobaczyć.
-Dlaczego?
-Dlatego, że żadne czyny nie są w stanie pokazać naszych uczuć.
-Nie wiem, czy chcę tam wracać. Tam gdzie jesteś ty cały czas jest ciepło, nie ma wojen, ani bólu. Wszystko jest takie... Takie dobre.
-To prawda. A nie chcesz może zobaczyć się z Luną? Nie tęsknisz za Hermioną? Nie chciałabyś wziąć ślubu, mieć dzieci?
-Z kim miałabym wziąć ślub?
-Z Harry'm.
-On mnie zranił.- z oczu Ginny zaczęły wypływać słone łzy.- Nie wiem, czy potrafiłabym z nim być.
-Kochasz go?
-Tak, ale czasem miłość nie wystarcza.
Fred odwrócił się twarzą do Ginny i wziął ją za ręce.
-Harry odsunął się od ciebie, bo się bał.- chciała mu przerwać, ale jej nie pozwolił.- Nie pytaj mnie dlaczego. Zapytaj jego. Jeszcze będziesz z nim szczęśliwa, mimo przeszkód.
-Skąd wiesz?
-Powiedzmy, że mam dostęp do przyszłości, ale nie mogę nic więcej powiedzieć.
-Mam tam wrócić?
-To zależy od ciebie.
-A czemu ty nie wróciłeś?
-Nie miałem takiej możliwości. Nie miałem wyboru. Ty, jako jedna z nielicznych, dostałaś drugą szansę. Nie zmarnuj jej.
Ginny spojrzała w stronę Raju, a potem w stronę sali szpitalnej. Patrząc na żółte światło, zatęskniła za przyjaciółmi.
-Wrócę tam.
Fred uśmiechnął się do siostry. Odpowiedziała mu tym samym. Już chciała wstać i odejść, ale Fred ją zatrzymał.
-Poczekaj. Mam do ciebie prośbę.- przed rodzeństwem zmaterializowało się 5 kopert.- Mogłabyś to przekazać?
-A jest to możliwe?
-Nie wiem, ale warto spróbować.
Ginny uśmiechnęła się i pokiwała głową. Przytuliła Freda, wzięła koperty i ruszyła w stronę żółtego światła.
-Powodzenia, będzie ci potrzebne.- ale tego nie mogła już usłyszeć. Skoczyła. Spadała, spadała i spadała. Miała wrażenie, że trwa to całe wieki. Obawiała się upadku. Pewnie jest bardzo bolesny. Spadała i spadała. Nagle wszystko ustało. Nic nie czuła, ale wiedziała, że już nie spada. Oślepiło ją bardzo jaskrawe światło i zemdlała.
_________________
Sorry, że tak długo, ale szkoła.
Dla Izy, za to, że zawsze mnie wspiera i się o mnie martwi.
Uwaga!!!
W tym tygodniu mam wymianę i nie będę mogła pisać. Później muszę latać po lekarzach, bo mam problemy ze zdrowiem, więc nie wiem, kiedy będzie następny rozdział.
Pozdro
Tonksiak :*