poniedziałek, 30 grudnia 2013

Miniaturka

  Hej!!! Jest obiecana miniaturka. Dedykuję ją Księżniczce Półkrwi, która jako jedyna wyraziła chęci na tą miniaturkę. Dziękuję, Księżniczko.


_______________________--
 Hermiona wstała wcześnie.
-Dziś wielki dzień. - pomyślała.
Pewnie, że wielki dzień. W końcu nie codziennie bierze się ślub. Mionka pomyślała, że w jej przypadku, to i tak za często.

---

   Trzy lata temu tak samo przygotowywała się do ślubu. Miała wyjść za Ronalda Weasley'a. Wydawało jej się, że go kocha. Bitwa zakończyła się rok wcześniej i razem podjęli decyzję o ślubie. Teraz wiedziała, że to był błąd, ale nie ważne. Trzy lata temu też wstała wcześniej.  Trzy lata temu też ubierała tą piękną suknię. Trzy lata temu pojechała powozem do kościoła. Trzy lata temu uciekła spod kościoła. Pojechała na lotnisko i cały czas w sukni ślubnej, wsiadła do samolotu. Pewnie pomyślicie, że miała to zaplanowane, ale tak nie było. Wcześniej  kupiła dwa bilety na samolot. Miała powiedzieć Ronowi, że to jej niespodzianka z okazji ich ślubu, niestety wykorzystała tylko jeden bilet.


   Zatrzymała się w Nowym Jorku. Kupiła tam małe, ale ładne mieszkanko. Załatwiła sobie pracę. Wszystko wydawało się być na dobrej drodze do normalnego życia. Niestety pojawił się On. Nie, nie Ron. Okrutny, cyniczny, platynowy blondyn, który cały czas w szkole szydził z brunetki. To jednak jakby odpłynęło w niepamięć. Była dla niego jedyną znajomą osobą, on dla niej też. Postanowili zapomnieć o nienawiści i spróbować się zakolegować. Po paru spotkaniach wylądowali w łóżku. Było im razem bardzo dobrze i postanowili dać sobie szansę. Super się dogadywali. Hermiona czuła, że go kocha. Niedługo potem, Draco poprosił ją o rękę. Dziewczyna była bardzo szczęśliwa. Myślała, że to ten jedyny, więc bez wahania przyjęła oświadczyny. Wyciągnęła, jednak, lekcję z przyszłości i nie spieszyła się tak ze ślubem. Datę ceremonii ustalili na grudzień przyszłego roku. Był to ten sam dzień, w którym Mionka uciekła z przed ołtarza. Nie pomyślała o tym, że może on być pechowy. I akurat ten dzień nie był.

   Miesiąc przed ślubem Mionka spotkała szkolną miłość. Przestraszyła się, bo ta osoba miała już dawno  nie żyć. Zakochała się w nim w 2 klasie, ale  4 wszystko przepadło. A wszystko przed ten głupi Turniej Trójmagiczny. Spotkała go, gdy wracała ze spotkania z Draconem. Wymienili parę zdań i chłopak zaproponował jej kawę. Przyjęła propozycję. Kiedy już miała wracać, towarzysz wspomniał, że właśnie się tu przeprowadził i nie ma gdzie mieszkać. Hermiona miała wolny pokój więc zaproponowała go koledze.

  Na początku łączyły ich tylko sprawy mieszkaniowe, ale później, gdy Miona była w pracy lub z Draconem, zauważyła, że tęskni za kolegą i czeka na spotkanie z nim. Po dwóch tygodniach wylądowali w łóżku. Żadne z nich nie wiedziało, jak to się stało. Po prostu obudzili się razem w łóżku i to zupełnie nadzy. Postanowili o tym zapomnieć, ale nie potrafili. Od tamtej chwili czekali na noce, w których będą mogli być razem.
Hermiona przez cały dzień myślała o chłopaku. Szła do pracy, później na spotkania z Draconem, z którym ustalała szczegóły wesela, a potem pędziła do domu i zasypiała późną nocą z kochankiem.

Dzień przed weselem Mionka uświadomiła sobie, że na prawdę kocha lokatora. Porozmawiała z nim i dowiedziała się, że on też ją kocha, że cały czas ją kochał. Pojechała więc do Dracona, nie patrząc na późną godzinę,  i odwołała ślub, niczego nie tłumacząc. Zaraz po tym, spakowała się i razem z ukochanym wróciła do Londynu.

 ---
 I teraz Mionka znowu przygotowywała się do ślubu, jednak teraz nie miała wątpliwości. Kochała narzeczonego i chciała wyjść za niego. Martwiła się jedynie reakcją Weasley'ów. Nie powiedziała im, z kim bierze ślub a na zaproszeniu nie było teji nformacji. Ron był zły i od razu powiedział, że nie będzie go na ślubie. Mionce zrobiło się przykro, ale zrozumiała go.
---

-Czy ty, Hermiona Jean Granger, bierzesz tego młodzieńca za męża i ślubujesz mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że go nie opuścisz aż do śmierci?

- Tak.

-Czy ty, Fred Weasley, bierzesz tę oto kobietę za żonę i ślubujesz jej miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że jej nie opuścisz aż do śmierci.

- Tak.

---
  Hermiona siedziała z Fredem przed kominkiem z lampką wina.

  -To już 10 lat.

 -10 najcudowniejszych lat, a ja nadal nie wiem, jak udało ci się uniknąć śmierci.

-Myślałem, że za żadne skarby nie mogę cię zostawić. Z pewnych źródeł dowiedziałem się, że jeśli przed śmiercią z rąk innego człowieka, rzucę na siebie specjalne zaklęcie, to nie umrę, a zasnę. Miałem spać tak długo, aż mój morderca umrze. Umarł podczas tej samej wojny, więc ja się obudziłem. Nie chciałem na razie się pokazywać, więc ukryłem się w Zakazanym Lesie, a potem zacząłem podróż po świecie. W końcu spotkałem ciebie i cały czas dziękuję Merlinowi za ten cudowny zbieg okoliczności.

-Kocham cię, Fred.

-Ja też cię kocham, Mionka.- Fred nachylił się do dużego brzucha dziewczyny.- I ciebie też kocham, dzidziusiu.


__________________________
Koniec!!!
Jest to moja pierwsza miniaturka i mam nadzieję, że wam się spodoba. Jeśli możecie, to napiszcie mi w komentarzach wasze opinie. Chcę wiedzieć, co o tym myślicie, bo mam jeszcze parę pomysłów na miniaturki.
Poszukuję bety. Musi ona dobrze znać ortografię i zasady składniowe. Chętnych proszę o pozostawienie adresu e-mail w komentarzu, ale jeśli ktoś nie chce w komentarzu, to napiszcie to, a ja podam swój e-mail.
Szukam też kogoś, kto wykona dla mnie szablon oczywiście związany z Dramione. Jeśli znacie kogoś takiego, to dajcie mi znać.
Już mam napisany kolejny rozdział głównego opowiadania i pojawi się on jutro albo w środę.

Pozdrawiam, Tonksiak : *

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Święta!!!!

Z okazji Bożego Narodzenia chciałabym życzyć Wam dużo zdrowia szczęścia i radości, pomyślności i miłości. Abyście cieszyli się z małych rzeczy. Abyście cały czas dążyli do celu. Abyście w każdej chwili znajdowali powód do uśmiechu.
  Jednym słowem Wszystkiego ... najlepszego (sorki, to były dwa słowa)


   Nie wiem kiedy pojawi się następny rozdział, bo nie mam za bardzo czasu.
 Informuję jedynie, że mam pomysł na miniaturkę i jeśli chcecie, to mogę napisać jako mój prezent świąteczny dla was. Napiszcie w komentarzu czy chcecie, Jeśli tak, to miniaturka pojawi się najpóźniej w niedzielę.

  Pozdrawiam i jeszcze raz życzę Wesołych Świąt, Tonksiak :*

niedziela, 8 grudnia 2013

Rozdział 17:,, Fajną masz piżamkę"




    Hermiona wstała bardzo wcześnie i od razu zaczęła się szykować. Przejrzała całą szafę, ale nadal nie wiedziała, co ubrać. Postanowiła poszukać czegoś w dormitorium prefekta. Nie myśląc dłużej teleportowała się do mieszkania. Od razu podeszła do szafy i zaczęła wybierać. Znalazła trzy sukienki, ale nie wiedziała,którą założyć. Postanowiła najpierw się wykąpać, a dopiero potem decydować. Odwróciła się z zamiarem położenia ubrań na łóżku, ale ze zdziwienia nie mogła się ruszyć. 

   Na łóżku gryfonki leżał Draco Malfoy  i wpatrywał się w nią.
  -Siema, Granger.
  -Malfoy, co ty tu robisz?
  -Czekam na ciebie. Swoją drogą, fajną masz piżamkę.
Dopiero po  tej uwadze, Hermiona zdała sobie sprawę z tego, że ma na sobie ubrania do spania. Lekko się zarumieniła, ale w duchu cieszyła się, że nie spała w czymś skromniejszym.


*le piżama Hermiony 

          

-Daruj sobie, Malfoy. Czego chcesz?

- Musimy pogadać.
 -Teraz?- Mionce nie uśmiechało się rozmawianie z Maloy'em.- Teraz, to ja muszę się ubrać, a ty musisz stąd wyjść.
Draco już chciał coś powiedzieć, ale szatynka go uprzedziła.
- Poczekaj na mnie na dole. Zejdę za pół godziny i wtedy porozmawiamy.
  -Ugh.Niech ci będzie . Tylko się pospiesz!- po tych słowach wyszedł z  pokoju, a Hermiona tonęła w myślach. Zastanawiałą się, o czym chce pogadać Malfoy. Miała nadzieję, że nie poruszy tematu wczorajszej rozmowy, bo na razie nie była gotowa o tym rozmawiać.
   Mionka otrząsnęła się z zamyśleń, wzięła swoje rzeczy i ruszyła o łazienki. Zapukała, żeby przypadkiem nie spotkać tam ślizgona. Gdy nikt jej nie odpowiedział, weszła do łazienki. Szybko zdjęła piżamę i weszła pod prysznic. Głowę i ręce oparła na ścianie, pozwalająn, żeby ciepła woda spływała jej po plecach.
   Miała dość. Oszukiwała Rona, Malfoy'a, ale najgorsze, że oszukiwała samą siebie. Nie chciała dopuścić do siebie prawdziwych uczuć, bo bała się ich. Nie wiedziała, co czuje i nie chciała się dowiedzieć, bo to mogło jej zrujnować życie. Zdawała sobie sprawę z tego, że prędzej czy później będzie musiała przyznać się do swoich uczuć, ale chciała odsunąć ten moment jak najdalej. Postanowiła cieszyć się życiem.
   Myśli gryfonki powędrowały na inny tor, a mianowicie na pewnego blondyna z pokoju obok. Irytowała ją jego obecność, ale musiała przyznać, że klatę ma ładną. Mogła się przypatrzeć, gdy tak leżał na jej łóżku w samych spodniach od piżamy.
   Dość. Brązowooka przerwała rozmyślania, wyszła spod prysznica i wytarła się miękkim ręcznikiem. Założyła bieliznę oraz szlafrok i szybko przeszła do swojego pokoju. Tam wybrała wybrała sukienkę i dobrała do niej buty, torebkę, biżuterię


*le strój Mionki



Za pomocą magii zmniejszyła wszystkie potrzebne rzeczy tak, żeby zmieściły się do małej torebki. Było już pół do ósmej, więc miała miało czasu do rozpoczęcia lekcji.
   Gryfonka wyszła z pokoju i zeszła po schodach. Już miała wychodzić z mieszkania, gdy usłyszała za sobą głos.
  -Granger, jestem tutaj. -Hermiona zupełnie zapomniała o rozmowie z blondynem.- Swoją drogą, ładnie wyglądasz, jak na szlamę.
  -Daruj sobie, Malfoy. Sorry, ale nie mam czasu na rozmowę z tobą. Możemy przełożyć to na później?
  -Nie bardzo. Mogłaś szybciej się szykować.
  -Mogłeś wcześniej powiedzieć mi, że chcesz ze mną rozmawiać, to wcześniej bym wstała, teraz nie mam czasu. Cześć.- i, nie czekając na odpowiedź, wyszła z mieszkania.
   Mionka szybko przemierzała korytarze. Musiała porozmawiać z Harry'm i miała nadzieję, że zastanie go na śniadaniu. Zastała. Siedział z Ronem i jadł tosta. Hermiona usiadła naprzeciwko niego i od razu rozpoczęła rozmowę.
  -Harry, możemy pogadać?
  -A czy to ważne?- Harry wydawał się być nieobecny.
  -Raczej tak.
  -A nie możemy przełożyć tego na później? Za 15 minut lekcje, a McGonnagal prosiła, żebym do niej przyszedł.  
  - No, okey. To wiesz, co? Czekaj na mnie w Pokoju Życzeń po lekcjach.
  -Sorry, Hermiono, po lekcjach nie mogę, mam trening Quidditch'a.
  -No to po treningu. - Mionkę zirytowało zachowanie przyjaciela. Miała wrażenie, że on wie, o czym chce z nim pogadać i specjalnie się wykręca.- Pasuje ci, czy masz coś ważnego.
  -Nie no, okey. Po treningu w Pokoju Życzeń. Na pewno będę.
  -Dziękuję.- i wyszła nie czekając na odpowiedź.



____________________________________________
  

  Jest następny rozdział.
Strasznie krótki i nudny, ale obiecuję, że następne będą lepsze.
Ogłaszam, że teraz rozdziały będą się pojawiały rzadziej, bo nie mam za bardzo czasu na pisanie.
Nadal proszę o komentarze.
 I jeszcze jedno info.
Chcę zrobić konkurs. Będzie on polegał na tym, że każdy będzie mógł sam na pisać jeden rozdział mojego opowiadania lub miniaturkę. Praca zwycięzcy będzie opublikowana na moim blogu. Napiszcie mi, czy jest ktoś chętny, a wtedy zdecyduję, czy konkurs się odbędzie


Na razie to tyle, pozdrawiam, Tonksiak

sobota, 23 listopada 2013

Hejka!
Nie, nie jest to następny rozdział i nie wiem kiedy się ukaże. Może za tydzień, ale na pewno nie zawieszam.

Chciałam tylko oznajmić, że mój blog został poddany ocenie. Dostałam ocenę dobrą, z której jestem zadowolona. Niestety jest parę uwag, ale tego nie mogłam ominąć, jako że jest to mój pierwszy blog.

 Jeśli ktoś chciałby zobaczyć ocenę, lub podać swój blog, to ty macie adres:
http://oceniamyyblogi.blogspot.com

 Łapcie!!


Na razie to tyle, pozdrawiam, Tonksiak :)

niedziela, 17 listopada 2013

rozdział 16. cześć 3: Opowieść Ginny

   
         - Co znowu zrobił Złoty Chłopiec?
    -No właśnie problem w tym, że nic nie zrobił.
  -Nie rozumiem.
  -Wiem, że nie rozumiesz, bo jesteś szczęśliwa z moim bratem,a ja chwilowo przeżywam załamanie.
  -Aż tak źle?
  -Gorzej. Ja go naprawdę kocham, Hermiono. Kiedy podczas bitwy, Hagrid niósł jego ciało, byłam pewna, że to koniec. Chciałam podejść do Sama-Wiesz-Kogo i wykrzyczeć mu prosto w oczy, co o nim myślę. Nie zważałam na to, że mnie zabije. Nie obchodziło mnie to. Dla mnie życie straciło sens i gdyby wtedy on mnie nie zabił, to pewnie sama bym to zrobiła. Myślałam wtedy tylko o tym, żeby jak najszybciej złączyć się z Harry'm. Na szczęście powstrzymał mnie George. Chyba domyślił się, co chciałam zrobić i skutecznie mi to uniemożliwił. I potem, nagle, okazało się, że Harry żyje. Poczułam wtedy nową energię, chęć życia.
   Później, jak wiesz, walczyłyśmy z Bellatrix i nie miałam czasu, żeby myśleć o Harry'm. I wtedy go zobaczyłam. Walczył z Sama-Wiesz-Kim. Miałam ochotę podbiec do niego i pomóc mu, jednak wiedziałam, że to tylko i wyłącznie jego walka i nikt nie może się wtrącać. Kiedy ja biłam się z myślami, on zabił Czarnego Pana.
   Nie wiem za bardzo, co było dalej. Pamiętam wielką radość z pokonania najgorszego czarnoksiężnika oraz ogromny żal za tym, którzy umarli. Później siedzieliśmy przy stołach. Nikt nie zwracał uwagi, przy którym siedzi stole. Każdy siedział gdzie chciał, a Harry siedział przy mnie. Przez większość wieczoru go widziałam, ale później gdzieś zniknął. Szukałam go po całym zamku, ale nie mogłam go znaleźć. Tak, jakby zapadł się pod ziemię. Wy też zniknęliście, ale tym się nie przejmowałam. Byliście w sobie zakochani i wiedziałam, że chcecie nacieszyś się sobą.
   Później był pogrzeb Freda. Harry tam był. Widziałam, jak co chwilę zerkał na mnie, jednak nie podszedł do mnie, nie porozmawiał. Może myślał, że obwiniam go o śmierć Freda,a może czuł, że jestem przybita i nie chciał  bardziej mnie przybijać, a może po prostu już mnie nie kochał. Nie wiem.
  Potem odbudowywaliśmy zamek. Rodzice nie chcieli mnie puścić. Mówili, że i tak się tam nie przydam, a będę tylko przeszkadzać, ale ja i tak poszłam. Teraz, kiedy to wspominam, myślę, że oni wiedzieli, że idę tam dla Harry'ego i dlatego nie chcieli mnie puścić. Czuli, że jeśli on nadal będzie się tak zachowywał, to ja się załamię. I mieli rację. Cały czas go zagadywałam, starałam się być blisko niego, ale on mnie zbywał. Kiedy zaczynałam rozmowę, on mówił, że musi coś zrobić i odchodził. Kiedy widział, że do niego idę, szedł w przeciwnym kierunku. Cały czas mnie unikał, a ja nie wiedziałam, co mam robić. Rodzice mieli rację, kompletnie się załamałam.
    Kiedy  skończyliśmy odbudowę, zaczęliśmy krótkie wakacje. Co prawda trwały one tylko dwa tygodnie, ale faktycznie nam się przydały. Oboje przyjechaliście do Nory. Bardzo się z tego cieszyłam, bo miałam nadzieję, że może w końcu uda mi się porozmawiać z Harry'm. Ale nie! Codziennie chodził gdzieś sam i z nikim nie rozmawiał. Tak było codziennie, aż do wyjazdu do Hogwartu. W pociągu cały czas zastanawiałam się, dlaczego Harry się do mnie nie odzywa, ale jedyny powód, który wydawał mi się sensowny,to to, że już mnie nie kocha i boi się mi to powiedzieć, bo nie chce mnie ranić. Nie wie tylko, że bardziej rani mnie tym, że mnie unika.
   W końcu dałam sobie spokój. Odpuściłam.Całkowicie straciłam nadzieję,że ze mną porozmawia. Ale po tym było mi jeszcze ciężej. Codziennie  widzę go, jak rozmawia z innymi, śmieje się. Zazdroszczę ludziom tego, że normalnie z nimi rozmawia.
   Hermiono, ja go kocham. Tak cholernie go kocham. A najgorsze jest to, że nie potrafię przestać.- Hermionie, której do tej pory udawało się nie płakać, łzy popłynęły po policzkach.
  -Och, Ginny. Tak mi ciebie szkoda. Naprawdę, bardzo ci współczuję. Jest coś, co mogę dla ciebie zrobić?
  -Nie, Hermiono, dziękuję. Dziękuję, że tego wysłuchałaś. To mi bardzo pomogło.- Ruda tak płakała, że ciężko było jej mówić.
  -Nie ma za co. Jestem twoją przyjaciółką i zawsze możesz na mnie liczyć.
  -Dziękuję.
  -Hej! A może ja porozmawiam z Harry'm?
  -Nie! Nie chcę, żeby usłyszał to, co powiedziałam tobie.
  -Spokojnie, nie usłyszy. Zapytam po prostu, dlaczego  z tobą nie rozmawia. Powie mi. Zawsze  mi wszystko mówi.
  -Jesteś pewna?- gdy Hermiona pokiwała głową, Ginny zgodziła się, żeby ta porozmawiała z Wybrańcem.
  -Tylko, bardzo cię proszę, nie mów mu tego co ci powiedziałam.
  -Spokojnie, nie powiem.- przez jakiś czas w pokoju gryfonki było cicho, jednak nie trwało to długo.
  -Ginny, muszę wytłumaczyć ci parę spraw.
  -Słucham.
  -Po pierwsze, nasze zniknięcie po bitwie. My, to znaczy ja i Ron, wcale nie chcieliśmy nacieszyć się sobą. My nie byliśmy razem.
  -To, w takim razie, gdzie byliście?
  -Z Harry'm. Chciał z nami poważnie porozmawiać.
  -O czym?
  -Nie mogę ci tego powiedzieć, przepraszam. Obiecałam mu, że nikomu nie powiem.
  -Rozumiem. Coś jeszcze?
  -On cały czas obwinia się o śmierć Freda. Freda, Remusa, Tonks, Syriusza i wielu innych osób.
  -Ale dlaczego ?! Przecież to nie była jego wina, nikogo nie zmuszał do walki.
  -Ja to wiem i ty to wiesz. On pewnie też o  tym wie, ale tego nie rozumie. Harry cały czas myśli, że gdyby nie on, wiele osób byłoby z nami.
  -Cały Harry. Jest coś jeszcze?
  -Tak, to znikanie w Norze. On nigdy nie był sam. Zawsze byłam z nim ja, albo Ron. On był załamany śmiercią tak wielu bliskich mu osób. Sądzę, że był w stanie coś sobie zrobić.
  -Okey, rozumiem. dobrze, że przy nim byliście. Na pewno was potrzebował. Wybacz, ale jestem zmęczona. Dobranoc.
 -Branoc.- i Ruda wyszła. Hermiona jeszcze jakiś czas myślała o ich rozmowie, aż zmorzył ją sen.


____________________________--
Haj, Hej, Hello.
Witam wszystkich bardzo serdecznie. Na początku bardzo ważna informacja. NIE ZAWIESZAM BLOGA!! No chyba, że będę miała załamanie nerwowe, czy coś. Chociaż, nie. Cały czas mam deprechę, więc i tak będę pisała.
 Teraz chcę was przeprosić. PRZEPRASZAM. Pewnie zastanawiacie się za co. Już wam mówię. Za to, że obiecałam wam rozdział 17, a jest następna część rozdziału 16.
Rozdział smutny, bo gdy go pisałam, sama byłam smutna i zresztą nadal jestem, ale nieważne.
Mam do was pytanie i liczę na szczere odpowiedzi.
Czy chcecie, abym wstawiła jakąś miniaturkę?
Mam już zarys w głowie, tylko nie wiem, czy chcecie, żebym wam to przedstawiła. Odpowiedzi piszcie w komentarzach.
Już więcej nie zanudzam.
Pozdrawiam, Tonksiak <3

sobota, 16 listopada 2013

Prorok codzienny

   Hejka, z tej strony Tonksiak
.
Ostatnio zastanawiałam się, czy jest sens pisania tego bloga. Dużo nad tym myślałam i doszłam do wniosku, że chyba nie. Mało osób czyta. Tylko dwie obserwują. Tylko pięć komentuje. Pomyślałam: Po co mam się wysilać, to i tak nie ma sensu, bo ludzi nie obchodzi, co piszę.
I wiecie co, pomyliłam się. Jest sens to pisać. Mimo, że komentuje tylko 5 dziewczyn, to jest sens. I właśnie dla tych dziewczyn będę to pisać. Dziękuję wam dwa anonimki (co z tego, że z anonima, ważne, że jest <3), Czytelniczko N, Lemoniado Sykut oraz Layls.
Ale nie tylko. Uświadomiłam sobie także, że nie piszę tego tylko i wyłącznie dla czytelników. Te opowiadanie jest tak na prawdę opisaniem tego co ja czuję. To wszystko co w nim piszę jest w jakiś sposób odzwierciedleniem mojej duszy. Pisząc kolejne rozdział w moim magicznym zeszycie nie zdawałam sobie z tego sprawy. Nie dawno, po prostu, myślałam nad moją osobą i zauważyła, że to co ja przeżywam jest podobne  do tego, co opisuję w historii Draco i Miony. Te same uczucia, te same rozterki oraz wydarzenia, które mogłyby przytrafić się w moim życiu, nie miałabym nic przeciwko.

 Od teraz nie będę patrzyła na to ile jest wyświetleń, czy komentarzy. Będę dodawała kolejne rozdziały, bo jest po co.

17 rozdział ukaże się jutro.

 Dziękuję i pozdrawiam, Tonksiak <3

sobota, 9 listopada 2013

rozdział 16. część 2 ,,Parkinson, porwę ci na chwilę Malfoy'a"

wrzucam nowy rozdział, znajcie moje dobre serce.
Nuta na dziś :
http://www.youtube.com/watch?v=IANd9Ieii1Q
_________________________


       Draco siedział na łóżku, a na jego kolanach siedziała Pansy Parkinson. Całowali się. Hermionę, na ten widok, coś zakuło w sercu, jednak nie dała tego po sobie poznać.
    Para nie zauważyła wtargnięcia Mionki, więc dziewczyna  kaszlnęła, żeby zwrócić na siebie uwagę. Podziałało. Malfoy od razu zrzucił z siebie Parkinson. Był wyraźnie zły, że ktoś mu przeszkadza, a wkurzył się jeszcze bardziej, gdy zauważył, kim był ten ,,ktoś".
     -Granger, nie wiesz, że się puka?
   -Daruj, Malfoy. Parkinson, porwę ci na  chwilę Malfoy'a. Nie obraź się. Malfoy, na dół! Już!
   Chłopak wyraźnie nie miał ochoty zostawiać Pansy, ale widząc groźny wzrok gryfonki, wstał i  wyszedł za nią do salonu.
     -Co jest, Granger?
     -Co jest? Co jest ?! Ja ci powiem co jest ! Po jaką cholerę, mówisz Ronowi, że wyznałam ci miłość?!
    -Mówię mu prawdę, której ty mu nie powiedziałaś.
   -Ty na serio myślisz, że to jest prawda?! Było mi cię żal, dlatego tak powiedziałam! Dla mnie w ogóle się       nie liczysz!
  Mionka zauważyła ból w oczach arystokraty, ale nie zwróciła na to uwagi.
   -Jeszcze coś, czy mogę już iść?- Draco widocznie nie miał ochoty rozmawiać.
   -To wszystko, ale, żeby mi to było ostatni raz.
   -Tak jest.- i już go nie było.
  Hermiona nie był zadowolona z postawy ślizgona, ale zostawiła go w spokoju i wyszła.


  Draco wszedł do swojej sypialni i  usiadł na łóżku.
   -I co chciała ta szlama?- blondyn zupełnie zapomniał, że w pokoju jest Pansy.
   -Nieważne. I nie nazywaj jej tak.
   -Dobrze, niech ci będzie.- dziewczyna usiadła chłopakowi na kolanach i próbowała go pocałować, jednak on jej na to nie pozwolił. Zdjął ją sobie z kolan i podszedł do okna.
   -Wybacz, Pansy, nie mam nastroju.
   -Wcześniej miałeś. To przez tą szlamę, tak?
   -Powiedziałem, że masz jej tak nie nazywać!
  - Dobrze, już dobrze. Niech chcesz gadać, to nie. Idę, pa.- ale Malfoy był już w swoim świecie. Mopsica, wiedząc, że chłopak nie odpowie, wyszła, trzaskając drzwiami. Ślizgon nawet tego nie zauważył. Był pogrążony we własnych myślach. Nie wiedział, co się z nim dzieje. Gdy dowiedział się, że Hermiona go kocha, chciał skakać z radości, a gdy mu powiedziała, że kłamała, poczuł się, jakby ktoś wymierzył mu siarczysty policzek. Niewątpliwie, bardzo mu na niej zależało i wiedział, że żeby ją zdobyć musi się bardzo postarać, i że to nie jest panienka na jedną noc, tak jak inne. Z nią zaczynał wiązać swoje plany. Może to się wydawać dość szybko, ale przecież Draco Malfoy zawsze dostawał to, co chciał.


   Hermiona wracała do Pokoju Wspólnego. Czuła, że źle zrobiła okłamując Malfoy'a, ale co miała zrobić.  Wiedziała, że gdyby Malfoy myślał, że coś do niego czuje, od razu o wszystkim wiedziałaby cała szkoła, a tego nie chciała. Szatynkę dręczyła także sprawa z Ronem. Miała ndzieję, że chłopak jej uwierzy i nie będzie na nią zły. Dobrze się przy nim czuła i nie chciała, żeby ich związek się skończył.
   Po wejściu do Pokoju Wspólnego, Mionka usiadła na kanapie i wpatrzyła się w ogień. Dużo myślała, ale nagle ktoś jej to przerwał, siadając obok niej. Nie miała ochoty z nikim gadać, ale towarzysz sam zaczął.
    -Hermiono,spójrz  na mnie.- Mionka nie posłuchała, więc chłopak poprosił.- Hermiona, proszę.
 Hermiona odwróciła głowę i zauważyła koło siebie rudego chłopaka.
   -Co jest, Ron?
   -Chciałem cię przeprosić. Zachowałem się, jak najgorszy dupek, teraz to wiem. Przepraszam. Wierzę ci.       Wierzę, że nie wyznałaś Malfoy'owi miłości. Chciałbym, żebyśmy się pogodzili, ale zrozumiem, jeśli teraz        ze mną zerwiesz. Strasznie mnie to zaboli, ale zro...
   -Ron, przestań! Ne wygłaszaj takich monologów. Dlaczego w ogóle pomyślałeś, że chcę z tobą zerwać?
   -Bo ci nie zaufałem.
   -Oj Ron, Ron. Rozumiem, że zwątpiłeś, po tym, jak twój wróg powiedział ci, że twoja dziewczyna go            kocha.Wybaczam ci to.- po tych słowach, Hermiona pocałowała chłopaka.
   Trwali by bardzo długo w tym pocałunku, ale ktoś im przerwał. Tym kimś była ruda przyjaciółka Hermiony, a mianowicie, Ginny Weasley.
    -Moglibyście oderwać się od siebie i przestać mnie dołować?
    -Dołować? Czym?- brązowooka zmartwiła się słowami Rudej- Co jest, Gin?
    -Nic, o czy rozmawiałabym z moim starszym bratem.- mówiąc to spojrzała na Rona z pogardą w oczach.
    -Dobra, rozumiem.- chłopak nie był zadowolony z obrotu spraw, ale co zrobić.- No to musicie się gdzieś      przenieść, bo ja nie zamierzam się stąd ruszać.
    -Leniuch. Chodź, Ginny, pogadamy w moim dormitorium.- Hermiona ostatni raz pocałowała Rudego, po czym złapała przyjaciółkę za rękę i zaprowdziła ją do swojego pokoju.


    Gdy tylko usiadły przed kominkiem,. Mionka zaczęła.
   -Dobra. A teraz mów, o co chodzi.
   -Chodzi o Harry'ego.
  -Mogłam się domyślić.- Miona nie powinna tego mówić, bo chwilę  później, dostała poduszką w głowę.-        Dobra, sorki, poddaję się!
  -No ja myślę!- Hermiona widocznie poprawiła humor przyjaciółki, jednak zaraz znowu przybrała poważny ton.
   -No to mów dalej. Co znowu zrobił Złoty Chłopiec.



____________________
Dodałam ten rozdział, ale nie wiem po co. I tak mało osób szanuje mój wysiłek i komentuje.
 O, ironio!  Inne blogerki proszą o 20 komentarzy, a mają więcej, a ja nie mogę dostać nawet 5.
Cytując wspaniałą blogerkę: ,,dla was to tylko chwila, dla mnie wielki uśmiech na twarzy"
Proszę was, komentujcie.
Piszę, dla własnej przyjemności, ale nie mam jej, gdy widzę, że nikt nie chce komentować.
Nie mówię tu o Czytelniczce N., Lemoniadzie Sykut, czy Hermionie Granger, które poświęciły te 5 minut i napisały krótkie komentarze. Z całego serca wam dziękuję, dziewczyny.
A teraz bardzo ważne ogłoszenie!!!
Jeśli pod tym postem, nie będzie przynajmniej 5 komentarzy, zawieszam bloga, Będzie mi żal to zrobić, bo mam już napisane ok 4 rozdziałów i dużo pomysłów na następne, ale nie widzę sensu pisania tego, jeśli was to nie obchodzi.
Pozdro, Tonksiak

czwartek, 31 października 2013

rozdział 16. część 1: ,,Chyba czuję coś do Malfoy'a i nie jestem z tego zadowolona."

     Jak się okazało, Ruda nie bez powodu tak się zachowywała.
   Przed wejściem do zamku stało dwóch chłopaków. Rudy celował różdżką w blondyna.
  -Jeszcze raz ją pocałujesz, a pożałujesz tego !
  -Się zobaczy. - Draco widocznie nie przejmował się pogróżkami Rona.
  -Ona jest moją dziewczyną!
  -To ciekawe. Skoro jest twoją dziewczyną, to dlaczego powiedziała mi, że mnie kocha.
Tego Ron się nie spodziewał. Oszołomiony słowami przeciwnika, opuścił różdżkę. Hermiona, która do tej pory tylko słuchała, wykorzystała sytuację.
  -Że niby kto powiedział ci, że cię kocha?- Wszystkie oczy zwróciły się na Gryfonkę.
  -Ty.- Draco cały czas był spokojny, albo udawał spokojnego.
  -O. Ciekawe, ale wiesz co? Radzę ci nauczyć się odróżniać sny od rzeczywistości.- wszyscy obecni zaczęli się śmiać, a Malfoy nadal utrzymywał maskę obojętności.
  -Oj, to akurat potrafię. Chętnie przypomnę ci, że wczoraj powiedziałaś mi, że mnie kochasz.
  -Tak? To radzę ci uważać, Malfoy. Imperius jest zaklęciem niewybaczalnym, a, o ile mi wiadomo, zaklęcia niewybaczalne są zakazane.
  -Dlaczego myślisz, że rzuciłem na ciebie Imperiusa?
  -Bo sama nie byłabym taka głupia, żeby wyznawać ci miłość.
Teraz Malfoy był już naprawdę wściekły.
  -Tak?! Dobrze! Weasley, minus 50 punktów za grożenie Prefektowi Naczelnemu, Granger, minus 50 punktów za obrazę Prefekta.
  -Dobrze.- Hermiona wiedziała, że teraz ponad wszystko musi zachować spokój.- Ron, plus 50 punktów za obronę koleżanki. Malfoy, minus 40 punktów za wyśmiewanie się z kolegów, minus  40 za kłamanie oraz minus 20, ponieważ mam podstawy, aby podejrzewać, że użyłeś Zaklęcia Niewybaczalnego. Łącznie odjęłam ci 100 punktów. Pójdziesz już, czy mam ich odjąć więcej?
   Wszyscy z niedowierzaniem patrzyli, jak Wielki Draco Malfoy odchodzi poniżony. Po chwili wszyscy zaczęli się śmiać. Tylko Ronowi i Hermionie nie było do śmiechu. Brązowooka odciągnęła chłopaka i gdy byli już sami zaczęła rozmowę.
  -Wierzysz mu?
  -Nie wiem. - twarz Rona nie wyrażała żadnych emocji.
  -Na prawdę nie wyznałam mu miłości. Nic do niego nie czuję.- Ron nie wyglądał na przekonanego.- Nie wierzysz mi.- To było raczej stwierdzenie faktu, niż pytanie.- Spoko, nie musisz, ale jeśli myślisz, że cię okłamuję, to możesz się ze mną pożegnać. - a gdy Ron nadal stał jak słup, Hermiona odwróciła się i odeszła. Po kilku krokach, Rudy nagle oprzytomniał
  -Mionka, zaczekaj!
  -Nie, Ron. Przemyśl to, co powiedziałam i zastanów się, czy mi wierzysz.  Jak już będziesz wiedział, to będziemy mogli porozmawiać.
   Hermiona była zła na chłopaka, ale wiedziała, że w ten sposób zmusi go do myślenia. Tak, to prawda. Powiedziała Malfoy'owi, że go kocha, ale Ron nie musiał o tym wiedzieć.
   Był poniedziałek, więc szatynka poszła na lekcję.


   Hermiona weszła do swojego dormitorium. Przez cały dzień nie mogła skupić się na lekcjach i była na siebe strasznie zła z tego powodu. To wszystko przez ten głupi, poranny incydent. Wiedziała, że nie może tego tak zostwić. Na dodatek, Rona nie było na żadnych lekcjach. Mionka miała nadzieję, że zrobił sobie dzień wolny, żeby przemyśleć to, co mu powiedziała i nie zrobił niczego głupiego. Szatynka otworzyła pamiętnik, z myślą, że to jej pomoże.


                   Drogi pamiętniku,
           Znowu nie wiem, co robić. Jestem z Ronem i do tej pory, naprawdę myślałam, że coś 
          do niego czuję, ale to chyba nie było prawdziwe. Chyba czuję coś do Malfoy'a i nie 
         jestem z tego zadowolona. Powiem więcej: przeraża mnie to. Ten idiota powiedział 
      Ronowi, że go kocham. Racja, powiedziałam mu to,  ale to nie powód, żeby rozpowiadać
     o tym po całym zamku. Ugh, jak on mnie irytuje.



   Brązowooka wiedziała, że musi pogadać z Malfoy'em. Zatrzasnęła pamiętnik, zabezpieczyła go specjalnymi zaklęciami i wyszła.
    Szła korytarzami bardzo długo.  Dlaczego nie skorzystałam z teleportacji. Byłoby szybciej.-  pomyślała. W końcu doszła. Stuknęła różdżką w ścianę, powiedziała hasło i weszła do salonu. Była pewna, że Draco jest w mieszkaniu.
  -Malfoy, na dół!- wiedziała, że usłyszał, jednak mimo tego nie zszedł. Postanowiła, że sama do niego pójdzie. Wspięła się po schodach i bez pukania weszła do pokoju ślizgona. Tam zobaczyła coś, czego się zupełnie nie spodziewała.




  ___________________________________
Hej, Potterhead's.
Wstawiam nowy rozdział, znajcie moje dobre serce. XD
Nadal jest mało  komentarzy, co mnie smuci.
Następny post ukarze się dopiero, gdy pod tym będzie 5 komentarzy.
Proszę was także, żebyście patrzyli na ankiety po prawej stronie.
Na razie to tyle, pozdrawiam, Tonksiak :*

niedziela, 27 października 2013

rozdział 15.,, Kolory Gryffindoru"

   Ten rozdział dedykuję Hermionie Granger oraz Czytelniczce N. moim jedynym (chyba) czytelniczkom. Dziewczyny, dzięki za miłe komentarze. Zapraszam do nowego rozdziału.
_______________________________________


     Hermiona szła korytarzem z Draconem. Dopiero teraz zauważyła, że jego styl się zmienił. (No tak, nie mogła tego zauważyć, skoro cały czas nosił szatę.) Teraz nie nosił tylko czarnych garniturów. Ubrany był w czarne rurki i białe trampki za kostkę firmy Converse. Wyżej miał biało-fioletową koszulę w kratę, z rękawami podwiniętymi do łokci. Fryzurę też zmienił. Włosy nie były ulizane, lecz ułożone w artystczny nieład. Widać było, że są krótsze, ale i tak opadały seksownie na lewe oko. Dziewczyna machinalnie spojrzała na lewe przedramię chłopaka, gdzie spodziewała się ujrzeć Mroczny Znak. Ze zdziwieniem stwierdziła, że go tam nie ma. Chciała zapytać o to chłopaka, ale uznała, że było by to nietaktowne , więc odpuściła. Mionka nie mogła dłużej przyglądać się chłopakowi, bo właśnie doszli do gabinetu dyrektorki. Blondyn zapukał do drzwi, a gdy usłyszeli z pomieszczenia ,,proszę", otworzył je i przepuścił dziewczynę. Ta, zdziwiona jego zachowaniem, weszła i usiadła na wskazanym przez dyrektorkę miejscu.
   -Wezwałam was tutaj, ponieważ mam dla was pewna propozycję.- zaczęła.- Jak wiecie tegoroczni Prefekci Naczelni musieli nas opuścić. Nie będę zagłębiała się w przyczyny ich wyjazdu, ponieważ są to sprawy osobiste. Chciałabym, jednak,  abyście to wy zajęli ich miejsce.
   -My? Razem?- w głosie Malfoy'a ,można było usłyszeć nutkę niedowierzania.
   -Tak, panie Malfoy. Wy dwoje. Razem. Zanim jednak podejmiecie decyzję, chciałabym powiedzieć o waszych obowiązkach.
    Przez pół godziny profesor McGonagall omawiała zajęcia prefektów. Hermiona pilnie słuchała, chociaż wiedziała, że nie ważne, jak ciężkie będą te zajęcia, ona je przyjmie. To było jej marzenie. Malfoy, jak to Malfoy, nie zwracał uwagi na to, co mówi osoba siedząca przed nim. Już się cieszył na myśl o tym, jaką będzie miał władzę, no bo przecież będzie mógł dodawać i odejmować punkty kiedy będzie chciał i komu będzie chciał.
  -Znacie już obowiązki Prefektów. Pytanie brzmi, czy chcecie wziąć na siebie tą odpowiedzialność i sprawować urząd Prefektów Naczelnych?- gdy uczniowie potwierdzili swoją zgodę, Minerwa wstała.- No to skoro się zgadzacie, pokażę wam wasze mieszkanie.
  -Mamy własne mieszkanie?- Malfoy'owi bardzo odpowiadała koncepcja własnego mieszkania, bo miał już dość Pokoju Wspólnego Slytherinu.
  - Tak, macie własne mieszkanie. Chodźcie za mną pokaże wam, jak się do niego dostać.
   Uczniowie posłusznie wstali i poszli za panią dyrektor. Przeszli kilka korytarzy aż zatrzymali się na końcu jednego z nich na najwyższym piętrze. Profesorka stuknęła różdżka w cegłę i powiedziała hasło ,,Coloportus", a ich oczom ukazały się drzwi, przez które przeszli.
   Weszli do dużego pomieszczenia, które niewątpliwie było salonem. Cały pokój był w kolorach czerni, bieli i fioletu. Na lewo od drzwi była ściana, na której zostało powieszone wielkie płótno z herbem Hogwartu. Na prawo stała biała skórzana kanapa . Po bokach kanapy stały dwa, także skórzane, czarne fotele. Na przeciwko sofy był duży kominek, w którym palił się ogień. Pomiędzy kominkiem a kanapą stał niewielki, szklany stolik. Przy ścianie na przeciwko kominka był duży regał, cały zawalony książkami, a obok regału był średnich rozmiarów barek. Na przeciwko herbu hogwardzkiego, tam, gdzie powinna być ściana, było ogromne okno, przez które rozciągał się piękny widok na Zakazany Las i hogwardzkie jezioro. Na podłodze leżał miękki fioletowy dywan, a na oknie wisiały fioletowe zasłony. Całość pięknie się prezentowała.
   Gdy uczniowie już się rozejrzeli, głos zabrała dyrektorka.
  -Mam nadzieję, że się wam podoba.Widzę, że pan Malfoy ma idealnie dobrany strój.- kobieta lekko się uśmiechnęła.- Do tego  pokoju mają wstęp wszyscy nauczyciele. Wy, jako tymczasowi właściciele, możecie decydować , kto może tu wchodzić sam, jednak mogą to być tylko dwie osoby. Jedna od panny Granger i jedna od pana Malfoy'a. Wystarczy, że gdy drzwi się pojawią, powiecie imię i nazwisko danej osoby i dodacie, że może ona wejść o każdej porze dnia i nocy. W każdej chwili możecie zmienić wybraną osobę. Wszystko jasne?- gdy uczniowie przytaknęli głowami, kontynuowała. To może pokażę wam wasze sypialnie.- dopiero, gdy dyrektorka ruszyła, Hermiona zauważyła, że naprzeciwko drzwi wejściowych są jeszcze jedne drzwi. Okazało się, że prowadzą one na wyższe piętro, gdzie były trzy pomieszczenia.
  -Po prawej pokój panny Granger, a po lewej pana Malfoy'a. Trzecie drzwi prowadzą do łazienki. Rozejrzyjcie się, a ja poczekam na was w salonie.
   Hermiona weszła do sypialni i stanęła w progu. Ze zdziwienia nie mogła się ruszyć. Wszystko było takie piękne i idealnie zlewało się w całość.
    Cały pokój był w odcieniach czerwieni i złota. Kolory Gryffindoru. Naprzeciwko drzwi stało wielkie łoże. Baldachim i narzuta były czerwone, a poduszki złote. Gruby, miękki dywan także był czerwony a zasłony na oknie złote. Na lewo od drzwi było wielkie okno z szerokim parapetem. Po  prawej, na tej samej ścianie co drzwi, była ogromna szafa z półkami przystosowanymi do różnych części garderoby. Na lewo od łóżka stało duże biurko z miękkim krzesłem, a obok biurka stała duża toaletka z lustrem i złotą pufą. Obok toaletki było ogromne lustro. Na prawo od łóżka stała złota, skórzana kanapa ustawiona oparciem do posłania, a naprzeciwko niej, w ścianie był kominek. Wszystko razem  wyglądało cudownie.
   Pokój Ślizgona wyglądał podobnie, ale zamiast czerwieni była zieleń, a zamiast złota, srebro. Nie było tam także toaletki.
   Hermiona, po obejrzeniu pokoju, stwierdziła, że łazienka może poczekać. Musiała porozmawiać z profesor McGonagall. Zeszła na dół i zauważyła, że kobieta rozmawia już z Malfoy'em. Nie chciała im przeszkadzać, więc usiadła w fotelu i czekała. Na szczęście, nie musiała czekać długo, bo gdy tylko usiadła, dyrektorka skierowała swoje słowa do  niej.
   -I jak Hermiono, podoba ci się?
  -Tak, jest pięknie. Mam tylko jedno pytanie.
  -Słucham?
  -Muszę tu mieszkać?
  -A nie chcesz?
  -Chcę. Bardzo mi się tu podoba, tylko wolałabym mieszkać bliżej moich przyjaciół.
  -Rozumiem. Oczywiście, nie musi pani tutaj mieszkać. Pokój w  Wieży Gryffindoru nadal należy do pani, jednak część pani rzeczy musi być tutaj.
  -Dobrze. Zaraz je przeniosę.
  -Cieszę się. Mam dla was jeszcze parę informacji. Całe to mieszkanie jest zamknięte zaklęciem ciszy, czyli żaden dźwięk, nie może wyjść, ani wejść do tego mieszkania, ale między waszymi pokojami takiego zaklęcia nie ma. Na górze macie łazienkę, jednak nie jest ona zbyt duża. Jeśli chcecie wejść do łazienki prefektów, wystarczy, że staniecie przed drzwiami do waszej łazienki i w myślach powiedzie, że chcecie iść do łazienki prefektów. I ostatnie. Jak widzicie, macie tutaj barek. Jest w nim różnego rodzaju alkohol, także mugolski i różnego rodzaju słodycze. Jako że jesteście pełnoletni, jest tam także Ognista Whisky. Możecie pić ile chcecie, ale jeśli kiedykolwiek zobaczę, jak szwendacie się po korytarzach zamku kompletnie pijani, od razu zlikwidujemy wam barek, zrozmumiano?- gdy uczniowie pokiwali głowami potwierdzająco, nauczycielka wstała i skierowała się do wyjścia. Tuż przed drzwiami zatrzymała się i odwróciła.
  -Jeszcze jedno. Ze swoich sypialni możecie teleportować się do dotmitorium w pokoju wspólnym, a kominek jest podłączony do tamtych kominków. Na razie to tyle. Do widzenia.- i wyszła.
    Hermiona chwilę oglądała książki, ale szybko zdecydowała się na spotkanie z przyjaciółmi. Wskoczyła do kominka i przeniosła się do Pokoju Wspólnego, gdzie od razu została porwana przez Ginny i Harry'ego. Ron siedział w fotelu i patrzył na nią z uśmiechem. Brązowooka podeszła do chłopaka i krótko go pocałowała. Usiadła na kanapie i wpatrzyła się ogień. Wiedziała, że przyjaciele są ciekawi, co chciała nauczycielka, jednak czekała, aż sami zaczną pytać. Nie chciała wyjść na chwalipiętę.
  -No i?- w kocu Ginny nie wytrzymała.
  -Co no i?
  -Co chciała McGonagall?!
  -Przekazać mi, sorki, nam, pewną informację.- Hermiona specjalnie się z nimi droczyła.
   -A co to za informacja?
  -Zostałam Prefektem Naczelnym.- Mionka zmusiła się na najbardziej obojętny ton na jaki było ją stać. Przyjaciele rzucili się na nią i zaczęli jej gratulować.
  -Już, już, bo mnie udusicie.- dziewczyna udawała smutną.
  -A ty co?- Ron w końcu zrozumiał o co chodzi Mionce.- Nie cieszysz się?
  -Cieszę się, cieszę, tylko...
  -Tylko co?
  -Tylko, że muszę dzielić mieszkanie z Malfoy'em,
  -Co?!
  -To co słyszeliście.- Hermiona zrzuciła maskę i uśmiechnęła się szeroko.- Na szczęście dyrektorka pozwoliła mi mieszkać w tym pokoju, ale muszę przenieść tam trochę swoich rzeczy, więc wybaczcie, ale idę się spakować.

***

   Następnego dnia, Hermiona wstała bardzo wcześnie i zaczęła się szykować.. Wzięła szybki prysznic, ubrała się i umalowała.


*strój Mionki




Gdy już była gotowa zeszła na dół. Nie czekając na przyjaciół, przeszła przez dziurę pod portretem i ruszyła w stronę wielkiej sali. Chwilę potem przybiegła do niej Ginny i kazała jej, jak najszybciej iść do Wielkiej Sali. Jak się okazało,Ruda nie bez powodu tak się zachowywała.

* Strój Ginny






_________________________
Parę wiadomości.
Nie wiem czy zauważyliście, ale zrobiłam pewien błąd we wcześniejszych rozdziałach. Najpierw napisałam, że Mionka ma sama pokój, a później, że gdy tylko wstała to zauważyła Ginny, czy jakoś tak XD
Uznajmy, że Ginny akurat wtedy nocowała u Hermiony i ma u niej parę swoich rzeczy dlatego tak było.
Mam już gotowy następny rozdział i jak pod tym postem będą przynajmniej 4 komentarze, to wstawię go jutro, albo we wtorek.
 Nadal proszę, żebyście komentowali.
 Pewnie teraz mnie nienawidzicie, bo rozdział bardzo nudny i mało się dzieje i są same opisy, ale o to mi chodziło. Jak wiecie są nowe rzeczy wprowadzone i chciałam jak najlepiej to opisać, żebyście mogli zobaczyć,to co ja widzę, pisząc to opowiadanie.
Na razie to tyle.
Pozdrawiam, Tonksiak <3

P.S. Jeżeli widzicie jakieś błędy, to zgłaszajcie to w komentarzu, a ja je poprawię. Jednocześnie, strasznie za nie przepraszam, ale nie mam bety i nie ma mnie kto sprawdzać.

sobota, 19 października 2013

rozdział 14. część 2

       -Wiesz co to znaczy?- Ginny wydawała się być w siódmym niebie.- Możemy zabłysnąć figurą.
-Super.- Hermiona nie podzielała entuzjazmu Rudej. Dzisiejszy dzień ją przytłaczał.
-Co się stało?- przyjaciółka zauważyła, że coś jest nie tak i od razu się zmartwiła. Zaprowadziła Mionkę do kanapy i razem na niej usiadły. 
-Ehh, Ginny.- Hermiona wyraźnie nie miała ochoty na opowiadanie tego wszystkiego, ale wiedziała, że Rudowłosa nie odpuści.- Żeby to tylko było takie łatwe. Jak tylko sobie poukładam wszystko w głowie to obiecuję, że wszystko ci opowiem.
 W tej chwili to dziewczyn podszedł Harry i usiadł między nimi.
-Hej, dziewczyny, co tam?
-Nic ciekawego. Ginny strasznie się cieszy ogłoszeniem.
-A, czytałem, fajna sprawa. A tak w ogóle, Hermiono, gdzie jest Ron? Widziałem, jak wybiegacie z wierzy. Stało się coś? Pokłóciliście się?
-Nie, Harry, nie pokłóciliśmy się.
-To co się stało?- Hermiona dobrze znała Wybrańca i wiedziała, że tak szybko nie odpuści, więc postanowiła powiedzieć mu prawdę.
-Ron wybiegł, żeby przywalić Malfoyowi, a ja próbowałam go powstrzymać i na szczęście mi się udało.- powiedziała spokojnie.
-Malfoy'owi?! Ale czemu?
-To może ja zacznę od początku.
-O tak, tak będzie najlepiej.
-Jak weszliśmy do sali, to Malfoy mnie pocałował.- Hermiona mówiła spokojnie, ale czuła, że w jej głowie rozpętało się piekło. Zauważyła, że Harry już otwiera usta, żeby coś powiedzieć, ale go uprzedziła.- Zanim coś powiesz, pozwól m dokończyć. -gdy Wybraniec skinął głową, kontynuowała.- Pocałował mnie, ale ja go odepchnęłam, powiedziałam mu, że jestem z Ronem i wyszłam. Przyszłam od razu tutaj i opowiedziałam wszystko Ronowi. Ten, gdy tylko usłyszał, co Malfoy zrobił, zerwał się i pobiegł, żeby mu przywalić. Oczywiście pobiegłam za nim, bo nie chciałam, żeby to rozniosło się po całym zamku.
-No okey, ale gdzie teraz jest Ron?
-Nie wiem. Powiedział, że musi pomyśleć.
-I ty serio uważasz, że on nie zrobi nic głupiego, np. nie pójdzie do Malfoy'a i mu nie przywali?- Ginny, która od początku się nie odezwała, teraz zabrała głos.
-Obiecał mi, że nic mu nie zrobi, a ja mu ufam.
-Okey, jak chcesz, ja idę spać dobranoc.- Ginny wstała i ruszyła w stronę schodów do dormitorium dziewczyn, a Mionka poszła za nią.



***
     
    Hermiona obudziła się godzinę przed śniadaniem i ze zdziwieniem zauważyła, że jej ruda przyjaciółka już nie śpi.
-Co się stało, że tak wcześnie wstałaś?- Mionka nawet nie próbowała ukryć zdziwienia.
-Oj Mionka, Mionka. Przecież nosimy to co chcemy, a ja nie mam zamiaru w pośpiechu ubierać pierwszej lepszej bluzy. Muszę się wcześniej przygotować.
-W sumie masz rację. Ja też muszę się przygotować.
Brązowooka weszła do łazienki i zaczęła się szykować. Najpierw wzięła szybki prysznic, owinęła się ręcznikiem i stanęła przed lustrem. Chwilę zastanawiała się nad makijażem, ale w końcu zdecydowała. Rzęsy pociągnęła tuszem,  oko pomalowała kredką, a na usta nałożyła malinowy błyszczyk. Z włosami też miała problem i postanowiła związać je w niedbałego koka. Spryskała się mgiełką o zapachu granatu i zaczęła się ubierać.
-Miona, wyłaź z tej łazienki, nie jesteś sama!- Ginny była widocznie zniecierpliwiona.
-Już wychodzę. - gotowa wyszła z łazienki. - I jak?
-Super. Mogę teraz ja?
-Pewnie, właź.
   Hermiona podeszła do łóżka i pozbierała wszystkie książki, które potem schowała do torebki. Nie chciało jej się czekać na Rudą, a miała jeszcze w planie porozmawiać z Ronem na osobności, więc krzyknęła do Ginny, że będzie czekać w Pokoju Wspólnym i wyszła.
     Przed kominkiem siedział tylko  Rudowłosy chłopak, który, gdy tylko usłyszał kroki, odwrócił się, żeby sprawdzić, kto idzie. Zauważył śliczną szatynkę. ubraną w beżowe spodnie ,,rurki", kremowo- zielony sweter z kieszonką na piersi i brązowy komin. Do tego miała beżowe trampki, i biżuterię, a mianowicie: pierścionek z kwiatkami, pudrowo-różowe kolczyki perełki oraz ,, hipisowski" wisiorek. Na ramię miała zarzuconą kremową torebkę.




Hermiona podeszła do kanapy i usiadła obok chłopaka.
-Pięknie wyglądasz.- Ron pocałował Mionkę lekko w usta.
-Dziękuję. Ron, musimy pogadać.
-Słucham.
Jednak nie dane im było porozmawiać, bo do pokoju wszedł ich czarnowłosy przyjaciel i usiadł koło nich.
-Siemka wam.- Od razu było widać, że ma nie najlepszy humor.
-Cześć. Harry, co ci jest?- Hermiona zauważyła, że Wybrańca coś gnębi.
-Nic.
-Jak nic. Przecież widzę, ślepa nie jestem. O co chodzi.
-No bo...
-Hej wszystkim!- do pokoju wbiegła uradowana Ginny. Wybraniec umilkł, gdy tylko zauważył Rudowłosą i wlepił w nią wzrok. Ronowi i Mionce też spodobał się jej strój, ale nie zareagowali tak, jak okularnik.
   Rudowłosa była ubrana w różowe rurki i krótką, ale szeroką, szarą bluzkę z różowym napisem. Na ręku miała fioletowy zegarek i fioletowy pierścionek różyczkę, a paznokcie były pomalowane na różowo. Na głowie miała różowe okulary przeciwsłoneczne a na nogach szare adidasy za kostkę. Na ramię zarzuciła fioletową torebkę.

     




-Idziemy na śniadanie?- Ginny nie zauważyła, albo nie zwróciła uwagi na spojrzenie ukochanego. Tak, ona nadal go kochała.
-Jasne. Chłopaki chodźcie.
   Wszyscy razem ruszyli na śniadanie. Po drodze spotkali Lunę, która po bitwie zmieniła swój styl i ubierała się stosowniej do swojego wieku, tylko miała dziecinne dodatki, takie jak plecak, ale to akurat fajnie wyglądało. (Sorki nie chce mi się opisywać jej stroju XD)





 Śniadanie minęło spokojnie, tak samo jak lekcje.
   Po zajęciach przyjaciele ruszyli do Pokoju Wspólnego, jednak drogę zagrodził im Draco Malfoy.
-Granger, McGonnagall chce nas widzieć.
-Już idę. Ron pójdziesz ze mną?
-Nie, poczekam na ciebie w twoim dormitorium.- pocałował ją krótko, ale namiętnie.
-O Weasley, ufasz jej?
-Niby dlaczego mam jej nie ufać. Wiem o niej wszystko i mówi mi wszystko, więc spokojna twoja rozczochrana.
-A wiesz, że wczoraj się ze mną całowała?
-Coś wspominała. Mówiła, że okropnie całujesz i nie masz co się ze mną  liczyć, ale dzięki za troskę Malfoy.- po tych słowach odszedł, a za nim Gnny z Harrym, a Hermiona poszła z Draco do McGonnagall.




_______________________
Siemka.
Jest nowa notka. Liczę na wasze komentarze. bo pisałam to prawie 6 godzin.
Pozdro, Tonksiak. <3


niedziela, 13 października 2013

rozdział 14. częśc 1: ,,Muszę ci coś powiedzieć"

Sorki za zamieszanie, ale znowu zmieniam narratora.
________________________
   Gdy tylko weszli do pomieszczenia, Draco zamknął drzwi, odwrócił się do Hermiony i j pocałował. Dziewczyna chciała zatracić się w tym pocałunku, jednak co mówiła jej, że nie powinna. Odepchnęła od siebie chłopaka i spojrzała w jego smutne oczy.
- Przepraszam, Draco, ale nie mogę. Chodzę z Ronem.
-A więc jednak z nim jesteś.- Chłopak spuścił głowę. Szatynka zauważyła, że zabolą go dalsze jej słowa, jednak czuła, że musi powiedzieć mu prawdę.
-Tak, jestem z nim i go kocham.
-Aha. Chciałem tylko, żebyś wiedziała, że bardzo mi na tobie zależy i tak łatwo cię nie oddam.
-To ma być groźba?- w głosie Mionki można było usłyszeć nutkę pogardy.
-Nie. To stwierdzenie faktu.
-Okej, nie chcesz, to się nie poddawaj, tylko proszę, bez takich akcji, jaka miała przed chwilą miejsce.
-Okej.
-A i nie waż się oczerniać moich przyjaciół, bo nie będziesz miał o co walczyć.
-Obiecuję ci, że nie będę cię nachodził i nie będę oczerniać twoich kumpli, tylko powiedz mi jedno. Co do mnie czujesz?
-Mam być szczera?- chłopak kiwnął nieznacznie głową.- Nienawidzę cię.
  Łzy zaczęły napływać Draconowi do oczu. Nic już nie powiedział, tylko odwrócił się i ruszył do wyjścia. W chwili kiedy arystokrata złapał za klamkę, Hermiona uświadomiła sobie bardzo ważną rzecz.
-,, Dziwny miłości traf się na mnie iści,
    Że muszę kochać przedmiot nienawiści."
Chłopak, słysząc te słowa, odwrócił się.
-A więc mam jakieś szanse?- Na ponurą twarz blondyna wkradł się nieśmiały uśmiech.
-Jakąś tam zawsze, tylko nie rób sobie zbytniej nadziei.
-Tak jest!- Malfoy szybko przytulił dziewczynę i wybiegł z klasy. Szatynka stała chwilę osłupiała. Powiedziałam mu, że go kocham, a najgorsze jest to, że nie kłamałam. Ale Rona też kocham i muszę mu powiedzieć co tutaj zaszło. Oczywiście pomijając nasze wyznania.
 
    ***
 Rudowłosy siedział w pokoju wspólnym i patrzył tępo w ogień. Przyjaciele próbowali wciągnąć go w rozmowę, jednak gdy zauważyli, że nie ma to sensu, dali mu spokój.
Co mi odbiło, żeby litować się nad  Malfoy'em i zgadzać się na tą rozmowę. Oni są tam sami i nie wiadomo co robią.
  Takie myśli  błądziły po głowie Rudzielca, kiedy do  salonu weszła Hermiona. Ron od razu do niej podszedł. Dziewczyna bez słowa pociągnęła go do swojego dormitorium. Na szczęście mieszkała sama i była pewna, że nikt nie będzie im przeszkadzał.
   Kiedy już byli w pokoju szatynka usiadła na łóżko i ruchem ręki nakazała Ronowi to samo.
-Muszę ci coś powiedzieć.
-Słucham.- Rudzielec zauważył, że dziewczyna jest zdenerwowana, więc otoczył ją ramieniem.
-Tylko obiecaj, że nie będziesz się denerwował.
-Obiecuję.- Chłopak uśmiechnął się dodając Mionce otuchy.
-Chodzi o to, że jak już weszliśmy do klasy, to... Malfoy... On mnie... On mnie pocałował.
Hermiona poczuła jak mięśnie Rudzielca się napinają,by za chwilę wstać i zacząć biec. Po drodze Rudy krzyczał coś w stylu ,,zabiję" , ,,już nie żyje" lub ,,popamięta mnie". Szatynka nie od razu skojarzyła, co chłopak robi, ale kiedy już ogarnęła, ruszyła za nim.
-Ron, poczekaj!- przebiegli przez pokój wspólny nie zauważając, że każdy obecny obserwuje ich ze zdziwieniem. Na szczęście Mionka biegała szybciej od Rona i po chwili go dogoniła.
-Ron stój.- Chłopak chciał ją wyminąć, jednak  mu się nie udało, bo potknął się o nogę ukochanej.-Powiedziałam stój!
-Spoko, stanąłem, tylko nie wiem po co.
-Posłuchaj mnie.- Gryfonka wzięła głęboki oddech i kontynuowała.- Nie powiedziałam ci tego z myślą, że się na niego rzucisz. Uznałam, że powinieneś o tym wiedzieć bo jesteś moim chłopakiem, ale nie myślałam, że tak zareagujesz.
-Przepraszam. Powiedz mi tylko czy ty też go całowałaś?
-Nie! Ron, skąd ci to przyszło do głowy.- Chłopak spuścił głowę. No tak. Kochana Mionka nigdy by czegoś takiego nie zrobiła.
-Przepraszam
-Nie musisz, rozumiem. ale wiedz, że jesteś dla mnie bardzo ważny i nigdy bym czegoś takiego tobie nie zrobiła.- po tych słowach Rudzielec pocałował Hermionę. Po chwili oderwali się od siebie.
-Wracamy do wieży?- mimo, że było południe, szatynka była zmęczona i chciała się położyć.
-Idź, ja muszę pomyśleć.
-Okej, tylko nie rób nic głupiego.

    Hermiona weszła do pokoju wspólnego i skierowała się od razu na schody prowadzące do jej dormitorium, jednak drogę zagrodziła jej rudowłosa przyjaciółka.
-Hermiona! Musisz to zobaczyć.- pociągnęła dziewczynę w stronę tablicy ogłoszeń, gdzie zebrała się spora grupka ciekawskich.- Przejście! Przejście dla pani prefekt!- darła się na całe gardło. Gdy tylko dopchały się do ściany, ich oczom ukazała się duża kolorowa kartka z ogłoszeniem:


                                                                   Ogłoszenie!!!
           Rada pedagogiczna ustaliła, że w szkole, od dzisiaj, nie obowiązują mundurki. Każdy
            może ubierać się jak chce, jednak strój nie może być za bardzo skąpy. Jednakże na                          uroczystości obowiązuje strój galowy. U dziewczyn jest to czarna spódnica lub sukienka 
          oraz biała  bluzka,  a u chłopców ciemne spodnie, także biała koszula oraz marynarka.  
          Obowiązek zakładania stroju galowego będzie ogłaszany wcześniej.


-Wiesz co to znaczy?- Ginny wydawała się być w siódmym niebie.- Możemy zabłysnąć figurą.



_________________________________-
Helllllo!
Jest następny rozdział.
widzę, że jest was trochę więcej co mnie bardzo cieszy, ale  tak jest mało wyświetleń, jak na 14 rozdział. Proszę także, aby po przeczytaniu posta, zostawić komentarz, żebym wiedziała, że mam dla kogo pisać.
Pozdrawiam, Tonksiak <3

piątek, 4 października 2013

13. ,,Chwyciłam go za rękę i pociągnęłam w strone wyjścia."

13.
   Długo myślałam nad tym co powinnam zrobić. Z jednej strony kochałam Rona i zależało mi na nim. Jednak, z drugiej strony, nie chciałam ryzykować naszej przyjaźni. Do tego dochodził jeszcze Malfoy. Mimo jego okropnego zachowania wobec Rona, ja nadal go lubię. I to nawet trochę bardziej, niż bym chciała. Czuję coś do niego, ale nie bardzo wiem co i to jest najgorsze.
   Nie miałam już siły dalej o tym myśleć. Położyłam się z nadzieją, że następnego dnia rozwiązanie samo przyjdzie mi do głowy. Chwilę potem oddałam się w objęcia Morfeusza.

       Siedziałam na błoniach i czytałam książkę (jak to ja :)). Po chwili podszedł  do mnie rudowłosy chłopak. Usiadł przy mnie i pocałował mnie czule. Spojrzałam w oczy Rona i zauważyłam w nich bezgraniczną miłość. Czułam to samo.
       Sceneria się zmieniła. Teraz siedziałam na wzgórzu ku mnie szedł Draco Malfoy. Spodziewałam się zobaczyć w jego oczach jakieś ciepłe uczucie, ale była w nich tylko chęć mordu. Malfoy stanął nade mną z wyciągniętą różdżką.
-To za mojego ojca. Granger. Avada keda...
-Expelliarmus!- Z drugiej strony szedł Ron.- Drętwota.- Malfoy padł sparaliżowany. Rudzielec połamał różdżkę blondyna i każdą część rzucił w innym kierunku. Następnie podbiegł do mnie, wziął mnie na ręce i skierował się w stronę szkoły.
-Nic Ci nie jet?-zapytał.- Cała się trzęsiesz.
Dopiero wtedy zauważyłam, że jest mi zimno.
      Znowu się przeniosłam. Tym razem byłam tylko obserwatorem.Patrzyłam w plecy pochylonego rudzielca. Zauważyłam, że płacze, bo cały się trząsł. Podeszłam bliżej. Przed chłopakiem leżało martwe ciało z burzą brązowych włosów. Wiedziałam, co zobaczę, zanim ukazała mi się cała postać.
To byłam ja. Nie żyłam, a Ron płakał nad moim ciałem. Po chwili wstał wyciągnął różdżkę i wymierzył w swoją głowę.
-Nie mogę bez ciebie żyć, Hermiono. Niedługo zobaczymy się tam, gdzie teraz jesteś.
Chciałam krzyczeć, żeby tego nie robił, jednak nie mogłam. Otworzyłam usta, ale nie wydobył się z nich żaden dżwięk. Zrezygnowana patrzyłam, jak chłopak, którego kocham umiera trafiony zielonym promieniem klątwy. 
        Zdałam sobię sprawę, że to wszystko co widziałam to sen. Wiedziałam już, co muszę zrobić.


      Obudziłam się roztrzęsiona. Jeszcze raz przeanalizowałam cały sen i zrozumiałam. To była rada. Nie wiem kto i w jaki sposób potrafił to zrobić, ale ten ktoś bardzo mi pomógł. Zrozumiałam, bowiem, co jest dla mnie najważniejsze.
    Wyskoczyłam z łóżka wzięłam ubrania i poszłam do łazienki. Szybko zrobiłam poranną toaletę, ubrałam się i zeszłam na dół. Zauważyłam Rona stojącego przy kominku. Nie myśląc długo podeszłam do niego i pocałowałam go. Wyczułam u niego zdziwienie, ale chwilę potem oddał pocałunek. Po chwili odsunęłam się i uśmiechnęłam do rudzielca.
-Czyli, że postanowiłaś?- zabrzmiało to bardziej jak oznajmienie czegoś, a nie jak pytanie, jednak ja i tak odpowiedziałam.
-Tak, postanowiłam zaryzykować. Wierzę, że nasza przyjaźń się przez to nie rozpadnie.
-Na pewno tak nie będzie.- Ron uśmiechał się szeroko. Widać było, że jest szczęśliwy. Ja też byłam.
-A tak w ogóle, to gdzie Harry i Ginny?- zastanawiała mnie nieobecność przyjaciół
-Najpierw czekali na mnie, ale powiedziałem im, że nie jestem głodny i poszli na śniadanie.
-Ty nie byłeś głodny?- ta wiadomość bardzo mnie rozbawiła.- A można wiedzieć, co sprawiło, że największy żarłok Hogwartu nie był głodny?
-Ty.- odpowiedział całkiem poważnie. -Ale teraz, jak już wszystko się ułożyło to chętnie bym coś zjadł.
Zaśmiałam się. Typowe. On zawsze by  jadł.
-To chodźmy, ja też jestem głodna.- Chwyciłam go za rękę i pociągnęłam w stronę wyjścia. Po chwili zrównał się ze mną i zapytał:
-Chcesz od razu pokazać wszystkim, że jesteśmy razem?
-Tak. Chyba, że tobie to przeszkadza.
-Nie, no co ty. I tak wszyscy wiedzą, że jestem w tobie zakochany. Ale jak ci nie przeszkadza, to dobrze. Ale pośpieszmy się, bo wszystko nam zjedzą.
-Cały ty.-zaczęłam się śmiać, gdy akurat weszliśmy do sali i nie zauważyłam, że wszyscy się na nas patrzą..
-I za to mnie kochasz.- Ron widocznie też tego nie zauważył.

***
   Siedziałem w sali zły na siebie. Nagle usłyszałem tak znajomy śmiech. Śmiech, który kocham. Wiedziałem kto to, ale i tak podniosłem głowę, ciekawy, dlaczego jest taka radosna. Zauważyłem jak wchodzi do sali z tym rudzielcem Weasley'em. Mieli splecione palce. Zabolał mnie ten widok i jednocześnie poczułem się zazdrosny. To ja powinienem tam być. Postanowiłem pogadać z Hermioną i powiedzieć jej co czuję. Może nie jest jeszcze za późno.

***
    Doszliśmy do miejsca, gdzie siedzieli nasi przyjaciele. Patrzyli na nas jakbyśmy zamienili się w trolle.
-Dlaczego patrzycie na nas jakbyśmy zamienili się w trolle?- zapytałam jednocześnie posyłając im mój najpiękniejszy uśmiech.
-To wy jesteście razem?- Harry nie mógł opanować zdziwienia i zarazem oburzenia.- A dlaczego ja nic o tym nie wiem?
-Gdybyś poczekał w Pokoju  Wspólnym jeszcze z pół godziny to byś się dowiedział. Ja też dowiedziałem się dopiero wtedy.- Na to stwierdzenie Rona wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
    Reszta śniadania minęła spokojnie i po kilku minutach we czwórkę wyszliśmy z sali. Była sobota i nie mieliśmy zajęć, więc poszliśmy do wierzy Gryffindoru. Po drodze zauważyliśmy zmartwionego Malfoy'a.
-A temu co?- Rona widocznie bawiła ta sytuacja.
-Ja chyba wiem co.- Chciałam przejść szybko przez korytarz, ale nie udało się. Gdy tylko Draco nas zauważył od razu poderwał się z podłogi i podszedł do nas. Nie patrząc na resztę zwrócił się do mnie.
-Hermiona, możemy pogadać?
-Jakoś nie mam ochoty.- Mocniej ścisnęłam rękę Rona i ruszyłam dalej, jednak poczułam, że Ron stoi w miejscu. Odwróciłam się i zauważyłam, że przypatruje się Malfoy'owi, który stał ze spuszczoną głową.
-Pogadaj z nim.- Zdziwiły mnie jego słowa.- Chyba musicie sobie coś wyjaśnić. Poczekam na ciebie w Pokoju Wspólnym.- I, nie czekając na odpowiedź, poszedł dalej korytarzem, a za nim Harry i Ginny.
-Dobra, niech będzie, tylko chodźmy do pokoju życzeń.
     Gdy tylko weszliśmy do pomieszczenie Draco zamknął drzwi, odwrócił się do mnie i mnie pocałował.



_________________________---
Yeah.
Ogarnęłam się i napisałam następny rozdział.
Nie wiem kiedy będzie 14. Mam dużo roboty, więc nic nie mogę obiecać. A do tego ostatnio pokłóciłam się z przyjaciółką i jakoś nie mam ochoty na pisanie. Ale nie opuszczę was.
Bardzo was proszę, KOMENTUJCIE. Przez ostatnie wydarzenia bardzo by mi się przydały słowa otuchy od was.
Pozdro, Tonksiak :)

czwartek, 3 października 2013

Sorrki

Przepraszam, ale ostatnio jakoś nie mam czasu na napisanie następnego rozdziału. To dopiero druga klasa gimnazjum, a już tyle nam dowalili, że ledwo się wyrabiam. Jutro piątek, a moja siostra wyjeżdża do koleżanki, więc może uda mi się coś napisać, ale nie obiecuję. Jeszcze raz przepraszam i pozdrawiam, Tonksiak <3

poniedziałek, 16 września 2013

rozdział 12. :" Zabolały mnie jej słowa"

rozdział 12.
 
     Weszłam do gabinetu dyrektora i przez chwilę nie ruszałam się z miejsca. Dopiero gdy profesor McGonagall powiedziała, żebym usiadła, przycupnęłam na krześle.
    -Panno Granger, nie było dzisiaj pani na lekcjach.
   -Tak wiem, pani dyrektor.
   Profesorka poznała, po tonie mojego głosu, że coś jest nie tak i zaczęła mnie wypytywać.
 -Hermiono, co się stało?- Za wszelką cenę chciałam uniknąć przesłuchania. Nie chciałam, żeby ktokolwiek wiedział co dzisiaj robiłam.
-Nic. Po prostu zaspałam.
-Hermiono, wiem, że to nie prawda, bo widziałam, jak idziesz do Wielkiej Sali pół godziny przed lekcjami, więc proszę powiedz mi prawdę. Co się stało?- wiedziałam, że McGonagall nie odpuści, ale nie miałam ochoty się jej zwierzać.
-Przepraszam bardzo,  ale nie chcę o tym rozmawiać. Obiecuję, że już nie opuszczę lekcji.- wstałam i zebrałam się do wyjścia.- Coś jeszcze, czy mogę już iść?
-To wszystko, ale proszę nie tłamsić problemów w sobie. Poczujesz się lepiej jeśli się komuś wygadasz.
-Wątpię, ale dziękuję za radę.- Wiem, że zabrzmiało to strasznie ozięble, ale nie obchodziło mnie to. Wyszłam z gabinetu i zeszłam schodami na dół.

    Weszłam do Wielkiej Sali. Oczy wszystkich znowu były wpatrzone prosto we mnie, a szczególnie dwie pary oczu. Z dwóch stron sali patrzyło na mnie dwóch chłopaków. Oba spojrzenia były tak natarczywe, że chciałam skulić się i odejść, jednak nie zrobiłam tego.  Podeszłam do stołu Gryfonów, złapałam tosta i odwróciłam się w kierunku wyjścia. Jeden z chłopaków odezwał się do mnie.
-Hermiono...
-Nie,- mimo, że w głosie Rona słyszałam błaganie, nie miałam zamiaru z nim rozmawiać. Odeszłam nie zaszczycając go nawet jednym spojrzeniem. Zauważyłam, że z drugiego końca sali wstał drugi chłopak. Z nim też nie chciałam rozmawiać, więc przyspieszyłam kroku. Widząc to Draco zaczął biec. Dogonił mnie przed wejściem do Wielkiej Sali. Wszystkie oczy były zwrócone na nas.
-Hermiono...
-Nie.- tak jak przy Ronie, w jego głosie słyszałam błaganie, ale miałam dość. Miałam nadzieję, że Draco postąpi tak, jak Ron, ale myliłam się. Malfoy złapał mnie za nadgarstek i odwrócił do siebie. Nad jego ramieniem widziałam, jak wszyscy z zaciekawieniem przysłuchują się naszej rozmowie, a niektórzy nawet wstali, żeby lepiej nas widzieć.
-Możemy pogadać?
-Nie zrozumiałeś za pierwszym razem?!- Moja cierpliwość się skończyła i zaczęłam wrzeszczeć.- Powiedziałam, NIE!
-Wiem co powiedziałaś, ale muszę z tobą porozmawiać.
-Mam cię dość!- w jego oczach widziałam ból, ale nie zważałam na to. Krzyczałam tak głośno, że byłam pewna, że słyszy nas cała szkoła.- Przez ciebie chłopak, którego kocham uważa mnie za szmatę i ty masz jeszcze czelność prosić mnie o rozmowę?!- i, nie czekając na jego odpowiedź, wyszłam z sali.


  ***
Patrzyłem, jak wchodzi do sali, zresztą jak wszyscy. Cały czas podążałem za nią wzrokiem. Podeszła do swojego stołu i wzięła grzankę. Rudzielec chciał z nią porozmawiać jednak ona go zbyła. Ucieszyłem się i wykorzystałem sytuację. Podbiegłem do niej, ale ona na mnie nakrzyczała. Zabolały mnie jej  słowa. Odeszła, a ja czułem na sobie spojrzenie wszystkich ludzi. Nie obchodziło mnnie to. Stałem tam przed wyjściem komletnie zdołowany i nie mogłem ruszyć się z miejsca.


***
Widziałem jak Hermiona wrzeszczy na Malfoya, a potem ucieka.Nie wiedziałem, co robić, ale wiedziałem, że blondyna zabolały te słowa.
-Ron!- usłyszałem jak ktoś mnie woła.- Rusz się.
-Ale gdzie?- nie bardzo wiedziałem o co chodzi.
-Biegnij za nią idioto. Przecież ona mówiła o tobie- Widziałem, że Harry i Ginny dobrze mi radzili, jednak nie potrafiłem podjąć decyzji, czy  iść za nią. W końcu stwierdziłem, że koniecznie muszę z nią porozmawiać. Wstałem i wybiegłem z sali omijając osłupiałego Malfoy'a. Widziałem jeszcze jak wbiega  na schody i zniknęła za zakrętem. Pobiegłem ile sił w nogach i zauważyłem, że wchodzi do pustej klasy. Zatrzymałem się. Nie byłem pewny, czy chcę to zrobić, ale wiedziałem, że powinienem. Zrobiłem kilka głębokich wdechów i ruszyłem w stronę klasy.


***
   Byłam załamana. Miałam dość wszystkiego. Chciałam porozmawiać z Ronem, ale bardzo się tego bałam. Nie wiedziałam co  mam mu powiedzieć oraz nie wiedziałam jak on zareagował na moje wyznanie. Wiem, co on do mnie czuje, jednak ciężko mi się z tym pogodzić.
   Weszłam do pustej klasy, usiadłam w ławce położyłam głowę na rękach i całkiem się rozpłakałam. Nie zauważyłam, że ktoś wszedł do klasy i usiadł koło mnie. Podskoczyłam, gdy poczułam na plecach czyjąś rękę. Podniosłam oczy i spojrzałam prosto w twarz rudzielca.
-Przepraszam. Hermiona, możemy pogadać?-nie mogłam się odezwać, więc przytaknęłam tylko głową.
-Przepraszam cię.- te słowa kompletnie mnie zszokowały.
-Za co?
-Za to, że nie akceptowałem twojej przyjaźni z Malfoy'em, za to, że nazwałem cię szmatą, za to, że na ciebie nawrzeszczałem oraz za to, że byłem takim dupkiem.
-Ja też przepraszam.
-Nie masz za co- wiedziałam, że Ron tak uważa, ale ja wiedziałam co innego.
-Mam. Przepraszam cię za to, że cię okłamywałam.
-Nie ma sprawy.-widziałam ulgę na twarzy przyjaciela. Przytuliłam go krótko i od razu zrobiło mi się cieplej na sercu.
-Więc na prawdę mnie kochasz?-wiedziałam, że to pytanie padnie, ale miałam nadzieję, że dzisiaj go uniknę.
-Tak.
-Mogę wiedzieć od kiedy?-słyszałam w jego głosie niepewność. Nie chciał znowu mnie zranić.
-Jakoś tak od naszego pocałunku po bitwie.
-To dlaczego, przez cały czas odsuwałaś się ode mnie?
-Chyba się bałam.- była to prawda. Bałam się, a Ron jako pierwszy miał się o tym dowiedzieć.
-Czego?
-Bałam się, że jeśli spróbujemy być ze sobą, a nam  nie wyjdzie to nasza przyjaźń też się rozpadnie.
-Ale chciałabyś być ze mną?- nie myślałam, że zada takie pytanie.
-Tak. Chciałabym.
-To może warto spróbować?- Już chciałam coś powiedzieć, ale mi nie pozwolił.-Zobacz. Oboje się kochamy i lubimy przebywać ze sobą. Nie zaszkodzi spróbować, a jestem pewny, że nawet gdyby nam nie wyszło, to nasza przyjaźń przetrwa. Za długo się znamy, za dużo razem przeszliśmy, żeby to co jest między nasz trójką się rozpadło.
-Tak myślisz?-nie wierzyłam za bardzo w jego słowa.
-Jestem tego pewny.- Wyczułam, że mówi prawdę, ale musiałam to przemyśleć.
-Mogę to przemyśleć?
-Jasne? Myśl tak długo, jak będzie trzeba. Będę czekał.
-Dziękuję.- przytuliłam go i wyszłam z klasy. Było przed dziewiątą, więc udałam się do dormitorium.



_______________________________
Hejka Potterhead's. Mamy następny rozdział.
Przykro mi że nie komentujecie. Nawet nie wiecie, ile dla bloggera znaczą komentarze, nawet te negatywne, więc jak możecie to komentujcie. Bardzo proszę.
Rozdziały będą się ukazywały w weekendy.
Jeśli jaki post się spóźni to dam wam o tym znać wcześniej.
Pozdrawiam, Tonksiak<3

niedziela, 8 września 2013

Wybaczcie

  Jutro wyjeżdżam na wymianę do Niemiec. Miałam dużo roboty w związku z tym wyjazdem, dlatego też nie ma nowego rozdziału i nie będzie go przez najbliższy tydzień. Może uda mi się napisać go w niedzielę, ale nic nie obiecuję. Mam nadzieję, że mi wybaczycie.
Pozdrawiam, Tonksiak <3

poniedziałek, 2 września 2013

Rozdział 11.

Rozdział 11.
 
     Obudziłam się wcześnie. Nie patrzyłam na zegarek. Nie musiałam. Za oknem było jeszcze ciemno, więc musiało być bardzo wcześnie. W łazience miałam wielką wannę, więc napuściłam do niej gorącej wody, swojego ulubionego płynu do kąpieli o zapachu czerwonej pomarańczy. i weszłam do wody.
   Nie śpieszyłam się z kąpielą. Chciałam, żeby gorąca woda zmyła wszystkie moje smutki i problemy. Myślałam, że dzisiaj przejdzie mi to co czułam wczoraj w związku z Malfoyem, ale się pomyliłam. Okazało się, że jest jeszcze gorzej, bo teraz myślę tylko o nim. W czasie kiedy akurat o nim nie myślę, w głowie mam słowa Rona. Wredna Szmata. Jak on mógł mnie tak nazwać? Po tylu latach przyjaźni.
   Nie chciałam dłużej siedzieć sama, więc ubrałam si i zeszłam do pokoju wspólnego z myślą, że będzie tam Ginny i będę mogła z nią pogadać.
   W pokoju wspólnym było dużo osób na taką wczesną godzinę, bo była dopiero siódma. Nie znalazłam nigdzie Ginny, więc usiadłam w fotelu i zaczęłam czytać podręcznik do numerologii. Czytałam chyba pół godziny, aż ktoś mi przerwał. Jakiś pierwszoroczniak wpadł na minie wytrącając mi książkę z ręki.
-Bardzo p-panią przepraszam.
-Nic nie szkodzi, ale wolałabym, żebyś nie mówił do mnie proszę pani, dobrze? Mów mi po prostu Hermiona.- uśmiechnęłam się do chłopaka, a ten odwzajemnił uśmiech.
-Dobrze. Jeszcze raz przepraszam.- i odszedł.
   Nie czytałam już książki. Odechciało mi się. Tak, wiem. Ja Hermiona Granger największa kujonka w szkole nie chcę czytać książki. Te ostatnie wydarzenia tak na mnie ciążą, że nie mam na nic ochoty.
Podniosłam głowę i zauważyłam, że Ron właśnie wyszedł z dormitorium. Nie myśląc dłużej podbiegłam do niego.
-Ron, możemy pogadać?- Spytałam, gdy już stanęłam przed nim.
-Nie mam ochoty.
-Ale musimy sobie coś wyjaśnić.
-Idź sobie do swojego Dracusia.
-Ron, o co ci chodzi?
-O to, że się z nim całowałaś!- teraz słuchali nas wszyscy obecni.
-To on mnie pocałował!
-Jakoś się mu nie opierałaś!
-Myślisz tak, bo więcej nie widziałeś! Byłeś tak wściekły na mnie o ten drobny incydent, że uciekłeś!
-Nic więcej nie widziałem?! To było coś więcej?!
-Tak!- byłam tak wściekła  na Rudzielca, że nie wiedziałam co mówię.- Uderzyłam go i upokorzyłam przed całą szkołą!
-To niezły teatrzyk odstawiłaś! Co nie chciałaś, żeby cała szkoła dowiedziała się, że zabujałaś się w Malfoy'u?
-Ne zabujałam się w Malfoy'u!-wykrzyczałam mu to prosto w twarz, a potem dodałam trochę ciszej:- Zakochałam się w tobie, ale ty jesteś tak zazdrosny, że mi nie uwierzysz.
   Niestety usłyszeli nas wszyscy obecni. Odwróciłam się i ruszyłam w stronę wyjścia. W ostatniej chwili Ron złapał mnie za rękę.
-Poczekaj.
-Nie. Nie chcę cię znać.
   Po tych słowach wyszarpnęłam rękę i na oczach wszystkich wybiegłam z płaczem z wierzy. Biegłam w stronę Wielkiej Sali. Gdy już miałam wejść, uświadomiłam sobie, że i tak nic nie zjem. Zawróciłam i wybiegłam ze szkoły na błonia. Biegłam i biegłam. Nie zauważyłam, że ktoś biegnie za mną i woła mnie po imieniu.
-Hermiona!
   Zatrzymałam się, gdy tylko usłyszałam ten głos.
-Co?!- Nie miałam ochoty z nim gadać.
-Co się stało?- Draco wydawał się naprawdę zmartwiony.
-A co cię to obchodzi?
-Wybiegłaś z zamku płacząc. Zaniepokoiłem się, więc wybiegłem za tobą.
-Ta na pewno.-Miałam dość tej rozmowy.
-Powiesz mi o co chodzi?
-Nie! Mam cię dość. Odczep się ode mnie.- Już miałam odejść, ale Draco złapał mnie za rękę i odwrócił do siebie.
-Porozmawiajmy, proszę.- w jego oczach widziałam błaganie, ale nie zwracałam na to uwagi. Nie chciałam go widzieć.
-Nie! Nienawidzę cię, rozumiesz?!
-Co ja ci takiego zrobiłem?- Malfoy trzymał mocno moją rękę i nie mogłam się wyszarpnąć.
-Pocałowałeś mnie!  A przez to pokłóciłam się z przyjacielem! A ja go kocham!
-Skoro darzysz go miłością braterską to i tak się pogodzicie.
-To nie jest  miłość braterska! Ja jestem w nim zakochana!- Zszokowały go te słowa. Rozluźnił uścisk, a ja wyrwałam rękę i uciekłam nie dając mu szansy na odpowiedź.
    Zatrzymałam się nad jeziorem. Znalazłam miejsce gdzie krzaki odgradzały mnie od reszty świata. Usiadłam na trawię, schowałam głowę w rękach. Płakałam, płakałam , płakałam...  Dawno słychać było dzwon wołający na lekcje, ale ja nie ruszyłam się z miejsca. Siedziałam tak nie myśląc o zajęciach o zbliżających się owutemach. Myślałam tylko o tym, że moje życie nie jest nic warte. Chociaż z drugiej strony jest pokręcone. Najpierw powiedziałam Ronowi, że nic do niego nie czuję, teraz powiedziałam mu, że się w nim zakochałam. Nie okłamałam go. Naprawdę się w nim zakochałam i to już dawno, tylko po prostu bałam się, że jeśli coś by nie wyszło to nasza przyjaźń też by się skończyła, a tego nie mogłabym znieść.
   Do tego jeszcze okazuje się, że Draco Malfoy się we mnie zabujał. Wczoraj zauważyłam, że też coś do niego czuję, ale to na pewno nie jest miłość. Mam nadzieję, że to minie.
-Tu jesteś. Wszędzie cię szukamy. Wiesz jak się o ciebie martwiliśmy.- Nie zauważyłam, że podeszła do mnie Ginny. Nic nie powiedziałam, tylko odwróciłam głowę, żeby nie mogła zobaczyć moich mokrych policzków, jednak zrobiłam to za późno. Ginny już wiedziała, że coś jest nie tak.
-Co się stało?
-Pokłóciłam się z Ronem, nie słyszałaś?
-Kiedy?
-Rano, przed śniadaniem.
-Aaa. Ja wyszłam wcześniej, żeby spotkać się z Luną.
-Zresztą nie ważne.-Nie miałam ochoty opowiadać jej tego wszystkiego.
-Zaraz obiad. Idziesz?- Dopiero teraz zauważyłam, że w brzuchu mi burczy.
-Tak, już idę.

      Doszłyśmy do Wielkiej Sali. Wszyscy patrzyli na nas jak na głupie. Wiedziałam, że to ja jestem ich głównym obiektem. Wszyscy zastanawiają się dlaczego Hermiona Granger, wozrowa uczennica nie była dzisiaj na lekcjach. Usiadłyśmy do stolika i już miałam wziąć coś do jedzenia, gdy usłyszałam:
-Hermiona Granger, do gabinetu dyrektora.


_______________________
Przepraszam, że o tak późnej porze, ale dzisiaj rozpoczęcie roku, te emocje. No... wiecie o co chodzi.
W związku z tym, że zbliża się szkoła... w sumie to już jest, to notki będą rzadziej. Następna w piątek.
Nadal martwi mnie mała ilość komów i wyświetleń. Więc bardzo proszę: UDZIELAĆ SIĘ!
Dziękuję
Pozdro , Tonksiak :)

środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział 10. ,,Powoli zatracałam się w jego pocałunkach."

Rozdział 10.


     Ten rozdział dedykuję Aleksandrze Maćko. Dziękuję, że czytasz. Dzięki Tobie nie zawieszam tego bloga. :)
_______________________________________________

   Draco złapał mnie za rękę i odwrócił do siebie. Zaraz potem mnie pocałował. Przez chwilę nie wiedziałam co się dzieje. Jego pocałunki były takie delikatne, ale jednocześnie pożądające. Jego usta smakowały jak najsłodsze żelki (XD) . Jego ręce błądziły po moim ciele. W końcu jedna dłoń zatrzymała się na mojej talii, a druga wplątała mi się we włosy. Chciałam objąć chłopaka za szyję , lecz coś mi nie pozwalało. Powoli zatracałam się w jego pocałunkach.
        Nagle zdałam sobie sprawę co się dzieje. Odsunęłam się od Malfoy'a i spojrzałam w jego oczy. Widziałam w nich uniesienie i żal, radość i smutek, nadzieję i rozczarowanie. Zrozumiałam wtedy, że chłopak, który przede mną stoi, coś do mnie czuje, ale wiedziałam, że nie mogę pozwolić, żebym ja się w nim zakochała. Wiedziałam też, że muszę jakoś wybić mu siebie z głowy.
     Momentalnie wyrwałam się z zamyśleń. Podniosłam rękę i uderzyłam Malfoy'a otwartą dłonią w policzek. Zaskoczony, nie wiedział co ma robić, jednak ja wiedziałam. Złapałam jego krawat w barwach Slytherinu i pociągnęłam za niego, tak, aby nasze twarze znalazły się na tej samej wysokości. Spojrzałam Ślizgonowi w oczy i wyszeptałam przez zaciśnięte zęby:
-Nigdy więcej mnie nie dotykaj, bo pożałujesz, a wtedy nawet ta mopsica Parkinson nie będzie cię chciała.
   Nie czekając na odpowiedź ruszyłam w stronę błoni. Wiedziałam jednak, że chłopak tak łatwo się nie podda i nie pomyliłam się. Gdy tylko wyszłam z zamku, usłyszałam nawoływanie.
-Hermiona! Zaczekaj, proszę!
-Nie!- Teraz już wszyscy uczniowie patrzyli na scenkę rozgrywającą się między nami.- Chciałeś się ze mną pogodzić, zgodziłam się! Chciałeś się przyjaźnić, zgodziłam się! Później obraziłeś mojego przyjaciela, którego, dla ciebie, prawie straciłam! Teraz jeszcze mnie całujesz! Większość dziewczyn wzdycha do ciebie, ale ja nie jestem jedną z nich! Mam gdzieś co masz mi do powiedzenia! Nie pozwolę, by taki idiota jak ty, rozwalał mi życie! Więc, dla własnego dobra, odwal się ode mnie, bo nie skończy się to dla ciebie dobrze !
    Odeszłam, słysząc, jak w zamku przyjęli mój wybuch. Jedni klaskali. inni gwizdali. Usłyszałam jeszcze, jak kilka dziewczyn rzuca obelgi w moją stronę, jednak większość z tych dziewczyn pobiegła pocieszać Mallfoy'a. Nie rozumiałam tego wybuchu ze strony kolegów i koleżanek. Na pewno nie powinni mi klaskać. Nic wielkiego nie zrobiłam. Chociaż w sumie mało osób lubiło tego Ślizgona i cieszyli się, że ktoś w końcu go poniżył. Ale dziewczyny na pewno nie powinny się tak zachowywać. Ten idiota nie zasługiwał na pocieszanie ze strony koleżanek.
     Nie patrzyłam gdzie idę, ale zauważyłam, że moje nogi same zaprowadziły mnie w moje ulubione miejsce. Do lekcji zostało mi pół godziny. Postanowiłam przesiedzieć je tutaj i pomyśleć w spokoju. Nie wiedziałam, ile tak siedzę. Spojrzałam na zegarek.
-O nie już 15 po 8. Jestem spóźniona.
   Pobiegłam szybko do klasy. Pierwsze były zaklęcia. Wpadłam do klasy bez zastanowienia.
- Panno Granger, lekcja zaczęła się 15 minut temu.-usłyszałam piskliwy głos profesora Flitwicka.
-Przepraszam panie profesorze. Zamyśliłam się.
-Dobrze, już siadaj. Dziś omawiamy zaklęcie lewitujące.- Ruszyłam do ławki.- Aha i przez pani spóźnienie Gryffindor traci 20 punktów, a pani, panno Granger napisze mi na najbliższą lekcję wypracowanie na temat dzisiejszego zaklęcia. 3 stopy długości.
-Tak jest.- Usiadłam do ławki. Nie zwracałam uwagi na pytania chłopaków. Wzięłam różdżkę i ćwiczyłam zaklęcie. Cały czas czułam, że ktoś mi się przygląda. Odwróciłam się i napotkałam wzrok Malfoy'a.
-No tak, mamy lekcję ze Ślizgonami. Zupełnie zapomniałam.
-Mówiłaś coś, Hermiono?- Moją uwagę usłyszał Ron.
-Nie, nic.
-Spoko. A tak w ogóle, to dlaczego się spóźniłaś?- Ron widocznie nie wierzył w moje usprawiedliwienie.
-Mówiłam już. Zamyśliłam się.
-Dobra, dobra. Taką bajeczkę to możesz wciskać Flitwickowi.
-Ale to prawda.- Dziwiłam się, że Ron mi nie wierzy.
-Jak chcesz. A o czym tak myślałaś?
-Jakbym chciała, żebyś wiedział, to bym o tym z tobą porozmawiała.
Rona chyba uraziła ta uwaga. Nie odezwał się do mnie do końca dnia, za co byłam mu bardzo wdzięczna. Nie miała ochoty z nikim rozmawiać. Tak więc po obiedzie ruszyłam prosto do swojego dormitorium. Gdy byłam już sama, wyciągnęłam pamiętnik i zaczęłam pisać.


   Drogi pamiętniku,
Dzisiaj zdarzyło się coś bardzo dziwnego. Nie mogę sobie z tym poradzić, więc postanowiłam, że podzielę się tym z tobą. Więc...
     Jak szłam na śniadanie, natknęłam się na Malfoy'a. Nie chciałam z nim rozmawiać, więc ominęłam go i chciałam odejść, jednak on zatrzymał  mnie i pocałował. Oderwałam się od niego i go uderzyłam. Później jak za mną pobiegł, odwróciłam się i na niego nawrzeszczałam. 
    Mam wrażenie że go zraniłam. Po tym pocałunku spojrzałam mu w oczy i zauważyłam w nich jakieś uczucie, które żywił do mnie. Nie wiem co to było, ale jestem pewna, że było to ciepłe uczucie. Najgorsze jest to, że po tym pocałunku, poczułam coś do Dracona. Mam nadzieję, że jest to wywołane pocałunkiem. Zawsze tak reagowałam na pocałunki. Mam nadzieję, że jak jutro się obudzę, będę czuła jedynie wściekłość.

  -Skończyłaś?- Odwróciłam się i zobaczyłam, że w drzwiach stoi Ginny.
-Tak, skończyłam.- zamknęłam notes i odłożyłam go do kufra.
-Możemy pogadać?- Przyjaciółka była wyraźnie zaniepokojona.
-Jasne. Siadaj.
   Ginny usiadła koło mnie. Przez jakiś czas żadna z nas się nie odezwała. W końcu przerwałam tą ciszę:
-O co chodzi?
-O Ciebie.
-Jak to o mnie?- dziwiło mnie zachowanie Rudej.
-Tak, o ciebie. A konkretnie o ciebie i Malfoya.
-Nie rozumiem.
-Całowałaś się z nim!- Ginny była wyraźnie wstrząśnięta.
-To on mnie pocałował. I mogłabyś mówić spokojnie.
-Tak, przepraszam. Dlaczego on cię pocałował?
-Nie wiem. Po prostu mnie pocałował.
-Ron to wszystko widział i nie był zadowolony.
-Co to znaczy?
-To znaczy, że powiedział, że jesteś wredną szmatą i odszedł.
-Na prawdę tak powiedział?- Zabolały mnie słowa przyjaciółki, mimo, że to nie były jej słowa.
-Niestety tak. Ale nie przejmuj się. Znam Rona. On często tak wybucha, a później udaje, że nic nie pamięta.
-Jasne, dzięki. A teraz przepraszam chciałabym iść spać.
-Pewnie, dobranoc.
   Nie myślałam, że ten dzień może skończyć się jeszcze gorzej, a jednak.


________________________________________
Jest następny rozdział. Postarałam się, żeby był dłuższy.
                                                                                Czytasz= komentuj
                                                              Masz jakieś uwagi= komentuj
   Chcesz dowiadywać się o nowych rozdziałach osobiście= komentuj :)
 Dziękuję wszystkim, którzy to czytają.
Następny rozdział w poniedziałek.
Pozdrawiam, Tonksiak :)

czwartek, 22 sierpnia 2013

Rozdział 9. "Chcę być zawsze przy niej"

   Zamieniam narratora na pierwszoosobowego, bo tak mi łatwiej pisać. Zapraszam
________________________


Rozdział 9.
    Teraz to już chyba wszystko się ułoży. Pogodziłam się z Draco, przyjaciele w końcu się z tym pogodzili. Miałam nadzieję, że z odnalezieniem moich rodziców, też wszystko pójdzie dobrze. Nie wiedziałam jak mam ich znaleźć. Planowałam, że po zakończeniu roku szkolnego, pojadę do naszego domu i zobaczę, czy tam ich nie ma, a jeśli się okaże, że nie to odwiedzę całą rodzinę.
  Był poniedziałek, 6 rano. Miałam jeszcze dwie godziny do pierwszej lekcji. Ubrałam się, pomalowałam usta błyszczykiem i zeszłam do pokoju wspólnego. Tam wyjęłam książkę do transmutacji i zaczęłam czytać. Nie minęło dużo czasu, a z dormitorium wyszli moi przyjaciele. Razem udaliśmy się na śniadanie do Wielkiej Sali.
-A tak w ogóle, Hermiono, - rozmowę rozpoczął Ron- Jakim cudem pogodziłaś się z Malfoy'em?
-No w tedy jak byliśmy na szlabanie u McGonagall, to on mnie przeprosił, za swoje zachowanie przez te lata. Powiedział coś, że podczas bitwy uznał, że jestem dużo lepsza od niego i, że chce zakopać topór wojenny.- Hermiona wytłumaczyła powoli całą sytuację.
-A ty mu uwierzyłaś.- Mimo wczorajszej rozmowy, Rona zdenerwowało zachowanie przyjaciółki.- Największemu gnojkowi w całej szkole?
-Oj Ron, daj już spokój. Nie chcę znowu się kłócić.
-Niech ci będzie, ale jeszcze wspomnisz moje słowa.
-Dobra, chodźcie już lepiej na lekcję, bo się spóźnimy.

***
    Drogi pamiętniku,
Przyszedł październik. Już trzy tygodnie minęły, od kiedy moi przyjaciele pogodzili się z tym, że nie kłócę się z Draco. Swoją drogą to trochę dziwne uczucie, że normalnie się do siebie odzywamy, ale nie przeszkadza mi to. Mam nadzieję, że ten ostatni rok minie spokojnie i nic nie odciągnie mnie od nauki.
  Ostatnio zauważyłam, że coraz więcej chłopaków mi się przygląda, ale pewnie tylko sobie to wyobraziłam. Teraz nie mam czasu na chłopaków, muszę wziąć się za naukę, bo w tym roku są OWUTEMY, a ja chcę zdać je z najlepszymi wynikami, jeśli chcę pracować w Ministerstwie Magii.

-Miona idziesz!- usłyszałam, że ktoś mnie woła.
-Już idę!- szybko zamknęłam pamiętni i ochroniłam go specjalnymi zaklęciami, które tylko  ja potrafię  złamać, i zeszłam na dół. Była sobota i ostatnie ciepłe dni, więc razem z przyjaciółmi poszliśmy nad jezioro. W połowie drogi zatrzymał nas Draco.
-Cześć, Miona. Możemy pogadać? -spytał.
-Właśnie mieliśmy iść nad jezioro.- Ron nie chciał, żebym z nim poszła
-Ciebie nie pytałem Weasley. Lepiej leć do swojej mamuśki. Jak zmarł ten idiota Fred to pewnie się załamała. Słyszałem, że jest jeszcze grubsza niż wcześniej.- Ron zrobił się cały czerwony i już chciał coś powiedzieć, ale mu nie pozwoliłam.
-Jak śmiesz obrażać mojego przyjaciela i do tego jego zmarłego brata. A ja myślałam, że się zmieniłeś, Jednak się pomyliłam.- Odwróciłam się do przyjaciół i wyszliśmy z zamku.
-Miona, zaczekaj!- usłyszałam za sobą Malfoya.
-Nie odzywaj się do mnie.- odpowiedziałam i ruszyłam za przyjaciółmi.
       Nad jeziorem bawiłam się i śmiałam razem z przyjaciółmi. Ten idiota nie mógł popsuć mi dnia.

***
Co ja zrobiłem. Już myślałem, że jest wszystko dobrze. Zapomniałem, że muszę być ostrożny i naskoczyłem na rudzielca. Teraz już na pewno nie mam u niej szans. Nadal nie wiem co do niej czuję, ale wiem, że chcę być zawsze przy niej. Trzeba będzie jakoś to naprawić.



    Obudziłam się i spojrzałam na zegarek. O nie już siódma. Wyskoczyłam z łóżka i poszłam do łazienki. Szybko się ubrałam i zeszłam na śniadanie.
-Hermiona zaczekaj!- usłyszałam za sobą krzyk. Nie miałam ochoty rozmawiać z Draconem, jednak ten wyprzedził mnie i zagrodził  drogę.
-Zejdź mi z drogi Malfoy.
-Najpierw mnie wysłuchaj, proszę.
-Nie.- wyminęłam go i ruszyłam do wielkiej sali. Nie było mi dane  jednak do niej dojść. Malfoy złapał mnie za rękę i odwrócił do siebie. Zaraz potem mnie pocałował.



___________________________________-
Tadam! Jest następny rozdział.
Martwi mnie, że jest tak mało wyświetleń i nikt nie komentuje.
Następny rozdział do środy, ale nie widzę sensu, żeby go pisać, bo i tak chyba nikt tego nie czyta.