13.
Długo myślałam nad tym co powinnam zrobić. Z jednej strony kochałam Rona i zależało mi na nim. Jednak, z drugiej strony, nie chciałam ryzykować naszej przyjaźni. Do tego dochodził jeszcze Malfoy. Mimo jego okropnego zachowania wobec Rona, ja nadal go lubię. I to nawet trochę bardziej, niż bym chciała. Czuję coś do niego, ale nie bardzo wiem co i to jest najgorsze.
Nie miałam już siły dalej o tym myśleć. Położyłam się z nadzieją, że następnego dnia rozwiązanie samo przyjdzie mi do głowy. Chwilę potem oddałam się w objęcia Morfeusza.
Siedziałam na błoniach i czytałam książkę (jak to ja :)). Po chwili podszedł do mnie rudowłosy chłopak. Usiadł przy mnie i pocałował mnie czule. Spojrzałam w oczy Rona i zauważyłam w nich bezgraniczną miłość. Czułam to samo.
Sceneria się zmieniła. Teraz siedziałam na wzgórzu ku mnie szedł Draco Malfoy. Spodziewałam się zobaczyć w jego oczach jakieś ciepłe uczucie, ale była w nich tylko chęć mordu. Malfoy stanął nade mną z wyciągniętą różdżką.
-To za mojego ojca. Granger. Avada keda...
-Expelliarmus!- Z drugiej strony szedł Ron.- Drętwota.- Malfoy padł sparaliżowany. Rudzielec połamał różdżkę blondyna i każdą część rzucił w innym kierunku. Następnie podbiegł do mnie, wziął mnie na ręce i skierował się w stronę szkoły.
-Nic Ci nie jet?-zapytał.- Cała się trzęsiesz.
Dopiero wtedy zauważyłam, że jest mi zimno.
Znowu się przeniosłam. Tym razem byłam tylko obserwatorem.Patrzyłam w plecy pochylonego rudzielca. Zauważyłam, że płacze, bo cały się trząsł. Podeszłam bliżej. Przed chłopakiem leżało martwe ciało z burzą brązowych włosów. Wiedziałam, co zobaczę, zanim ukazała mi się cała postać.
To byłam ja. Nie żyłam, a Ron płakał nad moim ciałem. Po chwili wstał wyciągnął różdżkę i wymierzył w swoją głowę.
-Nie mogę bez ciebie żyć, Hermiono. Niedługo zobaczymy się tam, gdzie teraz jesteś.
Chciałam krzyczeć, żeby tego nie robił, jednak nie mogłam. Otworzyłam usta, ale nie wydobył się z nich żaden dżwięk. Zrezygnowana patrzyłam, jak chłopak, którego kocham umiera trafiony zielonym promieniem klątwy.
Zdałam sobię sprawę, że to wszystko co widziałam to sen. Wiedziałam już, co muszę zrobić.
Obudziłam się roztrzęsiona. Jeszcze raz przeanalizowałam cały sen i zrozumiałam. To była rada. Nie wiem kto i w jaki sposób potrafił to zrobić, ale ten ktoś bardzo mi pomógł. Zrozumiałam, bowiem, co jest dla mnie najważniejsze.
Wyskoczyłam z łóżka wzięłam ubrania i poszłam do łazienki. Szybko zrobiłam poranną toaletę, ubrałam się i zeszłam na dół. Zauważyłam Rona stojącego przy kominku. Nie myśląc długo podeszłam do niego i pocałowałam go. Wyczułam u niego zdziwienie, ale chwilę potem oddał pocałunek. Po chwili odsunęłam się i uśmiechnęłam do rudzielca.
-Czyli, że postanowiłaś?- zabrzmiało to bardziej jak oznajmienie czegoś, a nie jak pytanie, jednak ja i tak odpowiedziałam.
-Tak, postanowiłam zaryzykować. Wierzę, że nasza przyjaźń się przez to nie rozpadnie.
-Na pewno tak nie będzie.- Ron uśmiechał się szeroko. Widać było, że jest szczęśliwy. Ja też byłam.
-A tak w ogóle, to gdzie Harry i Ginny?- zastanawiała mnie nieobecność przyjaciół
-Najpierw czekali na mnie, ale powiedziałem im, że nie jestem głodny i poszli na śniadanie.
-Ty nie byłeś głodny?- ta wiadomość bardzo mnie rozbawiła.- A można wiedzieć, co sprawiło, że największy żarłok Hogwartu nie był głodny?
-Ty.- odpowiedział całkiem poważnie. -Ale teraz, jak już wszystko się ułożyło to chętnie bym coś zjadł.
Zaśmiałam się. Typowe. On zawsze by jadł.
-To chodźmy, ja też jestem głodna.- Chwyciłam go za rękę i pociągnęłam w stronę wyjścia. Po chwili zrównał się ze mną i zapytał:
-Chcesz od razu pokazać wszystkim, że jesteśmy razem?
-Tak. Chyba, że tobie to przeszkadza.
-Nie, no co ty. I tak wszyscy wiedzą, że jestem w tobie zakochany. Ale jak ci nie przeszkadza, to dobrze. Ale pośpieszmy się, bo wszystko nam zjedzą.
-Cały ty.-zaczęłam się śmiać, gdy akurat weszliśmy do sali i nie zauważyłam, że wszyscy się na nas patrzą..
-I za to mnie kochasz.- Ron widocznie też tego nie zauważył.
***
Siedziałem w sali zły na siebie. Nagle usłyszałem tak znajomy śmiech. Śmiech, który kocham. Wiedziałem kto to, ale i tak podniosłem głowę, ciekawy, dlaczego jest taka radosna. Zauważyłem jak wchodzi do sali z tym rudzielcem Weasley'em. Mieli splecione palce. Zabolał mnie ten widok i jednocześnie poczułem się zazdrosny. To ja powinienem tam być. Postanowiłem pogadać z Hermioną i powiedzieć jej co czuję. Może nie jest jeszcze za późno.
***
Doszliśmy do miejsca, gdzie siedzieli nasi przyjaciele. Patrzyli na nas jakbyśmy zamienili się w trolle.
-Dlaczego patrzycie na nas jakbyśmy zamienili się w trolle?- zapytałam jednocześnie posyłając im mój najpiękniejszy uśmiech.
-To wy jesteście razem?- Harry nie mógł opanować zdziwienia i zarazem oburzenia.- A dlaczego ja nic o tym nie wiem?
-Gdybyś poczekał w Pokoju Wspólnym jeszcze z pół godziny to byś się dowiedział. Ja też dowiedziałem się dopiero wtedy.- Na to stwierdzenie Rona wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
Reszta śniadania minęła spokojnie i po kilku minutach we czwórkę wyszliśmy z sali. Była sobota i nie mieliśmy zajęć, więc poszliśmy do wierzy Gryffindoru. Po drodze zauważyliśmy zmartwionego Malfoy'a.
-A temu co?- Rona widocznie bawiła ta sytuacja.
-Ja chyba wiem co.- Chciałam przejść szybko przez korytarz, ale nie udało się. Gdy tylko Draco nas zauważył od razu poderwał się z podłogi i podszedł do nas. Nie patrząc na resztę zwrócił się do mnie.
-Hermiona, możemy pogadać?
-Jakoś nie mam ochoty.- Mocniej ścisnęłam rękę Rona i ruszyłam dalej, jednak poczułam, że Ron stoi w miejscu. Odwróciłam się i zauważyłam, że przypatruje się Malfoy'owi, który stał ze spuszczoną głową.
-Pogadaj z nim.- Zdziwiły mnie jego słowa.- Chyba musicie sobie coś wyjaśnić. Poczekam na ciebie w Pokoju Wspólnym.- I, nie czekając na odpowiedź, poszedł dalej korytarzem, a za nim Harry i Ginny.
-Dobra, niech będzie, tylko chodźmy do pokoju życzeń.
Gdy tylko weszliśmy do pomieszczenie Draco zamknął drzwi, odwrócił się do mnie i mnie pocałował.
_________________________---
Yeah.
Ogarnęłam się i napisałam następny rozdział.
Nie wiem kiedy będzie 14. Mam dużo roboty, więc nic nie mogę obiecać. A do tego ostatnio pokłóciłam się z przyjaciółką i jakoś nie mam ochoty na pisanie. Ale nie opuszczę was.
Bardzo was proszę, KOMENTUJCIE. Przez ostatnie wydarzenia bardzo by mi się przydały słowa otuchy od was.
Pozdro, Tonksiak :)
Pikne <3
OdpowiedzUsuń