Jest obiecana miniaturka. Nietypowo ją napisałam i pierwszy raz w takim stylu więc proszę o wyrozumiałość.
W niedzielę powinien pojawić się nowy rozdział dramione.
Zapraszam do czytania.
Wasza, Tonksiak :*
______________-
-Mam to w nosie, rozumiesz?! Gdyby obchodziło mnie zdanie innych, to bym z tobą nie chodziła! Naprawdę myślisz, że jestem taka płytka?! Cały czas powtarzam, że zdanie innych mnie nie interesuje! Chciałam z tobą chodzić, bo uważam cię za wspaniałego cchłopaka! Nie myślałam, że możesz chcieć ukrywać nasz związek! Niech się śmieją! Mam to gdzieś! A wiesz dlaczego?! Bo nie wstydzi się osoby, którą się kocha.*
-Co?
-I to jest w tym wszystkim najgorsze. Kocham cię i nie mam pojęcia jak przestać.
Odwróciła się na pięcie i odeszła.
***
-Na prawdę kochanie mnie jest takie straszne?
-Sama miłość do ciebie? Nie. Ale zakochałam się w tobie, zanim do końca cię poznałam. Pokochałam jedną część, nie znając reszty.
-Może potrafisz pokochać resztę.
-Nie wiem, może.
-Ja.. Ja po prostu nie chcę cię stracić. Zależy mi na tobie.
-Mi też na tobie zależy
-...
-Przepraszam, muszę już iść.
Pocałowała go i poszła.
***
-Czemu nie odbierasz telefonu?
-Czemu nie przyszedłeś na zajęcia?
- Zapomniałem. Byłem z kolegami i jakoś wypadło mi z głowy.
-Spoko. Wiesz, co? Wolałabym, żebyś nie olewał grupy, bo nie chcę cię tłumaczyć przed nauczycielem.
-Okey. To się więcej nie powtórzy. Obiecuję.
-Dobra. Jutro pokażę ci nowe kroki i przećwiczymy cały układ.
-Jutro nie mogę, jadę do lekarza.
-Okey. A i jeszcze jedno. Kazali mi powiedzieć, że niedługo jest turniej taneczny, i że jeśli jeszcze raz olejesz próbę to cię wyleją.
-Przecież powiedziałem, że to się więcej nie powtórzy! Ludzie ogarnijcie się!
-Nie krzycz na mnie, ja tylko przekazuję informacje.- ale telefon był głuchy.
***
-Mam dość! w ogóle mnie nie szanujesz!
-Ale...
-Żadne ale! Cały czas mówisz, że mnie kochasz, ale tak na prawdę masz mnie gdzieś! Nie chcę być w związku, gdzie tylko ja się angażuję! Związek to dwie osoby, a ty jesteś cały czas nieobecny! Tolerowałam to, bo mi na tobie zależy, ale mam dość! Jestem zmęczona ciągłymi kłótniami i wymówkami! Po prostu mam dość. Cześć.
Odwróciła się z zamiarem odejścia. Weszła na ulicę, ale...
***
-Zaczekaj! Proszę.
-Co znowu?
-Ja cię szanuję i na prawdę jestem zaangażowany, ale ostatnio mam dużo problemów rodzinnych i po prostu nie ogarniam.
-Czemu mi nie powiedziałeś?
-Nie chciałem, żebyś się martwiła. Wiem, że powinienem był ci powiedzieć, ale... Uważaj!... Kotek?! Odezwij się! Spójrz na mnie! Kotek, proszę... Pogotowie? Tak, był wypadek. Moją dziewczynę potrącił samochód jest nieprzytomna...
-Trzymaj się... Zaraz będzie pomoc... Nie zostawiaj mnie tu... Wytrzymaj...
***
-Ja jej to powiem.
-Co mi powiesz? Coś strasznego, prawda?
-Jesteś... Będziesz... Nie możesz...
-Wykrztuś to w końcu.
-Jesteś sparaliżowana od pasa w dół.
-Co? Nie, to nie prawda. Żartujesz. Powiedz, że żartujesz.
-Przykro mi.
-Przykro ci?! To ja będę jeździła na wózku To ja już nigdy nie zatańczę. Jak mam żyć bez tańca?!
-Hej, spokojnie. Masz gitarę, masz książki... Masz mnie, a ja rezygnuję z tańca.
-Co?
-Pokochałem taniec dzięki tobie, ale on traci swój urok, gdy osoba, którą kocham nie może tańczyć ze mną.
-Jak to?
-Jeśli moja dziewczyna nie tańczy, to ja też nie.
-Twoja dziewczyna?
-A nie jesteś nią?
-Ale ja jestem kaleką? Jak możesz chcieć być ze mną?
-Jesteś tą samą wspaniałą dziewczyną, którą pokochałem.
-Ale...
-Nie obchodzi mnie to, że będziesz jeździć na wózku. Nadal cię kocham, bez względu na to, czy możesz chodzić. Chcę być przy tobie zawsze, jeśli tylko tego chcesz.
-Kocham cię.
Ona miała przyszłość na wózku ze wspaniałym mężczyzną u boku.
On miał wspaniałą dziewczynę, która miała już nigdy nie zatańczyć.
I co z tego?
Kochali się, więc nic nie mogło ich rozdzielić.
piątek, 26 grudnia 2014
wtorek, 23 grudnia 2014
Święta!!!
Dzień dobry, Misie!
Z okazji świąt Bożego Narodzenia chciałabym życzyć Wam wszystkiego, co najlepsze.
A więc tak:
żebyście byli zdrowi,
Żeby byli przy Was przyjaciele nowi,
Żeby szczęście w Was mieszkało,
Żeby życie się nie zatrzymywało.
Żeby rodzinka zawsze była w komplecie
Żebyście dostali, co tylko chcecie.
Żeby Mikołaj o Ws nie zapomniał,
Niech czeka na Was niespodzianka ogromna.
Żeby w szkole dobrze się wiodło,
Żebyście mieli pracę godną.
Żeby w końcu śnieg spadł
I żebyś dużo zjadł,
A po posiłku, żebyś nie utył
Niech pójdzie w cycki, nie będziesz struty.
Jeszcze raz wszystkiego najlepszego!!!
26 postaram się dodać miniaturkę.
Pozdrawiam, Wasza Tonksiak :*
piątek, 19 grudnia 2014
26."Chcę cie przeprosić "
Czasami człowiek gubi się
We własnym świecie,
A odnaleźć może go tylko świadomość,
Że jest ważnym dla drugiej osoby.
~ Freddie
__________________
Rano Hermiona obudziła się zadziwiająco wcześnie. Dobrze spała, nie miała problemów ze snem, jednak jak tylko wzeszło słońce obudziła się rozbudzona. Chwilę trwała w błogiej nieświadomości, nie pamiętając, co stało się wczoraj, jednak ten stan szybko minął. Wszystko wróciło ze zdwojoną siłą. Nie potrafiła poradzić sobie z samą sobą, a jej przyjaciele nie rozumieli dlaczego po pomoc poszła do George'a. Wytłumaczyła im, a Ron zarzucił jej kłamstwo. Strasznie się z tym czuła, ale nie mogła nic poradzić. Trzeba wstać i stawić czoło nadchodzącym wydarzeniom. Dobrze chociaż, że miała Ginny i Harry'ego, którzy są z nią zawsze, kiedy ich potrzebuje.
***
Hermiona weszła do Wielkiej Sali i skierowała się w stronę stołu Gryffindoru. Od razu zaczęła wypatrywać swoich przyjaciół. Zobaczyła ich razem, więc dosiadła się do nich.
-Siemka. - przywitała się nieśmiało. Nie wiedziała, czego ma się spodziewać. Ginny i Harry uśmiechnęli się do niej smutno, ale Ron nawet nie zaszczycił jej spojrzeniem, tylko od razu wstał.
-Ron, proszę cię. Porozmawiaj ze mną.
-Nie mam ochoty.- wyszedł z sali, nie patrząc na nikogo, a Hermiona usiadła załamana przy stole. Siedziała tak jakiś czas patrząc w swój pusty talerz.
-Mionka, zjedz coś. - Ginny martwiła się o swoją przyjaciółkę.
-Nie chcę. Idę na lekcje. - wstała i skierowała się w stronę drzwi. Przy wyjściu napotkała Malfoy'a. Chłopak stanął przed nią zaskoczony. Przez chwilę patrzyli sobie w oczy i oboje poczuli dziwną więź między nimi, ale Hermiona szybko wyszła odprowadzona wzrokiem blondyna.
***
Skończyła się transmutacja i Hermiona wyszła z klasy. Bardzo chciała porozmawiać z Ronem, jednak ten od rana ją zbywał. Miała jeszcze dzisiaj obiad i dwie lekcje eliksirów, jeśli nie uda jej się namówić Rona na rozmowę, to da sobie spokój. Nie mogła nic zrobić, żeby zmusić go do tej rozmowy, ale wiedziała, że musi spróbować go nakłonić.
***
Koniec eliksirów. Teraz to już musi się przełamać. Zauważyła, że Ron idzie w stronę wierzy Gryffindoru, więc szybko go dogoniła. Złapała chłopaka za rękę, przez co musiał się zatrzymać.
-Ron, proszę, porozmawiaj ze mną.
-O czym?
-Chcę Cię przeprosić. Wiem, że źle zrobiłam okłamując was i nie mówiąc nic o bracie, ale ja na prawdę się o niego bałam.
-Rozumiem, ale wiesz co? Poczułem się, jak najgorsze ścierwo, jakbym nie był godny twojego zaufania. Pomyślałem, że może nie jestem dla ciebie taki ważny, dlatego nie chciałaś ze mną o tym porozmawiać.
-Przecież wiesz, że mi na tobie zależy i ci ufam.
-Tak, na pewno.- głoś Rona ociekała sarkazmem.- Dlatego poleciałaś do mojego brata zamiast porozmawiać ze mną.
- To nie tak...
-Oczywiście, bo przecież tylko on stracił bliską osobę i tylko on jest w żałobie. Tylko on może cię zrozumieć!
-Ron, proszę cię.
-Teraz mnie prosisz?! Przecież lepiej rozmawia się z George'em!
-Rudy, nie drzyj się tak, bo ci zamknę jadaczkę.- Nikt nie zauważył, że ich rozmowie przysłuchuję się znienawidzona przez nich osoba.
-Zamknij się, Malfoy, to nie twoja sprawa.
-O! Na prawdę. A tak bym chciał, żeby była moja.- Draco tak sytuacja wydawała się bardzo zabawna, chociaż Hermiona prawie płakała.
-Malfoy, odejdź stąd.- Miona mówiła cicho a głos jej się łamał, jednak blondyn bardzo dobrze ją usłyszał.
-Dobra! - odszedł i już go nie było.
-Dobra, Ron. Mam dość. Schowaj sobie swoją urażoną dumę, bo już ci to wyjaśniałam. George lepiej mnie zrozumie, bo on stracił bliźniaka- ostatnie słowo zostało mocno zaakcentowane przez brunetkę-To prawda, że tylko on rozumie co czuję po śmierci Jace'a, bo więź bliźniacza jest wyjątkowa. Tego nie zrozumiesz ani ty, ani Harry, ani Ginny. Sama Rovena Ravenclaw by tego nie zrozumiała, bo to trzeba poczuć. Jeśli chcesz się obrażać to się obrażaj, ale twój foch nie ma najmniejszego sensu, bo tak na prawdę nic ci nie zrobiłam, a skoro Harry i Ginny zrozumieli i potrafili mi to wybaczyć, to znaczy, że nie zrobiłam nic strasznego, a ty jesteś ślepy.
-Ja to na prawdę rozumiem, Hermiono i wiem, że źle zareagowałem, ale widok ciebie z moim bratem wywołał u mnie dziwne uczucia. Nie potrafię tego opisać. Poczułem się zagrożony, bo wiem, że George jest ode mnie przystojniejszy, zabawniejszy i ogólnie fajniejszy.
-Ron, nie interesuje mnie George, tylko ty. Tyle razy ci to powtarzałam, ale powtórzę jeszcze raz: zależy mi na tobie.
-Mi na tobie też.
-Więc jest okey?- Hermiona uśmiechnęła się do Rona nieśmiało
-Tak i przepraszam- w odpowiedzi dziewczyna go pocałowała.
***
Następnego dnia rano, w Pokoju Wspólnym Gryffindoru panowała miła atmosfera. Harry i Ginny już poprzedniego dnia wiedzieli, że Hermiona pogodziła się z Ronem, jednak reszta domu nadal myślała, że para jest pokłócona. Hermiona z Ginny siedziały na kanapie przed kominkiem i czekały na chłopaków. Były bardzo głodne, ale nie chciały iść same. Rozmawiały o niczym, jednak w pewnym momencie ich rozmowa została przerwana.
-Hm, przepraszam, Hermiono? - Hermiona podniosła oczy i ujrzała przed sobą przystojnego bruneta. Był o rok młodszy,a dziewczyna nie znała jego imienia, jednak odpowiedziała.
-Słucham...?
-Drake. - chłopak posłał szatynce nieśmiało uśmiech, na który odpowiedziała.
-Słucham, Drake.
-Chciałem zapytać, czy masz już z kim iść na bal.
-Właściwie to nikt mnie jeszcze nie zaprosił.- Hermiona pomyślała o Ronie, ale uważała, że fakt iż są parą, nie świadczy o tym, że pójdą razem na bal. Oczekiwała prawdziwego zaproszenia.
-To może poszłabyś ze mną?
-Może byś tak poszukał szczęścia gdzieś indziej, Fairchild?- niespodziewanie za chłopakiem wyrósł Ron
-Spieprzaj, Weasley. Żaden rudy idiota nie będzie mi mówił,c o mam robić.
-Drake. Drake, tak?- gdy chłopak kiwnął głową kontynuowała- Ron chyba ma rację, powinieneś poszukać szczęścia u jakiejś innej dziewczyny, która nie będzie zwracała uwagi na to, że obrażasz jej chłopaka. Pa pa- skończywszy swoją wypowiedź Hermiona ominęła zszokowanego chłopaka, złapała za rękę równie zszokowanego Rona i skierowała się do wyjścia.
Chłopak ruszył za Hermioną a kiedy już otrząsnął się z szoku, zaczął rozmowę
-Co to miało być?
-Ale o co ci chodzi.
-O tego chłopaka. Czemu nie powiedziałaś mu, że masz partnera na bal?
-Bo nie mam. Jeszcze mnie żaden nie zaprosił.
-Ale przecież jako moja dziewczyna idziesz ze mną.
-A to tak powiedział.- Hermioa zatrzymała się, założyła ręce na piersi i popatrzyła na Rona.
-Jesteśmy parą, to chyba oczywiste, że idziemy razem.
-Nie, Ron, to nie jest oczywiste. To, że jesteś moim chłopakiem nie oznacza, że pójdę z tobą na bal. Na bal się zaprasza. Podstawowa zasada balu. I wiesz co? Radzę ci się pośpieszyć, bo Drake nie był pierwszym, któremu odmówiłam, a niedługo może mi się to znusdzić.
-Na prawdę? Ty nie żartujesz? Mówisz tak całkiem serio?
-Tak, Ron, mówię serio.
-Okey, w takim razie: Hermiono Jane Granger, czy uczynisz mi ten zaszczyt i pójziesz ze mną na bal bożonarodzeniowy?
-No niech ci będzie. A teraz chodź na śniadanie bo zaraz umrę z głodu.
_______________________________________________________
Strasznie Was przepraszam za tak długą przerwę, ale mam ostatnio dużo problemów, a jestem w trzeciej gimnazjalnej i mam testy i tak dalej.
Jednocześnie bardzo dziękuję tym, którzy nadal to czytają, mimo, że są to nieliczni. Mam nadzieję, że Wam się podoba i mnie nie zabijecie. Zdaję sobie sprawę, że rozdziały są krótkie, ale pracuję nad tym.
Następny rozdział będzie cały przeznaczony na bal. Mam nadzieję, że Was zadziwię.
Jeszcze raz przepraszam.
Pozdrawiam, Tonksiak :*
We własnym świecie,
A odnaleźć może go tylko świadomość,
Że jest ważnym dla drugiej osoby.
~ Freddie
__________________
Rano Hermiona obudziła się zadziwiająco wcześnie. Dobrze spała, nie miała problemów ze snem, jednak jak tylko wzeszło słońce obudziła się rozbudzona. Chwilę trwała w błogiej nieświadomości, nie pamiętając, co stało się wczoraj, jednak ten stan szybko minął. Wszystko wróciło ze zdwojoną siłą. Nie potrafiła poradzić sobie z samą sobą, a jej przyjaciele nie rozumieli dlaczego po pomoc poszła do George'a. Wytłumaczyła im, a Ron zarzucił jej kłamstwo. Strasznie się z tym czuła, ale nie mogła nic poradzić. Trzeba wstać i stawić czoło nadchodzącym wydarzeniom. Dobrze chociaż, że miała Ginny i Harry'ego, którzy są z nią zawsze, kiedy ich potrzebuje.
***
Hermiona weszła do Wielkiej Sali i skierowała się w stronę stołu Gryffindoru. Od razu zaczęła wypatrywać swoich przyjaciół. Zobaczyła ich razem, więc dosiadła się do nich.
-Siemka. - przywitała się nieśmiało. Nie wiedziała, czego ma się spodziewać. Ginny i Harry uśmiechnęli się do niej smutno, ale Ron nawet nie zaszczycił jej spojrzeniem, tylko od razu wstał.
-Ron, proszę cię. Porozmawiaj ze mną.
-Nie mam ochoty.- wyszedł z sali, nie patrząc na nikogo, a Hermiona usiadła załamana przy stole. Siedziała tak jakiś czas patrząc w swój pusty talerz.
-Mionka, zjedz coś. - Ginny martwiła się o swoją przyjaciółkę.
-Nie chcę. Idę na lekcje. - wstała i skierowała się w stronę drzwi. Przy wyjściu napotkała Malfoy'a. Chłopak stanął przed nią zaskoczony. Przez chwilę patrzyli sobie w oczy i oboje poczuli dziwną więź między nimi, ale Hermiona szybko wyszła odprowadzona wzrokiem blondyna.
***
Skończyła się transmutacja i Hermiona wyszła z klasy. Bardzo chciała porozmawiać z Ronem, jednak ten od rana ją zbywał. Miała jeszcze dzisiaj obiad i dwie lekcje eliksirów, jeśli nie uda jej się namówić Rona na rozmowę, to da sobie spokój. Nie mogła nic zrobić, żeby zmusić go do tej rozmowy, ale wiedziała, że musi spróbować go nakłonić.
***
Koniec eliksirów. Teraz to już musi się przełamać. Zauważyła, że Ron idzie w stronę wierzy Gryffindoru, więc szybko go dogoniła. Złapała chłopaka za rękę, przez co musiał się zatrzymać.
-Ron, proszę, porozmawiaj ze mną.
-O czym?
-Chcę Cię przeprosić. Wiem, że źle zrobiłam okłamując was i nie mówiąc nic o bracie, ale ja na prawdę się o niego bałam.
-Rozumiem, ale wiesz co? Poczułem się, jak najgorsze ścierwo, jakbym nie był godny twojego zaufania. Pomyślałem, że może nie jestem dla ciebie taki ważny, dlatego nie chciałaś ze mną o tym porozmawiać.
-Przecież wiesz, że mi na tobie zależy i ci ufam.
-Tak, na pewno.- głoś Rona ociekała sarkazmem.- Dlatego poleciałaś do mojego brata zamiast porozmawiać ze mną.
- To nie tak...
-Oczywiście, bo przecież tylko on stracił bliską osobę i tylko on jest w żałobie. Tylko on może cię zrozumieć!
-Ron, proszę cię.
-Teraz mnie prosisz?! Przecież lepiej rozmawia się z George'em!
-Rudy, nie drzyj się tak, bo ci zamknę jadaczkę.- Nikt nie zauważył, że ich rozmowie przysłuchuję się znienawidzona przez nich osoba.
-Zamknij się, Malfoy, to nie twoja sprawa.
-O! Na prawdę. A tak bym chciał, żeby była moja.- Draco tak sytuacja wydawała się bardzo zabawna, chociaż Hermiona prawie płakała.
-Malfoy, odejdź stąd.- Miona mówiła cicho a głos jej się łamał, jednak blondyn bardzo dobrze ją usłyszał.
-Dobra! - odszedł i już go nie było.
-Dobra, Ron. Mam dość. Schowaj sobie swoją urażoną dumę, bo już ci to wyjaśniałam. George lepiej mnie zrozumie, bo on stracił bliźniaka- ostatnie słowo zostało mocno zaakcentowane przez brunetkę-To prawda, że tylko on rozumie co czuję po śmierci Jace'a, bo więź bliźniacza jest wyjątkowa. Tego nie zrozumiesz ani ty, ani Harry, ani Ginny. Sama Rovena Ravenclaw by tego nie zrozumiała, bo to trzeba poczuć. Jeśli chcesz się obrażać to się obrażaj, ale twój foch nie ma najmniejszego sensu, bo tak na prawdę nic ci nie zrobiłam, a skoro Harry i Ginny zrozumieli i potrafili mi to wybaczyć, to znaczy, że nie zrobiłam nic strasznego, a ty jesteś ślepy.
-Ja to na prawdę rozumiem, Hermiono i wiem, że źle zareagowałem, ale widok ciebie z moim bratem wywołał u mnie dziwne uczucia. Nie potrafię tego opisać. Poczułem się zagrożony, bo wiem, że George jest ode mnie przystojniejszy, zabawniejszy i ogólnie fajniejszy.
-Ron, nie interesuje mnie George, tylko ty. Tyle razy ci to powtarzałam, ale powtórzę jeszcze raz: zależy mi na tobie.
-Mi na tobie też.
-Więc jest okey?- Hermiona uśmiechnęła się do Rona nieśmiało
-Tak i przepraszam- w odpowiedzi dziewczyna go pocałowała.
***
Następnego dnia rano, w Pokoju Wspólnym Gryffindoru panowała miła atmosfera. Harry i Ginny już poprzedniego dnia wiedzieli, że Hermiona pogodziła się z Ronem, jednak reszta domu nadal myślała, że para jest pokłócona. Hermiona z Ginny siedziały na kanapie przed kominkiem i czekały na chłopaków. Były bardzo głodne, ale nie chciały iść same. Rozmawiały o niczym, jednak w pewnym momencie ich rozmowa została przerwana.
-Hm, przepraszam, Hermiono? - Hermiona podniosła oczy i ujrzała przed sobą przystojnego bruneta. Był o rok młodszy,a dziewczyna nie znała jego imienia, jednak odpowiedziała.
-Słucham...?
-Drake. - chłopak posłał szatynce nieśmiało uśmiech, na który odpowiedziała.
-Słucham, Drake.
-Chciałem zapytać, czy masz już z kim iść na bal.
-Właściwie to nikt mnie jeszcze nie zaprosił.- Hermiona pomyślała o Ronie, ale uważała, że fakt iż są parą, nie świadczy o tym, że pójdą razem na bal. Oczekiwała prawdziwego zaproszenia.
-To może poszłabyś ze mną?
-Może byś tak poszukał szczęścia gdzieś indziej, Fairchild?- niespodziewanie za chłopakiem wyrósł Ron
-Spieprzaj, Weasley. Żaden rudy idiota nie będzie mi mówił,c o mam robić.
-Drake. Drake, tak?- gdy chłopak kiwnął głową kontynuowała- Ron chyba ma rację, powinieneś poszukać szczęścia u jakiejś innej dziewczyny, która nie będzie zwracała uwagi na to, że obrażasz jej chłopaka. Pa pa- skończywszy swoją wypowiedź Hermiona ominęła zszokowanego chłopaka, złapała za rękę równie zszokowanego Rona i skierowała się do wyjścia.
Chłopak ruszył za Hermioną a kiedy już otrząsnął się z szoku, zaczął rozmowę
-Co to miało być?
-Ale o co ci chodzi.
-O tego chłopaka. Czemu nie powiedziałaś mu, że masz partnera na bal?
-Bo nie mam. Jeszcze mnie żaden nie zaprosił.
-Ale przecież jako moja dziewczyna idziesz ze mną.
-A to tak powiedział.- Hermioa zatrzymała się, założyła ręce na piersi i popatrzyła na Rona.
-Jesteśmy parą, to chyba oczywiste, że idziemy razem.
-Nie, Ron, to nie jest oczywiste. To, że jesteś moim chłopakiem nie oznacza, że pójdę z tobą na bal. Na bal się zaprasza. Podstawowa zasada balu. I wiesz co? Radzę ci się pośpieszyć, bo Drake nie był pierwszym, któremu odmówiłam, a niedługo może mi się to znusdzić.
-Na prawdę? Ty nie żartujesz? Mówisz tak całkiem serio?
-Tak, Ron, mówię serio.
-Okey, w takim razie: Hermiono Jane Granger, czy uczynisz mi ten zaszczyt i pójziesz ze mną na bal bożonarodzeniowy?
-No niech ci będzie. A teraz chodź na śniadanie bo zaraz umrę z głodu.
_______________________________________________________
Strasznie Was przepraszam za tak długą przerwę, ale mam ostatnio dużo problemów, a jestem w trzeciej gimnazjalnej i mam testy i tak dalej.
Jednocześnie bardzo dziękuję tym, którzy nadal to czytają, mimo, że są to nieliczni. Mam nadzieję, że Wam się podoba i mnie nie zabijecie. Zdaję sobie sprawę, że rozdziały są krótkie, ale pracuję nad tym.
Następny rozdział będzie cały przeznaczony na bal. Mam nadzieję, że Was zadziwię.
Jeszcze raz przepraszam.
Pozdrawiam, Tonksiak :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)