piątek, 19 grudnia 2014

26."Chcę cie przeprosić "

 Czasami człowiek gubi się
We własnym świecie, 
 A odnaleźć może go tylko świadomość, 
 Że jest ważnym dla drugiej osoby.
                                  ~ Freddie

__________________

    Rano Hermiona obudziła się zadziwiająco wcześnie. Dobrze spała, nie miała problemów ze snem, jednak jak tylko wzeszło słońce obudziła się rozbudzona. Chwilę trwała w błogiej nieświadomości, nie pamiętając, co stało się wczoraj, jednak ten stan szybko minął. Wszystko wróciło ze zdwojoną siłą. Nie potrafiła poradzić sobie z samą sobą, a jej przyjaciele nie rozumieli dlaczego po pomoc poszła do George'a. Wytłumaczyła im, a Ron zarzucił jej kłamstwo. Strasznie się z tym czuła, ale nie mogła nic poradzić. Trzeba wstać i stawić czoło nadchodzącym wydarzeniom. Dobrze chociaż, że miała Ginny i Harry'ego, którzy są z nią zawsze, kiedy ich potrzebuje.

 ***

   Hermiona weszła do Wielkiej Sali i skierowała się w stronę stołu Gryffindoru. Od razu zaczęła wypatrywać swoich przyjaciół. Zobaczyła ich razem, więc dosiadła się do nich.
  -Siemka. - przywitała się nieśmiało. Nie wiedziała, czego ma się spodziewać. Ginny i Harry uśmiechnęli się do niej smutno, ale Ron nawet nie zaszczycił jej spojrzeniem, tylko od razu wstał.
   -Ron, proszę cię. Porozmawiaj ze mną.
   -Nie mam ochoty.- wyszedł z sali, nie patrząc na nikogo, a Hermiona usiadła załamana przy stole. Siedziała tak jakiś czas patrząc w swój pusty talerz.
   -Mionka, zjedz coś. -  Ginny martwiła się o swoją przyjaciółkę.
   -Nie chcę. Idę na lekcje. - wstała i skierowała się w stronę drzwi. Przy wyjściu napotkała Malfoy'a. Chłopak stanął przed nią zaskoczony. Przez chwilę patrzyli sobie w oczy i oboje poczuli dziwną więź między nimi, ale Hermiona szybko wyszła odprowadzona wzrokiem blondyna.



***

    Skończyła się transmutacja i Hermiona wyszła z klasy. Bardzo chciała porozmawiać z Ronem, jednak ten od rana ją zbywał. Miała jeszcze dzisiaj obiad i dwie lekcje eliksirów, jeśli nie uda jej się namówić Rona na rozmowę, to da sobie spokój. Nie mogła nic zrobić, żeby zmusić go do tej rozmowy, ale wiedziała, że musi spróbować go nakłonić.

***

    Koniec eliksirów. Teraz to już musi się przełamać. Zauważyła, że Ron idzie w stronę wierzy Gryffindoru, więc szybko go dogoniła. Złapała chłopaka za rękę, przez co musiał się zatrzymać.
    -Ron, proszę, porozmawiaj ze mną.
   -O czym?
   -Chcę Cię przeprosić. Wiem, że źle zrobiłam okłamując was i nie mówiąc nic o bracie, ale ja na prawdę się o niego bałam.
   -Rozumiem, ale wiesz co? Poczułem się, jak najgorsze ścierwo, jakbym nie był godny twojego zaufania. Pomyślałem, że może nie jestem dla ciebie taki ważny, dlatego nie chciałaś ze mną o tym porozmawiać.
   -Przecież wiesz, że mi na tobie zależy i ci ufam.
   -Tak, na pewno.- głoś Rona ociekała sarkazmem.- Dlatego poleciałaś do mojego brata zamiast porozmawiać ze mną.
   - To nie tak...
   -Oczywiście, bo przecież tylko on stracił bliską osobę i tylko on jest w żałobie. Tylko on może cię zrozumieć!
   -Ron, proszę cię.
  -Teraz mnie prosisz?! Przecież lepiej rozmawia się z George'em!
   -Rudy, nie drzyj się tak, bo ci zamknę jadaczkę.- Nikt nie zauważył, że ich rozmowie przysłuchuję się znienawidzona przez nich osoba.
   -Zamknij się, Malfoy, to nie twoja sprawa.
   -O! Na prawdę. A tak bym chciał, żeby była moja.- Draco tak sytuacja wydawała się bardzo zabawna, chociaż Hermiona prawie płakała.
   -Malfoy, odejdź stąd.- Miona mówiła cicho a głos jej się łamał, jednak blondyn bardzo dobrze ją usłyszał.
   -Dobra! - odszedł i już go nie było.
   -Dobra, Ron. Mam dość. Schowaj sobie swoją urażoną dumę, bo już ci to wyjaśniałam. George lepiej mnie zrozumie, bo on stracił bliźniaka- ostatnie słowo zostało mocno zaakcentowane przez brunetkę-To prawda, że tylko on rozumie co czuję po śmierci Jace'a, bo więź bliźniacza jest wyjątkowa. Tego nie zrozumiesz ani ty, ani Harry, ani Ginny. Sama Rovena Ravenclaw by tego nie zrozumiała, bo to trzeba poczuć. Jeśli chcesz się obrażać to się obrażaj, ale twój foch nie ma najmniejszego sensu, bo tak na prawdę nic ci nie zrobiłam, a skoro Harry i Ginny zrozumieli i potrafili mi to wybaczyć, to znaczy, że nie zrobiłam nic strasznego, a ty jesteś ślepy.
   -Ja to na prawdę rozumiem, Hermiono i wiem, że źle zareagowałem, ale widok ciebie z moim bratem wywołał u mnie dziwne uczucia. Nie potrafię tego opisać. Poczułem się zagrożony, bo wiem, że George  jest ode mnie przystojniejszy, zabawniejszy i ogólnie fajniejszy.
   -Ron, nie interesuje mnie George, tylko ty. Tyle razy ci to powtarzałam, ale powtórzę jeszcze raz: zależy mi na tobie.
   -Mi na tobie też.
   -Więc jest okey?- Hermiona uśmiechnęła się do Rona nieśmiało
   -Tak i przepraszam- w odpowiedzi dziewczyna go pocałowała.


   ***


    Następnego dnia rano, w Pokoju Wspólnym Gryffindoru panowała miła atmosfera. Harry i Ginny już poprzedniego dnia wiedzieli, że Hermiona pogodziła się z Ronem, jednak reszta domu nadal myślała, że para jest pokłócona. Hermiona z Ginny siedziały na kanapie przed kominkiem i czekały na chłopaków. Były bardzo głodne, ale nie chciały iść same. Rozmawiały o niczym, jednak w pewnym momencie ich rozmowa została przerwana.
   -Hm, przepraszam, Hermiono? - Hermiona podniosła oczy i ujrzała przed sobą przystojnego bruneta. Był o rok młodszy,a dziewczyna nie znała jego imienia, jednak odpowiedziała.
   -Słucham...?
   -Drake. - chłopak posłał szatynce nieśmiało uśmiech, na który odpowiedziała.
   -Słucham, Drake.
   -Chciałem zapytać, czy masz już z kim iść na bal.
   -Właściwie to nikt mnie jeszcze nie zaprosił.- Hermiona pomyślała o Ronie, ale uważała, że fakt iż są parą, nie świadczy o tym, że pójdą razem na bal. Oczekiwała prawdziwego zaproszenia.
   -To może poszłabyś ze mną?
   -Może byś tak poszukał szczęścia gdzieś indziej, Fairchild?- niespodziewanie za chłopakiem wyrósł Ron
   -Spieprzaj, Weasley. Żaden rudy idiota nie będzie mi mówił,c o mam robić.
   -Drake. Drake, tak?- gdy chłopak kiwnął głową kontynuowała- Ron chyba ma rację, powinieneś poszukać szczęścia u jakiejś innej dziewczyny, która nie będzie zwracała uwagi na to, że obrażasz jej chłopaka. Pa pa- skończywszy swoją wypowiedź Hermiona ominęła zszokowanego chłopaka, złapała za rękę równie zszokowanego Rona i skierowała się do wyjścia.
     Chłopak ruszył za Hermioną a kiedy już otrząsnął się z szoku, zaczął rozmowę
   -Co to miało być?
   -Ale o co ci chodzi.
   -O tego chłopaka. Czemu nie powiedziałaś mu, że masz partnera na bal?
   -Bo nie mam. Jeszcze mnie żaden nie zaprosił.
   -Ale przecież jako moja dziewczyna idziesz ze mną.
   -A to tak powiedział.- Hermioa zatrzymała się, założyła ręce na piersi i popatrzyła na Rona.
   -Jesteśmy parą, to chyba oczywiste, że idziemy razem.
   -Nie, Ron, to nie jest oczywiste. To, że jesteś moim chłopakiem nie oznacza, że pójdę z tobą na bal. Na bal się zaprasza. Podstawowa zasada balu. I wiesz co? Radzę ci się pośpieszyć, bo Drake nie był pierwszym, któremu odmówiłam, a niedługo może mi się to znusdzić.
   -Na prawdę? Ty nie żartujesz? Mówisz tak całkiem serio?
   -Tak, Ron, mówię serio.
   -Okey, w takim razie: Hermiono Jane Granger, czy uczynisz mi ten zaszczyt i pójziesz ze mną na bal bożonarodzeniowy?
  -No niech ci będzie. A teraz chodź na śniadanie bo zaraz umrę z głodu.


   _______________________________________________________
Strasznie Was przepraszam za tak długą przerwę, ale mam ostatnio dużo problemów, a jestem w trzeciej gimnazjalnej i mam testy i tak dalej.
 Jednocześnie bardzo dziękuję tym, którzy nadal to czytają, mimo, że są to nieliczni. Mam nadzieję, że Wam się podoba i mnie nie zabijecie. Zdaję sobie sprawę, że rozdziały są krótkie, ale pracuję nad tym.

    Następny rozdział będzie cały przeznaczony na bal. Mam nadzieję, że Was zadziwię.

   Jeszcze raz przepraszam.

Pozdrawiam, Tonksiak :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz