Jest obiecana miniaturka. Nietypowo ją napisałam i pierwszy raz w takim stylu więc proszę o wyrozumiałość.
W niedzielę powinien pojawić się nowy rozdział dramione.
Zapraszam do czytania.
Wasza, Tonksiak :*
______________-
-Mam to w nosie, rozumiesz?! Gdyby obchodziło mnie zdanie innych, to bym z tobą nie chodziła! Naprawdę myślisz, że jestem taka płytka?! Cały czas powtarzam, że zdanie innych mnie nie interesuje! Chciałam z tobą chodzić, bo uważam cię za wspaniałego cchłopaka! Nie myślałam, że możesz chcieć ukrywać nasz związek! Niech się śmieją! Mam to gdzieś! A wiesz dlaczego?! Bo nie wstydzi się osoby, którą się kocha.*
-Co?
-I to jest w tym wszystkim najgorsze. Kocham cię i nie mam pojęcia jak przestać.
Odwróciła się na pięcie i odeszła.
***
-Na prawdę kochanie mnie jest takie straszne?
-Sama miłość do ciebie? Nie. Ale zakochałam się w tobie, zanim do końca cię poznałam. Pokochałam jedną część, nie znając reszty.
-Może potrafisz pokochać resztę.
-Nie wiem, może.
-Ja.. Ja po prostu nie chcę cię stracić. Zależy mi na tobie.
-Mi też na tobie zależy
-...
-Przepraszam, muszę już iść.
Pocałowała go i poszła.
***
-Czemu nie odbierasz telefonu?
-Czemu nie przyszedłeś na zajęcia?
- Zapomniałem. Byłem z kolegami i jakoś wypadło mi z głowy.
-Spoko. Wiesz, co? Wolałabym, żebyś nie olewał grupy, bo nie chcę cię tłumaczyć przed nauczycielem.
-Okey. To się więcej nie powtórzy. Obiecuję.
-Dobra. Jutro pokażę ci nowe kroki i przećwiczymy cały układ.
-Jutro nie mogę, jadę do lekarza.
-Okey. A i jeszcze jedno. Kazali mi powiedzieć, że niedługo jest turniej taneczny, i że jeśli jeszcze raz olejesz próbę to cię wyleją.
-Przecież powiedziałem, że to się więcej nie powtórzy! Ludzie ogarnijcie się!
-Nie krzycz na mnie, ja tylko przekazuję informacje.- ale telefon był głuchy.
***
-Mam dość! w ogóle mnie nie szanujesz!
-Ale...
-Żadne ale! Cały czas mówisz, że mnie kochasz, ale tak na prawdę masz mnie gdzieś! Nie chcę być w związku, gdzie tylko ja się angażuję! Związek to dwie osoby, a ty jesteś cały czas nieobecny! Tolerowałam to, bo mi na tobie zależy, ale mam dość! Jestem zmęczona ciągłymi kłótniami i wymówkami! Po prostu mam dość. Cześć.
Odwróciła się z zamiarem odejścia. Weszła na ulicę, ale...
***
-Zaczekaj! Proszę.
-Co znowu?
-Ja cię szanuję i na prawdę jestem zaangażowany, ale ostatnio mam dużo problemów rodzinnych i po prostu nie ogarniam.
-Czemu mi nie powiedziałeś?
-Nie chciałem, żebyś się martwiła. Wiem, że powinienem był ci powiedzieć, ale... Uważaj!... Kotek?! Odezwij się! Spójrz na mnie! Kotek, proszę... Pogotowie? Tak, był wypadek. Moją dziewczynę potrącił samochód jest nieprzytomna...
-Trzymaj się... Zaraz będzie pomoc... Nie zostawiaj mnie tu... Wytrzymaj...
***
-Ja jej to powiem.
-Co mi powiesz? Coś strasznego, prawda?
-Jesteś... Będziesz... Nie możesz...
-Wykrztuś to w końcu.
-Jesteś sparaliżowana od pasa w dół.
-Co? Nie, to nie prawda. Żartujesz. Powiedz, że żartujesz.
-Przykro mi.
-Przykro ci?! To ja będę jeździła na wózku To ja już nigdy nie zatańczę. Jak mam żyć bez tańca?!
-Hej, spokojnie. Masz gitarę, masz książki... Masz mnie, a ja rezygnuję z tańca.
-Co?
-Pokochałem taniec dzięki tobie, ale on traci swój urok, gdy osoba, którą kocham nie może tańczyć ze mną.
-Jak to?
-Jeśli moja dziewczyna nie tańczy, to ja też nie.
-Twoja dziewczyna?
-A nie jesteś nią?
-Ale ja jestem kaleką? Jak możesz chcieć być ze mną?
-Jesteś tą samą wspaniałą dziewczyną, którą pokochałem.
-Ale...
-Nie obchodzi mnie to, że będziesz jeździć na wózku. Nadal cię kocham, bez względu na to, czy możesz chodzić. Chcę być przy tobie zawsze, jeśli tylko tego chcesz.
-Kocham cię.
Ona miała przyszłość na wózku ze wspaniałym mężczyzną u boku.
On miał wspaniałą dziewczynę, która miała już nigdy nie zatańczyć.
I co z tego?
Kochali się, więc nic nie mogło ich rozdzielić.
piątek, 26 grudnia 2014
wtorek, 23 grudnia 2014
Święta!!!
Dzień dobry, Misie!
Z okazji świąt Bożego Narodzenia chciałabym życzyć Wam wszystkiego, co najlepsze.
A więc tak:
żebyście byli zdrowi,
Żeby byli przy Was przyjaciele nowi,
Żeby szczęście w Was mieszkało,
Żeby życie się nie zatrzymywało.
Żeby rodzinka zawsze była w komplecie
Żebyście dostali, co tylko chcecie.
Żeby Mikołaj o Ws nie zapomniał,
Niech czeka na Was niespodzianka ogromna.
Żeby w szkole dobrze się wiodło,
Żebyście mieli pracę godną.
Żeby w końcu śnieg spadł
I żebyś dużo zjadł,
A po posiłku, żebyś nie utył
Niech pójdzie w cycki, nie będziesz struty.
Jeszcze raz wszystkiego najlepszego!!!
26 postaram się dodać miniaturkę.
Pozdrawiam, Wasza Tonksiak :*
piątek, 19 grudnia 2014
26."Chcę cie przeprosić "
Czasami człowiek gubi się
We własnym świecie,
A odnaleźć może go tylko świadomość,
Że jest ważnym dla drugiej osoby.
~ Freddie
__________________
Rano Hermiona obudziła się zadziwiająco wcześnie. Dobrze spała, nie miała problemów ze snem, jednak jak tylko wzeszło słońce obudziła się rozbudzona. Chwilę trwała w błogiej nieświadomości, nie pamiętając, co stało się wczoraj, jednak ten stan szybko minął. Wszystko wróciło ze zdwojoną siłą. Nie potrafiła poradzić sobie z samą sobą, a jej przyjaciele nie rozumieli dlaczego po pomoc poszła do George'a. Wytłumaczyła im, a Ron zarzucił jej kłamstwo. Strasznie się z tym czuła, ale nie mogła nic poradzić. Trzeba wstać i stawić czoło nadchodzącym wydarzeniom. Dobrze chociaż, że miała Ginny i Harry'ego, którzy są z nią zawsze, kiedy ich potrzebuje.
***
Hermiona weszła do Wielkiej Sali i skierowała się w stronę stołu Gryffindoru. Od razu zaczęła wypatrywać swoich przyjaciół. Zobaczyła ich razem, więc dosiadła się do nich.
-Siemka. - przywitała się nieśmiało. Nie wiedziała, czego ma się spodziewać. Ginny i Harry uśmiechnęli się do niej smutno, ale Ron nawet nie zaszczycił jej spojrzeniem, tylko od razu wstał.
-Ron, proszę cię. Porozmawiaj ze mną.
-Nie mam ochoty.- wyszedł z sali, nie patrząc na nikogo, a Hermiona usiadła załamana przy stole. Siedziała tak jakiś czas patrząc w swój pusty talerz.
-Mionka, zjedz coś. - Ginny martwiła się o swoją przyjaciółkę.
-Nie chcę. Idę na lekcje. - wstała i skierowała się w stronę drzwi. Przy wyjściu napotkała Malfoy'a. Chłopak stanął przed nią zaskoczony. Przez chwilę patrzyli sobie w oczy i oboje poczuli dziwną więź między nimi, ale Hermiona szybko wyszła odprowadzona wzrokiem blondyna.
***
Skończyła się transmutacja i Hermiona wyszła z klasy. Bardzo chciała porozmawiać z Ronem, jednak ten od rana ją zbywał. Miała jeszcze dzisiaj obiad i dwie lekcje eliksirów, jeśli nie uda jej się namówić Rona na rozmowę, to da sobie spokój. Nie mogła nic zrobić, żeby zmusić go do tej rozmowy, ale wiedziała, że musi spróbować go nakłonić.
***
Koniec eliksirów. Teraz to już musi się przełamać. Zauważyła, że Ron idzie w stronę wierzy Gryffindoru, więc szybko go dogoniła. Złapała chłopaka za rękę, przez co musiał się zatrzymać.
-Ron, proszę, porozmawiaj ze mną.
-O czym?
-Chcę Cię przeprosić. Wiem, że źle zrobiłam okłamując was i nie mówiąc nic o bracie, ale ja na prawdę się o niego bałam.
-Rozumiem, ale wiesz co? Poczułem się, jak najgorsze ścierwo, jakbym nie był godny twojego zaufania. Pomyślałem, że może nie jestem dla ciebie taki ważny, dlatego nie chciałaś ze mną o tym porozmawiać.
-Przecież wiesz, że mi na tobie zależy i ci ufam.
-Tak, na pewno.- głoś Rona ociekała sarkazmem.- Dlatego poleciałaś do mojego brata zamiast porozmawiać ze mną.
- To nie tak...
-Oczywiście, bo przecież tylko on stracił bliską osobę i tylko on jest w żałobie. Tylko on może cię zrozumieć!
-Ron, proszę cię.
-Teraz mnie prosisz?! Przecież lepiej rozmawia się z George'em!
-Rudy, nie drzyj się tak, bo ci zamknę jadaczkę.- Nikt nie zauważył, że ich rozmowie przysłuchuję się znienawidzona przez nich osoba.
-Zamknij się, Malfoy, to nie twoja sprawa.
-O! Na prawdę. A tak bym chciał, żeby była moja.- Draco tak sytuacja wydawała się bardzo zabawna, chociaż Hermiona prawie płakała.
-Malfoy, odejdź stąd.- Miona mówiła cicho a głos jej się łamał, jednak blondyn bardzo dobrze ją usłyszał.
-Dobra! - odszedł i już go nie było.
-Dobra, Ron. Mam dość. Schowaj sobie swoją urażoną dumę, bo już ci to wyjaśniałam. George lepiej mnie zrozumie, bo on stracił bliźniaka- ostatnie słowo zostało mocno zaakcentowane przez brunetkę-To prawda, że tylko on rozumie co czuję po śmierci Jace'a, bo więź bliźniacza jest wyjątkowa. Tego nie zrozumiesz ani ty, ani Harry, ani Ginny. Sama Rovena Ravenclaw by tego nie zrozumiała, bo to trzeba poczuć. Jeśli chcesz się obrażać to się obrażaj, ale twój foch nie ma najmniejszego sensu, bo tak na prawdę nic ci nie zrobiłam, a skoro Harry i Ginny zrozumieli i potrafili mi to wybaczyć, to znaczy, że nie zrobiłam nic strasznego, a ty jesteś ślepy.
-Ja to na prawdę rozumiem, Hermiono i wiem, że źle zareagowałem, ale widok ciebie z moim bratem wywołał u mnie dziwne uczucia. Nie potrafię tego opisać. Poczułem się zagrożony, bo wiem, że George jest ode mnie przystojniejszy, zabawniejszy i ogólnie fajniejszy.
-Ron, nie interesuje mnie George, tylko ty. Tyle razy ci to powtarzałam, ale powtórzę jeszcze raz: zależy mi na tobie.
-Mi na tobie też.
-Więc jest okey?- Hermiona uśmiechnęła się do Rona nieśmiało
-Tak i przepraszam- w odpowiedzi dziewczyna go pocałowała.
***
Następnego dnia rano, w Pokoju Wspólnym Gryffindoru panowała miła atmosfera. Harry i Ginny już poprzedniego dnia wiedzieli, że Hermiona pogodziła się z Ronem, jednak reszta domu nadal myślała, że para jest pokłócona. Hermiona z Ginny siedziały na kanapie przed kominkiem i czekały na chłopaków. Były bardzo głodne, ale nie chciały iść same. Rozmawiały o niczym, jednak w pewnym momencie ich rozmowa została przerwana.
-Hm, przepraszam, Hermiono? - Hermiona podniosła oczy i ujrzała przed sobą przystojnego bruneta. Był o rok młodszy,a dziewczyna nie znała jego imienia, jednak odpowiedziała.
-Słucham...?
-Drake. - chłopak posłał szatynce nieśmiało uśmiech, na który odpowiedziała.
-Słucham, Drake.
-Chciałem zapytać, czy masz już z kim iść na bal.
-Właściwie to nikt mnie jeszcze nie zaprosił.- Hermiona pomyślała o Ronie, ale uważała, że fakt iż są parą, nie świadczy o tym, że pójdą razem na bal. Oczekiwała prawdziwego zaproszenia.
-To może poszłabyś ze mną?
-Może byś tak poszukał szczęścia gdzieś indziej, Fairchild?- niespodziewanie za chłopakiem wyrósł Ron
-Spieprzaj, Weasley. Żaden rudy idiota nie będzie mi mówił,c o mam robić.
-Drake. Drake, tak?- gdy chłopak kiwnął głową kontynuowała- Ron chyba ma rację, powinieneś poszukać szczęścia u jakiejś innej dziewczyny, która nie będzie zwracała uwagi na to, że obrażasz jej chłopaka. Pa pa- skończywszy swoją wypowiedź Hermiona ominęła zszokowanego chłopaka, złapała za rękę równie zszokowanego Rona i skierowała się do wyjścia.
Chłopak ruszył za Hermioną a kiedy już otrząsnął się z szoku, zaczął rozmowę
-Co to miało być?
-Ale o co ci chodzi.
-O tego chłopaka. Czemu nie powiedziałaś mu, że masz partnera na bal?
-Bo nie mam. Jeszcze mnie żaden nie zaprosił.
-Ale przecież jako moja dziewczyna idziesz ze mną.
-A to tak powiedział.- Hermioa zatrzymała się, założyła ręce na piersi i popatrzyła na Rona.
-Jesteśmy parą, to chyba oczywiste, że idziemy razem.
-Nie, Ron, to nie jest oczywiste. To, że jesteś moim chłopakiem nie oznacza, że pójdę z tobą na bal. Na bal się zaprasza. Podstawowa zasada balu. I wiesz co? Radzę ci się pośpieszyć, bo Drake nie był pierwszym, któremu odmówiłam, a niedługo może mi się to znusdzić.
-Na prawdę? Ty nie żartujesz? Mówisz tak całkiem serio?
-Tak, Ron, mówię serio.
-Okey, w takim razie: Hermiono Jane Granger, czy uczynisz mi ten zaszczyt i pójziesz ze mną na bal bożonarodzeniowy?
-No niech ci będzie. A teraz chodź na śniadanie bo zaraz umrę z głodu.
_______________________________________________________
Strasznie Was przepraszam za tak długą przerwę, ale mam ostatnio dużo problemów, a jestem w trzeciej gimnazjalnej i mam testy i tak dalej.
Jednocześnie bardzo dziękuję tym, którzy nadal to czytają, mimo, że są to nieliczni. Mam nadzieję, że Wam się podoba i mnie nie zabijecie. Zdaję sobie sprawę, że rozdziały są krótkie, ale pracuję nad tym.
Następny rozdział będzie cały przeznaczony na bal. Mam nadzieję, że Was zadziwię.
Jeszcze raz przepraszam.
Pozdrawiam, Tonksiak :*
We własnym świecie,
A odnaleźć może go tylko świadomość,
Że jest ważnym dla drugiej osoby.
~ Freddie
__________________
Rano Hermiona obudziła się zadziwiająco wcześnie. Dobrze spała, nie miała problemów ze snem, jednak jak tylko wzeszło słońce obudziła się rozbudzona. Chwilę trwała w błogiej nieświadomości, nie pamiętając, co stało się wczoraj, jednak ten stan szybko minął. Wszystko wróciło ze zdwojoną siłą. Nie potrafiła poradzić sobie z samą sobą, a jej przyjaciele nie rozumieli dlaczego po pomoc poszła do George'a. Wytłumaczyła im, a Ron zarzucił jej kłamstwo. Strasznie się z tym czuła, ale nie mogła nic poradzić. Trzeba wstać i stawić czoło nadchodzącym wydarzeniom. Dobrze chociaż, że miała Ginny i Harry'ego, którzy są z nią zawsze, kiedy ich potrzebuje.
***
Hermiona weszła do Wielkiej Sali i skierowała się w stronę stołu Gryffindoru. Od razu zaczęła wypatrywać swoich przyjaciół. Zobaczyła ich razem, więc dosiadła się do nich.
-Siemka. - przywitała się nieśmiało. Nie wiedziała, czego ma się spodziewać. Ginny i Harry uśmiechnęli się do niej smutno, ale Ron nawet nie zaszczycił jej spojrzeniem, tylko od razu wstał.
-Ron, proszę cię. Porozmawiaj ze mną.
-Nie mam ochoty.- wyszedł z sali, nie patrząc na nikogo, a Hermiona usiadła załamana przy stole. Siedziała tak jakiś czas patrząc w swój pusty talerz.
-Mionka, zjedz coś. - Ginny martwiła się o swoją przyjaciółkę.
-Nie chcę. Idę na lekcje. - wstała i skierowała się w stronę drzwi. Przy wyjściu napotkała Malfoy'a. Chłopak stanął przed nią zaskoczony. Przez chwilę patrzyli sobie w oczy i oboje poczuli dziwną więź między nimi, ale Hermiona szybko wyszła odprowadzona wzrokiem blondyna.
***
Skończyła się transmutacja i Hermiona wyszła z klasy. Bardzo chciała porozmawiać z Ronem, jednak ten od rana ją zbywał. Miała jeszcze dzisiaj obiad i dwie lekcje eliksirów, jeśli nie uda jej się namówić Rona na rozmowę, to da sobie spokój. Nie mogła nic zrobić, żeby zmusić go do tej rozmowy, ale wiedziała, że musi spróbować go nakłonić.
***
Koniec eliksirów. Teraz to już musi się przełamać. Zauważyła, że Ron idzie w stronę wierzy Gryffindoru, więc szybko go dogoniła. Złapała chłopaka za rękę, przez co musiał się zatrzymać.
-Ron, proszę, porozmawiaj ze mną.
-O czym?
-Chcę Cię przeprosić. Wiem, że źle zrobiłam okłamując was i nie mówiąc nic o bracie, ale ja na prawdę się o niego bałam.
-Rozumiem, ale wiesz co? Poczułem się, jak najgorsze ścierwo, jakbym nie był godny twojego zaufania. Pomyślałem, że może nie jestem dla ciebie taki ważny, dlatego nie chciałaś ze mną o tym porozmawiać.
-Przecież wiesz, że mi na tobie zależy i ci ufam.
-Tak, na pewno.- głoś Rona ociekała sarkazmem.- Dlatego poleciałaś do mojego brata zamiast porozmawiać ze mną.
- To nie tak...
-Oczywiście, bo przecież tylko on stracił bliską osobę i tylko on jest w żałobie. Tylko on może cię zrozumieć!
-Ron, proszę cię.
-Teraz mnie prosisz?! Przecież lepiej rozmawia się z George'em!
-Rudy, nie drzyj się tak, bo ci zamknę jadaczkę.- Nikt nie zauważył, że ich rozmowie przysłuchuję się znienawidzona przez nich osoba.
-Zamknij się, Malfoy, to nie twoja sprawa.
-O! Na prawdę. A tak bym chciał, żeby była moja.- Draco tak sytuacja wydawała się bardzo zabawna, chociaż Hermiona prawie płakała.
-Malfoy, odejdź stąd.- Miona mówiła cicho a głos jej się łamał, jednak blondyn bardzo dobrze ją usłyszał.
-Dobra! - odszedł i już go nie było.
-Dobra, Ron. Mam dość. Schowaj sobie swoją urażoną dumę, bo już ci to wyjaśniałam. George lepiej mnie zrozumie, bo on stracił bliźniaka- ostatnie słowo zostało mocno zaakcentowane przez brunetkę-To prawda, że tylko on rozumie co czuję po śmierci Jace'a, bo więź bliźniacza jest wyjątkowa. Tego nie zrozumiesz ani ty, ani Harry, ani Ginny. Sama Rovena Ravenclaw by tego nie zrozumiała, bo to trzeba poczuć. Jeśli chcesz się obrażać to się obrażaj, ale twój foch nie ma najmniejszego sensu, bo tak na prawdę nic ci nie zrobiłam, a skoro Harry i Ginny zrozumieli i potrafili mi to wybaczyć, to znaczy, że nie zrobiłam nic strasznego, a ty jesteś ślepy.
-Ja to na prawdę rozumiem, Hermiono i wiem, że źle zareagowałem, ale widok ciebie z moim bratem wywołał u mnie dziwne uczucia. Nie potrafię tego opisać. Poczułem się zagrożony, bo wiem, że George jest ode mnie przystojniejszy, zabawniejszy i ogólnie fajniejszy.
-Ron, nie interesuje mnie George, tylko ty. Tyle razy ci to powtarzałam, ale powtórzę jeszcze raz: zależy mi na tobie.
-Mi na tobie też.
-Więc jest okey?- Hermiona uśmiechnęła się do Rona nieśmiało
-Tak i przepraszam- w odpowiedzi dziewczyna go pocałowała.
***
Następnego dnia rano, w Pokoju Wspólnym Gryffindoru panowała miła atmosfera. Harry i Ginny już poprzedniego dnia wiedzieli, że Hermiona pogodziła się z Ronem, jednak reszta domu nadal myślała, że para jest pokłócona. Hermiona z Ginny siedziały na kanapie przed kominkiem i czekały na chłopaków. Były bardzo głodne, ale nie chciały iść same. Rozmawiały o niczym, jednak w pewnym momencie ich rozmowa została przerwana.
-Hm, przepraszam, Hermiono? - Hermiona podniosła oczy i ujrzała przed sobą przystojnego bruneta. Był o rok młodszy,a dziewczyna nie znała jego imienia, jednak odpowiedziała.
-Słucham...?
-Drake. - chłopak posłał szatynce nieśmiało uśmiech, na który odpowiedziała.
-Słucham, Drake.
-Chciałem zapytać, czy masz już z kim iść na bal.
-Właściwie to nikt mnie jeszcze nie zaprosił.- Hermiona pomyślała o Ronie, ale uważała, że fakt iż są parą, nie świadczy o tym, że pójdą razem na bal. Oczekiwała prawdziwego zaproszenia.
-To może poszłabyś ze mną?
-Może byś tak poszukał szczęścia gdzieś indziej, Fairchild?- niespodziewanie za chłopakiem wyrósł Ron
-Spieprzaj, Weasley. Żaden rudy idiota nie będzie mi mówił,c o mam robić.
-Drake. Drake, tak?- gdy chłopak kiwnął głową kontynuowała- Ron chyba ma rację, powinieneś poszukać szczęścia u jakiejś innej dziewczyny, która nie będzie zwracała uwagi na to, że obrażasz jej chłopaka. Pa pa- skończywszy swoją wypowiedź Hermiona ominęła zszokowanego chłopaka, złapała za rękę równie zszokowanego Rona i skierowała się do wyjścia.
Chłopak ruszył za Hermioną a kiedy już otrząsnął się z szoku, zaczął rozmowę
-Co to miało być?
-Ale o co ci chodzi.
-O tego chłopaka. Czemu nie powiedziałaś mu, że masz partnera na bal?
-Bo nie mam. Jeszcze mnie żaden nie zaprosił.
-Ale przecież jako moja dziewczyna idziesz ze mną.
-A to tak powiedział.- Hermioa zatrzymała się, założyła ręce na piersi i popatrzyła na Rona.
-Jesteśmy parą, to chyba oczywiste, że idziemy razem.
-Nie, Ron, to nie jest oczywiste. To, że jesteś moim chłopakiem nie oznacza, że pójdę z tobą na bal. Na bal się zaprasza. Podstawowa zasada balu. I wiesz co? Radzę ci się pośpieszyć, bo Drake nie był pierwszym, któremu odmówiłam, a niedługo może mi się to znusdzić.
-Na prawdę? Ty nie żartujesz? Mówisz tak całkiem serio?
-Tak, Ron, mówię serio.
-Okey, w takim razie: Hermiono Jane Granger, czy uczynisz mi ten zaszczyt i pójziesz ze mną na bal bożonarodzeniowy?
-No niech ci będzie. A teraz chodź na śniadanie bo zaraz umrę z głodu.
_______________________________________________________
Strasznie Was przepraszam za tak długą przerwę, ale mam ostatnio dużo problemów, a jestem w trzeciej gimnazjalnej i mam testy i tak dalej.
Jednocześnie bardzo dziękuję tym, którzy nadal to czytają, mimo, że są to nieliczni. Mam nadzieję, że Wam się podoba i mnie nie zabijecie. Zdaję sobie sprawę, że rozdziały są krótkie, ale pracuję nad tym.
Następny rozdział będzie cały przeznaczony na bal. Mam nadzieję, że Was zadziwię.
Jeszcze raz przepraszam.
Pozdrawiam, Tonksiak :*
niedziela, 12 października 2014
25."Jedynym wyjątkie była Hermiona Granger"
"Miłość i cierpienie wzajemnie się nie wykluczają,
Raczej uzupełniają się"
-Walter Trobisch
__________________________
Późno wrócił do domu. Było sporo po północy. Ze szpitala wyszedł wcześnie, ale nie chciał wracać do mieszkania. Musiał przemyśleć parę spraw. Dużo rzeczy sobie uświadomił. Wiele wątków się wyjaśniło. Jedno z jego uczuć się potwierdziło. Kochał ją. Kochał do szaleństwa tą małą, przemądrzałą dziewczynę. I co z tego? Nie mógł nikomu o tym powiedzieć, chyba że chciał dostać w twarz. Zawsze miał gorzej. Wykonywał gorszą robotę, bo chłopakom się nie chciało. Byli od niego starsi i mu rozkazywali. Młodszemu nie mógł nawet słowa powiedzieć, bo zaraz dostawał ochrzan od matki. Była jeszcze siostra, ale nią nie chciał się wysługiwać. Tylko jedna osoba traktowała go fair. Z nim mógł porozmawiać. Ale to dziwne. Wszyscy myśleli, że ich rodzina jest idealna, że są szczęśliwi, że rodzice ich kochają. Gówno prawda. Jego rodzice kochali swoje dzieci, ale nie wszystkie tak samo. Oni zawsze byli czarnym owcami w rodzinie. A dlaczego? Bo nie byli prefektami w Hogwarcie i mieli inne marzenia. Ale rodzice byli dobrymi aktorami. Nawet rodzeństwo nie zauważyło, że coś jest nie tak. Chociaż oni też nie byli wspaniali, bracia cały czas na nich krzyczeli..
Teraz jest dorosły. Nikt nie ma na niego wpływu. I co z tego, skoro i tak nie może być z dziewczyną, którą kocha. Nie ma do niej żadnych praw. Ale będzie ją bronił. Nie pozwoli, żeby coś jej się stało. Kto wie, może los odwróci się i kiedyś będzie szczęśliwy. Może nawet z ukochaną osobą u boku.
Z tym obrazem szczęśliwej miłości oddał się w objęcia Morfeusza.
***
Nadszedł grudzień. Wydawało się, że wszystko powoli zaczęło się układać. Ginny wróciła do szkoły. Harry oficjalnie poprosił ją o chodzenie, dzięki czemu zostali najpopularniejszą parą w szkole. Byli szczęśliwi. Do tego jeszcze ogłoszono, że w tym roku odbędzie się bal Bożonarodzeniowy. Paczka gryfonów była szczęśliwa- tak stwierdziłby obserwator. Niestety byłby w błędzie. Owszem Harry i Ginny byli szczęśliwi. Ron chyba też. Jedynym wyjątkiem była Hermiona Granger. Rzadko się odzywała, a o uśmiechu nie było w ogóle mowy. Coraz częściej przesiadywała w swoim prywatnym dormitorium. Sama. Ron znał hasło i mógł wejść kiedy chciał, ale Mionka i tak z nim nie rozmawiała. Udawała, że śpi, albo wpatrywała się w okno kompletnie go ignorując.Zdarzało się, że na niego krzyczała, że przeszkadza jej w nauce. Po prostu się odcinała. A powód był jeden. Po powrocie od Ginny ze szpitala i po opowieści o jej bracie nie potrafiła się pozbierać. Szczególnie gdy po tygodniu o tamtego wydarzenia naszedł ją wyjątkowy sen. Zasnęła z uśmiechem na ustach, bo Ginny się poprawiło, bo Malfoy jej nie denerwował, bo Ron był kochany. Po tym śnie, długo nie zagościł u niej szczery uśmiech.
***
Stała na cmentarzu w miejscu, gdzie powinien stać nagrobek jej brata. Nagrobek co prawda stał, ale na płycie nie było żadnych napisów. Nic. Pusto. Sama płyta marmurowa. Tak, jakby to miejsce było przygotowane dla kogoś, kto jeszcze żyje. Ale jak to możliwe? Przecież Jace umarł ponad dwa lata temu. Nie rozumiała. Usiadła na ławce i przez jakiś czas wpatrywała się w marmur. Po chwili doszła do wniosku, że takie siedzenie nie ma większego sensu, więc poszła do domu.
Na miejscu spotkała ją kolejna niespodzianka. Gdy tylko przeszła przez próg, w drzwiach od kuchni pojawiła się jej matka, a z salonu dobiegały krzyki ojca, który najprawdopodobniej oglądał mecz. Rodzicielka podeszła do córki i cmoknęła ją w policzek. Mionka nic z tego nie rozumiała. Jej rodzice stracili pamięć. Przecież osobiście zawiozła ich do Australii. Oni nie mogli jej pamiętać. Pani Granger uśmiechnęła się do córki i wróciła do kuchni. Hermiona przeszła do salonu, gdzie spotkało ją kolejne zaskoczenie. Na sofie siedział pan Granger, a przy nim... jej brat. Ojciec emocjonował się meczem piłki nożnej, a Jace śmiał się z niego, ponieważ nigdy nie rozumiał, jak można tak przeżywać głupi mecz.
-Jace...- cichy, ledwo słyszalne szept wyszedł z ust Hermiony, ale Jace i tak go usłyszał. Spojrzał w oczy dziewczyny i nagle coś się stało.
Wszystko, całe pomieszczenie zasnuła gęsta, nieprzenikniona mgła. Hermiona zdążyła zobaczyć jeszcze, że wszystko się zatrzymało. Postacie w telewizorze zatrzymały się, a piłka zawisła w powietrzu. Pan Granger także przestał się ruszać. Tylko jedna osoba się poruszała, a był nią Jace. Mionka szybko podbiegła do brata i rzuciła mu się na szyję.
-Jace.- po policzkach dziewczyny płynęły łzy, które moczyły koszulę chłopaka, jednak nie przejęli się tym. Jace objął dziewczynę w pasie i wtulił twarz w jej włosy. Brakowało im siebie. Przed jego śmiercią byli ze sobą bardzo zżyci, mimo że dzieliło ich wiele kilometrów, kiedy Hermiona była w szkole. Ciężko jej było normalnie żyć, kiedy wiedziała, że nie ma już tego jedynego człowieka, który tyle o niej wiedział i tak dobrze ją znał. - Tęskniłam za tobą.
-Ja za tobą też. Cieszę się, że jesteś cała i zdrowa.
-Jak się tu znalazłeś, przecież ty nie...- nie była w stanie dokończyć zdania.
-Tak, nie żyję. To tylko twój sen.
-Ale ja nie chciałam o tobie śnić. To znaczy... Chciałam cię zobaczyć, ale twój widok bardzo boli szczególnie kiedy wiem, że nie jest prawdziwy.
-Wiem, widziałem to i... Nie ważne. Wiem, że boli cię każde wspomnienie o mnie, dlatego wszedłem do twojego snu, mimo że tego nie chciałaś.
-Nie rozumiem. I nie każde wspomnienie o tobie mnie boli, większość mnie rozbawia. Boli mnie myśl, że już nigdy nie będę mogła się do ciebie przytulić, że nie będzie cię na moim ślubie, że nie będziesz mógł zostać chrzestnym mojego dziecka.
-Właśnie dlatego tu jestem. Chcę ci powiedzieć, że to, że mnie nie widzisz, nie znaczy, że mnie z tobą nie ma. Jestem cały czas z tobą. W twoim sercu. I nie prawda, że nie masz się do kogo zwrócić. Widziałem ciebie z twoimi przyjaciółmi. Oni cię kochają i są gotowi zrobić dla ciebie wszystko, tylko musisz im na to pozwolić.
-A ty... Jesteś szczęśliwy?
-Szczerze? Nie. Wolałbym być z tobą na ziemi, ale nie mogę cofnąć czasu.- Jace musiał coś zauważyć na twarzy siostry, bo szybko dodał- Nie martw się. Nie dzieje mi się żadna krzywda. Mam wszystko, o co poproszę. Wiesz co by mnie na prawdę uszczęśliwiło? Widok szczęśliwej bliźniaczki.
Hermiona uśmiechnęła się i chciała coś odpowiedzieć, ale w tej chwili cała mgła się cofnęła i czas znów ruszył do przodu. Jace usiadł na sofie i spojrzał rozbawiony na ojca. Po chwili przeniósł wzrok na siostrę i posłał jej smutny uśmiech.Chwilę później dziewczyna poczuła, że odrywa się od ziemi i wzlatuje ku górze.
***
Obudziła się z krzykiem. Po jej policzkach spłynęły łzy. Nie miała siły ich ścierać. Nie miała nawet siły, aby nakrzyczeć na Malfoy'a, który wparował do jej pokoju, gdy usłyszał jej krzyk. Stał tam, na środku pokoju i patrzył zszokowany na mokre policzki dziewczyny. Chciał do niej podejść pocieszyć, ale nie miał odwagi. Po prostu założył swoją maskę z cynicznym uśmiechem.
-Następnym razem, jak przyśni ci się Weasley nago, to postaraj się tak nie krzyczeć, bo ja staram się spać.
***
Tego samego dnia Hermiona postanowiła napisać list do George'a.
Kochany George'u!
Potrzebuję Twojej pomocy. Nie radzę sobie z tym. Wróciły wszystkie wspomnienia z Jace'em i wrócił ból. Nie wiem, co robić, żeby ten ból zmalał. Muszę z kimś porozmawiać, a jesteś jedyną osobą, która mnie rozumie. Proszę Cię, pomóż mi. W niedzielę jest wyjście do Hogsmeade. Pójdę do Trzech Mioteł na 11, jeśli możesz, to spotkajmy się tam.
Całuję, Hermiona
***
W niedzielę Hermiona wstała tak, jak zawsze i poszła na śniadanie.
-Mionka idziesz z nami do Hogsmeade?- Hermiona odwróciła się niechętnie do swojego chłopaka, który pocałował ją w policzek na powitanie.
-Przepraszam, Ron, ale mam coś do załatwienia i nie pójdę z wami.
-Okey, rozumiem.
***
Równo o jedenastej Hermiona weszła do gospody Pod Trzema Miotłami. Rozejrzała się po lokalu i ruszyła do stolika, przy którym siedział rudowłosy mężczyzna. Uśmiechnęła się do niego i pocałowała w policzek, po czym usiadła na przeciwko.
-Dziękuję, że przyszedłeś.
-Nie ma problemu. W sumie to bardzo dobrze, że mnie poprosiłaś o to spotkanie, przynajmniej wyszedłem z domu.
-Rozumiem.- przez chwilę była cisza. Hermiona patrzyła na swoje dłonie położone na stoliku, a George oczy miał utkwione w dziewczynie. - George, jak ty sobie radzisz?
-Co? - zaskoczyło go to pytanie.
-Jak sobie radzisz bez Freda?
-Nie radzę sobie.
-Jak to? Przecież widzę. Częściej się uśmiechasz, otworzyłeś się, a ja? Ja po prawie dwóch latach nadal nie potrafię złagodzić tego bólu.
-Tego bólu nie da się złagodzić. Nie da się też o nim zapomnieć. Po prostu, po jakimś czasie uczysz się z tym żyć. Wiesz, to jest tak jak z często powracającym bólem głowy.Odczuwasz go, ale już nawet nie zwracasz na niego uwagi, bo przyzwyczajasz się do niego.
-Czyli, że muszę z tym żyć.
-Niestety, ale pamiętaj, że nie jesteś sama. Masz przyjaciół, którzy cię wspierają. Wiedzą, dlaczego tak się zachowujesz i na pewno próbują ci pomóc.
-Tylko, że...
-Nie powiedziałaś im. A nie sądzisz, że byłoby ci łatwiej. A tak poza tym to chyba zasługują na to, żebyś była z nimi szczera.
-Tak wiem, powiem im.
***
Była godzina dwunasta i trójka przyjaciół postanowiła wracać już do zamku. Chcieli jednak najpierw zajść do Trzech Mioteł na kremowe. Byli już parę metrów od celu, gdy z gospody wyszła dziewczyna, a za nią rudowłosy chłopak.
-Ron, czy to nie Hermiona?
-Harry, mam oczy i poznaję swoją dziewczynę.
-A poznajesz braciszku, że tam jest nasz brat?
-Tak Ginny, zauważyłem.- w tym momencie Hermiona przytuliła chłopaka po czym pocałowała go w policzek i chciała odejść, jednak zatrzymała się gdy zauważyła wściekłego Rona, który szedł w ich stronę. Widać było z daleka, że jest wściekły.
-Hermiono, możesz mi powiedzieć, co robiłaś z moim bratem w Trzech Miotłach.
-Rozmawiałam.- padła cicha, ale pewna odpowiedź.
-A może byłaś z nim na randce?- nie krzyczał, ale widać było, że jest wściekły.
-Daj spokój Ron. Przecież nie zarywałbym do twojej dziewczyny.
-Po tobie to akurat wszystkiego można się spodziewać.
-Ron, przesadzasz.- Ginny stanęła po stronie George'a.
- Miona?- Harry nie był zły, był zwyczajnie zdziwiony.
-Ja... Muszę wam coś wyjaśnić, ale wolałabym zrobić to w zamku.
- Więc chodźmy.
- Już. - Hermiona odwróciła się do George'. - Dziękuję za rozmowę.
- Nie ma sprawy. Jakbyś jeszcze kiedyś mnie potrzebowała, to pisz.
- Jasne. - Przytuliła go ostatni raz i ruszyła w stronę zamku razem z przyjaciółmi. Ron szedł przodem, a reszta parę kroków za nimi.
***
Weszli do prywatnego dormitorium Hermiony w jej mieszkaniu.
- Możesz mi powiedzieć, co robiłaś z moim bratem w Trzech Miotłach?- Ron od razu na nią naskoczył.
- Już mówiłam- rozmawiałam z nim.
- A dlaczego?
- Bo go to poprosiłam. Musiałam z kimś porozmawiać .
-Nie mogłaś porozmawiać z nami? Musiałaś biec do niego?
-Po pierwsze, nie biegłam ,Ronald, tylko go poprosiłam, a po drugie, to musiałam porozmawiać akurat z nim.
-Hermiono, dlaczego to nie mógł być ktoś z nas?- Hermiona cieszyła się, że ma Ginny, która stara się najpierw zrozumieć, a dopiero później wyciąga wnioski.
-Bo on rozumie moją sytuację.
-Jaką...?!
-Zamknij się, Ron!- nawet Harry nie miał dla niego cierpliwości.- My chyba jednak nie rozumiemy. Mionka, o co chodzi. Co rozumie George, czego my nie możemy.
-Bo on wie, co to znaczy stracić najbliższą osobę.
-Ale my też straciliśmy bliską osobę. Mionka, to był także nasz brat, nie tylko George'a.
-Wiem, Ginny, ale tylko dla George'a był on bliźniakiem.
-Ale ty nie masz bliźniaka! - Harry i Gin posłali Ronowi spojrzenie mówiące "nie waż się więcej odezwać".
-Tak, wiem, już nie mam.- po policzkach Hermiony zaczęły płynąć łzy, które próbowała powstrzymać. Ginny, widząc stan przyjaciółki, szybko do niej podeszła i przytuliła.
-Co to znaczy?
-Ja... Ja miałam brata bliźniaka.- na twarzach przyjaciół odmalował się szok, lecz Hermiona go nie zauważyła, bo patrzyła na swoje buty. Mówiła dalej, nie sprawdzając reakcji innych.- Miałam bliźniaka, ale go... zabili. Śmierciożercy. Ponad dwa lata temu. Zmarł, bo nie chciał nic o mnie powiedzieć. A... a najgorsze jest to... to, że cierpiał przeze mnie.- Hermiona podniosła wzrok i zobaczyła trzy pary oczu wlepione w nią. Tego się nie spodziewali. Pierwszy z szoku otrząsnął się Harry.
-Mionka, czemu nigdy nic nam o nim nie powiedziałaś?
-Bałam się o niego. Liczyłam na to, że... W sumie nie wiem, na co liczyłam. Myślałam, że jeśli nikt z czarodziejskiego świata nie będzie go znał, to Voldemort się o nim nie dowie. Wiedziałam, że będzie chciał wykorzystać go, żeby się czegoś o nas dowiedzieć i się nie pomyliłam. Nie pomyślałam tylko o tym, że skoro miał takie samo nazwisko i mieszkał z naszymi rodzicami, to i tak można się było domyślić, że to mój brat. Przepraszam, że nie powiedziałam wam o nim wcześniej.
Po skończonej wypowiedzi Hermiony zapadła głucha cisza. Nikt nie wiedział, co powiedzieć i czy w ogóle powinien coś mówić. Po chwili usłyszeli trzaskanie drzwiami. Wszyscy na nie spojrzeli, chcąc dowiedzieć się, co spowodowało hałas. Okazało się, że to Ron wyszedł wzburzony.
-On mnie za to nienawidzi.- po policzkach Hermiony popłynęło jeszcze więcej łez.
-Nie prawda. Czuje się urażony i oszukany, ale mu przejdzie. Uwierz mi, znam mojego brata.
-Ja może pójdę do niego, żeby nie zrobił czegoś głupiego.- Harry wiedział, że nie może zostawić samego przyjaciela.- Mionka nie martw się, wszystko będzie dobrze.
-Dzięki Harry.
Harry wyszedł, a Hermiona położyła się na łóżku. Dużo myślała i miała nadzieję, że Ron nie będzie na nią zły. Ginny została przy niej, dopóki szatynka nie zasnęła. Wyszła z pokoju pani prefekt z myślą, że jutrzejszy dzień, na pewno nie będzie gorszy. Jakże się pomyliła.
____________________________
PRZEPRASZAM!!!
Na prawdę bardzo przepraszam, że tak długo nie dodawałam, ale mam bardzo dużo na głowie i nie mam kiedy pisać. Jest to coraz trudniejsze, ale staram się, jak mogę. Mam nadzieję, że mi wybaczycie.
Dziękuję za ostatnie komentarze, które na prawdę mnie podbudowały. Dużo dla mnie znaczą.
Pozdrawiam Tonksiak :*
Raczej uzupełniają się"
-Walter Trobisch
__________________________
Późno wrócił do domu. Było sporo po północy. Ze szpitala wyszedł wcześnie, ale nie chciał wracać do mieszkania. Musiał przemyśleć parę spraw. Dużo rzeczy sobie uświadomił. Wiele wątków się wyjaśniło. Jedno z jego uczuć się potwierdziło. Kochał ją. Kochał do szaleństwa tą małą, przemądrzałą dziewczynę. I co z tego? Nie mógł nikomu o tym powiedzieć, chyba że chciał dostać w twarz. Zawsze miał gorzej. Wykonywał gorszą robotę, bo chłopakom się nie chciało. Byli od niego starsi i mu rozkazywali. Młodszemu nie mógł nawet słowa powiedzieć, bo zaraz dostawał ochrzan od matki. Była jeszcze siostra, ale nią nie chciał się wysługiwać. Tylko jedna osoba traktowała go fair. Z nim mógł porozmawiać. Ale to dziwne. Wszyscy myśleli, że ich rodzina jest idealna, że są szczęśliwi, że rodzice ich kochają. Gówno prawda. Jego rodzice kochali swoje dzieci, ale nie wszystkie tak samo. Oni zawsze byli czarnym owcami w rodzinie. A dlaczego? Bo nie byli prefektami w Hogwarcie i mieli inne marzenia. Ale rodzice byli dobrymi aktorami. Nawet rodzeństwo nie zauważyło, że coś jest nie tak. Chociaż oni też nie byli wspaniali, bracia cały czas na nich krzyczeli..
Teraz jest dorosły. Nikt nie ma na niego wpływu. I co z tego, skoro i tak nie może być z dziewczyną, którą kocha. Nie ma do niej żadnych praw. Ale będzie ją bronił. Nie pozwoli, żeby coś jej się stało. Kto wie, może los odwróci się i kiedyś będzie szczęśliwy. Może nawet z ukochaną osobą u boku.
Z tym obrazem szczęśliwej miłości oddał się w objęcia Morfeusza.
***
Nadszedł grudzień. Wydawało się, że wszystko powoli zaczęło się układać. Ginny wróciła do szkoły. Harry oficjalnie poprosił ją o chodzenie, dzięki czemu zostali najpopularniejszą parą w szkole. Byli szczęśliwi. Do tego jeszcze ogłoszono, że w tym roku odbędzie się bal Bożonarodzeniowy. Paczka gryfonów była szczęśliwa- tak stwierdziłby obserwator. Niestety byłby w błędzie. Owszem Harry i Ginny byli szczęśliwi. Ron chyba też. Jedynym wyjątkiem była Hermiona Granger. Rzadko się odzywała, a o uśmiechu nie było w ogóle mowy. Coraz częściej przesiadywała w swoim prywatnym dormitorium. Sama. Ron znał hasło i mógł wejść kiedy chciał, ale Mionka i tak z nim nie rozmawiała. Udawała, że śpi, albo wpatrywała się w okno kompletnie go ignorując.Zdarzało się, że na niego krzyczała, że przeszkadza jej w nauce. Po prostu się odcinała. A powód był jeden. Po powrocie od Ginny ze szpitala i po opowieści o jej bracie nie potrafiła się pozbierać. Szczególnie gdy po tygodniu o tamtego wydarzenia naszedł ją wyjątkowy sen. Zasnęła z uśmiechem na ustach, bo Ginny się poprawiło, bo Malfoy jej nie denerwował, bo Ron był kochany. Po tym śnie, długo nie zagościł u niej szczery uśmiech.
***
Stała na cmentarzu w miejscu, gdzie powinien stać nagrobek jej brata. Nagrobek co prawda stał, ale na płycie nie było żadnych napisów. Nic. Pusto. Sama płyta marmurowa. Tak, jakby to miejsce było przygotowane dla kogoś, kto jeszcze żyje. Ale jak to możliwe? Przecież Jace umarł ponad dwa lata temu. Nie rozumiała. Usiadła na ławce i przez jakiś czas wpatrywała się w marmur. Po chwili doszła do wniosku, że takie siedzenie nie ma większego sensu, więc poszła do domu.
Na miejscu spotkała ją kolejna niespodzianka. Gdy tylko przeszła przez próg, w drzwiach od kuchni pojawiła się jej matka, a z salonu dobiegały krzyki ojca, który najprawdopodobniej oglądał mecz. Rodzicielka podeszła do córki i cmoknęła ją w policzek. Mionka nic z tego nie rozumiała. Jej rodzice stracili pamięć. Przecież osobiście zawiozła ich do Australii. Oni nie mogli jej pamiętać. Pani Granger uśmiechnęła się do córki i wróciła do kuchni. Hermiona przeszła do salonu, gdzie spotkało ją kolejne zaskoczenie. Na sofie siedział pan Granger, a przy nim... jej brat. Ojciec emocjonował się meczem piłki nożnej, a Jace śmiał się z niego, ponieważ nigdy nie rozumiał, jak można tak przeżywać głupi mecz.
-Jace...- cichy, ledwo słyszalne szept wyszedł z ust Hermiony, ale Jace i tak go usłyszał. Spojrzał w oczy dziewczyny i nagle coś się stało.
Wszystko, całe pomieszczenie zasnuła gęsta, nieprzenikniona mgła. Hermiona zdążyła zobaczyć jeszcze, że wszystko się zatrzymało. Postacie w telewizorze zatrzymały się, a piłka zawisła w powietrzu. Pan Granger także przestał się ruszać. Tylko jedna osoba się poruszała, a był nią Jace. Mionka szybko podbiegła do brata i rzuciła mu się na szyję.
-Jace.- po policzkach dziewczyny płynęły łzy, które moczyły koszulę chłopaka, jednak nie przejęli się tym. Jace objął dziewczynę w pasie i wtulił twarz w jej włosy. Brakowało im siebie. Przed jego śmiercią byli ze sobą bardzo zżyci, mimo że dzieliło ich wiele kilometrów, kiedy Hermiona była w szkole. Ciężko jej było normalnie żyć, kiedy wiedziała, że nie ma już tego jedynego człowieka, który tyle o niej wiedział i tak dobrze ją znał. - Tęskniłam za tobą.
-Ja za tobą też. Cieszę się, że jesteś cała i zdrowa.
-Jak się tu znalazłeś, przecież ty nie...- nie była w stanie dokończyć zdania.
-Tak, nie żyję. To tylko twój sen.
-Ale ja nie chciałam o tobie śnić. To znaczy... Chciałam cię zobaczyć, ale twój widok bardzo boli szczególnie kiedy wiem, że nie jest prawdziwy.
-Wiem, widziałem to i... Nie ważne. Wiem, że boli cię każde wspomnienie o mnie, dlatego wszedłem do twojego snu, mimo że tego nie chciałaś.
-Nie rozumiem. I nie każde wspomnienie o tobie mnie boli, większość mnie rozbawia. Boli mnie myśl, że już nigdy nie będę mogła się do ciebie przytulić, że nie będzie cię na moim ślubie, że nie będziesz mógł zostać chrzestnym mojego dziecka.
-Właśnie dlatego tu jestem. Chcę ci powiedzieć, że to, że mnie nie widzisz, nie znaczy, że mnie z tobą nie ma. Jestem cały czas z tobą. W twoim sercu. I nie prawda, że nie masz się do kogo zwrócić. Widziałem ciebie z twoimi przyjaciółmi. Oni cię kochają i są gotowi zrobić dla ciebie wszystko, tylko musisz im na to pozwolić.
-A ty... Jesteś szczęśliwy?
-Szczerze? Nie. Wolałbym być z tobą na ziemi, ale nie mogę cofnąć czasu.- Jace musiał coś zauważyć na twarzy siostry, bo szybko dodał- Nie martw się. Nie dzieje mi się żadna krzywda. Mam wszystko, o co poproszę. Wiesz co by mnie na prawdę uszczęśliwiło? Widok szczęśliwej bliźniaczki.
Hermiona uśmiechnęła się i chciała coś odpowiedzieć, ale w tej chwili cała mgła się cofnęła i czas znów ruszył do przodu. Jace usiadł na sofie i spojrzał rozbawiony na ojca. Po chwili przeniósł wzrok na siostrę i posłał jej smutny uśmiech.Chwilę później dziewczyna poczuła, że odrywa się od ziemi i wzlatuje ku górze.
***
Obudziła się z krzykiem. Po jej policzkach spłynęły łzy. Nie miała siły ich ścierać. Nie miała nawet siły, aby nakrzyczeć na Malfoy'a, który wparował do jej pokoju, gdy usłyszał jej krzyk. Stał tam, na środku pokoju i patrzył zszokowany na mokre policzki dziewczyny. Chciał do niej podejść pocieszyć, ale nie miał odwagi. Po prostu założył swoją maskę z cynicznym uśmiechem.
-Następnym razem, jak przyśni ci się Weasley nago, to postaraj się tak nie krzyczeć, bo ja staram się spać.
***
Tego samego dnia Hermiona postanowiła napisać list do George'a.
Kochany George'u!
Potrzebuję Twojej pomocy. Nie radzę sobie z tym. Wróciły wszystkie wspomnienia z Jace'em i wrócił ból. Nie wiem, co robić, żeby ten ból zmalał. Muszę z kimś porozmawiać, a jesteś jedyną osobą, która mnie rozumie. Proszę Cię, pomóż mi. W niedzielę jest wyjście do Hogsmeade. Pójdę do Trzech Mioteł na 11, jeśli możesz, to spotkajmy się tam.
Całuję, Hermiona
***
W niedzielę Hermiona wstała tak, jak zawsze i poszła na śniadanie.
-Mionka idziesz z nami do Hogsmeade?- Hermiona odwróciła się niechętnie do swojego chłopaka, który pocałował ją w policzek na powitanie.
-Przepraszam, Ron, ale mam coś do załatwienia i nie pójdę z wami.
-Okey, rozumiem.
***
Równo o jedenastej Hermiona weszła do gospody Pod Trzema Miotłami. Rozejrzała się po lokalu i ruszyła do stolika, przy którym siedział rudowłosy mężczyzna. Uśmiechnęła się do niego i pocałowała w policzek, po czym usiadła na przeciwko.
-Dziękuję, że przyszedłeś.
-Nie ma problemu. W sumie to bardzo dobrze, że mnie poprosiłaś o to spotkanie, przynajmniej wyszedłem z domu.
-Rozumiem.- przez chwilę była cisza. Hermiona patrzyła na swoje dłonie położone na stoliku, a George oczy miał utkwione w dziewczynie. - George, jak ty sobie radzisz?
-Co? - zaskoczyło go to pytanie.
-Jak sobie radzisz bez Freda?
-Nie radzę sobie.
-Jak to? Przecież widzę. Częściej się uśmiechasz, otworzyłeś się, a ja? Ja po prawie dwóch latach nadal nie potrafię złagodzić tego bólu.
-Tego bólu nie da się złagodzić. Nie da się też o nim zapomnieć. Po prostu, po jakimś czasie uczysz się z tym żyć. Wiesz, to jest tak jak z często powracającym bólem głowy.Odczuwasz go, ale już nawet nie zwracasz na niego uwagi, bo przyzwyczajasz się do niego.
-Czyli, że muszę z tym żyć.
-Niestety, ale pamiętaj, że nie jesteś sama. Masz przyjaciół, którzy cię wspierają. Wiedzą, dlaczego tak się zachowujesz i na pewno próbują ci pomóc.
-Tylko, że...
-Nie powiedziałaś im. A nie sądzisz, że byłoby ci łatwiej. A tak poza tym to chyba zasługują na to, żebyś była z nimi szczera.
-Tak wiem, powiem im.
***
Była godzina dwunasta i trójka przyjaciół postanowiła wracać już do zamku. Chcieli jednak najpierw zajść do Trzech Mioteł na kremowe. Byli już parę metrów od celu, gdy z gospody wyszła dziewczyna, a za nią rudowłosy chłopak.
-Ron, czy to nie Hermiona?
-Harry, mam oczy i poznaję swoją dziewczynę.
-A poznajesz braciszku, że tam jest nasz brat?
-Tak Ginny, zauważyłem.- w tym momencie Hermiona przytuliła chłopaka po czym pocałowała go w policzek i chciała odejść, jednak zatrzymała się gdy zauważyła wściekłego Rona, który szedł w ich stronę. Widać było z daleka, że jest wściekły.
-Hermiono, możesz mi powiedzieć, co robiłaś z moim bratem w Trzech Miotłach.
-Rozmawiałam.- padła cicha, ale pewna odpowiedź.
-A może byłaś z nim na randce?- nie krzyczał, ale widać było, że jest wściekły.
-Daj spokój Ron. Przecież nie zarywałbym do twojej dziewczyny.
-Po tobie to akurat wszystkiego można się spodziewać.
-Ron, przesadzasz.- Ginny stanęła po stronie George'a.
- Miona?- Harry nie był zły, był zwyczajnie zdziwiony.
-Ja... Muszę wam coś wyjaśnić, ale wolałabym zrobić to w zamku.
- Więc chodźmy.
- Już. - Hermiona odwróciła się do George'. - Dziękuję za rozmowę.
- Nie ma sprawy. Jakbyś jeszcze kiedyś mnie potrzebowała, to pisz.
- Jasne. - Przytuliła go ostatni raz i ruszyła w stronę zamku razem z przyjaciółmi. Ron szedł przodem, a reszta parę kroków za nimi.
***
Weszli do prywatnego dormitorium Hermiony w jej mieszkaniu.
- Możesz mi powiedzieć, co robiłaś z moim bratem w Trzech Miotłach?- Ron od razu na nią naskoczył.
- Już mówiłam- rozmawiałam z nim.
- A dlaczego?
- Bo go to poprosiłam. Musiałam z kimś porozmawiać .
-Nie mogłaś porozmawiać z nami? Musiałaś biec do niego?
-Po pierwsze, nie biegłam ,Ronald, tylko go poprosiłam, a po drugie, to musiałam porozmawiać akurat z nim.
-Hermiono, dlaczego to nie mógł być ktoś z nas?- Hermiona cieszyła się, że ma Ginny, która stara się najpierw zrozumieć, a dopiero później wyciąga wnioski.
-Bo on rozumie moją sytuację.
-Jaką...?!
-Zamknij się, Ron!- nawet Harry nie miał dla niego cierpliwości.- My chyba jednak nie rozumiemy. Mionka, o co chodzi. Co rozumie George, czego my nie możemy.
-Bo on wie, co to znaczy stracić najbliższą osobę.
-Ale my też straciliśmy bliską osobę. Mionka, to był także nasz brat, nie tylko George'a.
-Wiem, Ginny, ale tylko dla George'a był on bliźniakiem.
-Ale ty nie masz bliźniaka! - Harry i Gin posłali Ronowi spojrzenie mówiące "nie waż się więcej odezwać".
-Tak, wiem, już nie mam.- po policzkach Hermiony zaczęły płynąć łzy, które próbowała powstrzymać. Ginny, widząc stan przyjaciółki, szybko do niej podeszła i przytuliła.
-Co to znaczy?
-Ja... Ja miałam brata bliźniaka.- na twarzach przyjaciół odmalował się szok, lecz Hermiona go nie zauważyła, bo patrzyła na swoje buty. Mówiła dalej, nie sprawdzając reakcji innych.- Miałam bliźniaka, ale go... zabili. Śmierciożercy. Ponad dwa lata temu. Zmarł, bo nie chciał nic o mnie powiedzieć. A... a najgorsze jest to... to, że cierpiał przeze mnie.- Hermiona podniosła wzrok i zobaczyła trzy pary oczu wlepione w nią. Tego się nie spodziewali. Pierwszy z szoku otrząsnął się Harry.
-Mionka, czemu nigdy nic nam o nim nie powiedziałaś?
-Bałam się o niego. Liczyłam na to, że... W sumie nie wiem, na co liczyłam. Myślałam, że jeśli nikt z czarodziejskiego świata nie będzie go znał, to Voldemort się o nim nie dowie. Wiedziałam, że będzie chciał wykorzystać go, żeby się czegoś o nas dowiedzieć i się nie pomyliłam. Nie pomyślałam tylko o tym, że skoro miał takie samo nazwisko i mieszkał z naszymi rodzicami, to i tak można się było domyślić, że to mój brat. Przepraszam, że nie powiedziałam wam o nim wcześniej.
Po skończonej wypowiedzi Hermiony zapadła głucha cisza. Nikt nie wiedział, co powiedzieć i czy w ogóle powinien coś mówić. Po chwili usłyszeli trzaskanie drzwiami. Wszyscy na nie spojrzeli, chcąc dowiedzieć się, co spowodowało hałas. Okazało się, że to Ron wyszedł wzburzony.
-On mnie za to nienawidzi.- po policzkach Hermiony popłynęło jeszcze więcej łez.
-Nie prawda. Czuje się urażony i oszukany, ale mu przejdzie. Uwierz mi, znam mojego brata.
-Ja może pójdę do niego, żeby nie zrobił czegoś głupiego.- Harry wiedział, że nie może zostawić samego przyjaciela.- Mionka nie martw się, wszystko będzie dobrze.
-Dzięki Harry.
Harry wyszedł, a Hermiona położyła się na łóżku. Dużo myślała i miała nadzieję, że Ron nie będzie na nią zły. Ginny została przy niej, dopóki szatynka nie zasnęła. Wyszła z pokoju pani prefekt z myślą, że jutrzejszy dzień, na pewno nie będzie gorszy. Jakże się pomyliła.
____________________________
PRZEPRASZAM!!!
Na prawdę bardzo przepraszam, że tak długo nie dodawałam, ale mam bardzo dużo na głowie i nie mam kiedy pisać. Jest to coraz trudniejsze, ale staram się, jak mogę. Mam nadzieję, że mi wybaczycie.
Dziękuję za ostatnie komentarze, które na prawdę mnie podbudowały. Dużo dla mnie znaczą.
Pozdrawiam Tonksiak :*
niedziela, 31 sierpnia 2014
Oświadczam iż...
Wróciłam z kolonii. Dobrze, bo uwolniłam się od codziennych przypałów. Źle, bo pożegnałam się z przyjaciółmi. Jeszcze gorzej, bo na kolonii CHYBA się zakochałam, co nie jest fajne biorąc pod uwagę fakt, że raczej go już nie spotkam, no ale.
Zaczyna się rok szkolny, co oznacza dużo pracy i zmęczenia, ale postaram się dodać rozdział jeszcze w tym tygodniu. Nic nie obiecuję, bo na prawdę złapałam doła (to moje drugie najgorsze wakacje w życiu), ale na pewno zrobię wszystko co w mojej mocy, żebyście w tym tygodniu mogły przeczytać o dalszych losach naszych bohaterów.
Dziękuję bardzo dwóm kochanym anonimom za wspaniałe komentarze pod ostatnim rozdziałem. Chociaż one dwie widzą coś dobrego w mojej pracy. Na prawdę, podniosłyście mnie na duchu. Teraz wiem, że mam dla kogo pisać, bo ktoś chce czytać moje opowiadanie. Kocham Was anonimki.
<3 <3 <3 <3 <3 <3 < <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3
Taki obrazek na pocieszenie:
Zaczyna się rok szkolny, co oznacza dużo pracy i zmęczenia, ale postaram się dodać rozdział jeszcze w tym tygodniu. Nic nie obiecuję, bo na prawdę złapałam doła (to moje drugie najgorsze wakacje w życiu), ale na pewno zrobię wszystko co w mojej mocy, żebyście w tym tygodniu mogły przeczytać o dalszych losach naszych bohaterów.
Dziękuję bardzo dwóm kochanym anonimom za wspaniałe komentarze pod ostatnim rozdziałem. Chociaż one dwie widzą coś dobrego w mojej pracy. Na prawdę, podniosłyście mnie na duchu. Teraz wiem, że mam dla kogo pisać, bo ktoś chce czytać moje opowiadanie. Kocham Was anonimki.
<3 <3 <3 <3 <3 <3 < <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3
Taki obrazek na pocieszenie:
wtorek, 12 sierpnia 2014
24, "To nie był jedyny powód jej łez"
"Łzy słabej kobiety
najsilniejszego mężczyznę
zwyciężyć potrafią"
-Stanisław Brzozowski
____________________________________
Umarł. Umarł, ale nagle mają od niego wiadomość. Wiedzą, że jest szczęśliwy, że osiągnął pełnię szczęścia. Wiedzą, że kiedyś się z nim spotkają. Więc dlaczego płaczą? Dlaczego nie potrafią tego zatrzymać? Przecież on jest w lepszym miejscu.
najsilniejszego mężczyznę
zwyciężyć potrafią"
-Stanisław Brzozowski
____________________________________
Umarł. Umarł, ale nagle mają od niego wiadomość. Wiedzą, że jest szczęśliwy, że osiągnął pełnię szczęścia. Wiedzą, że kiedyś się z nim spotkają. Więc dlaczego płaczą? Dlaczego nie potrafią tego zatrzymać? Przecież on jest w lepszym miejscu.
Płaczą, bo to boli. Od dnia, w którym umarł minęło parę miesięcy. Więc dlaczego boli? Bo te parę miesięcy to za mało. Stracili osobę, którą kochali. Jedni mniej drudzy bardziej, ale wszyscy go kochali. Potrzebują jeszcze dużo czasu, żeby się z tym pogodzić i zrozumieć, że jest dobrze. Ale łez nie potrafią powstrzymać.
Łzy to naturalny odruch wyrażający uczucia (moja babcia mówi, że co wypłaczesz to nie wyszczysz). Łzy są nam potrzebne, bo to oczyszczenie nie tylko oczu. Ale także duszy. Pozwalamy im płynąć, bo dzięki temu czujemy się lepiej. To nam pomaga.
***
George płakał, bo stracił bliźniaka. Jedyną osobę, która go rozumiała. Jedyną osobę, która cieszyła się razem z nim, płakała razem z nim, cierpiała razem z nim. Stracił towarzysza broni. Stracił osobę, z którą przeżył tak dużo, a miało być więcej. Płakał, bo wiedział, że z nikim nie będzie się tak cieszył, jak z Nim. Wiedział, że najlepsze lata jego życia skończyły się razem ze śmiercią bliźniaka.
Rodzice płakali, bo stracili syna. Każdy (normalny) rodzic płacze po stracie dziecka. Niby mają inne dzieci, ale każde kochają tak samo mocno. Każde z dzieci jest tak samo ważne. Może i był nieznośny. Może i czasem mieli go dość, ale i tak Go kochali, bo był ich synem. Jedynym w swoim rodzaju.
Szatynka też płakała. Dlaczego, skoro to nie była jej rodzina? Dlaczego, skoro tak nie był dla niej nikim ważnym? Nie był? Był jej przyjacielem, a każdy przyjaciel jest ważny. Ale to nie był jedyny powód jej łez. Płakała, bo właśnie dowiedziała się ważnej rzeczy. Kocha ją. Dowiedziała się, że był w niej zakochany. A ona była dla niego taka wredna. Będzie jej brakowało tych wygłupów. Jednak była mu wdzięczna. Ostrzegł ją przed czymś strasznym. Może nie uda jej się od tego uciec, ale przynajmniej wie, że musi uważać.
Harry był szczęśliwy. Dostał wiadomość od rodziny. Wiedział, że Syriusz i Lupinowie mają się dobrze, a oni byli dla niego bardzo ważni. Martwił się o Teddy'ego i Mionkę, ale postanowił mną razie się tym nie przejmować. Jeszcze przyjdzie na to czas.
Tylko jedna osoba nie cieszyła się z listu od brata. Ron był wściekły. Jak ten idiota może go pouczać?! Jak on śmie?! Czy on myśli, że Ron jest aż takim debilem?! Nie mógłby zranić Hermiony. On ją kocha. Ich bal będzie piękny. Mionka będzie go zawsze pamiętać. Zawsze będzie ją chronił i nie pozwoli, żeby coś jej się stało.
***
Hermiona spojrzała na Rona. Patrzył na nią, a w jego oczach czaił się gniew. Tylko czemu akurat gniew? Był na nią zły? Ale co ona takiego zrobiła? Nie, to na pewno list od Freda tak go rozgniewał. Więc co było w tym liście, że doprowadziło Rona do takiego stanu?
Mionka rozejrzała się po sali. Wszyscy płakali. Wszystkich poruszyły listy od Freda. Państwo Weasley stali przytuleni. Molly wypłakiwała się na ramieniu męża, który gładził ją łagodnie po włosach. George stał w najdalszym kącie sali ze spuszczoną głową. Nie było widać jego twarzy, ale Hermiona wiedziała, że płakał. Skąd? Proste. Miał zaczerwieniony nos, którym co jakiś czas pociągał, a list i jego trzęsące się ręce były całe mokre. Harry przez chwilę wpatrywał się w Ginny, nie wstydząc się łez, które płynęły po jego policzkach, lecz chwilę później położył głowę na łóżku, przytulając twarz do ręki rudowłosej.
Hermiona nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Chciała porozmawiać z Ginny, ale nie miała serca rozdzielać jej z Harry'm. W tej chwili potrzebny był jej chłopak, który ją przytuli i zetrze łzy, więc podeszła do Rona.
-Ron?- dotknęła delikatnie jego dłoni. - Ron, spójrz na mnie.- rudowłosy zwrócił wzrok na twarz Mionki, ale w jego oczach nadal był gniew, którego dziewczyna się przestraszyła. Cofnęła się o krok i zabrała rękę. Przeszła tyłem jeszcze parę kroków, po czym odwróciła się i podeszła do George'a.
- Hej, George. - spojrzał na nią spod wpół przymkniętych powiek. - Wszystko w porządku?- kiwnął nieznacznie głową. Hermionie ciężko było patrzeć na ból George'a. Dotknęła jego ramienia, a on od razu podniósł głowę i spojrzał jej w oczy. Były takie piękne. Takie duże o głębokiej barwie... -Na pewno? Jakby co, to mogę ci pomóc.
- Wszystko jest okey, po prostu ten list odblokował wiele wspomnień, które... Które bolą.
- Rozumiem, co czujesz.
- Wątpię. Nie chcę być niegrzeczny, ale tego raczej nie rozumiesz. On był moim bliźniakiem. Wszystko, co najlepsze zdarzyło się z nim.
- Uwierz mi, wiem co czujesz. Miałam kiedyś bliźniaka...
- Co?!- Ron i Harry odwrócili głowy w ich stronę.
- Ciszej- syknęła Hermiona.- Miałam bliźniaka. Nazywał się Jace. Ale on umarł.
- Co się stało?- po chwili dodał- jeśli mogę wiedzieć. - Cień uśmiechu przeszedł przez twarz Mionki.
-Możesz. Dwa i pół roku temu, gdy szedł do sklepu...- głos się jej załamał. Z oczu wypłynęły łzy, a ogromna gula w gardle uniemożliwiała jej dalsze opowiadanie. George jej nie poganiał, czekał cierpliwie aż się uspokoi i zacznie znowu mówić.- Kiedy szedł do sklepu napadli go śmierciożercy. Zaciągnęli go w jakąś pustą uliczkę, którą wyciszyli zaklęciem, tak żeby nikt nie usłyszał krzyków Jace'a. Chcieli wyciągnąć od niego informacje o mnie, o Harry'm i o Ronie. O chłopakach nie wiedział dużo, bo mu nie opowiadałam, ale jako mój brat, o mnie wiedział wszystko. Ten idiota nic im nie powiedział. Zaczęli go torturować, ale on nadal nic nie mówił. Po czterech godzinach tortur zostawili go. Nie wiem, czemu. Pewnie zauważyli jego stan i stwierdzili, że będzie ubaw jak go zostawią. A może chcieli sprawdzić, co się z nim stanie. Nie mam zielonego pojęcia, co nimi kierowało, bo raczej nie była to litość.W każdym razie Jace miał na tyle siły, żeby dojść do domu. Wszedł do korytarza i upadł na kolana. Rodzice szybko do niego podbiegli, żeby mu pomóc, ale on wyszeptał tylko jedno słowo i zemdlał.To było ostatnie, co powiedział. Jego ostatnie słowo to ,,śmierciożercy". Rodzice zawiadomili Dumbledore'a, a on teleportował się do nich i zabrał Jace'a do św. Munga. Potem wrócił do szkoły i powiadomił mnie o wszystkim. Pozwolił mi do niego iść, ale tylko na godzinę. On... On wyglądał strasznie, groteskowo. Był cały poraniony, a jednocześnie taki spokojny, jakby był lalką. To był okropny widok. Jace, mój Jace. Zawsze wesoły chłopak, cieszący się z życia, leżał tam nieruchomo, podłączony do dziwnych sprzętów. Wróciłam do szkoły, a godzinę później dostałam wiadomość, że Jace zmarł zaraz po moim wyjściu. To było nasze pożegnanie. A najgorsze jest to, że nasza ostatnia rozmowa była tak na prawdę kłótnią. Był na mnie zły, że wakacje, jedyny okres, w którym może normalnie mieć siostrę, ja spędzałam z wami. Nie rozumiał, że w ten sposób chciałam go chronić. Nie był zazdrosny, że on nie jest czarodziejem. Zawsze był wyrozumiały. Kochał mnie i chyba myślał, że ja go przestałam kochać. Że zastąpiłam go przyjaciółmi. Że już go nie potrzebuję, że mi nie zależy. Zależało mi, dlatego się odcięłam. Ostatnie słowa, jakie do niego powiedziałam, to że jest okropnym bratem i nic nie rozumie. Dlatego usunęłam pamięć moim rodzicom. Nie chciałam, żeby ich spotkało to samo, co Jace'a. Nie mogę ich stracić, są moją jedyna rodziną. Muszę ich chronić.
George cały czas stał wyprostowany i patrzył w przestrzeń. Ta mała istota, tak dużo przeżyła. Tyle wycierpiała. A jednak potrafi się uśmiechać, potrafi żyć. A on? On zatracił się w smutku i rozpaczy. Nie wierzył, że inni cierpią, skoro chodzą uśmiechnięci. Przecież to niemożliwe, żeby śmiać się po takiej tragedii. Mylił się. Teraz zrozumiał, że jest słaby. Powinien ruszyć na przód. Pamiętać o Fredzie, ale żyć swoim życiem. To jest najważniejsze. Fred by tego chciał.
-Nie są twoją jedyną rodziną.
-Co?- po długiej ciszy, wypowiedź George'a była zaskoczeniem.
-Twoi rodzice. Na prawdę są twoją jedyną rodziną? Wszystkim, co masz? My się nie liczymy?
Hermiona osłupiała. George Weasley znany z tego, że cały czas żartuje, mówi takie rzeczy. Przecież to tak, jakby Hagrid powiedział, że smoki są obrzydliwymi i niebezpiecznymi stworzeniami.
-Nie, oczywiście, że jesteście ważni, ale to co innego. Oni zawsze mnie wspierali, byli przy mnie i...
-My cię nie wspieramy? Hermiono, już dawno stałaś się członkiem naszej rodziny. Rodzina to nie tylko krew w żyłach, ale też uczucia jakimi obdarzamy innych ludzi. Dla nas wszystkich jesteś tak samo ważna, jak Ginny. Jesteś naszą młodszą siostrzyczką. No, może niektórzy z nas trochę inaczej cię traktują, ale, bez względu na wszystko, zawsze będziemy po twojej stronie,. Jesteśmy przy tobie i zawsze możesz na nas liczyć.
Oczy Hermiony zaszkliły się podczas wypowiedzi George'a, a kiedy skończył pojedyncza łza spłynęła po zarumienionym policzku dziewczyny.
-Dziękuję, George. To było wspaniałe.
-To była szczera prawda.
Przez chwilę stali w ciszy. Oboje patrzyli w inną stronę i myśleli o czym innym.
Mionka patrzyła na Harry'ego i Ginny. Musiało stać się coś strasznego, żeby w końcu przestali bawić się w kotka i myszkę. Może Ginny poleży jeszcze w szpitalu, ale przynajmniej są szczęśliwi. Są razem. Szatynka myślała o tym, co powiedział George. To na prawdę było piękne. Do tej pory nie wiedziała. że ma takie oparcie w Weasley'ach. Traktowali ją jak członka rodziny, to cudowne. Do tego jeszcze ma wspaniałego chłopaka, więc powinna być szczęśliwa. Właśnie- powinna, ale nie jest. Dlaczego? Dlaczego nie potrafi cieszyć się tym, co ma? Dlaczego co noc kładzie się i nie może zasnąć? Dlaczego każdego ranka jej poduszka jest mokra od łez? Nie wiedziała.
George patrzył w zupełnie inną stronę. Patrzył na Rona. Wiedział, że młodszy brat jest wściekły. Domyślił się, że chodziło o list od Freda. Pewnie jego bliźniak ostrzegł go. Możliwe nawet, że chodziło o Mionkę. Jeśli tak, to dobrze, że go ostrzegł. Niech tylko Ron jej coś zrobi, a pożałuje tego. Nie pozwoli mu jej zranić. Może wszyscy myślą, że jest twarda, ale on właśnie się dowiedział, że w środku jest bardzo krucha. Dużo przeszła i oby nie było tego więcej. Już on się o to postara.
-Twoi rodzice...- ciszę przerwał George, znowu.- Czy oni odzyskali już pamięć?
-Nie. Nie mogłam ich znaleźć.
-Może ci pomogę? Mam trochę więcej czasu i możliwości.
-Nie musisz, masz za dużo swoich problemów.
-Jak chcesz..- nie naciskał.- A twój brat... Jace... Czy Ron, Ginny i Harry wiedzą o nim?
-Nie. Byłam pewna, że jeśli nikt z Hogwartu nie będzie o nim wiedział, to będzie bezpieczny.
-A nie sądzisz, że powinni wiedzieć?
-Powiem im, ale jeszcze nie teraz. Jeszcze nie jestem gotowa.
-Okey. Jeśli będzie ci ciężko, to napisz do mnie, postaram się pomóc.
-Dziękuję.
Znowu zapanowała cisza. Rudy nie rozumiał Hermiony. Niby nie była gotowa, ale jemu powiedziała. Dziwne. No, ale, kobiety się kocha a nie rozumie.
-George, mam do ciebie pytanie.
-Wal śmiało.
- W liście Fred napisał mnie, że mnie kocha.- Mionka zarumieniła się, mówiąc w te słowa, a George lekko się uśmiechnął. - I że on i Ron nie są jedynymi Weasley'ami, którzy mają do mnie "słabość".- przy ostatnim słowie Hermiona wykonała gest oznaczający cudzysłów.- Nie wiesz może o kogo mogło mu chodzić?- przez twarz George'a przeszedł dziwny grymas, który zresztą bardzo szybko zniknął.
-Myślę, że chodziło mu o Charlie'ego.
-Charlie'ego?
- Tak. Kiedyś stwierdził, że jesteś ładną, mądrą i twardą kobietą i byłabyś dobrą kandydatką na żonę.- to nie było do końca kłamstwo. Faktycznie Charlie kiedyś powiedział coś takiego o Hermionie, ale Fred raczej nie jego miał na myśli.
-Dzięki, za wszystko.- Mionka podeszła do Rona, po czym wyszli ze szpitala i wrócili do szkoły. Harry został z Ginny, ale to już nikogo nie dziwiło.
_____________________
Jako, że dziś mam urodziny, to postanowiłam dodać nowy rozdział. Taki prezent ode mnie dla Was.
Ciężko mi było pisać ten rozdział, ale z drugiej strony, chciałam go szybko skończyć. Ten rozdział jest dla mnie bardzo ważny i zależało mi na tym, żeby dobrze wyszedł, więc jeśli możecie to pozostawcie swoją opinię w komentarzu.
Łzy to naturalny odruch wyrażający uczucia (moja babcia mówi, że co wypłaczesz to nie wyszczysz). Łzy są nam potrzebne, bo to oczyszczenie nie tylko oczu. Ale także duszy. Pozwalamy im płynąć, bo dzięki temu czujemy się lepiej. To nam pomaga.
***
George płakał, bo stracił bliźniaka. Jedyną osobę, która go rozumiała. Jedyną osobę, która cieszyła się razem z nim, płakała razem z nim, cierpiała razem z nim. Stracił towarzysza broni. Stracił osobę, z którą przeżył tak dużo, a miało być więcej. Płakał, bo wiedział, że z nikim nie będzie się tak cieszył, jak z Nim. Wiedział, że najlepsze lata jego życia skończyły się razem ze śmiercią bliźniaka.
Rodzice płakali, bo stracili syna. Każdy (normalny) rodzic płacze po stracie dziecka. Niby mają inne dzieci, ale każde kochają tak samo mocno. Każde z dzieci jest tak samo ważne. Może i był nieznośny. Może i czasem mieli go dość, ale i tak Go kochali, bo był ich synem. Jedynym w swoim rodzaju.
Szatynka też płakała. Dlaczego, skoro to nie była jej rodzina? Dlaczego, skoro tak nie był dla niej nikim ważnym? Nie był? Był jej przyjacielem, a każdy przyjaciel jest ważny. Ale to nie był jedyny powód jej łez. Płakała, bo właśnie dowiedziała się ważnej rzeczy. Kocha ją. Dowiedziała się, że był w niej zakochany. A ona była dla niego taka wredna. Będzie jej brakowało tych wygłupów. Jednak była mu wdzięczna. Ostrzegł ją przed czymś strasznym. Może nie uda jej się od tego uciec, ale przynajmniej wie, że musi uważać.
Harry był szczęśliwy. Dostał wiadomość od rodziny. Wiedział, że Syriusz i Lupinowie mają się dobrze, a oni byli dla niego bardzo ważni. Martwił się o Teddy'ego i Mionkę, ale postanowił mną razie się tym nie przejmować. Jeszcze przyjdzie na to czas.
Tylko jedna osoba nie cieszyła się z listu od brata. Ron był wściekły. Jak ten idiota może go pouczać?! Jak on śmie?! Czy on myśli, że Ron jest aż takim debilem?! Nie mógłby zranić Hermiony. On ją kocha. Ich bal będzie piękny. Mionka będzie go zawsze pamiętać. Zawsze będzie ją chronił i nie pozwoli, żeby coś jej się stało.
***
Hermiona spojrzała na Rona. Patrzył na nią, a w jego oczach czaił się gniew. Tylko czemu akurat gniew? Był na nią zły? Ale co ona takiego zrobiła? Nie, to na pewno list od Freda tak go rozgniewał. Więc co było w tym liście, że doprowadziło Rona do takiego stanu?
Mionka rozejrzała się po sali. Wszyscy płakali. Wszystkich poruszyły listy od Freda. Państwo Weasley stali przytuleni. Molly wypłakiwała się na ramieniu męża, który gładził ją łagodnie po włosach. George stał w najdalszym kącie sali ze spuszczoną głową. Nie było widać jego twarzy, ale Hermiona wiedziała, że płakał. Skąd? Proste. Miał zaczerwieniony nos, którym co jakiś czas pociągał, a list i jego trzęsące się ręce były całe mokre. Harry przez chwilę wpatrywał się w Ginny, nie wstydząc się łez, które płynęły po jego policzkach, lecz chwilę później położył głowę na łóżku, przytulając twarz do ręki rudowłosej.
Hermiona nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Chciała porozmawiać z Ginny, ale nie miała serca rozdzielać jej z Harry'm. W tej chwili potrzebny był jej chłopak, który ją przytuli i zetrze łzy, więc podeszła do Rona.
-Ron?- dotknęła delikatnie jego dłoni. - Ron, spójrz na mnie.- rudowłosy zwrócił wzrok na twarz Mionki, ale w jego oczach nadal był gniew, którego dziewczyna się przestraszyła. Cofnęła się o krok i zabrała rękę. Przeszła tyłem jeszcze parę kroków, po czym odwróciła się i podeszła do George'a.
- Hej, George. - spojrzał na nią spod wpół przymkniętych powiek. - Wszystko w porządku?- kiwnął nieznacznie głową. Hermionie ciężko było patrzeć na ból George'a. Dotknęła jego ramienia, a on od razu podniósł głowę i spojrzał jej w oczy. Były takie piękne. Takie duże o głębokiej barwie... -Na pewno? Jakby co, to mogę ci pomóc.
- Wszystko jest okey, po prostu ten list odblokował wiele wspomnień, które... Które bolą.
- Rozumiem, co czujesz.
- Wątpię. Nie chcę być niegrzeczny, ale tego raczej nie rozumiesz. On był moim bliźniakiem. Wszystko, co najlepsze zdarzyło się z nim.
- Uwierz mi, wiem co czujesz. Miałam kiedyś bliźniaka...
- Co?!- Ron i Harry odwrócili głowy w ich stronę.
- Ciszej- syknęła Hermiona.- Miałam bliźniaka. Nazywał się Jace. Ale on umarł.
- Co się stało?- po chwili dodał- jeśli mogę wiedzieć. - Cień uśmiechu przeszedł przez twarz Mionki.
-Możesz. Dwa i pół roku temu, gdy szedł do sklepu...- głos się jej załamał. Z oczu wypłynęły łzy, a ogromna gula w gardle uniemożliwiała jej dalsze opowiadanie. George jej nie poganiał, czekał cierpliwie aż się uspokoi i zacznie znowu mówić.- Kiedy szedł do sklepu napadli go śmierciożercy. Zaciągnęli go w jakąś pustą uliczkę, którą wyciszyli zaklęciem, tak żeby nikt nie usłyszał krzyków Jace'a. Chcieli wyciągnąć od niego informacje o mnie, o Harry'm i o Ronie. O chłopakach nie wiedział dużo, bo mu nie opowiadałam, ale jako mój brat, o mnie wiedział wszystko. Ten idiota nic im nie powiedział. Zaczęli go torturować, ale on nadal nic nie mówił. Po czterech godzinach tortur zostawili go. Nie wiem, czemu. Pewnie zauważyli jego stan i stwierdzili, że będzie ubaw jak go zostawią. A może chcieli sprawdzić, co się z nim stanie. Nie mam zielonego pojęcia, co nimi kierowało, bo raczej nie była to litość.W każdym razie Jace miał na tyle siły, żeby dojść do domu. Wszedł do korytarza i upadł na kolana. Rodzice szybko do niego podbiegli, żeby mu pomóc, ale on wyszeptał tylko jedno słowo i zemdlał.To było ostatnie, co powiedział. Jego ostatnie słowo to ,,śmierciożercy". Rodzice zawiadomili Dumbledore'a, a on teleportował się do nich i zabrał Jace'a do św. Munga. Potem wrócił do szkoły i powiadomił mnie o wszystkim. Pozwolił mi do niego iść, ale tylko na godzinę. On... On wyglądał strasznie, groteskowo. Był cały poraniony, a jednocześnie taki spokojny, jakby był lalką. To był okropny widok. Jace, mój Jace. Zawsze wesoły chłopak, cieszący się z życia, leżał tam nieruchomo, podłączony do dziwnych sprzętów. Wróciłam do szkoły, a godzinę później dostałam wiadomość, że Jace zmarł zaraz po moim wyjściu. To było nasze pożegnanie. A najgorsze jest to, że nasza ostatnia rozmowa była tak na prawdę kłótnią. Był na mnie zły, że wakacje, jedyny okres, w którym może normalnie mieć siostrę, ja spędzałam z wami. Nie rozumiał, że w ten sposób chciałam go chronić. Nie był zazdrosny, że on nie jest czarodziejem. Zawsze był wyrozumiały. Kochał mnie i chyba myślał, że ja go przestałam kochać. Że zastąpiłam go przyjaciółmi. Że już go nie potrzebuję, że mi nie zależy. Zależało mi, dlatego się odcięłam. Ostatnie słowa, jakie do niego powiedziałam, to że jest okropnym bratem i nic nie rozumie. Dlatego usunęłam pamięć moim rodzicom. Nie chciałam, żeby ich spotkało to samo, co Jace'a. Nie mogę ich stracić, są moją jedyna rodziną. Muszę ich chronić.
George cały czas stał wyprostowany i patrzył w przestrzeń. Ta mała istota, tak dużo przeżyła. Tyle wycierpiała. A jednak potrafi się uśmiechać, potrafi żyć. A on? On zatracił się w smutku i rozpaczy. Nie wierzył, że inni cierpią, skoro chodzą uśmiechnięci. Przecież to niemożliwe, żeby śmiać się po takiej tragedii. Mylił się. Teraz zrozumiał, że jest słaby. Powinien ruszyć na przód. Pamiętać o Fredzie, ale żyć swoim życiem. To jest najważniejsze. Fred by tego chciał.
-Nie są twoją jedyną rodziną.
-Co?- po długiej ciszy, wypowiedź George'a była zaskoczeniem.
-Twoi rodzice. Na prawdę są twoją jedyną rodziną? Wszystkim, co masz? My się nie liczymy?
Hermiona osłupiała. George Weasley znany z tego, że cały czas żartuje, mówi takie rzeczy. Przecież to tak, jakby Hagrid powiedział, że smoki są obrzydliwymi i niebezpiecznymi stworzeniami.
-Nie, oczywiście, że jesteście ważni, ale to co innego. Oni zawsze mnie wspierali, byli przy mnie i...
-My cię nie wspieramy? Hermiono, już dawno stałaś się członkiem naszej rodziny. Rodzina to nie tylko krew w żyłach, ale też uczucia jakimi obdarzamy innych ludzi. Dla nas wszystkich jesteś tak samo ważna, jak Ginny. Jesteś naszą młodszą siostrzyczką. No, może niektórzy z nas trochę inaczej cię traktują, ale, bez względu na wszystko, zawsze będziemy po twojej stronie,. Jesteśmy przy tobie i zawsze możesz na nas liczyć.
Oczy Hermiony zaszkliły się podczas wypowiedzi George'a, a kiedy skończył pojedyncza łza spłynęła po zarumienionym policzku dziewczyny.
-Dziękuję, George. To było wspaniałe.
-To była szczera prawda.
Przez chwilę stali w ciszy. Oboje patrzyli w inną stronę i myśleli o czym innym.
Mionka patrzyła na Harry'ego i Ginny. Musiało stać się coś strasznego, żeby w końcu przestali bawić się w kotka i myszkę. Może Ginny poleży jeszcze w szpitalu, ale przynajmniej są szczęśliwi. Są razem. Szatynka myślała o tym, co powiedział George. To na prawdę było piękne. Do tej pory nie wiedziała. że ma takie oparcie w Weasley'ach. Traktowali ją jak członka rodziny, to cudowne. Do tego jeszcze ma wspaniałego chłopaka, więc powinna być szczęśliwa. Właśnie- powinna, ale nie jest. Dlaczego? Dlaczego nie potrafi cieszyć się tym, co ma? Dlaczego co noc kładzie się i nie może zasnąć? Dlaczego każdego ranka jej poduszka jest mokra od łez? Nie wiedziała.
George patrzył w zupełnie inną stronę. Patrzył na Rona. Wiedział, że młodszy brat jest wściekły. Domyślił się, że chodziło o list od Freda. Pewnie jego bliźniak ostrzegł go. Możliwe nawet, że chodziło o Mionkę. Jeśli tak, to dobrze, że go ostrzegł. Niech tylko Ron jej coś zrobi, a pożałuje tego. Nie pozwoli mu jej zranić. Może wszyscy myślą, że jest twarda, ale on właśnie się dowiedział, że w środku jest bardzo krucha. Dużo przeszła i oby nie było tego więcej. Już on się o to postara.
-Twoi rodzice...- ciszę przerwał George, znowu.- Czy oni odzyskali już pamięć?
-Nie. Nie mogłam ich znaleźć.
-Może ci pomogę? Mam trochę więcej czasu i możliwości.
-Nie musisz, masz za dużo swoich problemów.
-Jak chcesz..- nie naciskał.- A twój brat... Jace... Czy Ron, Ginny i Harry wiedzą o nim?
-Nie. Byłam pewna, że jeśli nikt z Hogwartu nie będzie o nim wiedział, to będzie bezpieczny.
-A nie sądzisz, że powinni wiedzieć?
-Powiem im, ale jeszcze nie teraz. Jeszcze nie jestem gotowa.
-Okey. Jeśli będzie ci ciężko, to napisz do mnie, postaram się pomóc.
-Dziękuję.
Znowu zapanowała cisza. Rudy nie rozumiał Hermiony. Niby nie była gotowa, ale jemu powiedziała. Dziwne. No, ale, kobiety się kocha a nie rozumie.
-George, mam do ciebie pytanie.
-Wal śmiało.
- W liście Fred napisał mnie, że mnie kocha.- Mionka zarumieniła się, mówiąc w te słowa, a George lekko się uśmiechnął. - I że on i Ron nie są jedynymi Weasley'ami, którzy mają do mnie "słabość".- przy ostatnim słowie Hermiona wykonała gest oznaczający cudzysłów.- Nie wiesz może o kogo mogło mu chodzić?- przez twarz George'a przeszedł dziwny grymas, który zresztą bardzo szybko zniknął.
-Myślę, że chodziło mu o Charlie'ego.
-Charlie'ego?
- Tak. Kiedyś stwierdził, że jesteś ładną, mądrą i twardą kobietą i byłabyś dobrą kandydatką na żonę.- to nie było do końca kłamstwo. Faktycznie Charlie kiedyś powiedział coś takiego o Hermionie, ale Fred raczej nie jego miał na myśli.
-Dzięki, za wszystko.- Mionka podeszła do Rona, po czym wyszli ze szpitala i wrócili do szkoły. Harry został z Ginny, ale to już nikogo nie dziwiło.
_____________________
Jako, że dziś mam urodziny, to postanowiłam dodać nowy rozdział. Taki prezent ode mnie dla Was.
Ciężko mi było pisać ten rozdział, ale z drugiej strony, chciałam go szybko skończyć. Ten rozdział jest dla mnie bardzo ważny i zależało mi na tym, żeby dobrze wyszedł, więc jeśli możecie to pozostawcie swoją opinię w komentarzu.
czwartek, 17 lipca 2014
Uwaga!!!
Cześć wszystkim, niestety jutro wyjeżdżam nad morze, wracam w poniedziałek. Nie mam zielonego pojęcia, kiedy będzie nowy rozdział. Nie chce mi się pisać, kiedy widzę, jak mało osób komentuje, mimo tylu wyświetleń. Uważam, że po części piszę dla siebie, żeby wylać emocje, ale nie do końca. Cieszę się, widząc miły lub mniej miły komentarz, bo to znaczy, że ktoś poświęca swój cenny czas i czyta tą (kiepską) historię. Wracając do tego, że piszę dla siebie: dla siebie mam już napisane dużo więcej w moim czarodziejskim zeszycie, ale nie chce mi się przepisywać na kompa, skoro nikogo tak na prawdę nie obchodzi to opowiadanie.
Sorki wielkie, jeśli ktoś poczuł się urażony przez to, co napisałam, ja po prostu napisałam to, co myślę.
Do zobaczenia za niedługo (mam nadzieję)
Miłych wakacji.
Tonksiak :*
Sorki wielkie, jeśli ktoś poczuł się urażony przez to, co napisałam, ja po prostu napisałam to, co myślę.
Do zobaczenia za niedługo (mam nadzieję)
Miłych wakacji.
Tonksiak :*
niedziela, 15 czerwca 2014
23. "Możesz nam wyjaśnić, o co chodzi z tymi kopertami"
Po przebudzeniu się Ginny czuła się znacznie lepiej. Nie była taka otępiała ani senna i nic ją nie bolało. Zauważyła, że przy jej łóżku siedzą jej rodzice, George, Ron, Hermiona i Harry. Przesunęła wzrokiem po wszystkich twarzach, cały czas się uśmiechając.
-Jak się czujesz, córeczko?- jej mama zawsze była troskliwa.
-Dobrze, już jest dobrze.
-Możesz nam wyjaśnić, o co chodzi z tymi kopertami?- tylko George powiedział na głos to, o czym myśleli wszyscy.
-Potem, najpierw to przeczytajcie.- każdy wziął kopertę ze swoim imieniem i ruszył w swoją stronę, żeby móc spokojnie przeczytać list.
***
Drodzy rodzice!
Pamiętajcie, że Was kocham! Jestem teraz w lepszym miejscu i jest mi tu dobrze, jednak brakuje mi Was. Kiedyś do mnie dołączycie, ale mam nadzieję, że nie za prędko. Proszę Was, abyście o mnie pamiętali. Nadal jestem tym nieznośnym, ale jakże przystojnym, sprytnym, inteligentnym i skromnym Waszym najukochańszym synkiem.
Kocham Was
Fred
***
Kochany George'u!
Naprawdę napisałem kochany? Jeju, co się ze mną stało.N o trudno, nie będę już skreślał.
Jak tam nasz sklep? Mam nadzieję, że go nie zapuściłeś. Twórz dalej. Mali hogwartczycy muszą mieć jakąś rozrywkę, a kto im to zapewni, jak nie ty?
Nie martw się o mnie ja jestem we wspaniałym miejscu, ale nudno tu bez naszych żartów.
Koniec Psot
Fred
PS Wiem, że za rok będziesz miał problemy ze sklepem, ale będzie dobrze .
PSS Pozdrów ode mnie Angelinę.
***
Drogi Ronie!
Nareszcie udało Ci się poderwać dziewczynę! Już myślałem, że zawsze będziesz w ukryciu wzdychał do Hermiony, a tu taka niespodzianka. Jestem z Ciebie dumny, braciszku, nie zepsuj tego ( i tak zepsujesz).
To teraz tak na poważnie. Jesteś z Mionką i nie spieprz tego. Zależy jej na Tobie i powinieneś to docenić.
W tym roku będziecie mieli fajny bal Bożonarodzeniowy. Znaczy, będzie fajny, do pewnego momentu. Mała rada: uważnie przemyśl każdy głupi pomysł, który narodzi się w tej Twojej durnej łepetynie, bo jeden zły ruch, a rozwalisz sobie życie.
Trzymaj się
Fred
PS Jesteś szczęściarzem, że Hermiona jest z Tobą, ale oświadczam Ci, że jeśli ją zranisz, to będę Cię straszyć, a po śmierci będziesz miał Piekło w Raju.
***
Kochana Hermiono!
Opiekuj się Ginny. Będzie miała ciężko i będzie jej potrzebne wsparcie. Tylko Ty będziesz przy niej, gdy inni ją opuszczą.
Jesteś bardzo piękną czarodziejką, mam nadzieję, że to dostrzegasz. Wiesz, już w szóstej klasie mi się podobałaś i nie wiem kiedy, ale zakochałem się w Tobie. Chciałem Ci to powiedzieć jeszcze kiedy żyłem, ale zawsze uważałem, że mam jeszcze czas. Nie spodziewałem się, że tak szybko będę musiał odejść. Nawet nie zdążyłem się pożegnać. Ale tu, w Niebie moje uczucia nie zniknęły, nadal Cię kocham, chociaż wiem, że nigdy nie będziesz moja. Możesz uznać, że to co napisałem jest żałosne, ale musiałem Ci to powiedzieć. I oświadczam, że każdy idiota, który Cię zrani, nie będzie miał łatwego życia.
Rudzielce z naszej rodziny chyba mają do Ciebie słabość ( nie tylko ja i Ron).
A jeśli chodzi o Rona. To dobry chłopak i naprawdę Cię kocha, ale uważaj na niego. Na balu Bożonarodzeniowym może zrobić coś, czego będzie żałował do końca swojego życia.
Mam do Ciebie jeszcze jedną sprawę. Po tym, jak umarłem, tu, w Raju, uświadomiłem sobie jedną rzecz. Odszedłem z wrogim nastawieniem do niektórych ludzi. Teraz żałuję, że tak było. Powinniśmy wybaczać. Ty także. Spróbuj zażegnać konflikty. Na początku będą źli na Ciebie, ale to nie ważne. Bądź tą pierwszą, która pociągnie resztę, iskrą, która wznieci pożar.
Na zawsze Twój
Fred
***
Siema Harry!
Jeszcze raz dziękuję za pieniądze na sklep. Mam nadzieję, że było warto wydać na niego tyle galeonów.
Przez Ciebie Ginny mogła umrzeć. Gdybym żył, to skopałbym ci tyłek, jednak widziałem, jak się martwisz i chyba bym Ci odpuścił. Ona Cię kocha, stary, nie spieprz tego. W przyszłości będzie Wam ciężko, ale dacie radę.
Dzięki za zabicie Voldka. Dzięki temu wiem, że moja śmierć nie była bezcelowa. Uratowałeś cały świat! Jesteś wielki. Powinni Cię na rękach nosić.
Widziałem się z Syriuszem, Remusem i Tonks. Masz od nich pozdrowienia. Są z Ciebie dumni i mają nadzieję, że będziesz szczęśliwy. Lupinowie proszą, żebyś zaopiekował się Teddy'm. Jego dziadkowie są słabi i mało czasu im zostało. Dobrze by było, gdyby Teddy miał wsparcie. Jeszcze nie widziałem Twoich rodziców, ale Raj jest wielki więc pewnie ich spotkam.
Wspierajcie Mionkę, bo będzie miała dużo trudnych chwil w tym roku szkolnym.
Trzymaj się
Fred
______________
Przepraszam za nudny rozdział, ale uznałam, że jest konieczny.
Przepraszam, że tak długo musieliście na niego czekać, ale właśnie kończy się szkoła i miałam dużo pracy.
Nie wiem, kiedy pojawi się następny rozdział, bo jutro idę do szpitala w związku z moją wredną głową i nie wiem, kiedy wyjdę.
Proszę, żebyście komentowali, bo naprawdę, dzięki komentarzom lepiej się pisze, bo wie człowiek, że jest ktoś, kto chce to czytać.
Pozdrawiam,
Tonksiak :*
-Jak się czujesz, córeczko?- jej mama zawsze była troskliwa.
-Dobrze, już jest dobrze.
-Możesz nam wyjaśnić, o co chodzi z tymi kopertami?- tylko George powiedział na głos to, o czym myśleli wszyscy.
-Potem, najpierw to przeczytajcie.- każdy wziął kopertę ze swoim imieniem i ruszył w swoją stronę, żeby móc spokojnie przeczytać list.
***
Drodzy rodzice!
Pamiętajcie, że Was kocham! Jestem teraz w lepszym miejscu i jest mi tu dobrze, jednak brakuje mi Was. Kiedyś do mnie dołączycie, ale mam nadzieję, że nie za prędko. Proszę Was, abyście o mnie pamiętali. Nadal jestem tym nieznośnym, ale jakże przystojnym, sprytnym, inteligentnym i skromnym Waszym najukochańszym synkiem.
Kocham Was
Fred
***
Kochany George'u!
Naprawdę napisałem kochany? Jeju, co się ze mną stało.N o trudno, nie będę już skreślał.
Jak tam nasz sklep? Mam nadzieję, że go nie zapuściłeś. Twórz dalej. Mali hogwartczycy muszą mieć jakąś rozrywkę, a kto im to zapewni, jak nie ty?
Nie martw się o mnie ja jestem we wspaniałym miejscu, ale nudno tu bez naszych żartów.
Koniec Psot
Fred
PS Wiem, że za rok będziesz miał problemy ze sklepem, ale będzie dobrze .
PSS Pozdrów ode mnie Angelinę.
***
Drogi Ronie!
Nareszcie udało Ci się poderwać dziewczynę! Już myślałem, że zawsze będziesz w ukryciu wzdychał do Hermiony, a tu taka niespodzianka. Jestem z Ciebie dumny, braciszku, nie zepsuj tego ( i tak zepsujesz).
To teraz tak na poważnie. Jesteś z Mionką i nie spieprz tego. Zależy jej na Tobie i powinieneś to docenić.
W tym roku będziecie mieli fajny bal Bożonarodzeniowy. Znaczy, będzie fajny, do pewnego momentu. Mała rada: uważnie przemyśl każdy głupi pomysł, który narodzi się w tej Twojej durnej łepetynie, bo jeden zły ruch, a rozwalisz sobie życie.
Trzymaj się
Fred
PS Jesteś szczęściarzem, że Hermiona jest z Tobą, ale oświadczam Ci, że jeśli ją zranisz, to będę Cię straszyć, a po śmierci będziesz miał Piekło w Raju.
***
Kochana Hermiono!
Opiekuj się Ginny. Będzie miała ciężko i będzie jej potrzebne wsparcie. Tylko Ty będziesz przy niej, gdy inni ją opuszczą.
Jesteś bardzo piękną czarodziejką, mam nadzieję, że to dostrzegasz. Wiesz, już w szóstej klasie mi się podobałaś i nie wiem kiedy, ale zakochałem się w Tobie. Chciałem Ci to powiedzieć jeszcze kiedy żyłem, ale zawsze uważałem, że mam jeszcze czas. Nie spodziewałem się, że tak szybko będę musiał odejść. Nawet nie zdążyłem się pożegnać. Ale tu, w Niebie moje uczucia nie zniknęły, nadal Cię kocham, chociaż wiem, że nigdy nie będziesz moja. Możesz uznać, że to co napisałem jest żałosne, ale musiałem Ci to powiedzieć. I oświadczam, że każdy idiota, który Cię zrani, nie będzie miał łatwego życia.
Rudzielce z naszej rodziny chyba mają do Ciebie słabość ( nie tylko ja i Ron).
A jeśli chodzi o Rona. To dobry chłopak i naprawdę Cię kocha, ale uważaj na niego. Na balu Bożonarodzeniowym może zrobić coś, czego będzie żałował do końca swojego życia.
Mam do Ciebie jeszcze jedną sprawę. Po tym, jak umarłem, tu, w Raju, uświadomiłem sobie jedną rzecz. Odszedłem z wrogim nastawieniem do niektórych ludzi. Teraz żałuję, że tak było. Powinniśmy wybaczać. Ty także. Spróbuj zażegnać konflikty. Na początku będą źli na Ciebie, ale to nie ważne. Bądź tą pierwszą, która pociągnie resztę, iskrą, która wznieci pożar.
Na zawsze Twój
Fred
***
Siema Harry!
Jeszcze raz dziękuję za pieniądze na sklep. Mam nadzieję, że było warto wydać na niego tyle galeonów.
Przez Ciebie Ginny mogła umrzeć. Gdybym żył, to skopałbym ci tyłek, jednak widziałem, jak się martwisz i chyba bym Ci odpuścił. Ona Cię kocha, stary, nie spieprz tego. W przyszłości będzie Wam ciężko, ale dacie radę.
Dzięki za zabicie Voldka. Dzięki temu wiem, że moja śmierć nie była bezcelowa. Uratowałeś cały świat! Jesteś wielki. Powinni Cię na rękach nosić.
Widziałem się z Syriuszem, Remusem i Tonks. Masz od nich pozdrowienia. Są z Ciebie dumni i mają nadzieję, że będziesz szczęśliwy. Lupinowie proszą, żebyś zaopiekował się Teddy'm. Jego dziadkowie są słabi i mało czasu im zostało. Dobrze by było, gdyby Teddy miał wsparcie. Jeszcze nie widziałem Twoich rodziców, ale Raj jest wielki więc pewnie ich spotkam.
Wspierajcie Mionkę, bo będzie miała dużo trudnych chwil w tym roku szkolnym.
Trzymaj się
Fred
______________
Przepraszam za nudny rozdział, ale uznałam, że jest konieczny.
Przepraszam, że tak długo musieliście na niego czekać, ale właśnie kończy się szkoła i miałam dużo pracy.
Nie wiem, kiedy pojawi się następny rozdział, bo jutro idę do szpitala w związku z moją wredną głową i nie wiem, kiedy wyjdę.
Proszę, żebyście komentowali, bo naprawdę, dzięki komentarzom lepiej się pisze, bo wie człowiek, że jest ktoś, kto chce to czytać.
Pozdrawiam,
Tonksiak :*
niedziela, 13 kwietnia 2014
22. ,,Ból. Straszny ból"
Los czasem rozdziela bliskich sobie ludzi,
Żeby uświadomić im, ile dla siebie znaczą.
- Paulo Coelho
__________________________________
Światło. Bardzo jasne światło. Nic więcej. Gdzie jest? Co się stało? Czuje, że ktoś trzyma ją za rękę. To boli. Dlaczego? Coś mokrego skapuje na jej rękę? Łzy? Ale czyje? Coś słyszy. Jakby otwieranie drzwi. Ktoś wchodzi. Ktoś szepcze. Nie może rozróżnić słów. Nie zna głosów. A może zna, tylko nie może ich rozpoznać? Ból. Straszny ból. Nie do wytrzymania. Robi się ciemno. Zgasili światło? A może założyli jej coś na oczy? Ból. Czuje tylko ból. O niczym innym nie może myśleć. Odpływa. Zemdlała, znowu.
***
Znowu światło. Niech to w końcu wyłączą! Ktoś ją trzyma za rękę. Druga ręka leży na jej głowie. Nie, chwila. To tylko poduszka. Coś słyszy, ktoś do niej mówi.
-Ginny,obudź się. Nie zostawiaj mnie. Kocham cię, Ginny.
Nie rozpoznaje głosu. Wyobraźnia zaczyna rysować postać.
Wysoka osoba. To chyba chłopak. Tak, to na pewno chłopak. Jednak nie jest taki wysoki. Czarne włosy. Zmierzwione. Okulary. Dwa kółka ze szkłami w środku. Śmieszne. Oczy. Bardzo ładne oczy. Zielone. Po mamie. Ale skąd to wie? Nie wiadomo. Była jednak pewna, że jego mama miała takie oczy. Przystojny ten chłopak. Zna go? Chyba tak. Kto to mógł być? Jej brat? Przyjaciel? Wróg? Chłopak uśmiechnął się. Otworzył usta. Powiedział coś. Ale co? Nie mogła usłyszeć. Nagle coś błysnęło. Harry!
Chłopak przy jej łóżku znowu coś powiedział, ale nie usłyszała. Szeptał. Inny hałas. Ktoś otwiera drzwi i wchodzi do pokoju. Dwie osoby.
-Harry?-damski głos. Oczyma wyobraźni zobaczyła dziewczynę. Ładna. Brązowe loki opadały na plecy. Brązowe oczy. Jak czekolada. Hermiona.
-Obudziła się?- chłopak. Wysoki. Rude włosy. Przystojny. To chyba jeden z jej braci. Ale który? Ron.
-Nie.- Znowu ten głos co na początku. Harry.
-Harry powinieneś odpocząć. Siedzisz tu od tygodnia. Idź do zamku, prześpij się.- znowu dziewczyna.
-Nie mogę Hermiono. Nie chcę. Chcę być przy niej kiedy się obudzi.- chyba mówią o niej. Ten chłopak, Harry, on tak słodko powiedział. Ale dlaczego ona tak długo śpi?
Chce otworzyć oczy. Ciężko. Jej powieki są jak z metalu. Udało się. Oślepiło ją jaskrawe światło. Mrugnęła kilka razy, zanim jej oczy przyzwyczaiły się do jasności. Rozejrzała się po pokoju. Boli, ale to nic. Przy jej łóżku siedzi czarnowłosy chłopak i trzyma ją za rękę. Harry. Obok niego stoi dziewczyna wtulona w rudowłosego chłopaka. Hermiona i Ron. Wszyscy mają spuszczone głowy. Próbuje coś powiedzieć. Otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Miała suche gardło i usta, dlatego nie mogła nic powiedzieć. Spróbowała jeszcze raz.
-Gdzie ja jestem?- jej głos był ledwo bardzo cichy i ochrypły, ale w głębokiej ciszy sali szpitalnej brzmiał jak krzyk. Usłyszeli ją.
-Ginny?- wszyscy troje do niej doskoczyli, a Harry pocałował ją w rękę.
-Jesteś w szpitalu.- Hermiona patrzyła na nią ze łzami w oczach.- Chciałaś... Miałaś wypadek.
-Wody. Dajcie mi wody.- jej głos brzmiał strasznie.
-Już.-Ron wybiegł po wodę.
Ginny spojrzała a Harry'ego. Trzymał jej dłoń przy ustach. Płakał. Dlaczego? Co się stało? Wyswobodziła rękę z uścisku.Zobaczyła ból w oczach chłopaka i jeszcze więcej łez. Nie chciała, żeby płakał. Dotknęła ręką jego policzka i wytarła łzy, wypływające z zielonych oczu. Uśmiechnął się. Złapał jej rękę i ponownie przyłożył do ust. Trzymał ją tak długo. Jedną ręką trzymał drobną dłoń, a drugą jeździł po jej zewnętrznej stronie. Raz zahaczył o bandaż na jej nadgarstku, ale nikt nie zwrócił a to uwagi. Zaraz, zaraz... Bandaż! Ale dlaczego ma bandaż? Znowu wyswobodziła rękę i sprawdziła , czy na drugim nadgarstku też ma bandaż. Miała.
Drzwi. Otworzyły się. Wszedł Ron, a za nim lekarz i dwie pielęgniarki. Dostała wodę. Hermiona pomogła jej się napić. Mogła normalnie mówić.
-Dziękuję.
-Jak się pani czuje, panno Weasley?- Magomedyk, chyba.
-Dorze, chyba.
-To dobrze- lekarz wykonał nad nią kilka dziwnych ruchów różdżką.- Czy wie pani, dlaczego się tu znalazła?
-Wypadek?
-Nie całkiem.- głos przejęła jedna z pielęgniarek. Miała długie, proste, blond włosy i ciepły uśmiech.- Chciałaś odebrać sobie życie.
Przebłyski wspomnień. Płakała. Przez Harry'ego. Rozmawiała z Mionką. Kochana Mionka. Zawsze jest kiedy jej potrzebuje. Więcej łez... Łóżko... Ognista Whiskey... Dlaczego?... Łazienka... Wzięła coś z szafki...Krew, wszędzie krew...I ból, straszny ból w nadgarstkach. Co ona zrobiła?!
Ginny zamknęła oczy, a spod powiek popłynęły łzy.
-Proszę nie płacz.- Harry otarł jej policzki.- Już wszystko jest dobrze.- Ginny delikatnie kiwnęła głową.
-Niezupełnie.- wszystkie głowy zwróciły się w stronę doktora.- Zatamowaliśmy krwawienie, ale nie mogliśmy wyleczyć ran. Prawdopodobnie panna Weasley rzuciła jakieś zaklęcie, prawda?- Ginny potwierdziła skinieniem głowy.- No właśnie. A możesz powiedzieć mi, jakie to było zaklęcie?- Ginny musiała się zastanowić.
-Zaklęcie trwałych ran.
-Na co pani rzuciła te zaklęcie?- magomedyk był wyraźnie zaniepokojony, a jego niepokój pogłębił się wraz z następnymi słowami pacjentki.
-Na nadgarstki.
-Nie dobrze, bardzo nie dobrze. Ostatnie pytanie. Jakie to było zaklęcie?
-Pertinax plagis* oraz Absque**.
-To wszystko jasne.
-Jak to?- szok na twarzy Harry'ego mówił sam za siebie.
-Zaklęcie Pertinax plagis po jakimś czasie przestaje działać i razy się zasklepiają.- nikogo nie zdziwiło to, że odpowiedzi udzielała Hermiona.- Jednak, gdy do tego zaklęcia dodamy Absque efekt jest taki, że ran nie da się uleczyć. Nawet zszywanie nie pomaga. Jedynym sposobem jest przeciw zaklęcie.
-Właśnie. Zna pani to zaklęcie, panno Weasley?
-Permanens vulnera ope***.
-Świetnie. Ok. Pacjentka musi teraz odpocząć. Ja pójdę przygotować potrzebne przyrządy, a wszyscy goście wychodzą.
-Wolałabym nie być teraz sama. Może ktoś ze mną zostać?
-Dobrze, ale tylko jedna osoba.
-Ginny, kto ma zostać?- w głosie Harry'ego słychać było niepewność. Ginny ścisnęła jego rękę i to wystarczyło. Hermiona i Ron wyszli.
-Harry przepraszam.- po policzkach rudowłosej popłynęły nowe łzy.
-Nie, to ja przepraszam.- Harry także płakał.- To przeze mnie. Mogłem się do ciebie odezwać.
Ginny chciała dotknąć policzka Harry'ego wolnął ręką i wtedy na łóżko spadło 5 kopert, a na każdej po jednym imieniu.
-Co to jest?
-Nie wiem.- Ginny nie wiedziała, skąd miała te koperty. Jednak coś jej się przypominało. Tunel... Park... Fred!.- Już wiem.
W tej chwili wszedł lekarz.
-Teraz pan musi wyjść.
-Harry!- chłopak spojrzał na dziewczynę.- Sprowadź moich rodziców i George'a.- Harry kiwnął głową i wyszedł. Chwilę później Ginny zasnęła.
_____________________
* z łaciny Trwałe rany
** z łaciny Bez pomocy
*** z łaciny Trwałe rany z pomocą
zaklęcia sama wymyśliłam.
Następny rozdział będzie poświęcony całkowicie tym 5 kopertom.
Pozdro, Tonksiak :*
Żeby uświadomić im, ile dla siebie znaczą.
- Paulo Coelho
__________________________________
Światło. Bardzo jasne światło. Nic więcej. Gdzie jest? Co się stało? Czuje, że ktoś trzyma ją za rękę. To boli. Dlaczego? Coś mokrego skapuje na jej rękę? Łzy? Ale czyje? Coś słyszy. Jakby otwieranie drzwi. Ktoś wchodzi. Ktoś szepcze. Nie może rozróżnić słów. Nie zna głosów. A może zna, tylko nie może ich rozpoznać? Ból. Straszny ból. Nie do wytrzymania. Robi się ciemno. Zgasili światło? A może założyli jej coś na oczy? Ból. Czuje tylko ból. O niczym innym nie może myśleć. Odpływa. Zemdlała, znowu.
***
Znowu światło. Niech to w końcu wyłączą! Ktoś ją trzyma za rękę. Druga ręka leży na jej głowie. Nie, chwila. To tylko poduszka. Coś słyszy, ktoś do niej mówi.
-Ginny,obudź się. Nie zostawiaj mnie. Kocham cię, Ginny.
Nie rozpoznaje głosu. Wyobraźnia zaczyna rysować postać.
Wysoka osoba. To chyba chłopak. Tak, to na pewno chłopak. Jednak nie jest taki wysoki. Czarne włosy. Zmierzwione. Okulary. Dwa kółka ze szkłami w środku. Śmieszne. Oczy. Bardzo ładne oczy. Zielone. Po mamie. Ale skąd to wie? Nie wiadomo. Była jednak pewna, że jego mama miała takie oczy. Przystojny ten chłopak. Zna go? Chyba tak. Kto to mógł być? Jej brat? Przyjaciel? Wróg? Chłopak uśmiechnął się. Otworzył usta. Powiedział coś. Ale co? Nie mogła usłyszeć. Nagle coś błysnęło. Harry!
Chłopak przy jej łóżku znowu coś powiedział, ale nie usłyszała. Szeptał. Inny hałas. Ktoś otwiera drzwi i wchodzi do pokoju. Dwie osoby.
-Harry?-damski głos. Oczyma wyobraźni zobaczyła dziewczynę. Ładna. Brązowe loki opadały na plecy. Brązowe oczy. Jak czekolada. Hermiona.
-Obudziła się?- chłopak. Wysoki. Rude włosy. Przystojny. To chyba jeden z jej braci. Ale który? Ron.
-Nie.- Znowu ten głos co na początku. Harry.
-Harry powinieneś odpocząć. Siedzisz tu od tygodnia. Idź do zamku, prześpij się.- znowu dziewczyna.
-Nie mogę Hermiono. Nie chcę. Chcę być przy niej kiedy się obudzi.- chyba mówią o niej. Ten chłopak, Harry, on tak słodko powiedział. Ale dlaczego ona tak długo śpi?
Chce otworzyć oczy. Ciężko. Jej powieki są jak z metalu. Udało się. Oślepiło ją jaskrawe światło. Mrugnęła kilka razy, zanim jej oczy przyzwyczaiły się do jasności. Rozejrzała się po pokoju. Boli, ale to nic. Przy jej łóżku siedzi czarnowłosy chłopak i trzyma ją za rękę. Harry. Obok niego stoi dziewczyna wtulona w rudowłosego chłopaka. Hermiona i Ron. Wszyscy mają spuszczone głowy. Próbuje coś powiedzieć. Otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Miała suche gardło i usta, dlatego nie mogła nic powiedzieć. Spróbowała jeszcze raz.
-Gdzie ja jestem?- jej głos był ledwo bardzo cichy i ochrypły, ale w głębokiej ciszy sali szpitalnej brzmiał jak krzyk. Usłyszeli ją.
-Ginny?- wszyscy troje do niej doskoczyli, a Harry pocałował ją w rękę.
-Jesteś w szpitalu.- Hermiona patrzyła na nią ze łzami w oczach.- Chciałaś... Miałaś wypadek.
-Wody. Dajcie mi wody.- jej głos brzmiał strasznie.
-Już.-Ron wybiegł po wodę.
Ginny spojrzała a Harry'ego. Trzymał jej dłoń przy ustach. Płakał. Dlaczego? Co się stało? Wyswobodziła rękę z uścisku.Zobaczyła ból w oczach chłopaka i jeszcze więcej łez. Nie chciała, żeby płakał. Dotknęła ręką jego policzka i wytarła łzy, wypływające z zielonych oczu. Uśmiechnął się. Złapał jej rękę i ponownie przyłożył do ust. Trzymał ją tak długo. Jedną ręką trzymał drobną dłoń, a drugą jeździł po jej zewnętrznej stronie. Raz zahaczył o bandaż na jej nadgarstku, ale nikt nie zwrócił a to uwagi. Zaraz, zaraz... Bandaż! Ale dlaczego ma bandaż? Znowu wyswobodziła rękę i sprawdziła , czy na drugim nadgarstku też ma bandaż. Miała.
Drzwi. Otworzyły się. Wszedł Ron, a za nim lekarz i dwie pielęgniarki. Dostała wodę. Hermiona pomogła jej się napić. Mogła normalnie mówić.
-Dziękuję.
-Jak się pani czuje, panno Weasley?- Magomedyk, chyba.
-Dorze, chyba.
-To dobrze- lekarz wykonał nad nią kilka dziwnych ruchów różdżką.- Czy wie pani, dlaczego się tu znalazła?
-Wypadek?
-Nie całkiem.- głos przejęła jedna z pielęgniarek. Miała długie, proste, blond włosy i ciepły uśmiech.- Chciałaś odebrać sobie życie.
Przebłyski wspomnień. Płakała. Przez Harry'ego. Rozmawiała z Mionką. Kochana Mionka. Zawsze jest kiedy jej potrzebuje. Więcej łez... Łóżko... Ognista Whiskey... Dlaczego?... Łazienka... Wzięła coś z szafki...Krew, wszędzie krew...I ból, straszny ból w nadgarstkach. Co ona zrobiła?!
Ginny zamknęła oczy, a spod powiek popłynęły łzy.
-Proszę nie płacz.- Harry otarł jej policzki.- Już wszystko jest dobrze.- Ginny delikatnie kiwnęła głową.
-Niezupełnie.- wszystkie głowy zwróciły się w stronę doktora.- Zatamowaliśmy krwawienie, ale nie mogliśmy wyleczyć ran. Prawdopodobnie panna Weasley rzuciła jakieś zaklęcie, prawda?- Ginny potwierdziła skinieniem głowy.- No właśnie. A możesz powiedzieć mi, jakie to było zaklęcie?- Ginny musiała się zastanowić.
-Zaklęcie trwałych ran.
-Na co pani rzuciła te zaklęcie?- magomedyk był wyraźnie zaniepokojony, a jego niepokój pogłębił się wraz z następnymi słowami pacjentki.
-Na nadgarstki.
-Nie dobrze, bardzo nie dobrze. Ostatnie pytanie. Jakie to było zaklęcie?
-Pertinax plagis* oraz Absque**.
-To wszystko jasne.
-Jak to?- szok na twarzy Harry'ego mówił sam za siebie.
-Zaklęcie Pertinax plagis po jakimś czasie przestaje działać i razy się zasklepiają.- nikogo nie zdziwiło to, że odpowiedzi udzielała Hermiona.- Jednak, gdy do tego zaklęcia dodamy Absque efekt jest taki, że ran nie da się uleczyć. Nawet zszywanie nie pomaga. Jedynym sposobem jest przeciw zaklęcie.
-Właśnie. Zna pani to zaklęcie, panno Weasley?
-Permanens vulnera ope***.
-Świetnie. Ok. Pacjentka musi teraz odpocząć. Ja pójdę przygotować potrzebne przyrządy, a wszyscy goście wychodzą.
-Wolałabym nie być teraz sama. Może ktoś ze mną zostać?
-Dobrze, ale tylko jedna osoba.
-Ginny, kto ma zostać?- w głosie Harry'ego słychać było niepewność. Ginny ścisnęła jego rękę i to wystarczyło. Hermiona i Ron wyszli.
-Harry przepraszam.- po policzkach rudowłosej popłynęły nowe łzy.
-Nie, to ja przepraszam.- Harry także płakał.- To przeze mnie. Mogłem się do ciebie odezwać.
Ginny chciała dotknąć policzka Harry'ego wolnął ręką i wtedy na łóżko spadło 5 kopert, a na każdej po jednym imieniu.
-Co to jest?
-Nie wiem.- Ginny nie wiedziała, skąd miała te koperty. Jednak coś jej się przypominało. Tunel... Park... Fred!.- Już wiem.
W tej chwili wszedł lekarz.
-Teraz pan musi wyjść.
-Harry!- chłopak spojrzał na dziewczynę.- Sprowadź moich rodziców i George'a.- Harry kiwnął głową i wyszedł. Chwilę później Ginny zasnęła.
_____________________
* z łaciny Trwałe rany
** z łaciny Bez pomocy
*** z łaciny Trwałe rany z pomocą
zaklęcia sama wymyśliłam.
Następny rozdział będzie poświęcony całkowicie tym 5 kopertom.
Pozdro, Tonksiak :*
poniedziałek, 24 marca 2014
21."Czasem miłość nie wystarcza."
Nigdy nie ignoruj osoby,
która Cię kocha i martwi się o Ciebie,
bo pewnego dnia zrozumiesz,
że straciłeś księżyc podczas łapania gwiazd.
_____________________________-
Ciemność. Wszędzie ciemność. Ani odrobiny światła. Wiedziała jednak, że jest w jakimś tunelu. Nie wiedziała, skąd to wie, ale wiedziała, że to był tunel.
Nagle z dwóch stron wystrzeliło światło. Jedno było okropnie białe. Patrząc w nie musiała mrużyć oczy. Było oślepiające. Drugie było bardziej żółte, jakby od lampy. Od białego światła biło przyjemne ciepło, które sprawiało, że czuła się bezpiecznie. Żółte wysyłało nieprzyjemny chłód, przez który mimowolnie się cofnęła.
Dziewczyna była pewna, że te światła to końce tunelu. Każdy pokazywał inny świat i do niej należał wybór, gdzie chce trafić. Najpierw, jednak, musiała zobaczyć, dokąd, który prowadzi.
Ruszyła w stronę białego światła. Postanowiła, że pierwszy obejrzy ten świat, od którego bije jaśniejsza poświata i cieplejszy wietrzyk. Doszła do samego końca. Było tam tak ciepło, że musiała zdjąć sweter. Spojrzała w dół. Piękny widok.
Zobaczyła duży park. Pomyślała, że podobny jest koło domu Hermiony. Na ławeczkach siedziały matki z ojcami i patrzyły na bawiące się dzieci. Pociechy bawiły się piłkami, jeździły na rolkach, rowerach i deskorolkach oraz grały w różne gry. Na środku parku był duży staw, a przy stawie stał chłopak. Ruda czupryna wyróżniała się w tłumie. Dziewczyna wstrzymała oddech. Fred. Chłopak chyba usłyszał jej myśli, bo odchylił głowę do tyłu i popatrzył w niebo. Normalnie powinien zobaczyć białe chmurki wolno płynące po niebie. Wszyscy to widzieli, jednak on zobaczył coś innego.
Rudowłosy zobaczył czarną plamę wysoko na niebie, a w niej sylwetkę dziewczyny. Uśmiechnął się szeroko i pomachał ręką. Dziwne było to, że ktokolwiek mógł ją zobaczyć, ale nie to było najdziwniejsze.
Nagle chłopak zaczął się unosić w powietrzu i poleciał do czarnej plamy na niebie. Wiedział, dlaczego tak się dzieje, jednak dziewczyna była przerażona. Cofnęła się tak, aby chłopak mógł przed nią stanąć. Chciała go zapyta, jak to możliwe, ale nie mogła nic powiedzieć, zamiast tego przytuliła się do niego. Na twarzy chłopaka widać było zaskoczenie, ale nie odepchnął jej. Otoczył ją ramionami, przytulając policzek do jej włosów. To nadal była jego mała siostrzyczka i stęsknił się za nią. W końcu odsunęła się od niego. Przez jakiś czas wpatrywała się w chłopaka. Tysiące myśli latało po jej głowie, ale żadnej nie była w stanie powiedzieć. Chłopak zauważył jej zakłopotanie i zdziwienie w oczach, bo uśmiechnął się i zaczął.
-Pewnie zastanawiasz się, jak to możliwe, że stoję tu przed tobą.- Fred uśmiechnął się do dziewczyny i ona odwzajemniła uśmiech, jednak nadal nie była w stanie nic powiedzieć, więc tylko kiwnęła głową. Chłopak zaśmiał się mimowolnie.- A więc... Jesteś na granicy dwóch światów. Próbowałaś się zabić, ale znaleźli cię i dzięki temu tu jesteś. Gdyby cię nie znaleźli już dawno byłabyś w tamtym parku.- wskazał miejsce za sobą.- Ale teraz masz wybór. Albo pójdziesz ze mną do Raju, albo wybierzesz drugą drogę.
-A co jest na końcu drugiej drogi?
-Sama zobacz.- Fred uśmiechnął się do dziewczyny, wziął ją za rękę i ruszył w stronę żółtego światła. Szli bardzo długo,a z każdym krokiem było coraz zimniej. W połowie drogi dziewczyna musiała założyć sweter. Kiedy doszli do końca, sweter nie wystarczał i dziewczyna trzęsła się z zimna. Chłopak to zobaczył. Nie wiadomo jak, sprawił, że przed nimi zaczęła unosić się ciepła, puchowa kurtka. Fred podał ją towarzyszce,a ona ją założyła.
-Tobie nie jest zimno?-Fred uśmiechnął się, słysząc to pytanie.
-Nie. Ja nie czuję zimna. Zawsze jest mi ciepło.
-Też bym tak chciała.
-Wątpię.- rudowłosy uśmiechnął się jeszcze szerzej.- Później o tym pogadamy. Spójrz w dół.-pochylił się, a po chwili to samo zrobiła dziewczyna.
Zobaczyli całą białą salę z jednym, jedynym łóżkiem. Szpital. Na łóżku leżała rudowłosa dziewczyna podpięta do różnych urządzeń. Była strasznie blada. Włosy leżały rozsypane na poduszce, ręce były owinięte bandażami. Dziewczyna była nieprzytomna. To ja? Obok łóżka, na krześle siedział czarnowłosy chłopak w okularach i trzymał za rękę nieprzytomną dziewczynę. Widać było, że płakał. Harry. Okularnik spojrzał na dziewczynę.
-Ginny nie rób mi tego. Obudź się, proszę. Nie możesz mnie zostawić. Ja cię kocham, Ginny. Musisz się obudzić. Dla mnie.
Fred odciągnął dziewczynę, żeby nie widziała, co będzie dalej.
-Harry. On mnie kocha.
-Zawsze cię kochał.
-To dlaczego się odciął? Dlaczego nie chciał ze mną rozmawiać? Dlaczego mnie ranił?
-O to musisz go sama zapytać.
-Czyli pora wybrać?
-Tak, ale zanim to zrobisz, chciałbym z tobą porozmawiać.- Fred uśmiechnął się smutno i usiadł na ziemi.- Siadaj.- Ginny przyłączyła się do brata.- Musisz wiedzieć, że wszyscy się o ciebie martwią.
-Jakoś tego nie widzę. Cały czas mnie odsuwają. Jestem dla nich piątym kołem u wozu.
-Nie prawda. Jesteś dla nich bardzo ważna, ale nie możesz tego zobaczyć.
-Dlaczego?
-Dlatego, że żadne czyny nie są w stanie pokazać naszych uczuć.
-Nie wiem, czy chcę tam wracać. Tam gdzie jesteś ty cały czas jest ciepło, nie ma wojen, ani bólu. Wszystko jest takie... Takie dobre.
-To prawda. A nie chcesz może zobaczyć się z Luną? Nie tęsknisz za Hermioną? Nie chciałabyś wziąć ślubu, mieć dzieci?
-Z kim miałabym wziąć ślub?
-Z Harry'm.
-On mnie zranił.- z oczu Ginny zaczęły wypływać słone łzy.- Nie wiem, czy potrafiłabym z nim być.
-Kochasz go?
-Tak, ale czasem miłość nie wystarcza.
Fred odwrócił się twarzą do Ginny i wziął ją za ręce.
-Harry odsunął się od ciebie, bo się bał.- chciała mu przerwać, ale jej nie pozwolił.- Nie pytaj mnie dlaczego. Zapytaj jego. Jeszcze będziesz z nim szczęśliwa, mimo przeszkód.
-Skąd wiesz?
-Powiedzmy, że mam dostęp do przyszłości, ale nie mogę nic więcej powiedzieć.
-Mam tam wrócić?
-To zależy od ciebie.
-A czemu ty nie wróciłeś?
-Nie miałem takiej możliwości. Nie miałem wyboru. Ty, jako jedna z nielicznych, dostałaś drugą szansę. Nie zmarnuj jej.
Ginny spojrzała w stronę Raju, a potem w stronę sali szpitalnej. Patrząc na żółte światło, zatęskniła za przyjaciółmi.
-Wrócę tam.
Fred uśmiechnął się do siostry. Odpowiedziała mu tym samym. Już chciała wstać i odejść, ale Fred ją zatrzymał.
-Poczekaj. Mam do ciebie prośbę.- przed rodzeństwem zmaterializowało się 5 kopert.- Mogłabyś to przekazać?
-A jest to możliwe?
-Nie wiem, ale warto spróbować.
Ginny uśmiechnęła się i pokiwała głową. Przytuliła Freda, wzięła koperty i ruszyła w stronę żółtego światła.
-Powodzenia, będzie ci potrzebne.- ale tego nie mogła już usłyszeć. Skoczyła. Spadała, spadała i spadała. Miała wrażenie, że trwa to całe wieki. Obawiała się upadku. Pewnie jest bardzo bolesny. Spadała i spadała. Nagle wszystko ustało. Nic nie czuła, ale wiedziała, że już nie spada. Oślepiło ją bardzo jaskrawe światło i zemdlała.
_________________
Sorry, że tak długo, ale szkoła.
Dla Izy, za to, że zawsze mnie wspiera i się o mnie martwi.
Uwaga!!!
W tym tygodniu mam wymianę i nie będę mogła pisać. Później muszę latać po lekarzach, bo mam problemy ze zdrowiem, więc nie wiem, kiedy będzie następny rozdział.
Pozdro
Tonksiak :*
która Cię kocha i martwi się o Ciebie,
bo pewnego dnia zrozumiesz,
że straciłeś księżyc podczas łapania gwiazd.
_____________________________-
Ciemność. Wszędzie ciemność. Ani odrobiny światła. Wiedziała jednak, że jest w jakimś tunelu. Nie wiedziała, skąd to wie, ale wiedziała, że to był tunel.
Nagle z dwóch stron wystrzeliło światło. Jedno było okropnie białe. Patrząc w nie musiała mrużyć oczy. Było oślepiające. Drugie było bardziej żółte, jakby od lampy. Od białego światła biło przyjemne ciepło, które sprawiało, że czuła się bezpiecznie. Żółte wysyłało nieprzyjemny chłód, przez który mimowolnie się cofnęła.
Dziewczyna była pewna, że te światła to końce tunelu. Każdy pokazywał inny świat i do niej należał wybór, gdzie chce trafić. Najpierw, jednak, musiała zobaczyć, dokąd, który prowadzi.
Ruszyła w stronę białego światła. Postanowiła, że pierwszy obejrzy ten świat, od którego bije jaśniejsza poświata i cieplejszy wietrzyk. Doszła do samego końca. Było tam tak ciepło, że musiała zdjąć sweter. Spojrzała w dół. Piękny widok.
Zobaczyła duży park. Pomyślała, że podobny jest koło domu Hermiony. Na ławeczkach siedziały matki z ojcami i patrzyły na bawiące się dzieci. Pociechy bawiły się piłkami, jeździły na rolkach, rowerach i deskorolkach oraz grały w różne gry. Na środku parku był duży staw, a przy stawie stał chłopak. Ruda czupryna wyróżniała się w tłumie. Dziewczyna wstrzymała oddech. Fred. Chłopak chyba usłyszał jej myśli, bo odchylił głowę do tyłu i popatrzył w niebo. Normalnie powinien zobaczyć białe chmurki wolno płynące po niebie. Wszyscy to widzieli, jednak on zobaczył coś innego.
Rudowłosy zobaczył czarną plamę wysoko na niebie, a w niej sylwetkę dziewczyny. Uśmiechnął się szeroko i pomachał ręką. Dziwne było to, że ktokolwiek mógł ją zobaczyć, ale nie to było najdziwniejsze.
Nagle chłopak zaczął się unosić w powietrzu i poleciał do czarnej plamy na niebie. Wiedział, dlaczego tak się dzieje, jednak dziewczyna była przerażona. Cofnęła się tak, aby chłopak mógł przed nią stanąć. Chciała go zapyta, jak to możliwe, ale nie mogła nic powiedzieć, zamiast tego przytuliła się do niego. Na twarzy chłopaka widać było zaskoczenie, ale nie odepchnął jej. Otoczył ją ramionami, przytulając policzek do jej włosów. To nadal była jego mała siostrzyczka i stęsknił się za nią. W końcu odsunęła się od niego. Przez jakiś czas wpatrywała się w chłopaka. Tysiące myśli latało po jej głowie, ale żadnej nie była w stanie powiedzieć. Chłopak zauważył jej zakłopotanie i zdziwienie w oczach, bo uśmiechnął się i zaczął.
-Pewnie zastanawiasz się, jak to możliwe, że stoję tu przed tobą.- Fred uśmiechnął się do dziewczyny i ona odwzajemniła uśmiech, jednak nadal nie była w stanie nic powiedzieć, więc tylko kiwnęła głową. Chłopak zaśmiał się mimowolnie.- A więc... Jesteś na granicy dwóch światów. Próbowałaś się zabić, ale znaleźli cię i dzięki temu tu jesteś. Gdyby cię nie znaleźli już dawno byłabyś w tamtym parku.- wskazał miejsce za sobą.- Ale teraz masz wybór. Albo pójdziesz ze mną do Raju, albo wybierzesz drugą drogę.
-A co jest na końcu drugiej drogi?
-Sama zobacz.- Fred uśmiechnął się do dziewczyny, wziął ją za rękę i ruszył w stronę żółtego światła. Szli bardzo długo,a z każdym krokiem było coraz zimniej. W połowie drogi dziewczyna musiała założyć sweter. Kiedy doszli do końca, sweter nie wystarczał i dziewczyna trzęsła się z zimna. Chłopak to zobaczył. Nie wiadomo jak, sprawił, że przed nimi zaczęła unosić się ciepła, puchowa kurtka. Fred podał ją towarzyszce,a ona ją założyła.
-Tobie nie jest zimno?-Fred uśmiechnął się, słysząc to pytanie.
-Nie. Ja nie czuję zimna. Zawsze jest mi ciepło.
-Też bym tak chciała.
-Wątpię.- rudowłosy uśmiechnął się jeszcze szerzej.- Później o tym pogadamy. Spójrz w dół.-pochylił się, a po chwili to samo zrobiła dziewczyna.
Zobaczyli całą białą salę z jednym, jedynym łóżkiem. Szpital. Na łóżku leżała rudowłosa dziewczyna podpięta do różnych urządzeń. Była strasznie blada. Włosy leżały rozsypane na poduszce, ręce były owinięte bandażami. Dziewczyna była nieprzytomna. To ja? Obok łóżka, na krześle siedział czarnowłosy chłopak w okularach i trzymał za rękę nieprzytomną dziewczynę. Widać było, że płakał. Harry. Okularnik spojrzał na dziewczynę.
-Ginny nie rób mi tego. Obudź się, proszę. Nie możesz mnie zostawić. Ja cię kocham, Ginny. Musisz się obudzić. Dla mnie.
Fred odciągnął dziewczynę, żeby nie widziała, co będzie dalej.
-Harry. On mnie kocha.
-Zawsze cię kochał.
-To dlaczego się odciął? Dlaczego nie chciał ze mną rozmawiać? Dlaczego mnie ranił?
-O to musisz go sama zapytać.
-Czyli pora wybrać?
-Tak, ale zanim to zrobisz, chciałbym z tobą porozmawiać.- Fred uśmiechnął się smutno i usiadł na ziemi.- Siadaj.- Ginny przyłączyła się do brata.- Musisz wiedzieć, że wszyscy się o ciebie martwią.
-Jakoś tego nie widzę. Cały czas mnie odsuwają. Jestem dla nich piątym kołem u wozu.
-Nie prawda. Jesteś dla nich bardzo ważna, ale nie możesz tego zobaczyć.
-Dlaczego?
-Dlatego, że żadne czyny nie są w stanie pokazać naszych uczuć.
-Nie wiem, czy chcę tam wracać. Tam gdzie jesteś ty cały czas jest ciepło, nie ma wojen, ani bólu. Wszystko jest takie... Takie dobre.
-To prawda. A nie chcesz może zobaczyć się z Luną? Nie tęsknisz za Hermioną? Nie chciałabyś wziąć ślubu, mieć dzieci?
-Z kim miałabym wziąć ślub?
-Z Harry'm.
-On mnie zranił.- z oczu Ginny zaczęły wypływać słone łzy.- Nie wiem, czy potrafiłabym z nim być.
-Kochasz go?
-Tak, ale czasem miłość nie wystarcza.
Fred odwrócił się twarzą do Ginny i wziął ją za ręce.
-Harry odsunął się od ciebie, bo się bał.- chciała mu przerwać, ale jej nie pozwolił.- Nie pytaj mnie dlaczego. Zapytaj jego. Jeszcze będziesz z nim szczęśliwa, mimo przeszkód.
-Skąd wiesz?
-Powiedzmy, że mam dostęp do przyszłości, ale nie mogę nic więcej powiedzieć.
-Mam tam wrócić?
-To zależy od ciebie.
-A czemu ty nie wróciłeś?
-Nie miałem takiej możliwości. Nie miałem wyboru. Ty, jako jedna z nielicznych, dostałaś drugą szansę. Nie zmarnuj jej.
Ginny spojrzała w stronę Raju, a potem w stronę sali szpitalnej. Patrząc na żółte światło, zatęskniła za przyjaciółmi.
-Wrócę tam.
Fred uśmiechnął się do siostry. Odpowiedziała mu tym samym. Już chciała wstać i odejść, ale Fred ją zatrzymał.
-Poczekaj. Mam do ciebie prośbę.- przed rodzeństwem zmaterializowało się 5 kopert.- Mogłabyś to przekazać?
-A jest to możliwe?
-Nie wiem, ale warto spróbować.
Ginny uśmiechnęła się i pokiwała głową. Przytuliła Freda, wzięła koperty i ruszyła w stronę żółtego światła.
-Powodzenia, będzie ci potrzebne.- ale tego nie mogła już usłyszeć. Skoczyła. Spadała, spadała i spadała. Miała wrażenie, że trwa to całe wieki. Obawiała się upadku. Pewnie jest bardzo bolesny. Spadała i spadała. Nagle wszystko ustało. Nic nie czuła, ale wiedziała, że już nie spada. Oślepiło ją bardzo jaskrawe światło i zemdlała.
_________________
Sorry, że tak długo, ale szkoła.
Dla Izy, za to, że zawsze mnie wspiera i się o mnie martwi.
Uwaga!!!
W tym tygodniu mam wymianę i nie będę mogła pisać. Później muszę latać po lekarzach, bo mam problemy ze zdrowiem, więc nie wiem, kiedy będzie następny rozdział.
Pozdro
Tonksiak :*
czwartek, 13 lutego 2014
20." Wciąż ją kochasz, prawda?"
" Los czasem rozdziela bliskich sobie ludzi,
Żeby uświadomić im,
Ile dla siebie znaczą "
- Paulo Coelho
__________________________
Czasami człowiek ma tak, że czuje, jakby od innych oddzielała go gruba szyba. Wszystko słyszy, ale ma wrażenie, że jest to z bardzo daleka i jest przytłumione. Czuje, jakby otaczający go świat w ogóle nie istniał, a nawet jeśli, to on do niego nie należy. Nie obchodzi go nic. Zatapia się we własnych myślach i marzeniach i nie dopuszcza do nich nikogo. Wie, że powinien się komuś wygadać, ale nie potrafi. Boi się, że ten ktoś go nie zrozumie albo, że słowa nie opiszą tego co czuje. Przez to, ten ktoś może pomyśleć, że dramatyzuje, ale prawda jest taka, że słowa nie oddają istoty sytuacji.
Ginny tak właśnie się czuła. Szła przez Pokój Wspólny Gryffindoru i słyszała, jak ludzie ją wołają, zachęcają do spotkania. Nie zatrzymała się. Nie zwróciła na to uwagi. Chciała być sama, a jedyną możliwością było jej dormitorium. Wiedziała, że o tej porze jej współlokatorki biegają po błoniach. Codziennie to robiły, dla zdrowia.
Ginny zamknęła się w pokoju i rozmyślała. Powiedziała wszystko Hermionie. No, prawie wszystko. Myślała, że przyjaciółka ją zrozumie, że doradzi. Niestety. Stało się to, czego się bała. Jej słowa nie oddały tego co czuła. Nikogo nie winiła. Nie miała na to siły. Miała wszystkiego dość i liczyła na to, że jej "złe dni" szybko się skończą.
***
Hermiona doszła do Pokoju Życzeń. Przeszła trzy razy wokół ściany, powtarzając w myślach, że chce pokój, gdzie nikt im nie przeszkodzi. Pojawiły się drzwi i gryfonka przeszła przez nie.
Pokój zamienił się w piękny, duży salon. Na dwóch przeciwległych ścianach stały regały, po brzegi zawalone książkami. Na przeciwko drzwi stał duży kominek, w którym palił się ogień. Przed kominkiem był mały, brązowy stolik, a w okół niego stała miękka kanapa i dwa fotele do kompletu. Dodatkowo, obok kominka był duży barek, a w nim najrozmaitsze napoje, od zwykłej wody, przez piwo kremowe, aż do Ognistej Whiskey. Oczywiście nie zabrakło smakołyków. Stosy czekoladowych żab, fasolek wszystkich smaków i innych pyszności wysypywały się z szafki. Całość tak ładnie się prezentowała, że aż zapierało dech w piersiach.
Hermiona szybko się otrząsnęła. Pomyślała, że Harry będzie zadowolony z tego miejsca. Ruszyła w stronę regałów, aby znaleźć jakąś książkę, którą mogłaby czytać do przyjścia przyjaciela. Wśród lektur znalazła swoją ulubioną, mugolską książkę "Romeo i Julia". Nawet się nie zastanawiała. Zabrała książkę z półki, wzięła z barku piwo kremowe oraz fasolki wszystkich smaków i zabrała się za czytanie.
Hermiona opróżniała już trzecie pudełko fasolek, gdy usłyszała skrzypnięcie drzwi. Ktoś przyszedł. Do pokoju właśnie wchodził Harry Potter w ubłoconej szacie do Quiditcha. Mionka szybko usiadła na kanapie, na której leżała, a Harry do niej dołączył. Wybraniec oparł łokcie na kolanach, zdjął okulary i przetarł oczy. Na pierwszy rzut oka widać było, że jest zmęczony. Hermiona źle się czuła, że wciąga go w taką rozmowę, ale nie miała wyjścia. Musiała z nim porozmawiać. Dla dobra jego i Ginny.
-Jak trening?
-W porządku. - Mionka zauważyła, że w Harry'm nie było ani krzty entuzjazmu.
-Widziałam cię dzisiaj, jak szedłeś z jakąś krukonką. Kto to jest?
-Nie znam jej.Spotkałem ją przy jeziorze. Płakała i nie miała na sobie kurtki. Dałem jej swoją i odprowadziłem do zamku, ale chyba nie o tym chciałaś rozmawiać.
-Harry, co się dzieje?
-A co ma się dziać?
-Chodzi o Ginny, prawda?
-Skąd wiesz, że chodzi o Ginny?- Harry słysząc imię przyjaciółki od razu się ożywił.
-Daj spokój, nie jestem głupia. - Wybraniec zaśmiał się, a Mionka mówiła dalej. - Pamiętasz, jak w połowie września zasnąłeś przy odrabianiu lekcji? Wtedy mówiłeś jej imię przez sen. Nawiasem mówiąc, masz szczęście, że Ron tego nie słyszał. A poza tym, widzę jak na nią patrzysz. Wciąż ją kochasz, prawda?
Harry kiwnął głową na potwierdzenie. Przez jakiś czas w pokoju trwała cisza. Miona nie chciała napierać na przyjaciela. Wiedziała, że prędzej, czy później powie jej wszystko. I powiedział.
-Kocham ją, ale się boję. Boję się podejść do niej, zagadać. Boję się, że obwinia mnie za śmierć Freda. Boję się, że już mnie nie kocha.- ostatnie zdanie wypowiedział szeptem.- Dziwne, co? Pokonałem Lorda Voldemorta, największego czarnoksiężnika, jaki chodził po tej ziemi, a boję się dziewczyny.
-Powinieneś z nią porozmawiać.
-Hermiona, nie słyszałaś, co przed chwilą powiedziałem? Boję się!
-Nie masz czego.
-Skąd to wiesz?
-To, co teraz powiem, nie powinno trafić do twoich uszu, ale nie mogę patrzeć, jak cierpisz. Ginny powiedziała mi wszystko. Wcale nie wini cię za śmierć Freda. Nigdy tak nie było. Ona cię nadal kocha. Rani ją to, że się do niej nie odzywasz.
-Kocha mnie?- Harry'ego zamurowało.
-Tak, idioto, kocha cię!- Miona nie wytrzymała i zaczęła krzyczeć.- Dotarło do ciebie?! Ginewra Weasley cię kocha! Porozmawiaj z nią.- ostatnie zdanie powiedziała już spokojnie.- Tylko nie mów jej, że ci o tym powiedziałam.
-Jasne, dzięki.
***
Hermiona wracała do Pokoju Wspólnego. Myślała nad rozmową z Harry'm. To wszystko było takie dziwne. Gryfonka przyspieszyła. Była pewna, że Harry pójdzie do Ginny, żeby z nią porozmawiać. Chciała być tam pierwsza i przygotować Rudą na tą rozmowę. Jeśli to w ogóle było możliwe. Była pewna, że ta dwójka będzie ze sobą szczęśliwa.
Chwilę po tym, panna Granger przechodziła przez Pokój Wspólny Gryffindoru.. Ludzie zapraszali ją do siebie, ale ona uparcie szła dalej. Miała swój cel i chciała go osiągnąć. W krótkim czasie doszła do dormitorium Ginny. Stanęła przed drzwiami i wzięła kilka głębszych oddechów, po czym zapukała. Nikt nie odpowiadał. Hermiona zapukała jeszcze raz, ale nadal nic. Cisza, która ją otaczała była przerażająca. Szatynka zaniepokoiła się i bez zaproszenia weszła do pokoju i stanęła w progu. Widok ją po prostu przeraził.
***
Harry jeszcze jakiś czas siedział w Pokoju Przychodź- Wychodź. Myślał o tym, co powiedziała mu Hermiona. Czy to możliwe, że po tym wszystkim, Ginny nadal go kochała? A może Hermiona powiedziała tak, tylko po to, żeby go pocieszyć? Nie, to niemożliwe. Mionka jest jego przyjaciółką i nigdy by go nie okłamała. Zawsze wolała gorzką prawdę od słodkiego kłamstwa. Postanowił, że jeszcze dziś musi porozmawiać z Ginny. Jeśli ona na prawdę go kocha, to on musi o tym wiedzieć. Czym prędzej wyszedł z Pokoju Życzeń i skierował się do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Chwilę później stał pod portretem Grubej Damy. Powiedział hasło i wszedł do środka.
Harry szybko omiótł spojrzeniem całe pomieszczenie, ale nigdzie nie zauważył Ginny. Może przeoczył. Nie, na pewno, nie. Nigdy nie przeoczyłby tej charakterystycznej, rudej główki, którą tak kochał. Na wszelki wypadek jeszcze raz rozejrzał się dookoła, i gdy miał już pewność, że Ginny tam nie ma, ruszył w kierunku schodów do dormitorium dziewczyn. Niestety, nie dane mu było dojść do nich, bo został wciągnięty w tłum przez swojego najlepszego przyjaciela - Rona.
-Siema, Harry. Napij się piwa.- wcisnął mu do ręki butelkę piwa kemowego.
-Nie, dzięki, Ron. Spieszę się.
-Co ty, Harry. Ze mną się nie napijesz?
-Sorry, Ron, ale nie.
-No weź. Jedna butelka.
-Nie mogę, muszę coś załatwić.- oddał butelkę przyjacielowi i odszedł nie zważając na jego krzyki. Szybko dotarł do schodów, a i wspinaczka nie zajęła mu dużo czasu. Stanął przed drzwiami, zapukał i wszedł do pokoju, nie czekając na zaproszenie.
-Ginny, musimy poro... - nie dokończył, bo widok sprawił, że wielka gula stanęła mu w gardle.
Na łóżku leżała nieprzytomna Ginny, a przy niej siedziała zapłakana Hermiona i próbowała ja obudzić, jednak jej się nie udało. Wtedy właśnie zauważyła Harry'ego
-Harry...
-Hermiono, co się stało?- Wybraniec szybko podbiegł do przyjaciółki.
-Harry, nie mogę jej pomóc... To nic nie daje... Nie wiem, co robić.- Hermiona mówiła bez ładu i składu. Harry przytulił przyjaciółkę i zapytał jeszcze raz.
-Ale co jej jest?- Hermiona podniosła kołdrę i Harry mógł zobaczyć pocięte ręce Rudej.- Na Merlina! Powiadomiłaś kogoś?- Hermiona zaprzeczyła ruchem głowy. Wybraniec wyciągnął różdżkę i wyczarował patronusa, którego wysłał do pani Pomfrey z informacją, że Ginny jest ranna.
-Dlaczego to zrobiła?- Harry nie mógł zrozumieć, jak taka silna kobieta, mogła posunąć się do takich czynów.
-Nie wiem, Harry. Znalazłam tą kopertę na jej szafce.- Mionka wyciągnęła niewielką kopertę z torebki. - Jest zaadresowana do ciebie, więc nie otwierałam.- wręczyła kopertę przyjacielowi.
-Dzięki.- Harry od razu rozerwał kopertę i zaczął czytać.
Drogi Harry!
Jeśli czytasz ten list, to znaczy, że nie wytrzymałam, nie miałam siły.
Wiesz, że Cię kocham? Codziennie patrzę, jak rozmawiasz z innymi, jak się śmiejesz. Każdy z tych widoków rozdziera moje serce. To boli. Tak cholernie boli. Próbowałam z tym żyć. Próbowałam to ignorować. Próbowałam... Nie wyszło. Nie potrafię żyć z myślą, że już mnie nie kochasz, że już mnie nie chcesz.
Nie chcę, żebyś się obwiniał. Chcę jedynie, żebyś zrozumiał. Na koniec powiem Ci, że nigdy nie obwiniałam Cię o śmierć Freda.
Przepraszam.
Kocham Cię.
Żegnam, Ginny
PS Proszę jeszcze, żebyś nie mówił Ronowi i Hermionie, dlaczego to zrobiłam. Powiedz im tylko, że ich kocham, i że przepraszam.
Harry'emu popłynęły łzy, które powstrzymywał od wejścia do pokoju. To przez niego i jego głupotę. To przez niego zdecydowała się na taki krok. Dlaczego był takim idiotą? Dlaczego bał się powiedzieć jej, co czuje? Gdyby wcześniej z nią porozmawiał nie doszłoby do tego. Idiota, idiota, idiota.
Hermiona zauważyła ból Harry'ego. Podeszła do przyjaciela i go przytuliła. Rzadko widzi się płaczącego Harry'ego Pottera i nie jest to fajny widok. Miona nienawidziła patrzeć, jak jej przyjaciele są smutni, ale tym razem nic nie mogła zrobić. Sytuacja, w jakiej się znaleźli wywołała ogromny smutek, który ich przytłoczył.. Modlili się, aby pielęgniarka szybko przyszła.
Chwilę po tym, drzwi dormitorium otworzyły się i do pokoju weszła dyrektor McGonagall z madame Pomfrey, a za nimi Ron. Pielęgniarka szybko podeszła do Ginny i zaczęła wykonywać nad nią dziwne ruchy różdżką i szeptać jakieś formułki. Po chwili przerwała i z poważną miną odwróciła się do trójki przyjaciół.
-Niestety nie mogę nic zrobić. Żadne zaklęcia, które opanowałam, nie działają. Muszę przetransportować pannę Weasley do Munga.- pielęgniarka teleportowała się razem z Ginny.
Hermiona ponownie zaczęła płakać i wtuliła się w Rona, który otoczył ją opiekuńczo ramionami, cały czas coś szepcząc. Harry natomiast podszedł do dyrektorki.
-Pani profesor, możemy przenieść się do szpitala?
-Niestety, Potter, to niemożliwe.
-To nasza przyjaciółka! Proszę nam pozwolić.
-No dobrze, ale tylko na chwilę.
***
Trójka przyjaciół siedziała na korytarzu w szpitalu św. Munga i czekała na jakiekolwiek wieści. Wszyscy bali się o przyjaciółkę, jednak to Harry czuł się najgorzej. Obwiniał się. Cały czas myślał, że to przez niego. Gdyby poszedł do niej dzień wcześniej, to w ogóle nie musieliby tu przychodzić.
-Panna Weasley rzuciła jakieś silne zaklęcie i uzdrowiciele nie mogą nic zrobić. - profesor MacGonagall właśnie wyszła z sali.- Muszą wiedzieć, jakie zaklęcie rzuciła Ginny, żeby móc działać. Na razie zatamowali krwawienie, ale rany nie chcą się zasklepiać. Chwilowo dziewczyna jest w śpiączce i nie wiadomo, kiedy z niej wyjdzie. A wy wracajcie do zamku, lekarze powiadomią nas o jakichkolwiek zmianach.
-Pani profesor, czy mógłbym z nią zostać?
-Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł, ale niech będzie, Potter. Ale to tylko ze względu na to, że ocaliłeś świat czarodziejów.
-Dziękuję, pani profesor.
-Harry daj nam znać, jeśli coś się zmieni.
Hermiona szybko przytuliła przyjaciela, tak jak i Ron i razem teleportowali się z powrotem do zamku.
Harry wszedł do sali i załamał się, widząc bladą, nieruchomą postać Ginny. Usiadł na krześle koło jej łózka, oparł łokcie na kolanach i schował twarz w dłonie. Chwilę później z jego oczu wypłynęły łzy. Wiedział, że tej nocy już nie zaśnie.
____________________________
Dla Ali,
za wygłupy, za krążki cebulowe, za to, że przez nią się boję i za najlepszy tekst świata : "Może i jestem głupia, ale nie jestem głupia"
Jakiś czas temu Czytelniczka N. poprosiła mnie o narysowanie Draco. Chcecie, żebym go narysowała?
Zawiodłam się na was. Myślałam, że ktoś będzie komentował, a tu nic. Przykro mi, no ale.
Mam już napisany kolejny rozdział, muszę go tylko przepisać.
Pozdrawiam, Tonksiak:*
Żeby uświadomić im,
Ile dla siebie znaczą "
- Paulo Coelho
__________________________
Czasami człowiek ma tak, że czuje, jakby od innych oddzielała go gruba szyba. Wszystko słyszy, ale ma wrażenie, że jest to z bardzo daleka i jest przytłumione. Czuje, jakby otaczający go świat w ogóle nie istniał, a nawet jeśli, to on do niego nie należy. Nie obchodzi go nic. Zatapia się we własnych myślach i marzeniach i nie dopuszcza do nich nikogo. Wie, że powinien się komuś wygadać, ale nie potrafi. Boi się, że ten ktoś go nie zrozumie albo, że słowa nie opiszą tego co czuje. Przez to, ten ktoś może pomyśleć, że dramatyzuje, ale prawda jest taka, że słowa nie oddają istoty sytuacji.
Ginny tak właśnie się czuła. Szła przez Pokój Wspólny Gryffindoru i słyszała, jak ludzie ją wołają, zachęcają do spotkania. Nie zatrzymała się. Nie zwróciła na to uwagi. Chciała być sama, a jedyną możliwością było jej dormitorium. Wiedziała, że o tej porze jej współlokatorki biegają po błoniach. Codziennie to robiły, dla zdrowia.
Ginny zamknęła się w pokoju i rozmyślała. Powiedziała wszystko Hermionie. No, prawie wszystko. Myślała, że przyjaciółka ją zrozumie, że doradzi. Niestety. Stało się to, czego się bała. Jej słowa nie oddały tego co czuła. Nikogo nie winiła. Nie miała na to siły. Miała wszystkiego dość i liczyła na to, że jej "złe dni" szybko się skończą.
***
Hermiona doszła do Pokoju Życzeń. Przeszła trzy razy wokół ściany, powtarzając w myślach, że chce pokój, gdzie nikt im nie przeszkodzi. Pojawiły się drzwi i gryfonka przeszła przez nie.
Pokój zamienił się w piękny, duży salon. Na dwóch przeciwległych ścianach stały regały, po brzegi zawalone książkami. Na przeciwko drzwi stał duży kominek, w którym palił się ogień. Przed kominkiem był mały, brązowy stolik, a w okół niego stała miękka kanapa i dwa fotele do kompletu. Dodatkowo, obok kominka był duży barek, a w nim najrozmaitsze napoje, od zwykłej wody, przez piwo kremowe, aż do Ognistej Whiskey. Oczywiście nie zabrakło smakołyków. Stosy czekoladowych żab, fasolek wszystkich smaków i innych pyszności wysypywały się z szafki. Całość tak ładnie się prezentowała, że aż zapierało dech w piersiach.
Hermiona szybko się otrząsnęła. Pomyślała, że Harry będzie zadowolony z tego miejsca. Ruszyła w stronę regałów, aby znaleźć jakąś książkę, którą mogłaby czytać do przyjścia przyjaciela. Wśród lektur znalazła swoją ulubioną, mugolską książkę "Romeo i Julia". Nawet się nie zastanawiała. Zabrała książkę z półki, wzięła z barku piwo kremowe oraz fasolki wszystkich smaków i zabrała się za czytanie.
Hermiona opróżniała już trzecie pudełko fasolek, gdy usłyszała skrzypnięcie drzwi. Ktoś przyszedł. Do pokoju właśnie wchodził Harry Potter w ubłoconej szacie do Quiditcha. Mionka szybko usiadła na kanapie, na której leżała, a Harry do niej dołączył. Wybraniec oparł łokcie na kolanach, zdjął okulary i przetarł oczy. Na pierwszy rzut oka widać było, że jest zmęczony. Hermiona źle się czuła, że wciąga go w taką rozmowę, ale nie miała wyjścia. Musiała z nim porozmawiać. Dla dobra jego i Ginny.
-Jak trening?
-W porządku. - Mionka zauważyła, że w Harry'm nie było ani krzty entuzjazmu.
-Widziałam cię dzisiaj, jak szedłeś z jakąś krukonką. Kto to jest?
-Nie znam jej.Spotkałem ją przy jeziorze. Płakała i nie miała na sobie kurtki. Dałem jej swoją i odprowadziłem do zamku, ale chyba nie o tym chciałaś rozmawiać.
-Harry, co się dzieje?
-A co ma się dziać?
-Chodzi o Ginny, prawda?
-Skąd wiesz, że chodzi o Ginny?- Harry słysząc imię przyjaciółki od razu się ożywił.
-Daj spokój, nie jestem głupia. - Wybraniec zaśmiał się, a Mionka mówiła dalej. - Pamiętasz, jak w połowie września zasnąłeś przy odrabianiu lekcji? Wtedy mówiłeś jej imię przez sen. Nawiasem mówiąc, masz szczęście, że Ron tego nie słyszał. A poza tym, widzę jak na nią patrzysz. Wciąż ją kochasz, prawda?
Harry kiwnął głową na potwierdzenie. Przez jakiś czas w pokoju trwała cisza. Miona nie chciała napierać na przyjaciela. Wiedziała, że prędzej, czy później powie jej wszystko. I powiedział.
-Kocham ją, ale się boję. Boję się podejść do niej, zagadać. Boję się, że obwinia mnie za śmierć Freda. Boję się, że już mnie nie kocha.- ostatnie zdanie wypowiedział szeptem.- Dziwne, co? Pokonałem Lorda Voldemorta, największego czarnoksiężnika, jaki chodził po tej ziemi, a boję się dziewczyny.
-Powinieneś z nią porozmawiać.
-Hermiona, nie słyszałaś, co przed chwilą powiedziałem? Boję się!
-Nie masz czego.
-Skąd to wiesz?
-To, co teraz powiem, nie powinno trafić do twoich uszu, ale nie mogę patrzeć, jak cierpisz. Ginny powiedziała mi wszystko. Wcale nie wini cię za śmierć Freda. Nigdy tak nie było. Ona cię nadal kocha. Rani ją to, że się do niej nie odzywasz.
-Kocha mnie?- Harry'ego zamurowało.
-Tak, idioto, kocha cię!- Miona nie wytrzymała i zaczęła krzyczeć.- Dotarło do ciebie?! Ginewra Weasley cię kocha! Porozmawiaj z nią.- ostatnie zdanie powiedziała już spokojnie.- Tylko nie mów jej, że ci o tym powiedziałam.
-Jasne, dzięki.
***
Hermiona wracała do Pokoju Wspólnego. Myślała nad rozmową z Harry'm. To wszystko było takie dziwne. Gryfonka przyspieszyła. Była pewna, że Harry pójdzie do Ginny, żeby z nią porozmawiać. Chciała być tam pierwsza i przygotować Rudą na tą rozmowę. Jeśli to w ogóle było możliwe. Była pewna, że ta dwójka będzie ze sobą szczęśliwa.
Chwilę po tym, panna Granger przechodziła przez Pokój Wspólny Gryffindoru.. Ludzie zapraszali ją do siebie, ale ona uparcie szła dalej. Miała swój cel i chciała go osiągnąć. W krótkim czasie doszła do dormitorium Ginny. Stanęła przed drzwiami i wzięła kilka głębszych oddechów, po czym zapukała. Nikt nie odpowiadał. Hermiona zapukała jeszcze raz, ale nadal nic. Cisza, która ją otaczała była przerażająca. Szatynka zaniepokoiła się i bez zaproszenia weszła do pokoju i stanęła w progu. Widok ją po prostu przeraził.
***
Harry jeszcze jakiś czas siedział w Pokoju Przychodź- Wychodź. Myślał o tym, co powiedziała mu Hermiona. Czy to możliwe, że po tym wszystkim, Ginny nadal go kochała? A może Hermiona powiedziała tak, tylko po to, żeby go pocieszyć? Nie, to niemożliwe. Mionka jest jego przyjaciółką i nigdy by go nie okłamała. Zawsze wolała gorzką prawdę od słodkiego kłamstwa. Postanowił, że jeszcze dziś musi porozmawiać z Ginny. Jeśli ona na prawdę go kocha, to on musi o tym wiedzieć. Czym prędzej wyszedł z Pokoju Życzeń i skierował się do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Chwilę później stał pod portretem Grubej Damy. Powiedział hasło i wszedł do środka.
Harry szybko omiótł spojrzeniem całe pomieszczenie, ale nigdzie nie zauważył Ginny. Może przeoczył. Nie, na pewno, nie. Nigdy nie przeoczyłby tej charakterystycznej, rudej główki, którą tak kochał. Na wszelki wypadek jeszcze raz rozejrzał się dookoła, i gdy miał już pewność, że Ginny tam nie ma, ruszył w kierunku schodów do dormitorium dziewczyn. Niestety, nie dane mu było dojść do nich, bo został wciągnięty w tłum przez swojego najlepszego przyjaciela - Rona.
-Siema, Harry. Napij się piwa.- wcisnął mu do ręki butelkę piwa kemowego.
-Nie, dzięki, Ron. Spieszę się.
-Co ty, Harry. Ze mną się nie napijesz?
-Sorry, Ron, ale nie.
-No weź. Jedna butelka.
-Nie mogę, muszę coś załatwić.- oddał butelkę przyjacielowi i odszedł nie zważając na jego krzyki. Szybko dotarł do schodów, a i wspinaczka nie zajęła mu dużo czasu. Stanął przed drzwiami, zapukał i wszedł do pokoju, nie czekając na zaproszenie.
-Ginny, musimy poro... - nie dokończył, bo widok sprawił, że wielka gula stanęła mu w gardle.
Na łóżku leżała nieprzytomna Ginny, a przy niej siedziała zapłakana Hermiona i próbowała ja obudzić, jednak jej się nie udało. Wtedy właśnie zauważyła Harry'ego
-Harry...
-Hermiono, co się stało?- Wybraniec szybko podbiegł do przyjaciółki.
-Harry, nie mogę jej pomóc... To nic nie daje... Nie wiem, co robić.- Hermiona mówiła bez ładu i składu. Harry przytulił przyjaciółkę i zapytał jeszcze raz.
-Ale co jej jest?- Hermiona podniosła kołdrę i Harry mógł zobaczyć pocięte ręce Rudej.- Na Merlina! Powiadomiłaś kogoś?- Hermiona zaprzeczyła ruchem głowy. Wybraniec wyciągnął różdżkę i wyczarował patronusa, którego wysłał do pani Pomfrey z informacją, że Ginny jest ranna.
-Dlaczego to zrobiła?- Harry nie mógł zrozumieć, jak taka silna kobieta, mogła posunąć się do takich czynów.
-Nie wiem, Harry. Znalazłam tą kopertę na jej szafce.- Mionka wyciągnęła niewielką kopertę z torebki. - Jest zaadresowana do ciebie, więc nie otwierałam.- wręczyła kopertę przyjacielowi.
-Dzięki.- Harry od razu rozerwał kopertę i zaczął czytać.
Drogi Harry!
Jeśli czytasz ten list, to znaczy, że nie wytrzymałam, nie miałam siły.
Wiesz, że Cię kocham? Codziennie patrzę, jak rozmawiasz z innymi, jak się śmiejesz. Każdy z tych widoków rozdziera moje serce. To boli. Tak cholernie boli. Próbowałam z tym żyć. Próbowałam to ignorować. Próbowałam... Nie wyszło. Nie potrafię żyć z myślą, że już mnie nie kochasz, że już mnie nie chcesz.
Nie chcę, żebyś się obwiniał. Chcę jedynie, żebyś zrozumiał. Na koniec powiem Ci, że nigdy nie obwiniałam Cię o śmierć Freda.
Przepraszam.
Kocham Cię.
Żegnam, Ginny
PS Proszę jeszcze, żebyś nie mówił Ronowi i Hermionie, dlaczego to zrobiłam. Powiedz im tylko, że ich kocham, i że przepraszam.
Harry'emu popłynęły łzy, które powstrzymywał od wejścia do pokoju. To przez niego i jego głupotę. To przez niego zdecydowała się na taki krok. Dlaczego był takim idiotą? Dlaczego bał się powiedzieć jej, co czuje? Gdyby wcześniej z nią porozmawiał nie doszłoby do tego. Idiota, idiota, idiota.
Hermiona zauważyła ból Harry'ego. Podeszła do przyjaciela i go przytuliła. Rzadko widzi się płaczącego Harry'ego Pottera i nie jest to fajny widok. Miona nienawidziła patrzeć, jak jej przyjaciele są smutni, ale tym razem nic nie mogła zrobić. Sytuacja, w jakiej się znaleźli wywołała ogromny smutek, który ich przytłoczył.. Modlili się, aby pielęgniarka szybko przyszła.
Chwilę po tym, drzwi dormitorium otworzyły się i do pokoju weszła dyrektor McGonagall z madame Pomfrey, a za nimi Ron. Pielęgniarka szybko podeszła do Ginny i zaczęła wykonywać nad nią dziwne ruchy różdżką i szeptać jakieś formułki. Po chwili przerwała i z poważną miną odwróciła się do trójki przyjaciół.
-Niestety nie mogę nic zrobić. Żadne zaklęcia, które opanowałam, nie działają. Muszę przetransportować pannę Weasley do Munga.- pielęgniarka teleportowała się razem z Ginny.
Hermiona ponownie zaczęła płakać i wtuliła się w Rona, który otoczył ją opiekuńczo ramionami, cały czas coś szepcząc. Harry natomiast podszedł do dyrektorki.
-Pani profesor, możemy przenieść się do szpitala?
-Niestety, Potter, to niemożliwe.
-To nasza przyjaciółka! Proszę nam pozwolić.
-No dobrze, ale tylko na chwilę.
***
Trójka przyjaciół siedziała na korytarzu w szpitalu św. Munga i czekała na jakiekolwiek wieści. Wszyscy bali się o przyjaciółkę, jednak to Harry czuł się najgorzej. Obwiniał się. Cały czas myślał, że to przez niego. Gdyby poszedł do niej dzień wcześniej, to w ogóle nie musieliby tu przychodzić.
-Panna Weasley rzuciła jakieś silne zaklęcie i uzdrowiciele nie mogą nic zrobić. - profesor MacGonagall właśnie wyszła z sali.- Muszą wiedzieć, jakie zaklęcie rzuciła Ginny, żeby móc działać. Na razie zatamowali krwawienie, ale rany nie chcą się zasklepiać. Chwilowo dziewczyna jest w śpiączce i nie wiadomo, kiedy z niej wyjdzie. A wy wracajcie do zamku, lekarze powiadomią nas o jakichkolwiek zmianach.
-Pani profesor, czy mógłbym z nią zostać?
-Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł, ale niech będzie, Potter. Ale to tylko ze względu na to, że ocaliłeś świat czarodziejów.
-Dziękuję, pani profesor.
-Harry daj nam znać, jeśli coś się zmieni.
Hermiona szybko przytuliła przyjaciela, tak jak i Ron i razem teleportowali się z powrotem do zamku.
Harry wszedł do sali i załamał się, widząc bladą, nieruchomą postać Ginny. Usiadł na krześle koło jej łózka, oparł łokcie na kolanach i schował twarz w dłonie. Chwilę później z jego oczu wypłynęły łzy. Wiedział, że tej nocy już nie zaśnie.
____________________________
Dla Ali,
za wygłupy, za krążki cebulowe, za to, że przez nią się boję i za najlepszy tekst świata : "Może i jestem głupia, ale nie jestem głupia"
Jakiś czas temu Czytelniczka N. poprosiła mnie o narysowanie Draco. Chcecie, żebym go narysowała?
Zawiodłam się na was. Myślałam, że ktoś będzie komentował, a tu nic. Przykro mi, no ale.
Mam już napisany kolejny rozdział, muszę go tylko przepisać.
Pozdrawiam, Tonksiak:*
czwartek, 23 stycznia 2014
19. ,, A więc znowu Harry."
,,Los czasem rozdziela bliskich sobie ludzi,
Żeby uświadomić im,
Ile dla siebie znaczą. "
- Paulo Coelho
***
Na biurku nauczyciela, tyłem do drzwi, siedziała jakaś ślizgonka z odpiętą do połowy szatą. Przed nią, na krześle siedział... Brung. Para całowała się namiętnie i nie zauważyła wtargnięcia uczennic. Hermiona zrozumiała, dlaczego drzwi były zamknięte. Odzyskawszy władzę nad ciałem, wycofała się z klasy, ciągnąc za sobą Gnny.
Gdy tylko znalazły się na korytarzu, zawładnął nimi szaleńczy śmiech. No bo, taka para w pustej klasie, to dość nietypowy widok i do tego bardzo śmieszny. Cały czas się śmiejąc, doszły do następnej klasy, która (na szczęście) była pusta. Hermiona podziękowała w myślach Merliowi za to, że nie musiała oglądać następnej pary zakochanych, po czym wciągnęła Ginny i posadziła ją na krześle. Sama klęknęła przed rudowłosą i czekała aż zacznie mówić, jednak Ruda nie paliła się do tego i Hermiona musiała przejąć inicjatywę.
- Powiesz mi w końcu, czemu płakałaś?- gdy tylko padły te słowa z oczu Ginewry wypłynęły nowe łzy i nie pozwalały jej nic powiedzieć.
-Bo ch-chodzi o-o to-o, że... - i jeszcze więcej łez wypłynęło spod, już i tak mokrych, powiek.
-Spokojnie, Ginny. Uspokój się, ja poczekam. Jak będziesz gotowa, to zaczniesz.
Dużo czasu minęło zanim Ginny opanowała płacz na tyle, aby móc rozmawiać, jednak Hermiona była cierpliwa.
-Hermiono, ja już nie daję rady. Ja go kocham, a on mnie nie zauważa.
-A więc znowu Harry.
-Tak. Dodatkowo, dzisiaj widziałam go, jak szedł po błoniach z jakąś krukonką. Ona miała na sobie jego kurtkę!- nowe łzy nie były dla Hermiony zaskoczeniem.
-Oj, Ginny. Nawet nie wiem, co mogłabym powiedzieć. Strasznie mi ciebie żal. Cały czas płaczesz przez Harry'ego. Nie jestem nawet pewna, czy moja rozmowa z nim coś da.
-Zaraz, zaraz. Twoja rozmowa z nim? Będziesz z nim o mnie rozmawiać?
-Nie, będę z nim rozmawiać o nim, Ginny. Znam go, jak nikt inny. Widzę, jak się męczy. Coś go gnębi. Na razie nie wiem, co, ale dzisiaj się dowiem.
-Okej, ja pójdę już do siebie. Muszę pomyśleć.
Wyszły z klasy i każda poszła w inna stronę. Ginny w kierunku wierzy Gryffindoru, a Hermiona- do Pokoju Życzeń.
***
W tym samym czasie, pewien dobrze wam znany blondyn szukał Mionki po całym zamku i nie mógł znaleźć. Kiedy już miał zrezygnować, za rogiem usłyszał kobiece śmiechy. Przyspieszył kroku, chcąc zobaczyć, kto to jest.
Draco zobaczył, jak z jednej z klas wychodzą dwie dziewczyny. Od razu rozpoznał w nich szukanę przez niego Hermionę i rudą Weasley. Dziewczyny tak się śmiały, że ledwo szły. Blondyn chciał podejść i porozmawiać z brązowooką, ale zrezygnował, gdy zobaczył, że Ginny ma napuchnięte od płaczu oczy. Mimo napadu śmiechu było to bardzo widoczne. Ślizgon przez całe życie żył w tyranii, ale miał uczucia. Wiedział, że w tej chwili Ruda bardzo potrzebuje przyjaciółki i nie zamierzał odciągać od niej Hermiony. Zamiast tego postanowił sprawdzić, co je tak rozśmieszyło.
Gdy tylko dziewczyny zniknęły za zakrętem, Draco podszedł do drzwi z zamiarem wejścia do klasy, ale w ostatniej chwili się zatrzymał. Nie wiedział, czy powinien tam wchodzić. A co, jeśli ktoś chciał zrobić kawał i zastawił jakąś pułapkę? Wątpił, żeby zrobiły to spotkane gryfonki, ale pułapka i tak mogła tam być. Zaraz, zaraz. Nad czym on się zastanawiał? Gdyby tam rzeczywiście była pułapka, to dziewczyny nie śmiałyby się. Byłyby wściekłe. Nie myśląc dłużej, wszedł, nie, sorki, wparował do klasy. Widok, który zobaczył zupełnie go zaskoczył.
W sali nadal była jedna z uczennic oraz nauczyciel od OPCM, jednak trochę się zmieniło. Tym razem dziewczyna była w samym staniku i siedziała na kolanach mężczyzny. Ten zaś, nie miał na sobie koszuli. Ich usta nadal były splecione w namiętnym pocałunku.
Draco wyrwał się z zamyśleń. Splótł ręce na klatce piersiowej i oparł się o framugę drzwi,a na jego twarz wpełzł wredny uśmieszek.
- No, no ,Dafne. Nie wiedziałem, że gustujesz w starszych, umówiłbym cię z moim ojcem. Chętnie przyjmował młode dziewczyny.
Dafne była młodszą siostrą Astorii Greengrass. Astoria, razem z rodzicami, była oddana Czarnemu Panu, jednak Dafne tego nie chciała. Nie zależało jej na czystości krwi. Ne lubiła zabijać lub torturować i nigdy tego nie robiła. Na szczęście, rodzice pozwolili jej skończyć szkołę, zanim wstąpi w szeregi Lorda Voldemorta, dzięki czemu, całkowicie tego uniknęła. W II Bitwie o Hogwart stanęła po stronie Harry'ego Pottera, którego zawsze lubiła, i pomogła odeprzeć atak Śmierciożerców. Niestety, poprzez nazwisko stanęła przed sądem, jednak Złota Trójca wiedziała, że Dafne nie jest taka, jak reszta rodziny i wstawiła się za nią. Później Dafne postanowiła wrócić do szkoły i normalnie ja ukończyć.
Młoda Greengrass szybko zeskoczyła z kolan kochanka i zasłoniła się bluzką, a kochany profesorek siedział wyluzowany.
-Draco- Dafne spojrzała speszona na kolegę. Za chwilę, jednak, jej wyraz twarzy zamienił się na błagalny.- Proszę cię, nie mówi nikomu.
-Nie zamierzam, ale radzę wybierać bardziej ustronne miejsca. Narazka.- po tych słowach wyszedł, a para wróciła do przerwanej czynności.
________________________________
Dla Izy, za to, że po prostu jest.
Żeby uświadomić im,
Ile dla siebie znaczą. "
- Paulo Coelho
***
Na biurku nauczyciela, tyłem do drzwi, siedziała jakaś ślizgonka z odpiętą do połowy szatą. Przed nią, na krześle siedział... Brung. Para całowała się namiętnie i nie zauważyła wtargnięcia uczennic. Hermiona zrozumiała, dlaczego drzwi były zamknięte. Odzyskawszy władzę nad ciałem, wycofała się z klasy, ciągnąc za sobą Gnny.
Gdy tylko znalazły się na korytarzu, zawładnął nimi szaleńczy śmiech. No bo, taka para w pustej klasie, to dość nietypowy widok i do tego bardzo śmieszny. Cały czas się śmiejąc, doszły do następnej klasy, która (na szczęście) była pusta. Hermiona podziękowała w myślach Merliowi za to, że nie musiała oglądać następnej pary zakochanych, po czym wciągnęła Ginny i posadziła ją na krześle. Sama klęknęła przed rudowłosą i czekała aż zacznie mówić, jednak Ruda nie paliła się do tego i Hermiona musiała przejąć inicjatywę.
- Powiesz mi w końcu, czemu płakałaś?- gdy tylko padły te słowa z oczu Ginewry wypłynęły nowe łzy i nie pozwalały jej nic powiedzieć.
-Bo ch-chodzi o-o to-o, że... - i jeszcze więcej łez wypłynęło spod, już i tak mokrych, powiek.
-Spokojnie, Ginny. Uspokój się, ja poczekam. Jak będziesz gotowa, to zaczniesz.
Dużo czasu minęło zanim Ginny opanowała płacz na tyle, aby móc rozmawiać, jednak Hermiona była cierpliwa.
-Hermiono, ja już nie daję rady. Ja go kocham, a on mnie nie zauważa.
-A więc znowu Harry.
-Tak. Dodatkowo, dzisiaj widziałam go, jak szedł po błoniach z jakąś krukonką. Ona miała na sobie jego kurtkę!- nowe łzy nie były dla Hermiony zaskoczeniem.
-Oj, Ginny. Nawet nie wiem, co mogłabym powiedzieć. Strasznie mi ciebie żal. Cały czas płaczesz przez Harry'ego. Nie jestem nawet pewna, czy moja rozmowa z nim coś da.
-Zaraz, zaraz. Twoja rozmowa z nim? Będziesz z nim o mnie rozmawiać?
-Nie, będę z nim rozmawiać o nim, Ginny. Znam go, jak nikt inny. Widzę, jak się męczy. Coś go gnębi. Na razie nie wiem, co, ale dzisiaj się dowiem.
-Okej, ja pójdę już do siebie. Muszę pomyśleć.
Wyszły z klasy i każda poszła w inna stronę. Ginny w kierunku wierzy Gryffindoru, a Hermiona- do Pokoju Życzeń.
***
W tym samym czasie, pewien dobrze wam znany blondyn szukał Mionki po całym zamku i nie mógł znaleźć. Kiedy już miał zrezygnować, za rogiem usłyszał kobiece śmiechy. Przyspieszył kroku, chcąc zobaczyć, kto to jest.
Draco zobaczył, jak z jednej z klas wychodzą dwie dziewczyny. Od razu rozpoznał w nich szukanę przez niego Hermionę i rudą Weasley. Dziewczyny tak się śmiały, że ledwo szły. Blondyn chciał podejść i porozmawiać z brązowooką, ale zrezygnował, gdy zobaczył, że Ginny ma napuchnięte od płaczu oczy. Mimo napadu śmiechu było to bardzo widoczne. Ślizgon przez całe życie żył w tyranii, ale miał uczucia. Wiedział, że w tej chwili Ruda bardzo potrzebuje przyjaciółki i nie zamierzał odciągać od niej Hermiony. Zamiast tego postanowił sprawdzić, co je tak rozśmieszyło.
Gdy tylko dziewczyny zniknęły za zakrętem, Draco podszedł do drzwi z zamiarem wejścia do klasy, ale w ostatniej chwili się zatrzymał. Nie wiedział, czy powinien tam wchodzić. A co, jeśli ktoś chciał zrobić kawał i zastawił jakąś pułapkę? Wątpił, żeby zrobiły to spotkane gryfonki, ale pułapka i tak mogła tam być. Zaraz, zaraz. Nad czym on się zastanawiał? Gdyby tam rzeczywiście była pułapka, to dziewczyny nie śmiałyby się. Byłyby wściekłe. Nie myśląc dłużej, wszedł, nie, sorki, wparował do klasy. Widok, który zobaczył zupełnie go zaskoczył.
W sali nadal była jedna z uczennic oraz nauczyciel od OPCM, jednak trochę się zmieniło. Tym razem dziewczyna była w samym staniku i siedziała na kolanach mężczyzny. Ten zaś, nie miał na sobie koszuli. Ich usta nadal były splecione w namiętnym pocałunku.
Draco wyrwał się z zamyśleń. Splótł ręce na klatce piersiowej i oparł się o framugę drzwi,a na jego twarz wpełzł wredny uśmieszek.
- No, no ,Dafne. Nie wiedziałem, że gustujesz w starszych, umówiłbym cię z moim ojcem. Chętnie przyjmował młode dziewczyny.
Dafne była młodszą siostrą Astorii Greengrass. Astoria, razem z rodzicami, była oddana Czarnemu Panu, jednak Dafne tego nie chciała. Nie zależało jej na czystości krwi. Ne lubiła zabijać lub torturować i nigdy tego nie robiła. Na szczęście, rodzice pozwolili jej skończyć szkołę, zanim wstąpi w szeregi Lorda Voldemorta, dzięki czemu, całkowicie tego uniknęła. W II Bitwie o Hogwart stanęła po stronie Harry'ego Pottera, którego zawsze lubiła, i pomogła odeprzeć atak Śmierciożerców. Niestety, poprzez nazwisko stanęła przed sądem, jednak Złota Trójca wiedziała, że Dafne nie jest taka, jak reszta rodziny i wstawiła się za nią. Później Dafne postanowiła wrócić do szkoły i normalnie ja ukończyć.
Młoda Greengrass szybko zeskoczyła z kolan kochanka i zasłoniła się bluzką, a kochany profesorek siedział wyluzowany.
-Draco- Dafne spojrzała speszona na kolegę. Za chwilę, jednak, jej wyraz twarzy zamienił się na błagalny.- Proszę cię, nie mówi nikomu.
-Nie zamierzam, ale radzę wybierać bardziej ustronne miejsca. Narazka.- po tych słowach wyszedł, a para wróciła do przerwanej czynności.
________________________________
Dla Izy, za to, że po prostu jest.
czwartek, 2 stycznia 2014
rozdział 18. ,, Nawet Harry?- Tak"
,,Gdziekolwiek się znajdujesz, Twój świat tworzą Twoi przyjaciele"
- William James
________________________________________
Lekcje minęły uczniom bardzo szybko. Hermiona nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Miała jeszcze parę godzin do spotkania z Harry'm. Postanowiła sprawdzić, czy w mieszkaniu nie ma przypadkiem Malfoy'a. Chciał o czymś z nią porozmawiać i to był odpowiedni moment dla Gryfonki. Weszła do salonu i rozejrzała się dookoła. Nikogo nie było. Wspięła się po schodach, myśląc, że może jest w swoim pokoju. Ale nie. Jak na złość nigdzie nie mogła go znaleźć.
Miona wróciła do salonu i usiadła na podłodze przed kominkiem. Wyjęła książki z torby i wzięła się za odrabianie lekcji. Jeśli mam czekać, to równie dobrze mogę się pouczyć- pomyślała.
Nauka zawsze była dla Hermiony azylem. Odrabiała lekcje, bo to lubiła, a nie dlatego, że musiała. Dzięki temu się uspokajała. Potrafiła zapomnieć o problemach, gdy czytała. Jeszcze za czasów Voldemorta odstresowywała się w ten sposób. Strach przed nim i troskę o najbliższych odkładała na bok i zajmowała się książkami.
Lekcje były już odrobione, wszystkie formułki wyuczone, a tematy, które miały być na przyszłych lekcjach, były przeczytane. Hermiona spojrzała na zegarek. Harry miał być na treningu jeszcze ponad dwie godziny. Gryfonka nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Do spotkania z Potterem miała jeszcze dużo czasu. Malfoy nadal nie zjawił się w mieszkaniu. Swoją drogą, trochę ją to dziwiło. Skoro ta rozmowa była dla niego taka ważna, to powinien czekać na nią po lekcjach właśnie w ich wspólnym mieszkaniu. No chyba, że akurat w tym czasie czekał pod portretem Grubej Damy, aż wyjdzie z Pokoju Wspólnego Gryffindoru.
Hermiona nie zadręczała się dłużej rozmyślaniem, gdzie może być blondyn. Wzięła z półki pierwszą lepszą książkę i zagłębiła się w lekturze. Nie minęło pięć minut, a drzwi mieszkania otworzyły się, a do salonu wszedł Draco Malfoy w towarzystwie Blaise'a Zabini'ego i Pansy Parkinson. Miona spostrzegła, że wszyscy mają butelki Ognistej Whiskey, które wystawały z toreb. Stwierdziła, że nie będzie rozmawiała z pijanym blondynem, więc stanęła ślizgonom na drodze.
- Cześć, wam!- rzuciła radośnie. - Widzę, że szykuje się niezła imprezka.- wskazała na butelki w ich torbach. Widząc, że nikogo nie rozbawiła ta uwaga, przeszła od razu do sedna. - Malfoy, chciałeś ze mną porozmawiać.
-A, tak. Idźcie do mojego pokoju, zaraz do was dojdę.- zwrócił się do towarzyszy.
Draco usiadł na kanapie i czekał, aż Hermiona do niego dołączy.
-To o co chodzi?- Mionka od razu przeszła do sedna sprawy.
-Chodzi o ustalenie osób, które mogą tu wchodzić.
-Ale to chyba można ustalić oddzielnie.
-Tak, ale nie chciałbym, aby ktoś, kogo nienawidzę, mógł wchodzić tu kiedy chce.
-Na przykład?
-Na przykład ten rudzielec Weasley.
-Czyli, że dajesz mi do zrozumienia, że może to być każda osoba oprócz tej?
-Tak.
-Nawet Harry?
-Tak
-Wiesz, na początku myślałam, że to będzie Ginny, ale jeśli nie chcesz, to wybiorę Rona. - Hermiona szybko podeszła do drzwi i wypowiedziała odpowiednią formułkę.
-Ale mi właśnie chodziło o Rona!- krzyknął Malfoy, gdy tylko Hermiona ponownie usiadła na kanapie.
-Oj, mogłeś lepiej to sprecyzować, teraz jest już za późno.
-Dobra! To ja biorę Pansy.
-Fajnie, Pansy jest fajna.
-Przecież ty jej nienawidzisz!- Draco zbiła z tropu wypowiedź szatynki.
-Nienawidziłam. Po bitwie zauważyłam, że jest całkiem fajna i ma niezły styl.
-Eh, ta rozmowa do niczego nie prowadzi. Cześć!
-Miłej zabawy!- i już go nie było,a Hermiona znowu nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Pokój Życzeń wydawał jej się najlepszym rozwiązaniem. Nie zastanawiając się dłużej, wyszła z salonu.
Hermiona szybo przemierzała korytarze, chcąc jak najprędzej dotrzeć do celu. Niestety, jej plany spęłzły na niczym, ponieważ po drodze spotkała Ginny. Dziewczyna miała napuchnięte od płaczu oczy. Gryfonka nie mogła zostawić tak przyjaciółki, więc wzięła ją za rękę i poprowadziła do najbliższej klasy. Dochodziła godzina siedemnasta, więc wszystkie klasy były puste.
Doszły do sali do transmutacji. Hermiona nacisnęła na klamkę, jednak drzwi były zamknięte, co bardzo zdziwiło gryfonki, ponieważ sale zazwyczaj były otwarte. No, ale od czego mają różdżki! Hermiona wypowiedziała zaklęcie: Alohomora i weszła do klasy. Jakież było jej zdziwienie, gdy okazało się, że klasa wcale nie jest pusta.
***
Draco w tym czasie rozmawiał z przyjaciółmi. Właśnie mówili, co myślą o nowym nauczycielu od Obrony przed Czarną Magią.
Nowy nauczyciel nazywał się Edward Brung (czyt, Edłart Brank :p) i miał niecałe trzydzieści lat. Ogólnie rzecz biorąc, był przystojnym mężczyzną. Zielone oczy, pełne usta i zgrabny nos, a do tego lekki zarost na twarzy. Uroku dodawały mu krótko ostrzyżone włosy. Oczywiście idealna figura. Mięśnie, ale nie za duże, a przy wykonywaniu niektórych zaklęć, można było zauważyć ładnie wyrzeźbiony brzuszek. Gdy się uśmiechał mdlała większa część dziewczyn. Ładne, proste, białe zęby. No kto by nie mdlał na jego widok !
Pansy oczywiście rozpływała się, jaki on jest super i w ogóle, ale Draco tego nie słuchał. Jego myśli zaprzątała brązowowłosa gryfonka, a mianowicie Hermiona. Co teraz robi? Może spotkała się z tym Weasley'em i teraz całują się gdzieś po kątach. Ach, ile by dał, aby być na miejscu Weasley'a. No, ale mógł tylko pomarzyć. Wiedział, że w tej chwili jest to niemożliwe, ale kiedyś to Weasley będzie mu zazdrościł.
Draco nie zauważył kiedy, ale wyszedł z pokoju i przemierzał korytarze Hogwartu. Gdzie go nogi poniosą?
________________________
Jest kolejny rozdział z dedykacją dla Księżniczki Półkrwi, która jako jedyna docenia mój wysiłek i komentuje. Pozdrawiam Księżniczko!
Mam powyżej 1000 wyświetleń!!!
Wiem, w porównaniu do innych blogów to słabo, ale ja i tak się cieszę.
Nie rozpisuję się więcej, dodam tylko, że pod spodem macie zdj nowego nauczyciela.
Pozdrawiam, Tonksiak :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)