niedziela, 12 października 2014

25."Jedynym wyjątkie była Hermiona Granger"

   "Miłość i cierpienie wzajemnie się nie wykluczają,
   Raczej uzupełniają się" 
                  -Walter Trobisch



 __________________________
    Późno wrócił do domu. Było sporo po północy. Ze szpitala wyszedł wcześnie, ale nie chciał wracać do mieszkania. Musiał przemyśleć parę spraw. Dużo rzeczy sobie uświadomił. Wiele wątków się wyjaśniło. Jedno z jego uczuć się potwierdziło. Kochał ją. Kochał do szaleństwa tą małą, przemądrzałą dziewczynę. I co z tego? Nie mógł nikomu o tym powiedzieć, chyba że chciał dostać w twarz. Zawsze miał gorzej. Wykonywał gorszą robotę, bo chłopakom się nie chciało. Byli od niego starsi i mu rozkazywali. Młodszemu nie mógł nawet słowa powiedzieć, bo zaraz dostawał ochrzan od matki. Była jeszcze siostra, ale nią nie chciał się wysługiwać. Tylko jedna osoba traktowała go fair. Z nim mógł porozmawiać. Ale to dziwne. Wszyscy myśleli, że ich rodzina jest idealna, że są szczęśliwi, że rodzice ich kochają. Gówno prawda. Jego rodzice kochali swoje dzieci, ale nie wszystkie tak samo. Oni zawsze byli czarnym owcami w rodzinie. A dlaczego? Bo nie byli prefektami w Hogwarcie i mieli inne marzenia. Ale rodzice byli dobrymi aktorami. Nawet rodzeństwo nie zauważyło,  że coś jest nie tak. Chociaż oni też nie byli wspaniali, bracia cały czas na nich krzyczeli..
   Teraz jest dorosły. Nikt nie ma na niego wpływu. I co  z tego, skoro i tak nie może być z dziewczyną, którą kocha. Nie ma do niej żadnych praw. Ale będzie ją bronił. Nie pozwoli, żeby coś jej się stało. Kto wie, może los odwróci się i kiedyś będzie szczęśliwy. Może nawet z ukochaną osobą u boku.
   Z tym obrazem szczęśliwej miłości oddał się w objęcia Morfeusza.


   ***


   Nadszedł grudzień. Wydawało się, że wszystko powoli zaczęło się układać. Ginny wróciła do szkoły. Harry oficjalnie poprosił ją o chodzenie, dzięki czemu zostali najpopularniejszą parą w szkole. Byli szczęśliwi. Do tego jeszcze ogłoszono, że w tym roku odbędzie się bal Bożonarodzeniowy. Paczka gryfonów była szczęśliwa- tak stwierdziłby obserwator. Niestety byłby w błędzie. Owszem Harry i Ginny byli szczęśliwi. Ron chyba też. Jedynym wyjątkiem była Hermiona Granger. Rzadko się odzywała, a o uśmiechu nie było w ogóle mowy. Coraz częściej przesiadywała w swoim prywatnym dormitorium. Sama. Ron znał hasło i mógł wejść kiedy chciał, ale Mionka i tak z nim nie rozmawiała. Udawała, że śpi, albo wpatrywała się w okno kompletnie go ignorując.Zdarzało się, że na niego krzyczała, że przeszkadza jej w nauce. Po prostu się odcinała. A powód był jeden. Po powrocie od Ginny ze szpitala i po opowieści o jej bracie nie potrafiła się pozbierać. Szczególnie gdy po tygodniu o tamtego wydarzenia naszedł ją wyjątkowy sen. Zasnęła z uśmiechem na ustach, bo Ginny się poprawiło, bo Malfoy jej nie denerwował, bo Ron był kochany. Po tym śnie, długo nie zagościł u niej szczery uśmiech.


   ***


   Stała na cmentarzu w miejscu, gdzie powinien stać nagrobek jej brata. Nagrobek co prawda stał, ale na płycie nie było żadnych napisów. Nic. Pusto. Sama płyta marmurowa. Tak, jakby to miejsce było przygotowane dla kogoś, kto jeszcze żyje. Ale jak to możliwe? Przecież Jace umarł ponad dwa lata temu. Nie rozumiała. Usiadła na ławce i przez jakiś czas wpatrywała się w marmur. Po chwili doszła do wniosku, że takie siedzenie nie ma większego sensu, więc poszła do domu.
   Na miejscu spotkała ją kolejna niespodzianka. Gdy tylko przeszła przez próg, w drzwiach od kuchni pojawiła się jej matka, a z salonu dobiegały krzyki ojca, który najprawdopodobniej oglądał mecz. Rodzicielka podeszła do córki i cmoknęła ją w policzek. Mionka nic z tego nie rozumiała. Jej rodzice stracili pamięć. Przecież osobiście zawiozła ich do Australii. Oni nie mogli jej pamiętać. Pani Granger uśmiechnęła się do córki i wróciła do kuchni. Hermiona przeszła do salonu, gdzie spotkało ją kolejne zaskoczenie. Na sofie siedział pan Granger, a przy nim... jej brat. Ojciec emocjonował się meczem piłki nożnej, a Jace śmiał się z niego, ponieważ nigdy nie rozumiał, jak można tak przeżywać głupi mecz.
   -Jace...- cichy, ledwo słyszalne szept wyszedł z ust Hermiony, ale Jace i tak go usłyszał. Spojrzał w oczy dziewczyny i nagle coś się stało.
   Wszystko, całe pomieszczenie zasnuła gęsta, nieprzenikniona mgła. Hermiona zdążyła zobaczyć jeszcze, że wszystko się zatrzymało. Postacie w telewizorze zatrzymały się, a piłka zawisła w powietrzu. Pan Granger także przestał się ruszać. Tylko jedna osoba się poruszała, a był  nią Jace. Mionka szybko podbiegła do brata i rzuciła mu się na szyję.
   -Jace.- po policzkach dziewczyny płynęły łzy, które moczyły koszulę chłopaka, jednak nie przejęli się tym. Jace objął dziewczynę w pasie i wtulił twarz w jej włosy. Brakowało im siebie. Przed jego śmiercią byli ze sobą bardzo zżyci, mimo że dzieliło ich wiele kilometrów, kiedy Hermiona była w szkole. Ciężko jej było normalnie żyć, kiedy wiedziała, że nie ma już tego jedynego człowieka, który tyle o niej wiedział i tak dobrze ją znał. - Tęskniłam za tobą.
   -Ja za tobą też. Cieszę się, że jesteś cała i zdrowa.
   -Jak się tu znalazłeś, przecież ty nie...- nie była w stanie dokończyć zdania.
   -Tak, nie żyję. To tylko twój sen.
   -Ale ja nie chciałam o tobie śnić. To znaczy... Chciałam cię zobaczyć, ale twój widok bardzo boli szczególnie kiedy wiem, że nie jest prawdziwy.
   -Wiem, widziałem to i... Nie ważne.  Wiem, że boli cię każde wspomnienie o mnie, dlatego wszedłem do twojego snu, mimo że tego nie chciałaś.
   -Nie rozumiem. I nie każde wspomnienie o tobie mnie boli, większość mnie rozbawia. Boli mnie myśl, że już nigdy nie będę mogła się do ciebie przytulić, że nie będzie cię na moim ślubie, że nie będziesz mógł zostać chrzestnym mojego dziecka.
   -Właśnie dlatego tu jestem. Chcę ci powiedzieć, że to, że mnie nie widzisz, nie znaczy, że mnie z tobą nie ma. Jestem cały czas z tobą. W twoim sercu. I nie prawda, że nie masz się do kogo zwrócić. Widziałem ciebie z twoimi przyjaciółmi. Oni cię kochają i są gotowi zrobić dla ciebie wszystko, tylko musisz im na to pozwolić.
   -A ty... Jesteś szczęśliwy?
   -Szczerze? Nie. Wolałbym być z tobą na ziemi, ale nie mogę cofnąć czasu.- Jace musiał coś zauważyć na twarzy siostry, bo szybko dodał- Nie martw się. Nie dzieje mi się żadna krzywda. Mam wszystko, o co poproszę. Wiesz co by mnie na prawdę uszczęśliwiło? Widok szczęśliwej bliźniaczki.
   Hermiona uśmiechnęła się i chciała coś odpowiedzieć, ale w tej chwili cała mgła się cofnęła i czas znów ruszył do przodu. Jace usiadł na sofie i spojrzał rozbawiony na ojca. Po chwili przeniósł wzrok na siostrę i posłał jej smutny uśmiech.Chwilę później dziewczyna poczuła, że odrywa się od ziemi i wzlatuje ku górze.


   ***
    Obudziła się z krzykiem. Po jej policzkach spłynęły łzy. Nie miała siły ich ścierać. Nie miała nawet siły, aby nakrzyczeć na Malfoy'a, który wparował do jej pokoju, gdy usłyszał jej krzyk. Stał tam, na środku pokoju i patrzył zszokowany na mokre policzki dziewczyny. Chciał do niej podejść  pocieszyć, ale nie miał odwagi. Po prostu założył swoją maskę z cynicznym uśmiechem.
   -Następnym razem, jak przyśni ci się Weasley nago, to postaraj się tak nie krzyczeć, bo ja staram się spać.

   ***
   Tego samego dnia Hermiona postanowiła napisać list do George'a.

      Kochany George'u!
    Potrzebuję Twojej pomocy. Nie radzę sobie z tym. Wróciły wszystkie wspomnienia z Jace'em i wrócił ból. Nie wiem, co robić, żeby ten ból zmalał. Muszę z kimś porozmawiać, a jesteś jedyną osobą, która mnie rozumie. Proszę Cię, pomóż mi. W niedzielę jest wyjście do Hogsmeade. Pójdę do Trzech Mioteł na 11, jeśli możesz, to spotkajmy się tam.
                                                                                                        Całuję, Hermiona 

       ***

     W niedzielę Hermiona wstała tak, jak zawsze i poszła na śniadanie.
    -Mionka idziesz z nami do Hogsmeade?- Hermiona odwróciła się niechętnie do swojego chłopaka, który pocałował ją w policzek na powitanie.
   -Przepraszam, Ron, ale mam coś do załatwienia i nie pójdę z wami.
   -Okey, rozumiem.

   ***

   Równo o jedenastej Hermiona weszła do gospody Pod Trzema Miotłami. Rozejrzała się po lokalu i ruszyła do stolika, przy którym siedział rudowłosy mężczyzna. Uśmiechnęła się do niego i pocałowała w policzek, po czym usiadła na przeciwko.
   -Dziękuję, że przyszedłeś.
   -Nie ma problemu. W sumie to bardzo dobrze, że mnie poprosiłaś o to spotkanie, przynajmniej wyszedłem z domu.
   -Rozumiem.- przez chwilę była cisza. Hermiona patrzyła na swoje dłonie położone na stoliku, a George oczy miał utkwione w dziewczynie. - George, jak ty sobie radzisz?
   -Co? - zaskoczyło go to pytanie.
  -Jak sobie radzisz bez Freda?
   -Nie radzę sobie.
  -Jak to? Przecież widzę. Częściej się uśmiechasz, otworzyłeś się, a ja? Ja po prawie dwóch latach nadal nie potrafię złagodzić tego bólu.
  -Tego bólu nie da się złagodzić. Nie da się też o nim zapomnieć. Po prostu, po jakimś czasie uczysz się z tym żyć. Wiesz, to jest tak jak z często powracającym bólem głowy.Odczuwasz go, ale już nawet nie zwracasz na niego uwagi, bo przyzwyczajasz się do niego.
  -Czyli, że muszę z  tym żyć.
  -Niestety, ale pamiętaj, że nie jesteś sama. Masz przyjaciół, którzy cię wspierają. Wiedzą, dlaczego tak się zachowujesz i na pewno próbują ci pomóc.
  -Tylko, że...
   -Nie powiedziałaś im. A nie sądzisz, że byłoby ci łatwiej. A tak poza tym to chyba zasługują na to, żebyś była z nimi szczera.
   -Tak  wiem, powiem im.

   ***

    Była godzina dwunasta i trójka przyjaciół postanowiła wracać już do zamku. Chcieli jednak najpierw zajść do Trzech Mioteł na kremowe. Byli już parę metrów od celu, gdy z gospody wyszła dziewczyna, a za nią rudowłosy chłopak.
   -Ron, czy to nie Hermiona?
   -Harry, mam oczy i  poznaję swoją dziewczynę.
  -A poznajesz braciszku, że tam jest nasz brat?
  -Tak Ginny, zauważyłem.- w tym momencie Hermiona przytuliła chłopaka po czym pocałowała go w policzek i chciała odejść, jednak zatrzymała się gdy zauważyła wściekłego Rona, który szedł w ich stronę. Widać było z daleka, że jest wściekły.
  -Hermiono, możesz mi powiedzieć, co robiłaś z moim bratem w Trzech Miotłach.
  -Rozmawiałam.- padła cicha, ale pewna odpowiedź.
  -A może byłaś z nim na randce?- nie krzyczał, ale widać było, że jest wściekły.
  -Daj spokój Ron. Przecież nie zarywałbym do twojej dziewczyny.
  -Po tobie to akurat wszystkiego można się spodziewać.
  -Ron, przesadzasz.- Ginny stanęła po stronie George'a.
  - Miona?- Harry nie był zły, był zwyczajnie zdziwiony.
  -Ja... Muszę wam coś wyjaśnić, ale wolałabym zrobić to w zamku.
  - Więc chodźmy.
  - Już. - Hermiona odwróciła się do George'. - Dziękuję za rozmowę.
  - Nie ma sprawy. Jakbyś jeszcze kiedyś mnie potrzebowała, to pisz.
  - Jasne. - Przytuliła go ostatni raz i ruszyła w stronę zamku razem z przyjaciółmi. Ron szedł przodem, a reszta parę kroków za nimi.

   ***
   Weszli do prywatnego dormitorium Hermiony w jej mieszkaniu.
   - Możesz mi powiedzieć, co robiłaś z moim bratem w Trzech Miotłach?- Ron od razu na nią naskoczył.
   - Już mówiłam- rozmawiałam z nim.
   - A dlaczego?
   - Bo go to poprosiłam. Musiałam z kimś porozmawiać .
   -Nie mogłaś porozmawiać z nami? Musiałaś biec do niego?
   -Po pierwsze, nie biegłam ,Ronald, tylko go poprosiłam, a po drugie, to musiałam porozmawiać akurat z nim.
   -Hermiono, dlaczego to nie mógł być ktoś z nas?- Hermiona cieszyła się, że ma Ginny, która stara się najpierw zrozumieć, a dopiero później wyciąga wnioski.
   -Bo on rozumie moją sytuację.
  -Jaką...?!
   -Zamknij się, Ron!- nawet Harry nie miał dla niego cierpliwości.- My chyba jednak nie rozumiemy. Mionka, o co chodzi. Co rozumie George, czego my nie możemy.
   -Bo on  wie, co to znaczy stracić najbliższą osobę.
   -Ale my też straciliśmy bliską osobę. Mionka, to był także nasz brat, nie tylko George'a.
   -Wiem, Ginny, ale tylko dla George'a był on bliźniakiem.
   -Ale ty nie masz bliźniaka! - Harry i Gin posłali Ronowi spojrzenie mówiące "nie waż się więcej odezwać".
   -Tak, wiem, już nie mam.- po policzkach Hermiony zaczęły płynąć łzy, które próbowała powstrzymać. Ginny, widząc stan przyjaciółki, szybko do niej podeszła i przytuliła.
   -Co to znaczy?
   -Ja... Ja miałam brata bliźniaka.- na twarzach przyjaciół odmalował się szok, lecz Hermiona go nie zauważyła, bo patrzyła na swoje buty. Mówiła dalej, nie sprawdzając reakcji innych.- Miałam bliźniaka, ale go... zabili. Śmierciożercy. Ponad dwa lata temu. Zmarł, bo nie chciał nic o mnie powiedzieć. A... a najgorsze jest to... to, że cierpiał przeze mnie.- Hermiona podniosła wzrok i zobaczyła trzy pary oczu wlepione w nią. Tego się nie spodziewali. Pierwszy z szoku otrząsnął się Harry.
   -Mionka, czemu nigdy nic nam o nim nie powiedziałaś?
   -Bałam się o niego. Liczyłam na to, że... W sumie nie wiem, na co liczyłam. Myślałam, że jeśli nikt z czarodziejskiego świata nie będzie go znał, to Voldemort się o nim nie dowie. Wiedziałam, że będzie chciał wykorzystać go, żeby się czegoś o nas dowiedzieć i się nie pomyliłam. Nie pomyślałam tylko o tym, że skoro miał takie samo nazwisko i mieszkał z naszymi rodzicami, to i tak można się było domyślić, że to mój brat. Przepraszam, że nie powiedziałam wam o nim wcześniej.
    Po skończonej wypowiedzi Hermiony zapadła głucha cisza. Nikt nie wiedział, co powiedzieć i czy w ogóle powinien coś mówić. Po chwili usłyszeli trzaskanie drzwiami. Wszyscy na nie spojrzeli, chcąc dowiedzieć się, co spowodowało hałas. Okazało się, że to Ron wyszedł wzburzony.
   -On mnie za to nienawidzi.- po policzkach Hermiony popłynęło jeszcze więcej łez.
   -Nie prawda. Czuje się urażony i oszukany, ale mu przejdzie. Uwierz mi, znam mojego brata.
   -Ja może pójdę do niego, żeby nie zrobił czegoś głupiego.- Harry wiedział, że nie może zostawić samego przyjaciela.- Mionka nie martw się, wszystko będzie dobrze.
   -Dzięki Harry.
    Harry wyszedł, a Hermiona położyła się na łóżku. Dużo myślała i miała nadzieję, że Ron nie będzie na nią zły. Ginny została przy niej, dopóki szatynka nie zasnęła. Wyszła z pokoju pani prefekt z myślą, że jutrzejszy dzień, na pewno nie będzie gorszy. Jakże się pomyliła.



____________________________
   PRZEPRASZAM!!!
Na prawdę bardzo przepraszam, że tak długo nie dodawałam, ale mam bardzo dużo na głowie i nie mam kiedy pisać. Jest to coraz trudniejsze, ale staram się, jak mogę. Mam nadzieję, że mi wybaczycie.
   Dziękuję za ostatnie komentarze, które na prawdę mnie podbudowały. Dużo dla mnie znaczą.

Pozdrawiam Tonksiak :*