Los czasem rozdziela bliskich sobie ludzi,
Żeby uświadomić im, ile dla siebie znaczą.
- Paulo Coelho
__________________________________
Światło. Bardzo jasne światło. Nic więcej. Gdzie jest? Co się stało? Czuje, że ktoś trzyma ją za rękę. To boli. Dlaczego? Coś mokrego skapuje na jej rękę? Łzy? Ale czyje? Coś słyszy. Jakby otwieranie drzwi. Ktoś wchodzi. Ktoś szepcze. Nie może rozróżnić słów. Nie zna głosów. A może zna, tylko nie może ich rozpoznać? Ból. Straszny ból. Nie do wytrzymania. Robi się ciemno. Zgasili światło? A może założyli jej coś na oczy? Ból. Czuje tylko ból. O niczym innym nie może myśleć. Odpływa. Zemdlała, znowu.
***
Znowu światło. Niech to w końcu wyłączą! Ktoś ją trzyma za rękę. Druga ręka leży na jej głowie. Nie, chwila. To tylko poduszka. Coś słyszy, ktoś do niej mówi.
-Ginny,obudź się. Nie zostawiaj mnie. Kocham cię, Ginny.
Nie rozpoznaje głosu. Wyobraźnia zaczyna rysować postać.
Wysoka osoba. To chyba chłopak. Tak, to na pewno chłopak. Jednak nie jest taki wysoki. Czarne włosy. Zmierzwione. Okulary. Dwa kółka ze szkłami w środku. Śmieszne. Oczy. Bardzo ładne oczy. Zielone. Po mamie. Ale skąd to wie? Nie wiadomo. Była jednak pewna, że jego mama miała takie oczy. Przystojny ten chłopak. Zna go? Chyba tak. Kto to mógł być? Jej brat? Przyjaciel? Wróg? Chłopak uśmiechnął się. Otworzył usta. Powiedział coś. Ale co? Nie mogła usłyszeć. Nagle coś błysnęło. Harry!
Chłopak przy jej łóżku znowu coś powiedział, ale nie usłyszała. Szeptał. Inny hałas. Ktoś otwiera drzwi i wchodzi do pokoju. Dwie osoby.
-Harry?-damski głos. Oczyma wyobraźni zobaczyła dziewczynę. Ładna. Brązowe loki opadały na plecy. Brązowe oczy. Jak czekolada. Hermiona.
-Obudziła się?- chłopak. Wysoki. Rude włosy. Przystojny. To chyba jeden z jej braci. Ale który? Ron.
-Nie.- Znowu ten głos co na początku. Harry.
-Harry powinieneś odpocząć. Siedzisz tu od tygodnia. Idź do zamku, prześpij się.- znowu dziewczyna.
-Nie mogę Hermiono. Nie chcę. Chcę być przy niej kiedy się obudzi.- chyba mówią o niej. Ten chłopak, Harry, on tak słodko powiedział. Ale dlaczego ona tak długo śpi?
Chce otworzyć oczy. Ciężko. Jej powieki są jak z metalu. Udało się. Oślepiło ją jaskrawe światło. Mrugnęła kilka razy, zanim jej oczy przyzwyczaiły się do jasności. Rozejrzała się po pokoju. Boli, ale to nic. Przy jej łóżku siedzi czarnowłosy chłopak i trzyma ją za rękę. Harry. Obok niego stoi dziewczyna wtulona w rudowłosego chłopaka. Hermiona i Ron. Wszyscy mają spuszczone głowy. Próbuje coś powiedzieć. Otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Miała suche gardło i usta, dlatego nie mogła nic powiedzieć. Spróbowała jeszcze raz.
-Gdzie ja jestem?- jej głos był ledwo bardzo cichy i ochrypły, ale w głębokiej ciszy sali szpitalnej brzmiał jak krzyk. Usłyszeli ją.
-Ginny?- wszyscy troje do niej doskoczyli, a Harry pocałował ją w rękę.
-Jesteś w szpitalu.- Hermiona patrzyła na nią ze łzami w oczach.- Chciałaś... Miałaś wypadek.
-Wody. Dajcie mi wody.- jej głos brzmiał strasznie.
-Już.-Ron wybiegł po wodę.
Ginny spojrzała a Harry'ego. Trzymał jej dłoń przy ustach. Płakał. Dlaczego? Co się stało? Wyswobodziła rękę z uścisku.Zobaczyła ból w oczach chłopaka i jeszcze więcej łez. Nie chciała, żeby płakał. Dotknęła ręką jego policzka i wytarła łzy, wypływające z zielonych oczu. Uśmiechnął się. Złapał jej rękę i ponownie przyłożył do ust. Trzymał ją tak długo. Jedną ręką trzymał drobną dłoń, a drugą jeździł po jej zewnętrznej stronie. Raz zahaczył o bandaż na jej nadgarstku, ale nikt nie zwrócił a to uwagi. Zaraz, zaraz... Bandaż! Ale dlaczego ma bandaż? Znowu wyswobodziła rękę i sprawdziła , czy na drugim nadgarstku też ma bandaż. Miała.
Drzwi. Otworzyły się. Wszedł Ron, a za nim lekarz i dwie pielęgniarki. Dostała wodę. Hermiona pomogła jej się napić. Mogła normalnie mówić.
-Dziękuję.
-Jak się pani czuje, panno Weasley?- Magomedyk, chyba.
-Dorze, chyba.
-To dobrze- lekarz wykonał nad nią kilka dziwnych ruchów różdżką.- Czy wie pani, dlaczego się tu znalazła?
-Wypadek?
-Nie całkiem.- głos przejęła jedna z pielęgniarek. Miała długie, proste, blond włosy i ciepły uśmiech.- Chciałaś odebrać sobie życie.
Przebłyski wspomnień. Płakała. Przez Harry'ego. Rozmawiała z Mionką. Kochana Mionka. Zawsze jest kiedy jej potrzebuje. Więcej łez... Łóżko... Ognista Whiskey... Dlaczego?... Łazienka... Wzięła coś z szafki...Krew, wszędzie krew...I ból, straszny ból w nadgarstkach. Co ona zrobiła?!
Ginny zamknęła oczy, a spod powiek popłynęły łzy.
-Proszę nie płacz.- Harry otarł jej policzki.- Już wszystko jest dobrze.- Ginny delikatnie kiwnęła głową.
-Niezupełnie.- wszystkie głowy zwróciły się w stronę doktora.- Zatamowaliśmy krwawienie, ale nie mogliśmy wyleczyć ran. Prawdopodobnie panna Weasley rzuciła jakieś zaklęcie, prawda?- Ginny potwierdziła skinieniem głowy.- No właśnie. A możesz powiedzieć mi, jakie to było zaklęcie?- Ginny musiała się zastanowić.
-Zaklęcie trwałych ran.
-Na co pani rzuciła te zaklęcie?- magomedyk był wyraźnie zaniepokojony, a jego niepokój pogłębił się wraz z następnymi słowami pacjentki.
-Na nadgarstki.
-Nie dobrze, bardzo nie dobrze. Ostatnie pytanie. Jakie to było zaklęcie?
-Pertinax plagis* oraz Absque**.
-To wszystko jasne.
-Jak to?- szok na twarzy Harry'ego mówił sam za siebie.
-Zaklęcie Pertinax plagis po jakimś czasie przestaje działać i razy się zasklepiają.- nikogo nie zdziwiło to, że odpowiedzi udzielała Hermiona.- Jednak, gdy do tego zaklęcia dodamy Absque efekt jest taki, że ran nie da się uleczyć. Nawet zszywanie nie pomaga. Jedynym sposobem jest przeciw zaklęcie.
-Właśnie. Zna pani to zaklęcie, panno Weasley?
-Permanens vulnera ope***.
-Świetnie. Ok. Pacjentka musi teraz odpocząć. Ja pójdę przygotować potrzebne przyrządy, a wszyscy goście wychodzą.
-Wolałabym nie być teraz sama. Może ktoś ze mną zostać?
-Dobrze, ale tylko jedna osoba.
-Ginny, kto ma zostać?- w głosie Harry'ego słychać było niepewność. Ginny ścisnęła jego rękę i to wystarczyło. Hermiona i Ron wyszli.
-Harry przepraszam.- po policzkach rudowłosej popłynęły nowe łzy.
-Nie, to ja przepraszam.- Harry także płakał.- To przeze mnie. Mogłem się do ciebie odezwać.
Ginny chciała dotknąć policzka Harry'ego wolnął ręką i wtedy na łóżko spadło 5 kopert, a na każdej po jednym imieniu.
-Co to jest?
-Nie wiem.- Ginny nie wiedziała, skąd miała te koperty. Jednak coś jej się przypominało. Tunel... Park... Fred!.- Już wiem.
W tej chwili wszedł lekarz.
-Teraz pan musi wyjść.
-Harry!- chłopak spojrzał na dziewczynę.- Sprowadź moich rodziców i George'a.- Harry kiwnął głową i wyszedł. Chwilę później Ginny zasnęła.
_____________________
* z łaciny Trwałe rany
** z łaciny Bez pomocy
*** z łaciny Trwałe rany z pomocą
zaklęcia sama wymyśliłam.
Następny rozdział będzie poświęcony całkowicie tym 5 kopertom.
Pozdro, Tonksiak :*