***
Hermiona właśnie szła na śniadanie do Wielkiej Sali. Była sama, bo Ginny jeszcze spała mimo późnej pory. Mionka nie miała serca budzić przyjaciółki, która dzień wcześniej tyle jej pomogła. Zresztą nie tylko jej. Ruda pomogła jakiemuś młodszemu chłopakowi w lekcjach.
Mionka usiadła przy stole Gryffindoru i zaczęła śniadanie. Zauważyła, że wleciały sowy z pocztą, ale zbytnio się tym nie interesowała. Była pewna, że nic nie dostanie, bo jej rodzice nie wiedzieli, że mają córkę i nie miała nikogo, kto mógłby do niej napisać. Dlatego właśnie jej zdziwienie był ogromne, gdy przed nią wylądowała piękna szara sowa z listem przywiązanym do nóżki. Hermiona nie wierzyła, że to do niej, ale potwierdziło to imię napisane na liście. Nadal oniemiała otworzyła list i zaczęła czytać.
Kochana Hermiono!
Jak mogłaś to zrobić bez naszej zgody?! Przez ponad rok nie wiedzieliśmy, że mamy córkę i to przez Ciebie! Rozumiemy, że chciałaś nas chronić, ale nigdy więcej tego nie rób!
Ominęły nas Twoje urodziny, ale nadrobimy to w święta. Mam nadzieję, że do nas przyjedziesz. Zaproś Harry'ego, Ginny i Rona. Chcielibyśmy, żeby te święta były w jak największym gronie.
Mamy Ci tyle do opowiedzenia. Australia jest piękna i warto tam jechać, ale nie takim kosztem. Zresztą Ty też musisz nam dużo opowiedzieć. Tyle się działo. Dzięki Twojemu przyjacielowi wiemy, że jesteście już bezpieczni, ale nic więcej nie wiemy.
Nie będę się rozpisywać. Zobaczymy się niedługo
Kochamy Cię
Mama i Tata
Z drugiej strony pergaminu, innym charakterem pisma było dopisanych parę słów.
Taki prezent świąteczny, oczywiście nie jedyny. Mam nadzieję, że się podoba.
Hermiona długo zastanawiała się, kto mógł być autorem tej krótkiej notatki. Kto zadał sobie tyle trudu, żeby odnaleźć i odczarować jej rodziców. Nie znała tego pisma i nie wiedziała, komu ma dziękować. Postanowiła się tego dowiedzieć. Szybko napisała odpowiedź do rodziców, ze na pewno będzie i pobiegła na lekcję.
Po transmutacji, profesor McGonagall zatrzymała Hermionę, żeby poinformować ją, że musi rozpocząć bal bożonarodzeniowy tańcem z Malfoyem. A już myślała, że tego dnia nic jej nie popsuje.
***
Nadszedł dzień balu. Wszystkie dziewczyny od rana przygotowywały się, żeby wypaść jak najlepiej. Jedynym wyjątkiem była Hermiona Granger. Jako jedyna wszystko przygotowała wcześniej. Walizka była spakowana, bo na drugi dzień jechała na święta do domu. Sukienka i buty leżały bezpieczne w jej prywatnym dormitorium. Wystarczyło jedynie ułożyć włosy i nałożyć makijaż z czym nie miała problemu. Zaoszczędziła sporo czasu, więc mogła spokojnie poczytać. Tak jej się przynajmniej wydawało, bo jak tylko usiadła w fotelu i zaczęła czytać, to ktoś jej przeszkodził.
-Mionka, a ty się nie szykujesz?
-A co, źle wyglądam?
-No co ty. Kotek ty zawsze wyglądasz wspaniale, ale chyba nie zamierzasz pójść na bal w dresie.
-Nie, Ron, nie zamierzam. Zaraz idę do pokoju. Muszę tylko to doczytać.
-Okey, to ja nie przeszkadzam. Widzimy się o osiemnastej.- pocałował ją na pożegnanie i poszedł.
***
Pół godziny przed osiemnastą Hermiona kończyła przygotowywania do balu. Delikatny makijaż podkreślał urodę dziewczyny, nadając jej dojrzalszy wygląd. Włosy postanowiła upiąć w wytwornego koka. Sukienka i biżuteria przygotowane leżały na łóżku, gotowe by je założyć. Dziewczyna nie była pewna, czy kreacja, którą wybrała jest odpowiednia. Bała się, że może wyglądać zbyt wyzywająco, ale postanowiła się tym nie przejmować. To miał być jej ostatni bal w tej szkole i chciała wyglądać najlepiej. Przebrała się w suknię, założyła biżuterię oraz buty i była gotowa. Nie chciała jeszcze wychodzić, bo ludzie by się na nią patrzyli, więc stanęła przed lustrem, żeby ocenić całokształt.
Hermiona miała na sobie seledynową suknię do ziemi bez ramiączek, która ładnie opinała jej talię. W pasie miała czarną wstążkę, którą rozpoczynała się delikatna spódnica. Do tego dobrała czarne, zamszowe szpilki na platformie, które dodawały jej nieco wzrostu. Skromny zestaw biżuterii składał się z czarnych perłowych kolczyków oraz również perłowej bransoletki. Uderzający kontrast idealnie pasował do stylu i charakteru dziewczyny.
Mionka patrzyłaby dalej na swoje odbicie, gdyby nie donośne pukanie do drzwi. Oderwała wzrok od lustra i poszła otworzyć.W drzwiach stał Ron ubrany w smoking. Chciał coś powiedzieć, lecz widok Hermiony odebrał mu mowę.
-Bez przesady, Ron. Pozbieraj szczękę z podłogi i chodźmy.- Mionkę bawiła reakcja chłopaka chociaż nie rozumiała, dlaczego tak zareagował. Przecież wcale nie wyglądała tak super.
Ron tylko się uśmiechnął i pocałował dziewczynę w policzek, po czym zaoferował jej swoje ramię. Razem zeszli do Pokoju Wspólnego, gdzie czekali na nich Ginny i Harry, którzy szli na bal razem.
Zarówno Ginny, jak i Harry nie mogli uwierzyć w wygląd Hermiony. Sukienka pięknie podkreślała jej talię, którą Mionka przeważnie chowała pod swetrami. Tylko raz miała na sobie sukienkę, lecz nie była ona tak podkreślająca, jak obecna. Ruda jednak szybko się otrząsnęła i podbiegłą do przyjaciółki.
-Mionka, wyglądasz pięknie.
-Dziękuję. Idziemy? - dziewczyny wzięły swoich partnerów i udały się w stronę Wielkiej Sali.
Droga strasznie im się dłużyła z różnych powodów. Hermiona stresowała się tańcem z Malfoyem, a Ron był zazdrosny. Ginny i Harry nie mieli takich problemów, więc szli z radością. Po drodze dołączyli do nich Neville z Luną.
Przed Wejściem do Wielkiej Sali stała profesor McGonagall oraz Draco Malfoy ubrany w szykowny garnitur. Mionka musiała przyznać, że świetnie w nim wyglądał. Wysoki, przystojny, dobrze zbudowany- nic dziwnego, że świetnie się prezentował. Oboje najwyraźniej czekali na Hermionę, której nogi odmawiały posłuszeństwa. Nie bała się tańca, bo wiedziała, że jest dobrą tancerką. Najzwyczajniej w świecie nie chciała zaczynać balu tańcem z Malfoyem.
-Panno Granger, proszę do nas, a pan, panie Weasley wejdzie do sali.
-Oczywiście, pani profesor.- Ron nie protestował. Wiedział, że nic to nie da. Hermiona musi zatańczyć z tą Fretką i koniec. Pocałował więc ją w policzek, życzył powodzenia i odszedł w poszukiwaniu przyjaciół.
-Mam nadzieję, że jesteście gotowi. Wejdziecie do sali po mojej wcześniejszej zapowiedzi, gdy usłyszycie muzykę. Macie wyglądać poważnie, jak na dorosłych ludzi przystało. Rozumiemy się?
-Oczywiście, pani profesor. - blondyn odpowiedział za nich oboje,gdy zauważył, że Hermiona nie ma zamiaru się odzywać.
Po odpowiedzi dyrektorka weszła do sali rozpocząć bal.
-Jesteś gotowa?- blondyn chciał przerwać krępującą ciszę, która nastała po odejściu profesorki.
-Bardziej gotowa nie będę.- w tej chwili usłyszeli profesor McGonagall.
-Witam wszystkich na naszym Balu Bożonarodzeniowym. Nie przeciągając; życzę wam dobrej zabawy i proszę prefektów o rozpoczęcie.
Popłynęła muzyka, więc Malfoy zaoferował Hermionie ramię, które oczywiście przyjęła. Weszli do Wielkiej Sali, gdzie poraziło ich mocne światło. Brunetka wyczuła na sobie wiele par oczu przez co zaczęła się denerwować. Po chwili stali na środku sali i blondyn odwracał ją twarzą do siebie. Chciał dodać partnerce otuchy wzrokiem, ale Hermiona tego nie zauważyła.
Zaczęli tańczyć. Hermiona na początku trochę się krępowała, ale szybko uświadomiła sobie, że Malfoy jest bardzo dobrym partnerem. Rozluźniła napięte mięśnie i pozwoliła partnerowi się prowadzić. Draco próbował nawiązać kontakt wzrokowy, ale Hermiona cały czas patrzyła ponad jego ramieniem.
-Spójrz mi w oczy, bo inaczej wszyscy pomyślą, że cię zmusiliśmy.- wyszeptał.
-Przecież mnie zmusiliście.- jednak spełniła prośbę i uśmiechnęła się do partnera, zadziwiając samą siebie.
Jeszcze większe było jej zdziwienie, gdy blondyn również odpowiedział uśmiechem. Tańczyli sami, ale wkrótce zaczęły dołączać się też inne pary. Tylko jedna osoba nie chciała tańczyć, a był nią Ronald Weasley. Od początku nie podobało mu się, że jego dziewczyna musi tańczyć z Malfoyem, ale to widok ich uśmiechów sprawił, że rudzielec przestał udawać. Po prostu był wściekły, a emocje topił w Ognistej Whiskey. Nikt nie chciał do niego podchodzić, widząc w jakim jest stanie.
W końcu pierwszy taniec się skończył i Ron mógł zatańczyć z Hermioną, która właśnie dziękowała Malfoyowi za taniec. Zespół zaczął grać kolejną piosenkę, więc rudzielec porwał swoją dziewczynę na parkiet. Miona ze śmiechem poddała się chłopakowi i razem wirowali na parkiecie. Po paru kolejnych kawałkach postanowili się czegoś napić.
Para podeszłą do stolika. Ron wziął sobie ten sam alkohol, który pił na samym początku, za to Hermiona postanowiła nie dotykać jakiegokolwiek alkoholu, więc zadowoliła się sokiem dyniowym. Z racji tego, że oboje byli bardzo zmęczeni, postanowili zostać przy stoliku. Byli sami,ponieważ Harry z Ginny nadal tańczyli. Chłopak co chwilę wypijał kolejną szklankę ognistej. Hermiona zwróciła mu uwagę, że za dużo pije, ale ten zbył ją machnięciem ręki.
-Daj spokój, Mionuś- rzekł.- mamy bal, możemy się zabawić.
Hermiona postanowiła nie przejmować się stanem chłopaka. Nie raz widziała go pijanego i nigdy nie zrobił nic głupiego. Ufała mu i była pewna, że mimo jego upojenia alkoholowego, chłopak cały czas będzie dżentelmenem.
Zatańczyli jeszcze parę razy, gdy tuż po jedenastej Ron zaproponował Hermionie spacer po błoniach.
-Chętnie. -uśmiechnęła się pięknie do chłopaka.
Para wyszła z zamku i skierowała się w stronę Zakazanego Lasu. Tam zawsze było cicho i spokojnie. Można było rozmawiać, nie martwiąc się o to, że ktoś podsłucha. Jednak zakochani nie rozmawiali. Szli wzdłuż lasu trzymając się za ręce. Żadne słowa nie były im potrzebne. Wystarczyło im to, że są razem.
Po dość długim spacerze, Ron zatrzymał się i odwrócił do swojej dziewczyny.
-Jesteś wspaniała. Pragnę cię.- Rudzielec pocałował zaskoczoną dziewczynę, jednak Hermiona nie protestowała. Pozwoliła chłopakowi błądzić rękoma po swoim ciele.
Ron zatrzymał swoją rękę na piersi dziewczyny i zaczął ją ugniatać. Drugą ręką próbował rozpiąć sukienkę. To się Hermionie nie spodobało.
-Ron przestań. Nie tu i nie teraz.
-Zamknij się.- nie słuchał.
Przewrócił dziewczynę na ziemię, a następnie przygniótł ją swoim ciałem. Cały czas ją całował, mimo że się broniła. Wyrywała się, kopała i krzyczała. Wszystko na nic. Ron był jak w amoku. Nie zwracał na nic uwagi. Chciał tylko zaspokoić swoje potrzeby. Zatkał usta Hermiony swoją muszką i błądził ustami po jej szyi i dekolcie. Znowu zaczął walkę z zamkiem, jednak nie udało mu się rozpiąć sukienki. Mocno zdenerwowany postanowił zrobić to inaczej. Złapał za delikatną wstążkę i oderwał ją. Po zrobieniu pierwszej dziury, reszta poszła łatwo. Wkrótce Hermiona leżała z odsłoniętą piersią. Sama dziewczyna przestała krzyczeć. Pogodziła się z tym, że zostanie wykorzystana przez chłopaka, którego kochała. Leżała nieruchomo na trawie i tylko łzy płynące po jej policzkach świadczyły o tym, że nie podoba jej się ta sytuacja.
***
W tym samym czasie pewien blondyn postanowił wyjść z balu. Nie mógł znaleźć jedynej dziewczyny, z którą chciał tańczyć, więc postanowił przejść się po błoniach. Po spacerze planował wrócić do mieszkania i spędzić resztę wieczoru z przyjaciółką Ognistą. W pewnym momencie usłyszał krzyk. Wiedział, że to była dziewczyna, ale nie rozpoznał głosu.Podszedł bliżej, a jego oczom ukazał się niecodzienny widok. Na ziemi leżał Weasley, a pod nim Granger, próbująca wyrwać się chłopakowi, ale bezskutecznie. Nie zastanawiając się długo, ruszył jej z pomocą.
***
Hermiona zauważyła, że Ron nagle zesztywniał. Nie wiedziała, co się dzieje. Po chwili poczuła, jak ktoś spycha z niej chłopaka i pomaga wstać. Nie widziała kim jest jej wybawca przez ogarniającą ich ciemność. Dopiero po zapaleniu przez niego różdżki mogła zobaczyć, kto jej pomógł. Jakie było jej zdziwienie, gdy ujrzała Malfoya. Blondyn nie zwrócił uwagi na pytający wzrok dziewczyny, tylko uważnie ją oglądał, aby upewnić się, że nic jej nie jest. Widząc w jakim stanie jest jej sukienka, zdjął marynarkę i założył dziewczynie, która przyjęła odzienie z wdzięcznością.
-Wszystko w porządku?
-Tak, chyba tak. - Z ust Hermiony wydobył się jedynie delikatny szept.
-Chodź, odprowadzę cię do pokoju.
Draco złapał szatynkę pod ramię i skierował ich w stronę zamku. Nie uszli nawet kroku, gdy dziewczyna krzyknęła i upadła na ziemię.
-Chyba skręciłam kostkę.
-Cholera.- Malfoy wziął Hermionę na ręce najdelikatniej jak potrafił. - Zaniosę cię do pani Pomfrey.
-Nie trzeba. Sama opatrzę sobie nogę.
-Jak chcesz.- chłopakowi nie spodobał się ten pomysł, ale postanowił się nie sprzeciwiać.
Szybko doszli do ich mieszkania. Draco wszedł do pokoju dziewczyny i położył ją na łóżku. Upewnił się, że nic więcej jej nie potrzeba i odwrócił się z zamiarem wyjścia. Gdy położył rękę na klamce, do jego uszu doszedł cichutki szept.
-Dziękuję, Draco.
Blondyn był pewien, że sobie tego nie wyobraził. Kiwnął tylko leciutko głową i zostawił dziewczynę samą. Udał się od razu do swojej sypialni, szybko się przebrał i poszedł do łóżka. Zmęczony wydarzeniami minionego dnia, zasnął, dotknąwszy głową poduszki.
***
W innym pokoju, w ciemności przechadzała się pewna osoba. Krążyła po całym pomieszczeniu. Denerwowała się i... bała. Jej plan się nie powiódł i wiedziała, że konsekwencje nie będą przyjemnie. Mimo wszystko zdecydowała się nie poddawać. Podeszła do biurka i skreśliła jedno zdanie z listy. Weasley pod wpływem Imperiusa.
___________________________________________
Witam po dość długiej przerwie. Nie będę Wam przynudzać.
Chciałabym Was przeprosić za moją nieobecność, jednak ostatnio nie mam ani chęci ani czasu na to opowiadanie. Postaram się dodawać rozdziały częściej jednak nic nie obiecuje.
Przy okazji życzę Wam szczęśliwego nowego roku. :*
Pozderki, Libera :)
Mionka usiadła przy stole Gryffindoru i zaczęła śniadanie. Zauważyła, że wleciały sowy z pocztą, ale zbytnio się tym nie interesowała. Była pewna, że nic nie dostanie, bo jej rodzice nie wiedzieli, że mają córkę i nie miała nikogo, kto mógłby do niej napisać. Dlatego właśnie jej zdziwienie był ogromne, gdy przed nią wylądowała piękna szara sowa z listem przywiązanym do nóżki. Hermiona nie wierzyła, że to do niej, ale potwierdziło to imię napisane na liście. Nadal oniemiała otworzyła list i zaczęła czytać.
Kochana Hermiono!
Jak mogłaś to zrobić bez naszej zgody?! Przez ponad rok nie wiedzieliśmy, że mamy córkę i to przez Ciebie! Rozumiemy, że chciałaś nas chronić, ale nigdy więcej tego nie rób!
Ominęły nas Twoje urodziny, ale nadrobimy to w święta. Mam nadzieję, że do nas przyjedziesz. Zaproś Harry'ego, Ginny i Rona. Chcielibyśmy, żeby te święta były w jak największym gronie.
Mamy Ci tyle do opowiedzenia. Australia jest piękna i warto tam jechać, ale nie takim kosztem. Zresztą Ty też musisz nam dużo opowiedzieć. Tyle się działo. Dzięki Twojemu przyjacielowi wiemy, że jesteście już bezpieczni, ale nic więcej nie wiemy.
Nie będę się rozpisywać. Zobaczymy się niedługo
Kochamy Cię
Mama i Tata
Z drugiej strony pergaminu, innym charakterem pisma było dopisanych parę słów.
Taki prezent świąteczny, oczywiście nie jedyny. Mam nadzieję, że się podoba.
Hermiona długo zastanawiała się, kto mógł być autorem tej krótkiej notatki. Kto zadał sobie tyle trudu, żeby odnaleźć i odczarować jej rodziców. Nie znała tego pisma i nie wiedziała, komu ma dziękować. Postanowiła się tego dowiedzieć. Szybko napisała odpowiedź do rodziców, ze na pewno będzie i pobiegła na lekcję.
Po transmutacji, profesor McGonagall zatrzymała Hermionę, żeby poinformować ją, że musi rozpocząć bal bożonarodzeniowy tańcem z Malfoyem. A już myślała, że tego dnia nic jej nie popsuje.
***
Nadszedł dzień balu. Wszystkie dziewczyny od rana przygotowywały się, żeby wypaść jak najlepiej. Jedynym wyjątkiem była Hermiona Granger. Jako jedyna wszystko przygotowała wcześniej. Walizka była spakowana, bo na drugi dzień jechała na święta do domu. Sukienka i buty leżały bezpieczne w jej prywatnym dormitorium. Wystarczyło jedynie ułożyć włosy i nałożyć makijaż z czym nie miała problemu. Zaoszczędziła sporo czasu, więc mogła spokojnie poczytać. Tak jej się przynajmniej wydawało, bo jak tylko usiadła w fotelu i zaczęła czytać, to ktoś jej przeszkodził.
-Mionka, a ty się nie szykujesz?
-A co, źle wyglądam?
-No co ty. Kotek ty zawsze wyglądasz wspaniale, ale chyba nie zamierzasz pójść na bal w dresie.
-Nie, Ron, nie zamierzam. Zaraz idę do pokoju. Muszę tylko to doczytać.
-Okey, to ja nie przeszkadzam. Widzimy się o osiemnastej.- pocałował ją na pożegnanie i poszedł.
***
Pół godziny przed osiemnastą Hermiona kończyła przygotowywania do balu. Delikatny makijaż podkreślał urodę dziewczyny, nadając jej dojrzalszy wygląd. Włosy postanowiła upiąć w wytwornego koka. Sukienka i biżuteria przygotowane leżały na łóżku, gotowe by je założyć. Dziewczyna nie była pewna, czy kreacja, którą wybrała jest odpowiednia. Bała się, że może wyglądać zbyt wyzywająco, ale postanowiła się tym nie przejmować. To miał być jej ostatni bal w tej szkole i chciała wyglądać najlepiej. Przebrała się w suknię, założyła biżuterię oraz buty i była gotowa. Nie chciała jeszcze wychodzić, bo ludzie by się na nią patrzyli, więc stanęła przed lustrem, żeby ocenić całokształt.
Hermiona miała na sobie seledynową suknię do ziemi bez ramiączek, która ładnie opinała jej talię. W pasie miała czarną wstążkę, którą rozpoczynała się delikatna spódnica. Do tego dobrała czarne, zamszowe szpilki na platformie, które dodawały jej nieco wzrostu. Skromny zestaw biżuterii składał się z czarnych perłowych kolczyków oraz również perłowej bransoletki. Uderzający kontrast idealnie pasował do stylu i charakteru dziewczyny.
Mionka patrzyłaby dalej na swoje odbicie, gdyby nie donośne pukanie do drzwi. Oderwała wzrok od lustra i poszła otworzyć.W drzwiach stał Ron ubrany w smoking. Chciał coś powiedzieć, lecz widok Hermiony odebrał mu mowę.
-Bez przesady, Ron. Pozbieraj szczękę z podłogi i chodźmy.- Mionkę bawiła reakcja chłopaka chociaż nie rozumiała, dlaczego tak zareagował. Przecież wcale nie wyglądała tak super.
Ron tylko się uśmiechnął i pocałował dziewczynę w policzek, po czym zaoferował jej swoje ramię. Razem zeszli do Pokoju Wspólnego, gdzie czekali na nich Ginny i Harry, którzy szli na bal razem.
Zarówno Ginny, jak i Harry nie mogli uwierzyć w wygląd Hermiony. Sukienka pięknie podkreślała jej talię, którą Mionka przeważnie chowała pod swetrami. Tylko raz miała na sobie sukienkę, lecz nie była ona tak podkreślająca, jak obecna. Ruda jednak szybko się otrząsnęła i podbiegłą do przyjaciółki.
-Mionka, wyglądasz pięknie.
-Dziękuję. Idziemy? - dziewczyny wzięły swoich partnerów i udały się w stronę Wielkiej Sali.
Droga strasznie im się dłużyła z różnych powodów. Hermiona stresowała się tańcem z Malfoyem, a Ron był zazdrosny. Ginny i Harry nie mieli takich problemów, więc szli z radością. Po drodze dołączyli do nich Neville z Luną.
Przed Wejściem do Wielkiej Sali stała profesor McGonagall oraz Draco Malfoy ubrany w szykowny garnitur. Mionka musiała przyznać, że świetnie w nim wyglądał. Wysoki, przystojny, dobrze zbudowany- nic dziwnego, że świetnie się prezentował. Oboje najwyraźniej czekali na Hermionę, której nogi odmawiały posłuszeństwa. Nie bała się tańca, bo wiedziała, że jest dobrą tancerką. Najzwyczajniej w świecie nie chciała zaczynać balu tańcem z Malfoyem.
-Panno Granger, proszę do nas, a pan, panie Weasley wejdzie do sali.
-Oczywiście, pani profesor.- Ron nie protestował. Wiedział, że nic to nie da. Hermiona musi zatańczyć z tą Fretką i koniec. Pocałował więc ją w policzek, życzył powodzenia i odszedł w poszukiwaniu przyjaciół.
-Mam nadzieję, że jesteście gotowi. Wejdziecie do sali po mojej wcześniejszej zapowiedzi, gdy usłyszycie muzykę. Macie wyglądać poważnie, jak na dorosłych ludzi przystało. Rozumiemy się?
-Oczywiście, pani profesor. - blondyn odpowiedział za nich oboje,gdy zauważył, że Hermiona nie ma zamiaru się odzywać.
Po odpowiedzi dyrektorka weszła do sali rozpocząć bal.
-Jesteś gotowa?- blondyn chciał przerwać krępującą ciszę, która nastała po odejściu profesorki.
-Bardziej gotowa nie będę.- w tej chwili usłyszeli profesor McGonagall.
-Witam wszystkich na naszym Balu Bożonarodzeniowym. Nie przeciągając; życzę wam dobrej zabawy i proszę prefektów o rozpoczęcie.
Popłynęła muzyka, więc Malfoy zaoferował Hermionie ramię, które oczywiście przyjęła. Weszli do Wielkiej Sali, gdzie poraziło ich mocne światło. Brunetka wyczuła na sobie wiele par oczu przez co zaczęła się denerwować. Po chwili stali na środku sali i blondyn odwracał ją twarzą do siebie. Chciał dodać partnerce otuchy wzrokiem, ale Hermiona tego nie zauważyła.
Zaczęli tańczyć. Hermiona na początku trochę się krępowała, ale szybko uświadomiła sobie, że Malfoy jest bardzo dobrym partnerem. Rozluźniła napięte mięśnie i pozwoliła partnerowi się prowadzić. Draco próbował nawiązać kontakt wzrokowy, ale Hermiona cały czas patrzyła ponad jego ramieniem.
-Spójrz mi w oczy, bo inaczej wszyscy pomyślą, że cię zmusiliśmy.- wyszeptał.
-Przecież mnie zmusiliście.- jednak spełniła prośbę i uśmiechnęła się do partnera, zadziwiając samą siebie.
Jeszcze większe było jej zdziwienie, gdy blondyn również odpowiedział uśmiechem. Tańczyli sami, ale wkrótce zaczęły dołączać się też inne pary. Tylko jedna osoba nie chciała tańczyć, a był nią Ronald Weasley. Od początku nie podobało mu się, że jego dziewczyna musi tańczyć z Malfoyem, ale to widok ich uśmiechów sprawił, że rudzielec przestał udawać. Po prostu był wściekły, a emocje topił w Ognistej Whiskey. Nikt nie chciał do niego podchodzić, widząc w jakim jest stanie.
W końcu pierwszy taniec się skończył i Ron mógł zatańczyć z Hermioną, która właśnie dziękowała Malfoyowi za taniec. Zespół zaczął grać kolejną piosenkę, więc rudzielec porwał swoją dziewczynę na parkiet. Miona ze śmiechem poddała się chłopakowi i razem wirowali na parkiecie. Po paru kolejnych kawałkach postanowili się czegoś napić.
Para podeszłą do stolika. Ron wziął sobie ten sam alkohol, który pił na samym początku, za to Hermiona postanowiła nie dotykać jakiegokolwiek alkoholu, więc zadowoliła się sokiem dyniowym. Z racji tego, że oboje byli bardzo zmęczeni, postanowili zostać przy stoliku. Byli sami,ponieważ Harry z Ginny nadal tańczyli. Chłopak co chwilę wypijał kolejną szklankę ognistej. Hermiona zwróciła mu uwagę, że za dużo pije, ale ten zbył ją machnięciem ręki.
-Daj spokój, Mionuś- rzekł.- mamy bal, możemy się zabawić.
Hermiona postanowiła nie przejmować się stanem chłopaka. Nie raz widziała go pijanego i nigdy nie zrobił nic głupiego. Ufała mu i była pewna, że mimo jego upojenia alkoholowego, chłopak cały czas będzie dżentelmenem.
Zatańczyli jeszcze parę razy, gdy tuż po jedenastej Ron zaproponował Hermionie spacer po błoniach.
-Chętnie. -uśmiechnęła się pięknie do chłopaka.
Para wyszła z zamku i skierowała się w stronę Zakazanego Lasu. Tam zawsze było cicho i spokojnie. Można było rozmawiać, nie martwiąc się o to, że ktoś podsłucha. Jednak zakochani nie rozmawiali. Szli wzdłuż lasu trzymając się za ręce. Żadne słowa nie były im potrzebne. Wystarczyło im to, że są razem.
Po dość długim spacerze, Ron zatrzymał się i odwrócił do swojej dziewczyny.
-Jesteś wspaniała. Pragnę cię.- Rudzielec pocałował zaskoczoną dziewczynę, jednak Hermiona nie protestowała. Pozwoliła chłopakowi błądzić rękoma po swoim ciele.
Ron zatrzymał swoją rękę na piersi dziewczyny i zaczął ją ugniatać. Drugą ręką próbował rozpiąć sukienkę. To się Hermionie nie spodobało.
-Ron przestań. Nie tu i nie teraz.
-Zamknij się.- nie słuchał.
Przewrócił dziewczynę na ziemię, a następnie przygniótł ją swoim ciałem. Cały czas ją całował, mimo że się broniła. Wyrywała się, kopała i krzyczała. Wszystko na nic. Ron był jak w amoku. Nie zwracał na nic uwagi. Chciał tylko zaspokoić swoje potrzeby. Zatkał usta Hermiony swoją muszką i błądził ustami po jej szyi i dekolcie. Znowu zaczął walkę z zamkiem, jednak nie udało mu się rozpiąć sukienki. Mocno zdenerwowany postanowił zrobić to inaczej. Złapał za delikatną wstążkę i oderwał ją. Po zrobieniu pierwszej dziury, reszta poszła łatwo. Wkrótce Hermiona leżała z odsłoniętą piersią. Sama dziewczyna przestała krzyczeć. Pogodziła się z tym, że zostanie wykorzystana przez chłopaka, którego kochała. Leżała nieruchomo na trawie i tylko łzy płynące po jej policzkach świadczyły o tym, że nie podoba jej się ta sytuacja.
***
W tym samym czasie pewien blondyn postanowił wyjść z balu. Nie mógł znaleźć jedynej dziewczyny, z którą chciał tańczyć, więc postanowił przejść się po błoniach. Po spacerze planował wrócić do mieszkania i spędzić resztę wieczoru z przyjaciółką Ognistą. W pewnym momencie usłyszał krzyk. Wiedział, że to była dziewczyna, ale nie rozpoznał głosu.Podszedł bliżej, a jego oczom ukazał się niecodzienny widok. Na ziemi leżał Weasley, a pod nim Granger, próbująca wyrwać się chłopakowi, ale bezskutecznie. Nie zastanawiając się długo, ruszył jej z pomocą.
***
Hermiona zauważyła, że Ron nagle zesztywniał. Nie wiedziała, co się dzieje. Po chwili poczuła, jak ktoś spycha z niej chłopaka i pomaga wstać. Nie widziała kim jest jej wybawca przez ogarniającą ich ciemność. Dopiero po zapaleniu przez niego różdżki mogła zobaczyć, kto jej pomógł. Jakie było jej zdziwienie, gdy ujrzała Malfoya. Blondyn nie zwrócił uwagi na pytający wzrok dziewczyny, tylko uważnie ją oglądał, aby upewnić się, że nic jej nie jest. Widząc w jakim stanie jest jej sukienka, zdjął marynarkę i założył dziewczynie, która przyjęła odzienie z wdzięcznością.
-Wszystko w porządku?
-Tak, chyba tak. - Z ust Hermiony wydobył się jedynie delikatny szept.
-Chodź, odprowadzę cię do pokoju.
Draco złapał szatynkę pod ramię i skierował ich w stronę zamku. Nie uszli nawet kroku, gdy dziewczyna krzyknęła i upadła na ziemię.
-Chyba skręciłam kostkę.
-Cholera.- Malfoy wziął Hermionę na ręce najdelikatniej jak potrafił. - Zaniosę cię do pani Pomfrey.
-Nie trzeba. Sama opatrzę sobie nogę.
-Jak chcesz.- chłopakowi nie spodobał się ten pomysł, ale postanowił się nie sprzeciwiać.
Szybko doszli do ich mieszkania. Draco wszedł do pokoju dziewczyny i położył ją na łóżku. Upewnił się, że nic więcej jej nie potrzeba i odwrócił się z zamiarem wyjścia. Gdy położył rękę na klamce, do jego uszu doszedł cichutki szept.
-Dziękuję, Draco.
Blondyn był pewien, że sobie tego nie wyobraził. Kiwnął tylko leciutko głową i zostawił dziewczynę samą. Udał się od razu do swojej sypialni, szybko się przebrał i poszedł do łóżka. Zmęczony wydarzeniami minionego dnia, zasnął, dotknąwszy głową poduszki.
***
W innym pokoju, w ciemności przechadzała się pewna osoba. Krążyła po całym pomieszczeniu. Denerwowała się i... bała. Jej plan się nie powiódł i wiedziała, że konsekwencje nie będą przyjemnie. Mimo wszystko zdecydowała się nie poddawać. Podeszła do biurka i skreśliła jedno zdanie z listy. Weasley pod wpływem Imperiusa.
___________________________________________
Witam po dość długiej przerwie. Nie będę Wam przynudzać.
Chciałabym Was przeprosić za moją nieobecność, jednak ostatnio nie mam ani chęci ani czasu na to opowiadanie. Postaram się dodawać rozdziały częściej jednak nic nie obiecuje.
Przy okazji życzę Wam szczęśliwego nowego roku. :*
Pozderki, Libera :)