" Los czasem rozdziela bliskich sobie ludzi,
Żeby uświadomić im,
Ile dla siebie znaczą "
- Paulo Coelho
__________________________
Czasami człowiek ma tak, że czuje, jakby od innych oddzielała go gruba szyba. Wszystko słyszy, ale ma wrażenie, że jest to z bardzo daleka i jest przytłumione. Czuje, jakby otaczający go świat w ogóle nie istniał, a nawet jeśli, to on do niego nie należy. Nie obchodzi go nic. Zatapia się we własnych myślach i marzeniach i nie dopuszcza do nich nikogo. Wie, że powinien się komuś wygadać, ale nie potrafi. Boi się, że ten ktoś go nie zrozumie albo, że słowa nie opiszą tego co czuje. Przez to, ten ktoś może pomyśleć, że dramatyzuje, ale prawda jest taka, że słowa nie oddają istoty sytuacji.
Ginny tak właśnie się czuła. Szła przez Pokój Wspólny Gryffindoru i słyszała, jak ludzie ją wołają, zachęcają do spotkania. Nie zatrzymała się. Nie zwróciła na to uwagi. Chciała być sama, a jedyną możliwością było jej dormitorium. Wiedziała, że o tej porze jej współlokatorki biegają po błoniach. Codziennie to robiły, dla zdrowia.
Ginny zamknęła się w pokoju i rozmyślała. Powiedziała wszystko Hermionie. No, prawie wszystko. Myślała, że przyjaciółka ją zrozumie, że doradzi. Niestety. Stało się to, czego się bała. Jej słowa nie oddały tego co czuła. Nikogo nie winiła. Nie miała na to siły. Miała wszystkiego dość i liczyła na to, że jej "złe dni" szybko się skończą.
***
Hermiona doszła do Pokoju Życzeń. Przeszła trzy razy wokół ściany, powtarzając w myślach, że chce pokój, gdzie nikt im nie przeszkodzi. Pojawiły się drzwi i gryfonka przeszła przez nie.
Pokój zamienił się w piękny, duży salon. Na dwóch przeciwległych ścianach stały regały, po brzegi zawalone książkami. Na przeciwko drzwi stał duży kominek, w którym palił się ogień. Przed kominkiem był mały, brązowy stolik, a w okół niego stała miękka kanapa i dwa fotele do kompletu. Dodatkowo, obok kominka był duży barek, a w nim najrozmaitsze napoje, od zwykłej wody, przez piwo kremowe, aż do Ognistej Whiskey. Oczywiście nie zabrakło smakołyków. Stosy czekoladowych żab, fasolek wszystkich smaków i innych pyszności wysypywały się z szafki. Całość tak ładnie się prezentowała, że aż zapierało dech w piersiach.
Hermiona szybko się otrząsnęła. Pomyślała, że Harry będzie zadowolony z tego miejsca. Ruszyła w stronę regałów, aby znaleźć jakąś książkę, którą mogłaby czytać do przyjścia przyjaciela. Wśród lektur znalazła swoją ulubioną, mugolską książkę "Romeo i Julia". Nawet się nie zastanawiała. Zabrała książkę z półki, wzięła z barku piwo kremowe oraz fasolki wszystkich smaków i zabrała się za czytanie.
Hermiona opróżniała już trzecie pudełko fasolek, gdy usłyszała skrzypnięcie drzwi. Ktoś przyszedł. Do pokoju właśnie wchodził Harry Potter w ubłoconej szacie do Quiditcha. Mionka szybko usiadła na kanapie, na której leżała, a Harry do niej dołączył. Wybraniec oparł łokcie na kolanach, zdjął okulary i przetarł oczy. Na pierwszy rzut oka widać było, że jest zmęczony. Hermiona źle się czuła, że wciąga go w taką rozmowę, ale nie miała wyjścia. Musiała z nim porozmawiać. Dla dobra jego i Ginny.
-Jak trening?
-W porządku. - Mionka zauważyła, że w Harry'm nie było ani krzty entuzjazmu.
-Widziałam cię dzisiaj, jak szedłeś z jakąś krukonką. Kto to jest?
-Nie znam jej.Spotkałem ją przy jeziorze. Płakała i nie miała na sobie kurtki. Dałem jej swoją i odprowadziłem do zamku, ale chyba nie o tym chciałaś rozmawiać.
-Harry, co się dzieje?
-A co ma się dziać?
-Chodzi o Ginny, prawda?
-Skąd wiesz, że chodzi o Ginny?- Harry słysząc imię przyjaciółki od razu się ożywił.
-Daj spokój, nie jestem głupia. - Wybraniec zaśmiał się, a Mionka mówiła dalej. - Pamiętasz, jak w połowie września zasnąłeś przy odrabianiu lekcji? Wtedy mówiłeś jej imię przez sen. Nawiasem mówiąc, masz szczęście, że Ron tego nie słyszał. A poza tym, widzę jak na nią patrzysz. Wciąż ją kochasz, prawda?
Harry kiwnął głową na potwierdzenie. Przez jakiś czas w pokoju trwała cisza. Miona nie chciała napierać na przyjaciela. Wiedziała, że prędzej, czy później powie jej wszystko. I powiedział.
-Kocham ją, ale się boję. Boję się podejść do niej, zagadać. Boję się, że obwinia mnie za śmierć Freda. Boję się, że już mnie nie kocha.- ostatnie zdanie wypowiedział szeptem.- Dziwne, co? Pokonałem Lorda Voldemorta, największego czarnoksiężnika, jaki chodził po tej ziemi, a boję się dziewczyny.
-Powinieneś z nią porozmawiać.
-Hermiona, nie słyszałaś, co przed chwilą powiedziałem? Boję się!
-Nie masz czego.
-Skąd to wiesz?
-To, co teraz powiem, nie powinno trafić do twoich uszu, ale nie mogę patrzeć, jak cierpisz. Ginny powiedziała mi wszystko. Wcale nie wini cię za śmierć Freda. Nigdy tak nie było. Ona cię nadal kocha. Rani ją to, że się do niej nie odzywasz.
-Kocha mnie?- Harry'ego zamurowało.
-Tak, idioto, kocha cię!- Miona nie wytrzymała i zaczęła krzyczeć.- Dotarło do ciebie?! Ginewra Weasley cię kocha! Porozmawiaj z nią.- ostatnie zdanie powiedziała już spokojnie.- Tylko nie mów jej, że ci o tym powiedziałam.
-Jasne, dzięki.
***
Hermiona wracała do Pokoju Wspólnego. Myślała nad rozmową z Harry'm. To wszystko było takie dziwne. Gryfonka przyspieszyła. Była pewna, że Harry pójdzie do Ginny, żeby z nią porozmawiać. Chciała być tam pierwsza i przygotować Rudą na tą rozmowę. Jeśli to w ogóle było możliwe. Była pewna, że ta dwójka będzie ze sobą szczęśliwa.
Chwilę po tym, panna Granger przechodziła przez Pokój Wspólny Gryffindoru.. Ludzie zapraszali ją do siebie, ale ona uparcie szła dalej. Miała swój cel i chciała go osiągnąć. W krótkim czasie doszła do dormitorium Ginny. Stanęła przed drzwiami i wzięła kilka głębszych oddechów, po czym zapukała. Nikt nie odpowiadał. Hermiona zapukała jeszcze raz, ale nadal nic. Cisza, która ją otaczała była przerażająca. Szatynka zaniepokoiła się i bez zaproszenia weszła do pokoju i stanęła w progu. Widok ją po prostu przeraził.
***
Harry jeszcze jakiś czas siedział w Pokoju Przychodź- Wychodź. Myślał o tym, co powiedziała mu Hermiona. Czy to możliwe, że po tym wszystkim, Ginny nadal go kochała? A może Hermiona powiedziała tak, tylko po to, żeby go pocieszyć? Nie, to niemożliwe. Mionka jest jego przyjaciółką i nigdy by go nie okłamała. Zawsze wolała gorzką prawdę od słodkiego kłamstwa. Postanowił, że jeszcze dziś musi porozmawiać z Ginny. Jeśli ona na prawdę go kocha, to on musi o tym wiedzieć. Czym prędzej wyszedł z Pokoju Życzeń i skierował się do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Chwilę później stał pod portretem Grubej Damy. Powiedział hasło i wszedł do środka.
Harry szybko omiótł spojrzeniem całe pomieszczenie, ale nigdzie nie zauważył Ginny. Może przeoczył. Nie, na pewno, nie. Nigdy nie przeoczyłby tej charakterystycznej, rudej główki, którą tak kochał. Na wszelki wypadek jeszcze raz rozejrzał się dookoła, i gdy miał już pewność, że Ginny tam nie ma, ruszył w kierunku schodów do dormitorium dziewczyn. Niestety, nie dane mu było dojść do nich, bo został wciągnięty w tłum przez swojego najlepszego przyjaciela - Rona.
-Siema, Harry. Napij się piwa.- wcisnął mu do ręki butelkę piwa kemowego.
-Nie, dzięki, Ron. Spieszę się.
-Co ty, Harry. Ze mną się nie napijesz?
-Sorry, Ron, ale nie.
-No weź. Jedna butelka.
-Nie mogę, muszę coś załatwić.- oddał butelkę przyjacielowi i odszedł nie zważając na jego krzyki. Szybko dotarł do schodów, a i wspinaczka nie zajęła mu dużo czasu. Stanął przed drzwiami, zapukał i wszedł do pokoju, nie czekając na zaproszenie.
-Ginny, musimy poro... - nie dokończył, bo widok sprawił, że wielka gula stanęła mu w gardle.
Na łóżku leżała nieprzytomna Ginny, a przy niej siedziała zapłakana Hermiona i próbowała ja obudzić, jednak jej się nie udało. Wtedy właśnie zauważyła Harry'ego
-Harry...
-Hermiono, co się stało?- Wybraniec szybko podbiegł do przyjaciółki.
-Harry, nie mogę jej pomóc... To nic nie daje... Nie wiem, co robić.- Hermiona mówiła bez ładu i składu. Harry przytulił przyjaciółkę i zapytał jeszcze raz.
-Ale co jej jest?- Hermiona podniosła kołdrę i Harry mógł zobaczyć pocięte ręce Rudej.- Na Merlina! Powiadomiłaś kogoś?- Hermiona zaprzeczyła ruchem głowy. Wybraniec wyciągnął różdżkę i wyczarował patronusa, którego wysłał do pani Pomfrey z informacją, że Ginny jest ranna.
-Dlaczego to zrobiła?- Harry nie mógł zrozumieć, jak taka silna kobieta, mogła posunąć się do takich czynów.
-Nie wiem, Harry. Znalazłam tą kopertę na jej szafce.- Mionka wyciągnęła niewielką kopertę z torebki. - Jest zaadresowana do ciebie, więc nie otwierałam.- wręczyła kopertę przyjacielowi.
-Dzięki.- Harry od razu rozerwał kopertę i zaczął czytać.
Drogi Harry!
Jeśli czytasz ten list, to znaczy, że nie wytrzymałam, nie miałam siły.
Wiesz, że Cię kocham? Codziennie patrzę, jak rozmawiasz z innymi, jak się śmiejesz. Każdy z tych widoków rozdziera moje serce. To boli. Tak cholernie boli. Próbowałam z tym żyć. Próbowałam to ignorować. Próbowałam... Nie wyszło. Nie potrafię żyć z myślą, że już mnie nie kochasz, że już mnie nie chcesz.
Nie chcę, żebyś się obwiniał. Chcę jedynie, żebyś zrozumiał. Na koniec powiem Ci, że nigdy nie obwiniałam Cię o śmierć Freda.
Przepraszam.
Kocham Cię.
Żegnam, Ginny
PS Proszę jeszcze, żebyś nie mówił Ronowi i Hermionie, dlaczego to zrobiłam. Powiedz im tylko, że ich kocham, i że przepraszam.
Harry'emu popłynęły łzy, które powstrzymywał od wejścia do pokoju. To przez niego i jego głupotę. To przez niego zdecydowała się na taki krok. Dlaczego był takim idiotą? Dlaczego bał się powiedzieć jej, co czuje? Gdyby wcześniej z nią porozmawiał nie doszłoby do tego. Idiota, idiota, idiota.
Hermiona zauważyła ból Harry'ego. Podeszła do przyjaciela i go przytuliła. Rzadko widzi się płaczącego Harry'ego Pottera i nie jest to fajny widok. Miona nienawidziła patrzeć, jak jej przyjaciele są smutni, ale tym razem nic nie mogła zrobić. Sytuacja, w jakiej się znaleźli wywołała ogromny smutek, który ich przytłoczył.. Modlili się, aby pielęgniarka szybko przyszła.
Chwilę po tym, drzwi dormitorium otworzyły się i do pokoju weszła dyrektor McGonagall z madame Pomfrey, a za nimi Ron. Pielęgniarka szybko podeszła do Ginny i zaczęła wykonywać nad nią dziwne ruchy różdżką i szeptać jakieś formułki. Po chwili przerwała i z poważną miną odwróciła się do trójki przyjaciół.
-Niestety nie mogę nic zrobić. Żadne zaklęcia, które opanowałam, nie działają. Muszę przetransportować pannę Weasley do Munga.- pielęgniarka teleportowała się razem z Ginny.
Hermiona ponownie zaczęła płakać i wtuliła się w Rona, który otoczył ją opiekuńczo ramionami, cały czas coś szepcząc. Harry natomiast podszedł do dyrektorki.
-Pani profesor, możemy przenieść się do szpitala?
-Niestety, Potter, to niemożliwe.
-To nasza przyjaciółka! Proszę nam pozwolić.
-No dobrze, ale tylko na chwilę.
***
Trójka przyjaciół siedziała na korytarzu w szpitalu św. Munga i czekała na jakiekolwiek wieści. Wszyscy bali się o przyjaciółkę, jednak to Harry czuł się najgorzej. Obwiniał się. Cały czas myślał, że to przez niego. Gdyby poszedł do niej dzień wcześniej, to w ogóle nie musieliby tu przychodzić.
-Panna Weasley rzuciła jakieś silne zaklęcie i uzdrowiciele nie mogą nic zrobić. - profesor MacGonagall właśnie wyszła z sali.- Muszą wiedzieć, jakie zaklęcie rzuciła Ginny, żeby móc działać. Na razie zatamowali krwawienie, ale rany nie chcą się zasklepiać. Chwilowo dziewczyna jest w śpiączce i nie wiadomo, kiedy z niej wyjdzie. A wy wracajcie do zamku, lekarze powiadomią nas o jakichkolwiek zmianach.
-Pani profesor, czy mógłbym z nią zostać?
-Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł, ale niech będzie, Potter. Ale to tylko ze względu na to, że ocaliłeś świat czarodziejów.
-Dziękuję, pani profesor.
-Harry daj nam znać, jeśli coś się zmieni.
Hermiona szybko przytuliła przyjaciela, tak jak i Ron i razem teleportowali się z powrotem do zamku.
Harry wszedł do sali i załamał się, widząc bladą, nieruchomą postać Ginny. Usiadł na krześle koło jej łózka, oparł łokcie na kolanach i schował twarz w dłonie. Chwilę później z jego oczu wypłynęły łzy. Wiedział, że tej nocy już nie zaśnie.
____________________________
Dla Ali,
za wygłupy, za krążki cebulowe, za to, że przez nią się boję i za najlepszy tekst świata : "Może i jestem głupia, ale nie jestem głupia"
Jakiś czas temu Czytelniczka N. poprosiła mnie o narysowanie Draco. Chcecie, żebym go narysowała?
Zawiodłam się na was. Myślałam, że ktoś będzie komentował, a tu nic. Przykro mi, no ale.
Mam już napisany kolejny rozdział, muszę go tylko przepisać.
Pozdrawiam, Tonksiak:*
Ja bym chciała zobaczyć twój rysunek. :) A rozdział świetny :)
OdpowiedzUsuńPopłakałam się przez ciebie
OdpowiedzUsuń