najsilniejszego mężczyznę
zwyciężyć potrafią"
-Stanisław Brzozowski
____________________________________
Umarł. Umarł, ale nagle mają od niego wiadomość. Wiedzą, że jest szczęśliwy, że osiągnął pełnię szczęścia. Wiedzą, że kiedyś się z nim spotkają. Więc dlaczego płaczą? Dlaczego nie potrafią tego zatrzymać? Przecież on jest w lepszym miejscu.
Płaczą, bo to boli. Od dnia, w którym umarł minęło parę miesięcy. Więc dlaczego boli? Bo te parę miesięcy to za mało. Stracili osobę, którą kochali. Jedni mniej drudzy bardziej, ale wszyscy go kochali. Potrzebują jeszcze dużo czasu, żeby się z tym pogodzić i zrozumieć, że jest dobrze. Ale łez nie potrafią powstrzymać.
Łzy to naturalny odruch wyrażający uczucia (moja babcia mówi, że co wypłaczesz to nie wyszczysz). Łzy są nam potrzebne, bo to oczyszczenie nie tylko oczu. Ale także duszy. Pozwalamy im płynąć, bo dzięki temu czujemy się lepiej. To nam pomaga.
***
George płakał, bo stracił bliźniaka. Jedyną osobę, która go rozumiała. Jedyną osobę, która cieszyła się razem z nim, płakała razem z nim, cierpiała razem z nim. Stracił towarzysza broni. Stracił osobę, z którą przeżył tak dużo, a miało być więcej. Płakał, bo wiedział, że z nikim nie będzie się tak cieszył, jak z Nim. Wiedział, że najlepsze lata jego życia skończyły się razem ze śmiercią bliźniaka.
Rodzice płakali, bo stracili syna. Każdy (normalny) rodzic płacze po stracie dziecka. Niby mają inne dzieci, ale każde kochają tak samo mocno. Każde z dzieci jest tak samo ważne. Może i był nieznośny. Może i czasem mieli go dość, ale i tak Go kochali, bo był ich synem. Jedynym w swoim rodzaju.
Szatynka też płakała. Dlaczego, skoro to nie była jej rodzina? Dlaczego, skoro tak nie był dla niej nikim ważnym? Nie był? Był jej przyjacielem, a każdy przyjaciel jest ważny. Ale to nie był jedyny powód jej łez. Płakała, bo właśnie dowiedziała się ważnej rzeczy. Kocha ją. Dowiedziała się, że był w niej zakochany. A ona była dla niego taka wredna. Będzie jej brakowało tych wygłupów. Jednak była mu wdzięczna. Ostrzegł ją przed czymś strasznym. Może nie uda jej się od tego uciec, ale przynajmniej wie, że musi uważać.
Harry był szczęśliwy. Dostał wiadomość od rodziny. Wiedział, że Syriusz i Lupinowie mają się dobrze, a oni byli dla niego bardzo ważni. Martwił się o Teddy'ego i Mionkę, ale postanowił mną razie się tym nie przejmować. Jeszcze przyjdzie na to czas.
Tylko jedna osoba nie cieszyła się z listu od brata. Ron był wściekły. Jak ten idiota może go pouczać?! Jak on śmie?! Czy on myśli, że Ron jest aż takim debilem?! Nie mógłby zranić Hermiony. On ją kocha. Ich bal będzie piękny. Mionka będzie go zawsze pamiętać. Zawsze będzie ją chronił i nie pozwoli, żeby coś jej się stało.
***
Hermiona spojrzała na Rona. Patrzył na nią, a w jego oczach czaił się gniew. Tylko czemu akurat gniew? Był na nią zły? Ale co ona takiego zrobiła? Nie, to na pewno list od Freda tak go rozgniewał. Więc co było w tym liście, że doprowadziło Rona do takiego stanu?
Mionka rozejrzała się po sali. Wszyscy płakali. Wszystkich poruszyły listy od Freda. Państwo Weasley stali przytuleni. Molly wypłakiwała się na ramieniu męża, który gładził ją łagodnie po włosach. George stał w najdalszym kącie sali ze spuszczoną głową. Nie było widać jego twarzy, ale Hermiona wiedziała, że płakał. Skąd? Proste. Miał zaczerwieniony nos, którym co jakiś czas pociągał, a list i jego trzęsące się ręce były całe mokre. Harry przez chwilę wpatrywał się w Ginny, nie wstydząc się łez, które płynęły po jego policzkach, lecz chwilę później położył głowę na łóżku, przytulając twarz do ręki rudowłosej.
Hermiona nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Chciała porozmawiać z Ginny, ale nie miała serca rozdzielać jej z Harry'm. W tej chwili potrzebny był jej chłopak, który ją przytuli i zetrze łzy, więc podeszła do Rona.
-Ron?- dotknęła delikatnie jego dłoni. - Ron, spójrz na mnie.- rudowłosy zwrócił wzrok na twarz Mionki, ale w jego oczach nadal był gniew, którego dziewczyna się przestraszyła. Cofnęła się o krok i zabrała rękę. Przeszła tyłem jeszcze parę kroków, po czym odwróciła się i podeszła do George'a.
- Hej, George. - spojrzał na nią spod wpół przymkniętych powiek. - Wszystko w porządku?- kiwnął nieznacznie głową. Hermionie ciężko było patrzeć na ból George'a. Dotknęła jego ramienia, a on od razu podniósł głowę i spojrzał jej w oczy. Były takie piękne. Takie duże o głębokiej barwie... -Na pewno? Jakby co, to mogę ci pomóc.
- Wszystko jest okey, po prostu ten list odblokował wiele wspomnień, które... Które bolą.
- Rozumiem, co czujesz.
- Wątpię. Nie chcę być niegrzeczny, ale tego raczej nie rozumiesz. On był moim bliźniakiem. Wszystko, co najlepsze zdarzyło się z nim.
- Uwierz mi, wiem co czujesz. Miałam kiedyś bliźniaka...
- Co?!- Ron i Harry odwrócili głowy w ich stronę.
- Ciszej- syknęła Hermiona.- Miałam bliźniaka. Nazywał się Jace. Ale on umarł.
- Co się stało?- po chwili dodał- jeśli mogę wiedzieć. - Cień uśmiechu przeszedł przez twarz Mionki.
-Możesz. Dwa i pół roku temu, gdy szedł do sklepu...- głos się jej załamał. Z oczu wypłynęły łzy, a ogromna gula w gardle uniemożliwiała jej dalsze opowiadanie. George jej nie poganiał, czekał cierpliwie aż się uspokoi i zacznie znowu mówić.- Kiedy szedł do sklepu napadli go śmierciożercy. Zaciągnęli go w jakąś pustą uliczkę, którą wyciszyli zaklęciem, tak żeby nikt nie usłyszał krzyków Jace'a. Chcieli wyciągnąć od niego informacje o mnie, o Harry'm i o Ronie. O chłopakach nie wiedział dużo, bo mu nie opowiadałam, ale jako mój brat, o mnie wiedział wszystko. Ten idiota nic im nie powiedział. Zaczęli go torturować, ale on nadal nic nie mówił. Po czterech godzinach tortur zostawili go. Nie wiem, czemu. Pewnie zauważyli jego stan i stwierdzili, że będzie ubaw jak go zostawią. A może chcieli sprawdzić, co się z nim stanie. Nie mam zielonego pojęcia, co nimi kierowało, bo raczej nie była to litość.W każdym razie Jace miał na tyle siły, żeby dojść do domu. Wszedł do korytarza i upadł na kolana. Rodzice szybko do niego podbiegli, żeby mu pomóc, ale on wyszeptał tylko jedno słowo i zemdlał.To było ostatnie, co powiedział. Jego ostatnie słowo to ,,śmierciożercy". Rodzice zawiadomili Dumbledore'a, a on teleportował się do nich i zabrał Jace'a do św. Munga. Potem wrócił do szkoły i powiadomił mnie o wszystkim. Pozwolił mi do niego iść, ale tylko na godzinę. On... On wyglądał strasznie, groteskowo. Był cały poraniony, a jednocześnie taki spokojny, jakby był lalką. To był okropny widok. Jace, mój Jace. Zawsze wesoły chłopak, cieszący się z życia, leżał tam nieruchomo, podłączony do dziwnych sprzętów. Wróciłam do szkoły, a godzinę później dostałam wiadomość, że Jace zmarł zaraz po moim wyjściu. To było nasze pożegnanie. A najgorsze jest to, że nasza ostatnia rozmowa była tak na prawdę kłótnią. Był na mnie zły, że wakacje, jedyny okres, w którym może normalnie mieć siostrę, ja spędzałam z wami. Nie rozumiał, że w ten sposób chciałam go chronić. Nie był zazdrosny, że on nie jest czarodziejem. Zawsze był wyrozumiały. Kochał mnie i chyba myślał, że ja go przestałam kochać. Że zastąpiłam go przyjaciółmi. Że już go nie potrzebuję, że mi nie zależy. Zależało mi, dlatego się odcięłam. Ostatnie słowa, jakie do niego powiedziałam, to że jest okropnym bratem i nic nie rozumie. Dlatego usunęłam pamięć moim rodzicom. Nie chciałam, żeby ich spotkało to samo, co Jace'a. Nie mogę ich stracić, są moją jedyna rodziną. Muszę ich chronić.
George cały czas stał wyprostowany i patrzył w przestrzeń. Ta mała istota, tak dużo przeżyła. Tyle wycierpiała. A jednak potrafi się uśmiechać, potrafi żyć. A on? On zatracił się w smutku i rozpaczy. Nie wierzył, że inni cierpią, skoro chodzą uśmiechnięci. Przecież to niemożliwe, żeby śmiać się po takiej tragedii. Mylił się. Teraz zrozumiał, że jest słaby. Powinien ruszyć na przód. Pamiętać o Fredzie, ale żyć swoim życiem. To jest najważniejsze. Fred by tego chciał.
-Nie są twoją jedyną rodziną.
-Co?- po długiej ciszy, wypowiedź George'a była zaskoczeniem.
-Twoi rodzice. Na prawdę są twoją jedyną rodziną? Wszystkim, co masz? My się nie liczymy?
Hermiona osłupiała. George Weasley znany z tego, że cały czas żartuje, mówi takie rzeczy. Przecież to tak, jakby Hagrid powiedział, że smoki są obrzydliwymi i niebezpiecznymi stworzeniami.
-Nie, oczywiście, że jesteście ważni, ale to co innego. Oni zawsze mnie wspierali, byli przy mnie i...
-My cię nie wspieramy? Hermiono, już dawno stałaś się członkiem naszej rodziny. Rodzina to nie tylko krew w żyłach, ale też uczucia jakimi obdarzamy innych ludzi. Dla nas wszystkich jesteś tak samo ważna, jak Ginny. Jesteś naszą młodszą siostrzyczką. No, może niektórzy z nas trochę inaczej cię traktują, ale, bez względu na wszystko, zawsze będziemy po twojej stronie,. Jesteśmy przy tobie i zawsze możesz na nas liczyć.
Oczy Hermiony zaszkliły się podczas wypowiedzi George'a, a kiedy skończył pojedyncza łza spłynęła po zarumienionym policzku dziewczyny.
-Dziękuję, George. To było wspaniałe.
-To była szczera prawda.
Przez chwilę stali w ciszy. Oboje patrzyli w inną stronę i myśleli o czym innym.
Mionka patrzyła na Harry'ego i Ginny. Musiało stać się coś strasznego, żeby w końcu przestali bawić się w kotka i myszkę. Może Ginny poleży jeszcze w szpitalu, ale przynajmniej są szczęśliwi. Są razem. Szatynka myślała o tym, co powiedział George. To na prawdę było piękne. Do tej pory nie wiedziała. że ma takie oparcie w Weasley'ach. Traktowali ją jak członka rodziny, to cudowne. Do tego jeszcze ma wspaniałego chłopaka, więc powinna być szczęśliwa. Właśnie- powinna, ale nie jest. Dlaczego? Dlaczego nie potrafi cieszyć się tym, co ma? Dlaczego co noc kładzie się i nie może zasnąć? Dlaczego każdego ranka jej poduszka jest mokra od łez? Nie wiedziała.
George patrzył w zupełnie inną stronę. Patrzył na Rona. Wiedział, że młodszy brat jest wściekły. Domyślił się, że chodziło o list od Freda. Pewnie jego bliźniak ostrzegł go. Możliwe nawet, że chodziło o Mionkę. Jeśli tak, to dobrze, że go ostrzegł. Niech tylko Ron jej coś zrobi, a pożałuje tego. Nie pozwoli mu jej zranić. Może wszyscy myślą, że jest twarda, ale on właśnie się dowiedział, że w środku jest bardzo krucha. Dużo przeszła i oby nie było tego więcej. Już on się o to postara.
-Twoi rodzice...- ciszę przerwał George, znowu.- Czy oni odzyskali już pamięć?
-Nie. Nie mogłam ich znaleźć.
-Może ci pomogę? Mam trochę więcej czasu i możliwości.
-Nie musisz, masz za dużo swoich problemów.
-Jak chcesz..- nie naciskał.- A twój brat... Jace... Czy Ron, Ginny i Harry wiedzą o nim?
-Nie. Byłam pewna, że jeśli nikt z Hogwartu nie będzie o nim wiedział, to będzie bezpieczny.
-A nie sądzisz, że powinni wiedzieć?
-Powiem im, ale jeszcze nie teraz. Jeszcze nie jestem gotowa.
-Okey. Jeśli będzie ci ciężko, to napisz do mnie, postaram się pomóc.
-Dziękuję.
Znowu zapanowała cisza. Rudy nie rozumiał Hermiony. Niby nie była gotowa, ale jemu powiedziała. Dziwne. No, ale, kobiety się kocha a nie rozumie.
-George, mam do ciebie pytanie.
-Wal śmiało.
- W liście Fred napisał mnie, że mnie kocha.- Mionka zarumieniła się, mówiąc w te słowa, a George lekko się uśmiechnął. - I że on i Ron nie są jedynymi Weasley'ami, którzy mają do mnie "słabość".- przy ostatnim słowie Hermiona wykonała gest oznaczający cudzysłów.- Nie wiesz może o kogo mogło mu chodzić?- przez twarz George'a przeszedł dziwny grymas, który zresztą bardzo szybko zniknął.
-Myślę, że chodziło mu o Charlie'ego.
-Charlie'ego?
- Tak. Kiedyś stwierdził, że jesteś ładną, mądrą i twardą kobietą i byłabyś dobrą kandydatką na żonę.- to nie było do końca kłamstwo. Faktycznie Charlie kiedyś powiedział coś takiego o Hermionie, ale Fred raczej nie jego miał na myśli.
-Dzięki, za wszystko.- Mionka podeszła do Rona, po czym wyszli ze szpitala i wrócili do szkoły. Harry został z Ginny, ale to już nikogo nie dziwiło.
_____________________
Jako, że dziś mam urodziny, to postanowiłam dodać nowy rozdział. Taki prezent ode mnie dla Was.
Ciężko mi było pisać ten rozdział, ale z drugiej strony, chciałam go szybko skończyć. Ten rozdział jest dla mnie bardzo ważny i zależało mi na tym, żeby dobrze wyszedł, więc jeśli możecie to pozostawcie swoją opinię w komentarzu.
Łzy to naturalny odruch wyrażający uczucia (moja babcia mówi, że co wypłaczesz to nie wyszczysz). Łzy są nam potrzebne, bo to oczyszczenie nie tylko oczu. Ale także duszy. Pozwalamy im płynąć, bo dzięki temu czujemy się lepiej. To nam pomaga.
***
George płakał, bo stracił bliźniaka. Jedyną osobę, która go rozumiała. Jedyną osobę, która cieszyła się razem z nim, płakała razem z nim, cierpiała razem z nim. Stracił towarzysza broni. Stracił osobę, z którą przeżył tak dużo, a miało być więcej. Płakał, bo wiedział, że z nikim nie będzie się tak cieszył, jak z Nim. Wiedział, że najlepsze lata jego życia skończyły się razem ze śmiercią bliźniaka.
Rodzice płakali, bo stracili syna. Każdy (normalny) rodzic płacze po stracie dziecka. Niby mają inne dzieci, ale każde kochają tak samo mocno. Każde z dzieci jest tak samo ważne. Może i był nieznośny. Może i czasem mieli go dość, ale i tak Go kochali, bo był ich synem. Jedynym w swoim rodzaju.
Szatynka też płakała. Dlaczego, skoro to nie była jej rodzina? Dlaczego, skoro tak nie był dla niej nikim ważnym? Nie był? Był jej przyjacielem, a każdy przyjaciel jest ważny. Ale to nie był jedyny powód jej łez. Płakała, bo właśnie dowiedziała się ważnej rzeczy. Kocha ją. Dowiedziała się, że był w niej zakochany. A ona była dla niego taka wredna. Będzie jej brakowało tych wygłupów. Jednak była mu wdzięczna. Ostrzegł ją przed czymś strasznym. Może nie uda jej się od tego uciec, ale przynajmniej wie, że musi uważać.
Harry był szczęśliwy. Dostał wiadomość od rodziny. Wiedział, że Syriusz i Lupinowie mają się dobrze, a oni byli dla niego bardzo ważni. Martwił się o Teddy'ego i Mionkę, ale postanowił mną razie się tym nie przejmować. Jeszcze przyjdzie na to czas.
Tylko jedna osoba nie cieszyła się z listu od brata. Ron był wściekły. Jak ten idiota może go pouczać?! Jak on śmie?! Czy on myśli, że Ron jest aż takim debilem?! Nie mógłby zranić Hermiony. On ją kocha. Ich bal będzie piękny. Mionka będzie go zawsze pamiętać. Zawsze będzie ją chronił i nie pozwoli, żeby coś jej się stało.
***
Hermiona spojrzała na Rona. Patrzył na nią, a w jego oczach czaił się gniew. Tylko czemu akurat gniew? Był na nią zły? Ale co ona takiego zrobiła? Nie, to na pewno list od Freda tak go rozgniewał. Więc co było w tym liście, że doprowadziło Rona do takiego stanu?
Mionka rozejrzała się po sali. Wszyscy płakali. Wszystkich poruszyły listy od Freda. Państwo Weasley stali przytuleni. Molly wypłakiwała się na ramieniu męża, który gładził ją łagodnie po włosach. George stał w najdalszym kącie sali ze spuszczoną głową. Nie było widać jego twarzy, ale Hermiona wiedziała, że płakał. Skąd? Proste. Miał zaczerwieniony nos, którym co jakiś czas pociągał, a list i jego trzęsące się ręce były całe mokre. Harry przez chwilę wpatrywał się w Ginny, nie wstydząc się łez, które płynęły po jego policzkach, lecz chwilę później położył głowę na łóżku, przytulając twarz do ręki rudowłosej.
Hermiona nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Chciała porozmawiać z Ginny, ale nie miała serca rozdzielać jej z Harry'm. W tej chwili potrzebny był jej chłopak, który ją przytuli i zetrze łzy, więc podeszła do Rona.
-Ron?- dotknęła delikatnie jego dłoni. - Ron, spójrz na mnie.- rudowłosy zwrócił wzrok na twarz Mionki, ale w jego oczach nadal był gniew, którego dziewczyna się przestraszyła. Cofnęła się o krok i zabrała rękę. Przeszła tyłem jeszcze parę kroków, po czym odwróciła się i podeszła do George'a.
- Hej, George. - spojrzał na nią spod wpół przymkniętych powiek. - Wszystko w porządku?- kiwnął nieznacznie głową. Hermionie ciężko było patrzeć na ból George'a. Dotknęła jego ramienia, a on od razu podniósł głowę i spojrzał jej w oczy. Były takie piękne. Takie duże o głębokiej barwie... -Na pewno? Jakby co, to mogę ci pomóc.
- Wszystko jest okey, po prostu ten list odblokował wiele wspomnień, które... Które bolą.
- Rozumiem, co czujesz.
- Wątpię. Nie chcę być niegrzeczny, ale tego raczej nie rozumiesz. On był moim bliźniakiem. Wszystko, co najlepsze zdarzyło się z nim.
- Uwierz mi, wiem co czujesz. Miałam kiedyś bliźniaka...
- Co?!- Ron i Harry odwrócili głowy w ich stronę.
- Ciszej- syknęła Hermiona.- Miałam bliźniaka. Nazywał się Jace. Ale on umarł.
- Co się stało?- po chwili dodał- jeśli mogę wiedzieć. - Cień uśmiechu przeszedł przez twarz Mionki.
-Możesz. Dwa i pół roku temu, gdy szedł do sklepu...- głos się jej załamał. Z oczu wypłynęły łzy, a ogromna gula w gardle uniemożliwiała jej dalsze opowiadanie. George jej nie poganiał, czekał cierpliwie aż się uspokoi i zacznie znowu mówić.- Kiedy szedł do sklepu napadli go śmierciożercy. Zaciągnęli go w jakąś pustą uliczkę, którą wyciszyli zaklęciem, tak żeby nikt nie usłyszał krzyków Jace'a. Chcieli wyciągnąć od niego informacje o mnie, o Harry'm i o Ronie. O chłopakach nie wiedział dużo, bo mu nie opowiadałam, ale jako mój brat, o mnie wiedział wszystko. Ten idiota nic im nie powiedział. Zaczęli go torturować, ale on nadal nic nie mówił. Po czterech godzinach tortur zostawili go. Nie wiem, czemu. Pewnie zauważyli jego stan i stwierdzili, że będzie ubaw jak go zostawią. A może chcieli sprawdzić, co się z nim stanie. Nie mam zielonego pojęcia, co nimi kierowało, bo raczej nie była to litość.W każdym razie Jace miał na tyle siły, żeby dojść do domu. Wszedł do korytarza i upadł na kolana. Rodzice szybko do niego podbiegli, żeby mu pomóc, ale on wyszeptał tylko jedno słowo i zemdlał.To było ostatnie, co powiedział. Jego ostatnie słowo to ,,śmierciożercy". Rodzice zawiadomili Dumbledore'a, a on teleportował się do nich i zabrał Jace'a do św. Munga. Potem wrócił do szkoły i powiadomił mnie o wszystkim. Pozwolił mi do niego iść, ale tylko na godzinę. On... On wyglądał strasznie, groteskowo. Był cały poraniony, a jednocześnie taki spokojny, jakby był lalką. To był okropny widok. Jace, mój Jace. Zawsze wesoły chłopak, cieszący się z życia, leżał tam nieruchomo, podłączony do dziwnych sprzętów. Wróciłam do szkoły, a godzinę później dostałam wiadomość, że Jace zmarł zaraz po moim wyjściu. To było nasze pożegnanie. A najgorsze jest to, że nasza ostatnia rozmowa była tak na prawdę kłótnią. Był na mnie zły, że wakacje, jedyny okres, w którym może normalnie mieć siostrę, ja spędzałam z wami. Nie rozumiał, że w ten sposób chciałam go chronić. Nie był zazdrosny, że on nie jest czarodziejem. Zawsze był wyrozumiały. Kochał mnie i chyba myślał, że ja go przestałam kochać. Że zastąpiłam go przyjaciółmi. Że już go nie potrzebuję, że mi nie zależy. Zależało mi, dlatego się odcięłam. Ostatnie słowa, jakie do niego powiedziałam, to że jest okropnym bratem i nic nie rozumie. Dlatego usunęłam pamięć moim rodzicom. Nie chciałam, żeby ich spotkało to samo, co Jace'a. Nie mogę ich stracić, są moją jedyna rodziną. Muszę ich chronić.
George cały czas stał wyprostowany i patrzył w przestrzeń. Ta mała istota, tak dużo przeżyła. Tyle wycierpiała. A jednak potrafi się uśmiechać, potrafi żyć. A on? On zatracił się w smutku i rozpaczy. Nie wierzył, że inni cierpią, skoro chodzą uśmiechnięci. Przecież to niemożliwe, żeby śmiać się po takiej tragedii. Mylił się. Teraz zrozumiał, że jest słaby. Powinien ruszyć na przód. Pamiętać o Fredzie, ale żyć swoim życiem. To jest najważniejsze. Fred by tego chciał.
-Nie są twoją jedyną rodziną.
-Co?- po długiej ciszy, wypowiedź George'a była zaskoczeniem.
-Twoi rodzice. Na prawdę są twoją jedyną rodziną? Wszystkim, co masz? My się nie liczymy?
Hermiona osłupiała. George Weasley znany z tego, że cały czas żartuje, mówi takie rzeczy. Przecież to tak, jakby Hagrid powiedział, że smoki są obrzydliwymi i niebezpiecznymi stworzeniami.
-Nie, oczywiście, że jesteście ważni, ale to co innego. Oni zawsze mnie wspierali, byli przy mnie i...
-My cię nie wspieramy? Hermiono, już dawno stałaś się członkiem naszej rodziny. Rodzina to nie tylko krew w żyłach, ale też uczucia jakimi obdarzamy innych ludzi. Dla nas wszystkich jesteś tak samo ważna, jak Ginny. Jesteś naszą młodszą siostrzyczką. No, może niektórzy z nas trochę inaczej cię traktują, ale, bez względu na wszystko, zawsze będziemy po twojej stronie,. Jesteśmy przy tobie i zawsze możesz na nas liczyć.
Oczy Hermiony zaszkliły się podczas wypowiedzi George'a, a kiedy skończył pojedyncza łza spłynęła po zarumienionym policzku dziewczyny.
-Dziękuję, George. To było wspaniałe.
-To była szczera prawda.
Przez chwilę stali w ciszy. Oboje patrzyli w inną stronę i myśleli o czym innym.
Mionka patrzyła na Harry'ego i Ginny. Musiało stać się coś strasznego, żeby w końcu przestali bawić się w kotka i myszkę. Może Ginny poleży jeszcze w szpitalu, ale przynajmniej są szczęśliwi. Są razem. Szatynka myślała o tym, co powiedział George. To na prawdę było piękne. Do tej pory nie wiedziała. że ma takie oparcie w Weasley'ach. Traktowali ją jak członka rodziny, to cudowne. Do tego jeszcze ma wspaniałego chłopaka, więc powinna być szczęśliwa. Właśnie- powinna, ale nie jest. Dlaczego? Dlaczego nie potrafi cieszyć się tym, co ma? Dlaczego co noc kładzie się i nie może zasnąć? Dlaczego każdego ranka jej poduszka jest mokra od łez? Nie wiedziała.
George patrzył w zupełnie inną stronę. Patrzył na Rona. Wiedział, że młodszy brat jest wściekły. Domyślił się, że chodziło o list od Freda. Pewnie jego bliźniak ostrzegł go. Możliwe nawet, że chodziło o Mionkę. Jeśli tak, to dobrze, że go ostrzegł. Niech tylko Ron jej coś zrobi, a pożałuje tego. Nie pozwoli mu jej zranić. Może wszyscy myślą, że jest twarda, ale on właśnie się dowiedział, że w środku jest bardzo krucha. Dużo przeszła i oby nie było tego więcej. Już on się o to postara.
-Twoi rodzice...- ciszę przerwał George, znowu.- Czy oni odzyskali już pamięć?
-Nie. Nie mogłam ich znaleźć.
-Może ci pomogę? Mam trochę więcej czasu i możliwości.
-Nie musisz, masz za dużo swoich problemów.
-Jak chcesz..- nie naciskał.- A twój brat... Jace... Czy Ron, Ginny i Harry wiedzą o nim?
-Nie. Byłam pewna, że jeśli nikt z Hogwartu nie będzie o nim wiedział, to będzie bezpieczny.
-A nie sądzisz, że powinni wiedzieć?
-Powiem im, ale jeszcze nie teraz. Jeszcze nie jestem gotowa.
-Okey. Jeśli będzie ci ciężko, to napisz do mnie, postaram się pomóc.
-Dziękuję.
Znowu zapanowała cisza. Rudy nie rozumiał Hermiony. Niby nie była gotowa, ale jemu powiedziała. Dziwne. No, ale, kobiety się kocha a nie rozumie.
-George, mam do ciebie pytanie.
-Wal śmiało.
- W liście Fred napisał mnie, że mnie kocha.- Mionka zarumieniła się, mówiąc w te słowa, a George lekko się uśmiechnął. - I że on i Ron nie są jedynymi Weasley'ami, którzy mają do mnie "słabość".- przy ostatnim słowie Hermiona wykonała gest oznaczający cudzysłów.- Nie wiesz może o kogo mogło mu chodzić?- przez twarz George'a przeszedł dziwny grymas, który zresztą bardzo szybko zniknął.
-Myślę, że chodziło mu o Charlie'ego.
-Charlie'ego?
- Tak. Kiedyś stwierdził, że jesteś ładną, mądrą i twardą kobietą i byłabyś dobrą kandydatką na żonę.- to nie było do końca kłamstwo. Faktycznie Charlie kiedyś powiedział coś takiego o Hermionie, ale Fred raczej nie jego miał na myśli.
-Dzięki, za wszystko.- Mionka podeszła do Rona, po czym wyszli ze szpitala i wrócili do szkoły. Harry został z Ginny, ale to już nikogo nie dziwiło.
_____________________
Jako, że dziś mam urodziny, to postanowiłam dodać nowy rozdział. Taki prezent ode mnie dla Was.
Ciężko mi było pisać ten rozdział, ale z drugiej strony, chciałam go szybko skończyć. Ten rozdział jest dla mnie bardzo ważny i zależało mi na tym, żeby dobrze wyszedł, więc jeśli możecie to pozostawcie swoją opinię w komentarzu.
Wszystkiego, naj, naj i naj, i jeszcze raz naj (wiem że strasznie spóźnione)! Rozdzialik świetny, możliwe że, mnie jeszcze ni poznałaś (Zosia która prosiła o jakieś ładne Dramione na fb) w świecie poza fb zwą mnie Lucy Dragneel lub Zochanem. A teraz nie jestem zalogowana na google bo jestem na fonie a fon połączony z kompem brata i nie jestem w stanie się zalogować ;)
OdpowiedzUsuńTak więc, bye bye!
Jestem strasznie nie logiczna ;-;
UsuńDziękuję za życzenia i za to, że przeczytałaś. Mam nadzieję, że będziesz częściej wpadać,
UsuńPozdrawiam Tonksiak
To było słodkie chcę jeszcze więcej oczywiście przy tym też płakałam jeszcze bardziej niż przy wszystkich innych jesteś super pisarką pisz więcej i więcej nie mogę się doczekać i spóźnione sto lat solenizantko
OdpowiedzUsuńJeju, kocham Cię
OdpowiedzUsuńJesteś pierwszą osobą, która powiedziała mi, że jestem świetną pisarką. Oczywiście się staram, ale zawsze uważałam, że mi nie wychodzi.
Ogromnie Ci dziękuję, za ten komentarz i za życzenia.
Pozdrawiam, Tonksiak <3