wtorek, 21 kwietnia 2015

Prorok codzienny


   Myślę, że należą Wam się przeprosiny. Zwlekam z rozdziałem, za co bardzo Was przepraszam. Od razu mówię, że rozdział się pisze i jest już prawie na wykończeniu, ale mam teraz dużo nauki i nie zawsze mam czas na pisanie. Myślę, że ci z Was, którzy tak jak ja piszą w tym tygodniu testy gimnazjalne, mnie zrozumieją.

   Rozdział jest dłuższy nic zwykle i coś się zaczyna dziać w opowiadaniu. Postaram się dodać go w niedzielę. A teraz w ramach rekompensaty wrzucam kawałek rozdziału 27:


    Nadszedł dzień balu. Wszystkie dziewczyny od rana przygotowywał się, żeby wypaść jak najlepiej. Jedynym wyjątkiem była Hermiona Granger. Jako jedyna wszystko przygotowała wcześniej. Walizka była spakowana, bo na drugi dzień jechała na święta do domu. Sukienka i buty leżały bezpieczne w jej prywatnym dormitorium. Wystarczyło jedynie ułożyć włosy i nałożyć makijaż z czym nie miała problemu. Zaoszczędziła sporo czasu, więc mogła spokojnie poczytać. Tak jej się przynajmniej wydawało, bo jak tylko usiadła w fotelu i zaczęła czytać, to ktoś jej przeszkodził.
   -Mionka, a ty się nie szykujesz?
   -A co, źle wyglądam?
  -No co ty. Kotek ty zawsze wyglądasz wspaniale, ale chyba nie zamierzasz pójść na bal w dresie.
   -Nie, Ron, nie zamierzam. Zaraz idę do pokoju. Muszę tylko to doczytać.
   -Okey, to  ja nie przeszkadzam. Widzimy się o osiemnastej.- pocałował ją na pożegnanie i poszedł.



    Do zobaczenia,
Libera <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz