Rozdział 7.
-Co to niby miało być?!- Draco szedł z Zabinim na lekcję. Przed chwilą normalnie przywitał się z Hermioną Granger i kolega nie mógł pojąć dlaczego.
-O co ci chodzi, Diable?
-Przywitałeś się z Hermioną Granger! Z tą szlamą!.- Draco rzucił się na Blaise'a.
-Nie waż się tak o niej mówić.- wydusił przez zaciśnięte zęby.
-A co zakochałeś się?-przyjaciel zaczął szydzić z Malfoya. Draco otworzył usta, żeby powiedzieć coś w stylu ,, Nawet jeśli, to co ci do tego", ale zrezygnował. Zacisnął tylko zęby i odszedł.
Co się ze mną dzieje. Draco myślał przez całą drogę do klasy. Czyżbym zakochał się w Hermionie Granger? Nie, to niemożliwe. Jest bardzo ładna i faktycznie, przeprosiłem ją, ale tylko dlatego, że uznałem, że powinienem to zrobić, ale tak na prawdę nie czuję do niej nic oprócz szacunku. Mam nadzieję.
Draco doszedł już do sali od transmutacji, gdzie zaczynała się jego pierwsza lekcja tego dnia.
Z Gryfonami. Pomyślał. Z drugiej strony ciekawe dlaczego Hermiona tak mnie broniła przed przyjaciółmi.
Draco nie zastanawiał się dłużej, tylko wszedł do klasy, usiadł w ławce i czekał na rozpoczęcie lekcji.
***
Hermiona była zła. Nie mogła zrozumieć, dlaczego jej przyjaciele tak się zachowują. Myślała, że będą się cieszyli, że nareszcie pozbyła się swojego wroga. Jej rozmyślenia przerwał dzwon głoszący rozpoczęcie lekcji. Hermiona pobiegła szybko do klasy do transmutacji. Ze złością rzuciła torbę na podłogę i wyjęła książki.
Weszła profesor McGonagall i lekcja się zaczęła. Hermiona cały czas mruczała coś do siebie i nie mogła skupić się na zmienieniu stołka w pieczonego kurczaka. Zauważył to siedzący koło niej Draco.
-Coś się stało?
-Tak... Nie... To przez moich przyaciół.
-Co z nimi.- Malfoy wyglądał jakby naprawdę się przejmował.
-Po prostu są źli, że pogodziłam się z tobą i nie mogą zrozumieć, że ludzie, nawet tak podli jak ty, bez urazy, mogą się zmienić.
-Spoko. Moi kumple byli oburzeni jak im powiedziałem, że przestaliśmy się kłócić. Zabini stwierdził, że ktoś musiał mi namieszać w głowie, dlatego tak się zachowuję.
-A może jesteś pod wpływem bardzo silnego zaklęcia Confundusa?- Hermiona dopiero teraz zdała sobie sprawę z takiej możliwości.
-Nie. Przyrzekam nie jestem pod wpływem żadnego zaklęcia.
-Dobra wierzę ci.-Hermiona nie próbowała ukryć śmiechu, który rozległ się po całej klasie, przez co wszystkie głowy były na nią zwrócone.
-Coś się stało, panno Granger.-McGonagall nie była zadowolona, że ktoś przerywa jej lekcję.
-Nic, pani profesor, przepraszam.-Hermiona nie mogła stłumić ciągłego chichotu.
-Uspokój się, bo zarobimy dłuższy szlaban.-powiedział ze śmiechem Malfoy.
-Dobra, już.- Hermiona przestała się śmiać.
Zabrzmiał dzwon obwieszczający koniec lekcji. Jako, że ani Miona, ani Draco nie rozmawiali z przyjaciółmi, to wyszli z klasy razem. Gdy tylko znaleźli się za drzwiami, Hermiona znowu zaczęła się śmiać.
-Co cię tak bawi?- Zapytał Draco, który teraz zaczął śmiać się z koleżanki.
-Żebyś ty widział minę Rona, jak wybuchnęłam śmiechem.-Hermiona powstrzymała się na chwilę, żeby wyjaśnić Malfoyowi przyczynę swojego śmiechu.-Wyglądał jakby zjadł żołądek ropuchy.
Do końca lekcji Hermiona nie odzywała się do przyjaciół i nie miała zamiaru tego robić, puki jej nie przeproszą. Bolało ją to, że przyjaciele są na nią źli, ale nie dała tego po sobie poznać. Przez cały dzień siedziała w bibliotece i nie odzywała się do nikogo. Nie wiedziała, że w pokoju wspólnym Slytherinu kłócą się o nią.
_______________________________
Jest następny rozdział. Przepraszam, że tak późno, ale wczoraj nie miałam siły. Jako wynagrodzenie, następny rozdział dodam jutro, jeśli brat mi nie przeszkodzi
Pozdrawiam Tonksiak ;*
P.S.Jeśli ktoś chce otrzymywać info o nowych postach, to proszę o nr gg.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz