niedziela, 4 sierpnia 2013

Rozdział 6. Tajemnica ujrzała światło dzienne.

  Rozdział 6.
      Hermiona była w Wielkiej Sali. Stała na jednym ze stołów, a wokół było pełno węży. Nagle zza drzwi wyszła wielka i potężna Nagini. Mionka stała jak sparaliżowana a Nagini szybko mknęła ku niej. W jednej chwili przez okno wleciał Draco. Jednym zaklęciem oszołomił wszystkie węże, razem z królową, wziął Hermionę na ręce i wyszedł z zamku.
      Draco biegł z Hermioną na rękach przez całe błonia. Wiedział gdzie biegnie i po co biegnie, ale nie wiedział, czy dobrze robi. Nagle zatrzymał się na wzgórzu. Położył oszołomioną Mionkę na trawie i odszedł. Hermiona nie wiedziała co zrobić. Nie myślała jasno, bo nadal była przestraszona. Bała się, że Wielka Nagini przyjdzie po nią i ją zje. Zauważyła, że zbliża się do niej jakaś postać. Miała nadzieję, że to jest Draco. Jednak się pomyliła. Ku niej szedł sam Voldemort. Spojrzał na nią z krzywym uśmiechem na twarzy i rzucił na dziewczynę zaklęcie uśmiercające. W ostatniej chwili na miotle przyleciał Draco i uratował Hermionę, a zaraz potem rzucił ją z urwiska. Hermiona spadała i krzyczała.
-NIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
-NIE!!!- Hermionę obudził jej własny krzyk. To był tylko sen. To tylko sen.- tłumaczyła sobie w myślach. Wiedziała, że to nie stało się naprawdę, jednak tej nocy nie mogła już zasnąć.
     O 6:30 Mionka ubrała się i wyszła z dormitorium. Dziewczyna zeszła do pokoju wspólnego, usiadła przed kominkiem, wyjęła książkę od eliksirów i zaczęła czytać. Nie zauważyła, że inni schodzili już na śniadanie. Z zamyśleń wyrwała ją jej przyjaciółka, Ginny.
-Hej, Hermionka. Idziemy na śniadanie?
-Tak, tak, już idę.-Hermiona wyszła z pokoju i razem z Ginny udała się do Wielkiej sali na śniadanie. Cały czas myślała o tym śnie i nie mogła skupić się na niczym innym.
-Mionka, czy ty mnie w ogóle słuchasz?- Ginny zauważyła, że Hermiona akurat jest w swoim świecie.
-Co? O przepraszam Ginny zamyśliłam się. To co mówiłaś?
- Nie ważne
     Dziewczyny akurat doszły do Wielkiej Sali przed którą czekali na nich przyjaciele, Ron i Harry.
-No nareszcie jesteście.- Ron był strasznie zniecierpliwiony.- Ile na was czekaliśmy. Już prawie umarłem z głodu.
-Dobra, dobra Ron. Nie popisuj się.- Hermiona nie miała ochoty na żarty przyjaciela.- Chodźmy już lepiej na śniadanie.
   Gdy przyjaciele wchodzili do Wielkiej Sali, akurat wychodził z niej wysoki blondyn z kumplami.
-Cześć Hermiono.- Powiedział Draco z uśmiechem.
-Cześć Draco.- Hermiona również się uśmiechnęła.
           Minęli się i dziewczyna z przyjaciółmi usiadła przy stole.
- Co to niby miało być?!- Harry by zszokowany.
-Ale co?- Hemiona nie rozumiała o co chodzi.
-Przywitałaś się z Mallfoy'em bez żadnych wyzwisk, docinków, ani złośliwości i jeszcze do tego uśmiechnęłaś się do niego.- Ron nie rozumiał zachowania Hermiony.
-No i co?
- To, że to jest nasz wróg.
-Po pierwsze to BYŁ mój wróg, a po drugie skończyliśmy tą naszą wojnę. Wczoraj przeprosił mnie za wszystko, a ja postanowiłam, że dam mu ostatnią szansę.- wyjaśniła spokojnie Hermiona.
-Czyś ty kompletnie zgłupiała!-Ron nie wiedział co ma o tym myśleć.
-Ron uspokój się. Hermiona jest dorosła i może robić co chce.- tylko Ginny rozumiała Mionkę.
-Dzięki Ginny. Chociaż ty jesteś po mojej stronie.- Miona uśmiechnęła się ciepło do Ginny.
-Po twojej stronie?! Jakiej stronie?!- teraz Ron krzyczał tak, że cała sala go słyszała.- Hermiono co się z tobą stało, że bratasz się z wrogiem? Nie poznaję cię.
-Ogarnij się Ron!- Hermiona miała po dziurki w nosie zachowania jej przyjaciela.- To jest moje życie i będę nim rządziła jak chcę, a tobie nic do tego!- Hermiona wyszła z sali zostawiając przyjaciół na śniadaniu. Nikt z nich nie wiedział, że za drzwiami stoi wysoki blondyn i przysłuchuje się tej kłótni.



______________________________
Przepraszam, że tak późno, ale byłam nad jeziorem.
Jest następny rozdział. Niestety we wtorek chyba wyjeżdżam nad morze, więc następna notka będzie dopiero w  niedzielę.
Cały czas proszę, abyście dali mi znać jeśli to czytacie, a wiem, że czytacie.
Pozdro, Tonksiak <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz